5 na 5: Co dalej z Clippers? Dlaczego Nuggets “pokonają” Lakers?

23
AP Photo

1. Czy “Klątwa Clippers” – 50 lat bez finału konferencji (Chris Paul też to “przeżył”) – istnieje, czy też jest to jakaś bajka?

Przemek Kujawiński: Czuję się głupio, musząc odpowiadać poważnie na tak postawione pytanie, ale skoro żyjemy w czasach, w których wciąż większość tej planety wierzy w jakiegoś boga, to pewnie też większość wierzy w klątwy. Nie, klątw nie ma. Są niekompetentni ludzie, są kontuzje, są wypadki losowe dziesiątki innych przyczyn. Spośród wszystkich klubów NBA, któryś musi przecież mieć najdłuższą serię bez finałów konferencji. Kiedy Clippers wreszcie tam zawitają, zaczniemy mówić o klątwie Hornets?

Michał Kajzerek: Nie wierzę w takie rzeczy. Dotąd po prostu nie mieli szczęścia do ludzi, których wybierali. To zawsze sprowadza się do podejmowanych decyzji, a nie do tego, czy Doc Rivers przeszedł pod drabiną. W sezonie 2019/2020 dysponowali drużyną, która koniec końców nie miała tożsamości.

Adam Szczepański: Nie wierzę w klątwy, ale może w przypadku Clippers zrobię wyjątek, bo z tym klubem naprawdę jest coś nie tak. Wcześniej wszystko można było tłumaczyć fatalnymi rządami Donalda Sterlinga, ale teraz? W czasach Chrisa Paula i Blake’a Griffina zatrzymywały ich kontuzje albo marnowali dobre okazje, a teraz już po raz drugi oddali serię, kiedy tylko zwycięstwo dzieliło ich od finałów konferencji. Teraz skład był na miarę mistrzostwa, a zupełnie się posypali i w kompromitującym stylu przegrali trzy kolejne mecze. Dzieją się dziwne rzeczy, jakby Clippers po prostu nie mieli prawa przedostać się przez drugą rundę playoffów.

Sebastian Bielas: Powoli zaczynam w nią wierzyć. Wygląda to tak, jakby komuś tam na górze zależało na tym, aby Clippers byli jak najbliżej Finałów Konferencji, po to tylko żeby później z jak największym hukiem odpaść z rywalizacji. Brakuje tylko, żeby w przyszłym roku pozwolili sobie wyrwać serię prowadząc 3-0. Czy wystarczy w końcu wynieść się ze Staples Center? Wiem, że do bańki na Florydzie z Kalifornii kawał drogi, ale może po prostu Bogowie Koszykówki uznają tylko jedną drużynę z tej hali, wybrali Lakers i nie mają zamiaru zmieniać zdania bo są zbyt leniwi? Do dzieła Panie Ballmer przyspieszaj z tym Inglewood BEC.

Piotr Sitarz: Bzdura. Historia Clippers to splot złych decyzji i niefortunnych zdarzeń – czyli kontuzji albo zapaści mentalnych – i przede wszystkim funkcjonowania w rozłożystym cieniu rzucanym przez Los Angeles Lakers, którzy od 50 lat przyciągają lepszych graczy, lepszych fanów, lepszych sponsorów – nawet w XXI wieku, gdzie niby wielkie marki miały cieszyć się mniejszą popularnością niż sprawnie działające organizacje. No nie. LeBron i Davis wybrali Lakers, bo to Lakers. Kawhi wybrał Clippers, bo ambicja nie pozwoliła mu dołączyć do tamtych dwóch.

Maciej Kwiatkowski: Ta raczej nie istnieje. Spytałem bo (w pisaniu chodzi czasem o to żeby wkurwić kolegów, RIP Pilchu) tak konsekwentnie i równo z 3-1 do 3-4 to chyba nikt nie dotarł, żeby w każdej z tych trzech ostatnich porażek prowadzić i jeszcze tak wysoko. Czytałem/słuchałem/oglądałem o Klątwie Bambino i Klątwie Bobby’ego Layne’a i po prostu nie jestem w stanie w stu procentach wykluczyć możliwości, że ze szkodą nie odbijały się “one” na kolektywnej psychice całego klubu i jego fanbase’u. W tę Clippers jakoś raczej nie wierzę. Początek to niby przenosiny z Buffalo do San Diego w 1977 roku i kilka wydarzeń związanych z Jackiem Ramsay’em, Mosesem Malone’em, z Tiny’m Archibaldem i z Billem Waltonem, ale ludzie dziś inni, a fanbase za mały, żeby trzymać jakieś duchy za ścianą.

