Flesz: Ostatni akt kariery LeBrona dopiero przed nami

43
fot. newspix.pl

Gdy najlepszy w historii skład Golden State Warriors smagał LeBrona Jamesa w Finałach 2017 roku, gdy tuż po tym Kyrie Irving zdecydował się odejść za kontuzjowanego Isaiaha Thomasa i wybór w drafcie, wyglądało że to już koniec zdobywania mistrzostw przez Króla. Tymczasem w ciągu zaledwie dwóch lat James zabrał złych Los Angeles Lakers spomiędzy Charlotte a Phoenix i uczynił ich znowu wielkimi.

W następnym sezonie Konferencja Zachodnia będzie silniejsza niż była w poprzednim. Od czasu, gdy James i Kawhi Leonard przenieśli się na Zachód odwraca się trend spadkowy, który utrzymywał się od czasu, gdy Tim Duncan zakończył karierę, a Kevin Durant osłabił Oklahomę, by stworzyć superteam w Warriors. Dlatego kilkadziesiąt minut po zakończeniu Finałów James miał powiedzieć w szatni do Anthony’ego Davisa:

“We’ve got more work to do”

James zdaje sobie sprawę, że Kawhi i Paul George wrócą silniejsi o zdobyte doświadczenie i kto wie jak dobrzy znów mogą być Golden State Warriors, którzy mieli będą z powrotem zdrowych Stephena Curry’ego, Klay’a Thompsona, wybór #2 w nadchodzącym drafcie i potencjalnie dobry wybór Minnesoty w następnym.

Ale kto wie też jak silniejsi mogą stać się Los Angeles Lakers – teraz z mistrzostwem. To przecież Los Angeles Lakers, LeBron James i już zdobyty tytuł. Jest to perfekcyjne dopasowanie w grze o ligowy tron, dlatego w lidze, w której koszykarze pod kontraktami coraz częściej decydują o tym gdzie chcą grać, w lidze którą dotknie zaraz recesja, nie można dziś wykluczyć niczego.


W sierpniu zeszłego roku przewidziałem, że Lakers będą w listopadzie liderować Konferencji Zachodniej. Nie spodziewałem się za to jak dobrzy w obronie staną się w grudniu i w styczniu. Szacunek Jamesa dla Anthony’ego Davisa bierze się właśnie z tej strony parkietu, bo nareszcie w swojej karierze gra z gwiazdą, która potrafi robić rzeczy, których on nie potrafi. James rozumie klasę Davisa po bronionej stronie boiska – koszykarsko wychowywał się na obronie pick-and-roll Kevina Garnetta – i zdecydowanie łatwiej jest mu dać sto procent z siebie w obronie, gdy za plecami ma Davisa, a nie Kevina Love’a czy nawet Chrisa Bosha (Bosh rozwinął się z czasem w bardzo dobrego obrońcę pick-and-roll w Miami, ale nie bronił obręczy tak dobrze jak Davis).

Poprzedni już sezon to jednak historia Los Angeles Lakers nie świetnej, ale “tylko” bardzo dobrej obrony, a shooting był tylko niezły w sezonie regularnym (34.9%) i gdy pozycje stają się trudniejsze był tylko dobry w playoffach (35.4%).

Jak zrobić następny krok do przodu? Jest na to miejsce.

Trenerem jest LeBron, Generalnym Menedżerem jest LeBron i właścicielem jest prawdopodobnie także LeBron. Od kilku tygodni nazywam Jeanie Buss najlepszą właścicielką w sporcie, bo pozwoliła LeBronowi i agencji Klutch Sports kierować najpotężniejszą organizacją ligi.

Witamy w roku 2020.


James i Davis to jedyny w historii playoffów NBA duet, który zdobywał minimum 25 punktów na skuteczności minimum 50%. Wspólnie ze swoim przyjacielem z dzieciństwa, a dziś zawiadującym agencją Klutch Sports Richem Paulem – agentem Jamesa i już też agentem Davisa – James zestawił duet pasujący do siebie tak dobrze, że nie potrzebuje on trzeciej gwiazdy, by zdobywać mistrzostwa. Oczywiście, Lakers mieliby prawdopodobnie wyższy sufit, gdyby udało się we Free Agency przed rokiem sprowadzić Kembę Walkera, ale ten sam Walker byłby też łatwym celem do atakowania w play-offach, a takiego łatwego celu dzięki IQ Rajona Rondo i nieprawdopodobnej intensywności Alexa Caruso Lakers nie mieli.

