Magiczny czas Linsanity

5
fot. NBA League Pass

Pozytywne historie to jest teraz coś, co przyda się każdemu, żeby choć na chwilę oderwać się od otaczających nas problemów, dlatego pomyślałem, że to idealny moment, żeby przypomnieć jedną z najbardziej niesamowitych historii w dziejach NBA. Przypomnieć magię nieobecnego w tym momencie sportu, którego tak tam brakuje. Przypomnieć niezwykły czas, kiedy cały koszykarski świat nie był zatrzymany przez pandemię, tylko opanowany przez prawdziwe szaleństwo związane z jednym niepozornym zawodnikiem. A działo się to w skróconym sezonie, po tym jak z powodu lokautu przez kilka miesięcy byliśmy pozbawieni koszykówki, co nieco przypomina obecną sytuację. Teraz też czekamy aż sport wróci i znowu będzie dostarczał nam niezapomnianych emocji.


Linsanity to historia kopciuszka w wydaniu NBA, która wyglądała jak gotowy materiał na hollywoodzki film – zawodnik z końca ławki, na którego nikt nie zwracał szczególnej uwagi, wykorzystuję swoją szansę, nagle wybija się i w kilka dni staje się bohaterem na skalę światową. Z drugiej strony, gdyby to nie wydarzyło się naprawdę, pewnie nie uwierzylibyśmy, że jest realne i uznalibyśmy, że scenarzyści przesadzili próbując podkręcić tę historię.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułGra Draftowa: Steve Nash wybrany z nr 1!
Następny artykułZnamy nazwiska graczy nominowanych do tegorocznej Galerii Sław

5 KOMENTARZE

  1. Dobrze było sobie przypomnieć ten okres, gamewinnera z Raptors oglądałem na żywo przed komputerem z wypiekami na twarzy, w czasach, gdy byłem największym fanem Duranta i największym hejterem LeBrona. Dzięki Adam za kawał dobrej roboty!

    Lubię to: 5
  2. pozytywna historia nie odrywa od codziennych smutków, kiedy na samym wstępie przypomina o istnieniu codziennych smutków… pół żartem pół serio oczywiście, bardzo dobry tekst Adam!

    Lubię to: 0