Maciej Staszewski: W tym momencie to bardziej klątwa Doca Riversa. Od 2013 roku jest trenerem tej drużyny, która w tym czasie była rok w rok kontenderem i miała w swoich prime Chrisa Paula, Blake’a Griffina, DeAndre Jordana, Kawhi’a Leonarda, Paula George’a i miliony fantastycznych role playerów. Mimo to ani razu nie awansowała choćby do Finału Konferencji, niemal za każdym razem roztrwaniając przewagę w decydującej serii i zaliczając jakiś historyczny choke. Tak, wierzę, że póki Doc jest w tym teamie to nawet przy prowadzeniu 3-1 z kompletnie rozklepanymi Nuggets, będzie przed G5 całkowicie zesrany i nie tylko nie da rady zmobilizować drużyny do zadania decydującego ciosu, ale wręcz da radę ją zdemobilizować. Jak chcesz, możesz nazywać to klątwą.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

20

KOMENTARZE

  1. Wielkość LeBrona tak naprawdę zdefiniowały 4 lata ponownego pobytu w Cavs, w tym Miś po wyjściu z 1:3 w finałach z drużyną z najlepszym bilansem reg season w historii NBA. Czwarty tytuł z LA nie przeważy szali, ale na pewno przypoleruje tę wielkość, będzie ona bardziej błyszczeć.

    Lubię to: 39
  2. Pytanie nr. 6: Jak historia przy ewentualnym zwycięstwie Lakers zapamięta gracza, który zdobył 3 tytuły dla trzech różnych organizacji na przestrzeni 6 lat. Jak będą mówić o Dannym Greenie?

    Lubię to: 41
  3. Czy ktoś wie jak można zmieścić Chrisa Paula w Clippers w następnym sezonie? Średnio przepadam za tym teamem LCL, zdecydowanie bardziej wolałem ekipę z Blakiem, Chrisem i DeAndre nawet jeżeli nic nie wygrali.
    Ale jeżeli miałbym im coś doradzić to ściągnięcie za wszelką cenę Paula jeśli chcą wygrać to mistrzostwo. Tylko czy to jest w ogóle technicznie możliwe?

    Lubię to: 4
  4. Nie wygłupiamy się już tymi porównaniami do Jordana. Imponujące jest wejście do 9/10 finałów, tyle, że Jordan nie wchodził do nich, bo lata 80 zdominowali 2 koszykarze z top5 i jeden z top10 ever-Lebron w swoich czasach (PRZEZ CAŁĄ KARIERĘ) miał jedynie Kobego, który spełnia powyższe wymagania. A jak Jordan zaczął już do tych finałów wchodzić to je po prostu wygrywał, z przerwą na urlop. Naprawdę ktoś uważa, że gdyby nie przerwa nie miałby 2 tytułów więcej?Serio?Naprawdę ktoś uważa, że to co MJ mówi na końcu The Last Dance, że mogli pograć jeszcze rok i wygrac to jego wishful thinking? Obstawilibyscie inaczej? No raczej nie, więc proszę nie mówmy o tym kto jest GOAT bo ta dyskusja jest dawano rozstrzygnięta i się na zmianę nie zanosi :) Pomijając kwestie czysto koszykarskie czyli umiejetność zdominowania gry, clutch czy obronę. Lebron jest lepszy w czynieniu partnerów dużo lepszymi niż są i to jest niezaprzeczalne, ale czy w jego grze jest „magia”? No nie…Aaaa i o wpływie kulturowym nie wspomnę, bo od Jordana większy jedynie jest Ali, a Lebron to po prostu „jakiś koszykarz”, u nie miłośników basketu wzbudza takie emocje jak Cristiano Ronaldo.

    Lubię to: 5
    • Od internetowych fanatyków Jordana gorsi są tylko fanatycy Bruce’a Lee. Zaprosiłbym tu kilku, to by wam wytłumaczyli, że Bruce Lee nie tylko by temu Jordanowi głupi ryj rozwalił, ale jeszcze ograł go w kosza, bo nunczako potrafił grać w ping ponga i zadawał śmiertelne jednocalowe ciosy, ot co.

      Lubię to: 4
        • Dobra, chciałeś to masz xD:

          Nie przynależę do “kościoła LBJ”, ale uważam, że jest na tyle dobry że każdy “w sercu serc” powinien sam zadecydować kto jest “lepszy” – bo nie ma obiektywnych kryteriów by to stwierdzić. To kto jest “lepszy” dla poszczególnych osób zależy m.in. od tego co cenią w koszykówce.

          Tutaj miało być rozbicie Twojej wypowiedzi na czynniki pierwsze, ale zdałem sobie sprawę, że poza wywołaniem gównoburzy to nic nie wniesie – wszyscy wiedzą jakie są plusy i minusy Jordana oraz plusy i minusy LBJ. Nawet najładniejsze ich opakowanie (to niestety do takich nie należało) nie przechyli “definitywnie” szali na jedną czy drugą stronę.

          Lubię to: 5
          • Dziękuję za wyjaśnienie sensu wypowiedzi :) Fundamentalnie się nie zgadzam, dopuszczałbym powyższą rozmowę jeśli gadalibyśmy o Magicu (to jest najbardziej porównywalny do Jamesa gracz z wszechtopu), który z nich jest lepszy, ale Jordan…no i się tu zatrzymajmy, będziemy się mogli poprodukować jeśli finały się skończą tak jak wszyscy aktualnie obstawiają :)

            Lubię to: 0