Mike D’Antoni kończy swoją przygodę z Houston Rockets

8

Mike D’Antoni poinformował management Houston Rockets, że nie będzie prowadził już rozmów na temat ewentualnego nowego kontraktu i tym samym zakończył swoją czteroletnią przygodę z ekipą Rakiet:

Doniesienia sprzed kilkunastu dni mówiły nam o tym, że zatrzymanie D’Antoniego będzie dla Rockets priorytetem w offseason. Nie wiadomo, czy przegrana w drugiej rundzie z Los Angeles Lakers przyczyniła się do decyzji trenera o zostaniu wolnym agentem, czy też ten krok był zaplanowany już od rozpoczęcia sezonu, kiedy to nie udało mu się porozumieć z Rockets w sprawie nowego kontraktu. D’Antoni w swoim oświadczeniu na Twitterze przekonywał o swoim przywiązaniu do Houston, organizacji Rockets i do wszystkich jej członków.

Jako wolny trenerski agent D’Antoni zapewne nie będzie mógł narzekać na brak zainteresowania ze strony ligowych zespołów – o ile oczywiście zadeklaruje chęć dalszej pracy na stanowisku szkoleniowca. Podobno najchętniej widzieliby go u siebie Indiana Pacers i Philadelphia 76ers:

D’Antoni prowadził Rockets od 2016 roku – zaliczył z nimi bilans 217-101. W każdym z tych sezonów ekipa z Houston wygrywała co najmniej jedną rundę fazy playoff.

Ekipa z Teksasu już niebawem rozpocznie zatem poszukiwania nowego trenera. Według najświeższych raportów Tima MacMahona z ESPN Rockets najmocniej będą łączeni z Samem Cassellem – obecnie asystentem Doca Riversa w Clippers oraz Tyronnem Lue i Jeffem Van Gundym.

78

KOMENTARZE

  1. W tym sezonie było widać, że Morey zabrał mu radość z trenowania. Jasne, D’Antoni nie narzekał pewnie na taki styl gry, musiał chyba w jakiś sposób “zgodzić się” na to wszystko, ale jakoś tak podświadomie wyglądał, że trenerem jest Morey i jego obliczenia, a Mike ma siedzieć na ławce i firmować to wszystko swoją twarzą. Wydawało się, że każda akcja została już rozrysowana w biurze GMa. Można było wyćwiczyć lepiej pewne schematy, ale właśnie bez tej pasji, bez ważnego kontraktu, nie było widać, że D’Antoniemu na tym zależy.

    Lubię to: 6
  2. Nigdy nie lubiłem tych Houston Rockets D’Antoniego, ale trzeba im przyznać, że kiedy sporo zespołów myślało, żeby poprostu przeczekać Warriors Oni podjęli walkę i w 2017 bodajże byli naprawdę bardzo blisko. Za to szacun.

    Lubię to: 14