To właśnie po bronionej stronie tkwi siła Lakers. Siła tego dopasowania polega na respekcie Jamesa do Davisa i tego, że we współczesnej lżejszej i niższej NBA James jako rozgrywający, a Davis jako center stanowią oś Tallballu, czyli smallballu z centymetrami i z siłą fizyczną. Ten kręgosłup przechodzi przez sam środek parkietu, co widzieliśmy choćby w meczu nr 2 Finałów, gdy James, Davis i także Rondo rozmontowali przez “grzyba” strefę Miami Heat w jej sercu. To LeBron sprowadził do Lakers Rondo i następnie podpisał z nim nowy kontrakt, nawet Kentavious Caldwell-Pope – także gracz Klutch Sports – którego aż 18-milionowy roczny kontrakt w sezonie 2018/19 był jednym z pierwszych etapów przejmowania organizacji przez Jamesa i Paula, okazał się wyraźnie trzecim-czwartym najbardziej kluczowym graczem Lakers w ostatnich Finałach.

Lakers mogą poprawić się z tym samym składem, który mają teraz.

Mogą znaleźć więcej sposobów na wyizolowanie dwójkowej gry Jamesa i Davisa. Rozpoczęli sezon od dużej dawki pick-and-rolli dwóch swoich najlepszych graczy, ale z czasem od tego odeszli, bo center grający obok Davisa w piątce zapychał pole trzech sekund na starcie obu połów. W drugim sezonie powinniśmy zobaczyć więcej minut z Davisem na centrze, teraz gdy Tallball Lakers przeszedł się w playoffach po wizji Daryla Morey’a i sprawdził się w ostatnim meczu Finałów. Z kolei handoffy Davisa dla Caldwella-Pope’a w meczu nr 5 Finałów pokazały, że istnieje w tym ustawieniu dodatkowy playmaking, który Lakers będzie potrzebny w przyszłości. Przy komponowaniu składu na przyszły sezon Lakers nie mogą skupić się na pozyskiwaniu samych shooterów, ale powinni szukać graczy, którzy potrafią zrobić pompkę, kozioł i rozegrać z tego co nieco lepiej niż Danny Green, Caruso i nawet Avery Bradley (choć on ma wypracowany niezły rzut z półdystansu po pompce). W playoffach jednostronni, niekozłujący i niemobilni shooterzy są dziś już zbyt łatwi do dobiegnięcia i zatrzymania dla coraz szybszych graczy, których mamy w NBA.


Gdybyśmy mówili o Charlotte to obecne możliwości Lakers pozyskania nowych graczy byłyby oczywiście żadne. W końcu młody Kyle Kuzma, kilka przyszłych niskich picków, wyjątek Mid-Level i minima to jak nic. Ale już 40 graczy zdobyło z LeBronem swoje pierwsze tytuły mistrzowskie i wielu z nich, jak choćby Matthew Dellavedova, zawdzięcza mu nowe, wysokie kontrakty. Mogą chcieć użyć LeBrona i Lakers jako platformy do nowej umowy.

Na rynku też w ciągu kolejnych pół roku pojawią się gracze chętni odejść ze swoich drużyn i grać w Lakers. W lidze są kluby, które już tną koszty i mogą patrzeć na podłogę salary-cap (90%) jako miejsce przezimowania kolejnych kilku sezonów. Więc choć dziś wydaje się, że sposoby na to by Lakers się wzmocnili są ograniczone, to nie stawiałbym przeciwko temu, że w ciągu roku nie dołączy do Lakers gracz z ligowego topu (Victor Oladipo? Chris Paul? Bradley Beal?).

Salary-cap i CBA nie powstrzymają Klutch Sports przed największym skandalem.  Lakers to Lakers, a James jest gwarancją wizyty w Finałach NBA. Lakers i LeBron to dziś największy magnes w lidze, być może większy niż jakikolwiek wcześniej, bo James tworzy drużyny i tworzy graczy.

Rozpoczął wszystko w 2010 roku przenosinami do Miami, dziś gra końcowa LeBrona Jamesa to zabrać ligę z rąk właścicieli i stworzyć dynastię w Lakers.

Ostatni akt dopiero przed nami.

57

KOMENTARZE

  1. Królowi zostały jeszcze dwa lata w LA wg obowiązującego kontraktu.
    Lakers pójdą all-in w 3-peat. Taki pewnie będzie plan.
    Będą chcieli wycisnąć jeszcze z tych dwóch lat Lebrona maksymalnie ile tylko się da.

    Lubię to: 35
  2. LeBron jest nie tylko trenerem, generalnym menedżerem i właścicielem, ale jest też spoko gościem.

    W 2008 roku zaliczyłem pobyt w Stanach, u mojej cioci. Ciocia miała małą córeczkę i tak się jakoś złożyło, że często się nią zajmowałem. Miała to być niby szkoła języka dla mnie (xD), tak naprawdę oczywiście znaleźli sobie darmową nianię.

