Między Rondem a Palmą (906): Pierożków szukałem w tym wszystkim

11
fot. Oskar Pilch po przeróbce

Dziś w Palmie rozmawiamy o playoffach, o miłości koszykarzy do wina i o podejrzanych koneksjach Pata Riley’a z Johnem Caliparim. Sprawdzamy koty Warszawy, jak ostrzeliwać domy i co było pierwsze: bieda czy kuchnia.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

54

KOMENTARZE

  1. @znyk
    Bieda-gangsta piją Olde English 800.

    Nie jest to Romanee-Conti, czy Ardbeg, ale ryje beret, i ma dodatkowy walor towarzyski- picia w kilku bros z gwinta, ponieważ “klasyczny model” to butelka 40oz (1,36l)

    Lubię to: 1
  2. Odnosnie ekspertow nba w winie i wszystkim dookola.

    Ogolnie kazdy moze miec dowolne zainteresowania i pasje poza koszem: winko, architektura, prowadzenie biznesow(vide Kyrie Mr MBA Irving) i ja bym tego nie wysmiewal. ALE! Bardzo szybko, doslownie w 2 pierwszych zdaniach nawet laik moze sie zorientowac czy ktos(np nba superstar) zna dana dziedzine (chocby powierzchownie) czy tylko przeczytal naglowek na zoltym pasku.

    Pamietam wywiad Simmonsa z KD po pierwszym mistrzostwie, jak go pytal o jakies(nawet nie pamietam co to bylo) biznesy i KD odpowiadal w stylu: “Yeah, that one is great. You know, that other is cool, yeah”.

    Troche mi to przypomina dyskusje panow pod spozywczakiem:
    – Wiec, ten… no… rozumiesz…?
    – Tak, tak… czaje… czaje, no…

    Lubię to: 12
    • Wszystko sprowadza się do odpowiedniej ilości wykonanych powtórzeń.
      Jeżeli zrobisz daną rzecz bardzo wiele razy, możesz powiedzieć że się na tym znasz.

      W wakacje, na początku studiów, pojechałem na jakiś letni camp sędziowski.
      Odwiedził nas wtedy Pan Zych. Chyba wpadł w odwiedziny do któregoś z instruktorów. Facet był dla nas bogiem i niedoścignionym ideałem – kilka lat wcześniej sędziował przecież finał Dream Teamu. Oczywiście został poproszony o krótką pogadankę motywacyjną dla świeżaków. Na końcu była też możliwość zadawania pytań. Pewien koleś z lekką nadwagą :) zapodał bardzo mądre pytanie:
      – Panie Wiesławie, kiedy będę wiedział, że jestem już dobry?
      Odpowiedź:
      – Jak przesędziujesz 1000 meczów to będziesz już wiedział.

      Lubię to: 5
      • Powiedzial “somelier” Edek i otworzyl jabluszko sandomierskie nr 999… ;)

        Oczywiscie zgadzam sie, ze bezposrednie doswiadczenie i powtorzenia sa niezbedne zeby wejsc na pewien poziom, natomiast od pewnego momentu to nie wystarczy.

        W skrocie: nie wystarczy badac dana dziedzine wglab(X wypitych winek), ale wszerz(rozne, wyselekcjonowane wg konkretnego klucza winka, czy wrecz rozne wyselekcjonowane smaki napojow/pokarmow).
        Tutaj moge polecic np model zdobywania kompetencji braci Dreyfus. Nie jest idealny, ale jest dosyc prosty.

        Pozdrawiam!

        Lubię to: 3