    Pewnego razu dostałem zadanie zabrania kuzynki do fryzjera. No to siedzę w poczekalni (salon nie jakiś mega biedny, ciocia miała kasę) i nagle do tej samej poczekalni wchodzi LeBron James. Przed wyjazdem do USA myślałem, że będę codziennie trafiał na kogoś sławnego, a to była pierwsza taka sytuacja po prawie 3 latach tam spędzonych – nie ogarniałem, że Ohio jest aż taką dziurą. Cholernie się zestresowałem, oczywiście instynktownie najchętniej bym do niego od razu podbił, poprosił o autograf i zaczął sobie robić z nim zdjęcia i tak dalej, ale scykałem / nie chciałem być nachalny, więc po prostu na niego nerwowo zerkałem co 2 sekundy, a on po prostu siedział i czytał jakieś pisemko. Po jakimś czasie moja kuzynka zaczęła płakać – próbowałem ją za wszelką cenę uspokoić, żeby nie zrobiła mi siary przy LeBronie, ale ta ryczała i ryczała.

    I nagle LeBron wstał i do niej podszedł. Delikatnie ją pogłaskał i zapytał co jest nie tak. Ja powiedziałem, że prawdopodobnie jest głodna czy coś. No więc LeBron odłożył gazetę, wziął na ręce moją kuzynkę, podniósł koszulkę i na środku salonu fryzjerskiego nakarmił ją piersią. Zajebiście sympatyczny facet.

    Lubię to: 113
  3. WaszMościowie, Wojowie, Ci wszyscy przyjazdni jak i wrogowie, Polany

    zrozumcie

    to juz koniec NBA.

    jakżeż byłoby cudownie dla mnie doczekać kolejnych Pucharów Króla, jak ocean zieleni, dolin, lasów…

    Polany!!!

    (dołożę)
    MJ 15 seasons over 20 years
    14 missed Finals
    6🏆=GOAT

    Kobe 20 seasons
    13 missed finals
    5🏆=Mamba Mentality

    Bron 17 seasons
    7 missed finals
    4🏆=choker/loser

    The “too scared to try and fail crowd” thinks it’s better to not even have a chance at a title than lose in the Finals

    ps. Butler jest 0-1
    więc LEGACY Antka i wszystkich tych, którzy nie dotarli do Finału jest większe, nieprawdaż.

    Lubię to: 15
    • Niezły trolling. Rozumiem, że zaliczyłeś Jordanowi 5 sezonów w których nie grał w NBA, jako te w których nie doszedł do Finału. Tak naprawdę: Jordan 15 sezonów /6 mistrzostw = 40%
      Lebron 17 sezonów/4 mistrzostwa = 23%
      Danny Green 11 sezonów/3 misie = 27%

      Jordan 6 finałów/ 6 mistrzostw = 100%
      LBJ 10 finałów / 4 mistrzostwa = 40%
      Danny Green 5/3 mistrzostwa = 60%

      Lubię to: 4
        • Czyli że jest świetny w dochodzeniu do finału, nie w wygrywaniu. A robi to ciągle zmieniając kluby, czy konferencje, by ciągle mieć możliwość gry w finale. Po prostu świetny biznesmen. 6/6 lepsze od 4/10.

          Lubię to: 3
          • 6/6=100% 4/10=40%. Nie wiem jakiej matmy się uczyłeś, sorry.
            Chyba, że chodzi o język polski nie zauważyłeś że podałem inne staty.

            Lubię to: 1
          • Zmienia kluby, by każdy z nich wnieść na szczyt i partnerów, by każdy mógł zaznać smak zwycięstwa, niezależnie czy to dziura, czy wielki rynek. Nie zostaje w jednym ciepłym gniazdku z najlepszym trenerem w historii i jednym z najlepszych GMów i znanym środowiskiem, by nie daj boże nie opuścić swojej strefy komfortu i Pippena :)

            Lubię to: 3
          • Jordan po prostu nauczył się na przykładzie Magica, że mniejsza liczba partnerów to mniejsze ryzyko.

            Lubię to: 19
          • Powiedz że trolujesz. Właśnie to, że lebron pojawia się w danej organizacji w największym stopniu przybliża cie do bycia kontenderem, nie odwrotnie. Przecież gdyby został w Cleveland czy Miami to z dużą dozą prawdopodobiensrwa wciąż byliby to kontenderzy

            Lubię to: 1
        • 1. Lebron robi z klubu kontendera = prawda, z jednym zastrzeżeniem, w takim przypadku nie miał po co odchodzić z żadnego klubu, powinien zostać jak Mike w jednym klubie i próbować aż do pierwszego pierścienia.
          2. Zdzisiu – to na pewno prawda :)
          3. Czardi – dobra manipulacja. CLE-Miami Lebron przechodzi do gościa który już zdobył mistrzostwo, by mu pomógł. W następnych sezonach potrzebuje gościa, który też już ma misia, Raya Allena i rzuca mu najważniejszy rzut w karierze. Miami-CLE Kontrakty w Miami stają się za ciężkie i LBJ wie, że znaleźć nowy super team” LBJ Love(s) Kyrie”. Kyrie rzuca decydujący rzut. CLE-Lakers – LBJ wie że w CLE znowu trzeba budować, tego nie chce, więc idzie tam gdzie można wyciągnąć not one, but two superstars. Kończy się na AD, ale w teamie ma wielu superdoświadczonych graczy. Kogo więc niby miał Lebron ulepszać? Andrew Wigginsa? Lonzo Balla? Brandona Ingrama? Kyla Kuzmę? Dannego Greena? Czy może chodzi o supergwiazdy jak Wade, AD, Kyrie, R.Allena, które nie potrzebowały Tatuśka?

          Lubię to: 3
          • Dennisa Rodmana musiał ulepszać :)

            A historia pokazuje, że wszyscy obok LeBrona grają gorszy basket i popadają w ligowe odmęty, grając później za minimum, nikogo “nie ulepszył” :D

            Lubię to: 4
          • No tak- przecież Jordan grał w składzie węgla i papy, który rok w rok wprowadzał do finałów bo ich ulepszał:)
            Nie to co ten wstrętny Lebron z Mo Williamsem czy Sasha Pavlovicem, który nigdy bez supergwiazd nie grał wysoko…

            Lubię to: 4
          • Kris1985 masz absolutną rację. Właśnie dlatego zacząłem swoją wypowiedź od przejścia LBJ do Miami. Bo wtedy się skończył temat GOAT. Wtedy też LBJ przestał bronić i zaczął masowo oddawać matchupy w ręce kolegów. Wtedy też zaczął mniej się udzielać w crunch time w PO. Była nawet mowa, że Miami powinno wygrywać przed crunch time, bo inaczej będzie krucho. Temat do dziś był aktualny. Wyjątkiem dla mnie był Jego mecz przeciwko Detroit w barwach Miami. Ale to wygodne ustawianie się to znak dzisiejszych czasów: Durant, Kawhi, Harden robią to samo. To raczej dyskusja na temat różnic między erami. Dziś LBJ jest najlepszy w tym co reprezentuje ta era. Ale ja wolę pot i ból na parkiecie, branie na siebie najlepszego przeciwnika w obronie. JimmyB i tylko on. I pieprzyć Taco Tuesday, w Tuesday robimy dodatkowy trening :) wybaczcie mi tego LBJ, ale nie jest on zupą pomidorową.

            Lubię to: 2
  4. To że Jordan jest GOAT to chyba tylko kretyn może kwestionować podobnie jak to, ze 6/5/4 tytułu w jednej organizacji liczą się wyżej niż 6/5/4 tytuły w kilku co ładnie uzasadnił kolega powyżej… ale ja naprawdę nie rozumiem, że skoro tak liczymy mistrzostwa i czynienie swoich partnerów lepszymi to czemu LBJ nie porównuje się do Magica..? Bo Magic jakby nie było został MVP finałów w swoim pierwszym sezonie w lidze, a następnie przez dekadę tłukł się z finałach z Bostonem, po drodze zdobywając 5 tytułów. W czym wymiernie Lebron jest lepszy?:)

    Lubię to: 1
    • To, że Bill Russel jest GOAT to tylko kretyn może kwestionować podobnie jak to, ze 11/10/9 tytuły jednej organizacji liczą się wyżej niż 6/5/4 tytuły w kilku co ładnie uzasadnił kolega powyżej… ale ja naprawdę nie rozumiem, że skoro tak liczymy mistrzostwa i czynienie swoich partnerów lepszymi to czemu Jordana nie porównuje się do Magica..? Bo Magic jakby nie było został MVP finałów w swoim pierwszym sezonie w lidze, a następnie przez dekadę tłukł się z finałach z Bostonem, po drodze zdobywając 5 tytułów. W czym wymiernie Jordan jest lepszy?:)

      Lubię to: 29
  5. Fani Lebrona każda statystykę obrócą w przewagę. Liczba pierscieni się nie zgadza to teraz najwazniejsza jest ilosc Finałów. Gdyby nie te finały to by liczyli finały konferecji a pozniej wejscia do play-off koncząc na przybitych piątkach.

    Lubię to: 6