Tom Meschery – jak krewny Tołstoja został gwiazdą NBA

5
Youtube.com

Nie obwiniaj się, jeżeli zupełnie nie kojarzysz powyższego nazwiska, bo Tom Meschery to w końcu  postać z dość dawnych czasów NBA. Jego historia to jednak gotowy scenariusz na film. W dodatku, ten prawdziwy człowiek renesansu wśród zawodowych koszykarzy, był oficjalnie pierwszym obcokrajowcem, który wystąpił w All-Star Game. A było to już prawie 60 lat temu…

Po kolejnym dowodzie na to, że mecz Rising Stars powinien zostać ostatecznie zaorany, dyskusyjnych sobotnich konkursach i wreszcie w oczekiwaniu na niedzielny “spektakl” (nie wierzę, że zmiana formuły wiele zmieni), przyjrzyjmy się bliżej sylwetce człowieka, który dawno temu znalazł się w elicie NBA, choć urodził się bardzo daleko od Stanów Zjednoczonych.

Gdyby spytać pierwszego z brzegu fana, kiedy po raz pierwszy jakiś obcokrajowiec zagrał w Meczu Gwiazd, zapewne padłaby odpowiedź, że było to gdzieś we wczesnych latach 90. Tymczasem taka sytuacja miała miejsce już dużo, dużo wcześniej – dokładnie na 5 dni przed narodzinami Detlefa Schrempfa.

W tym miejscu ostrzeżenie: cofamy się do czarno-białej ery koszykówki.

(w tle odgłosy niezadowolenia i nerwowe klikanie lub “mizianie ekranu” w celu opuszczenia strony)

Eee, będzie nudno? Dlaczego? Tylko dlatego, że Tom Meschery w dzisiejszych czasach nigdy nie znalazłby się w składzie drużyny NBA? Dajmy spokój. To w końcu All-Star Weekend.

W swoich czasach Meschery jako pierwszy “wykonałby wyrok” na boisku w Twoim imieniu (bo było to wręcz mile widziane), a po wszystkim poszedłby z Tobą na drinka do najbliższego baru i jeszcze napisał wiersz o całym zajściu. Żadne tam “pitu pitu” w stylu Whiteside vs. Valanciunas sprzed kilku dni, tylko klasyczne “buła, łokieć”. Poza tym to pierwszy Warrior, którego numer został zastrzeżony. Nie bez powodu.

Odpalamy zatem dla klimatu “California Dreamin” The Mamas & The Papas i czytamy!

Na postać Toma Meschery’ego natknąłem się dość przypadkowo. Wcześniej “przewijał się” jedynie podczas wielokrotnego studiowania biografii jego wybitnych kolegów z Warriors – Ricka Barry’ego czy Wilta Chamberlaina. Z tym drugim Meschery długo żył zresztą w bardzo przyjaznych stosunkach – również po tym, jak obaj zakończyli swoje zawodowe kariery. Stąd spoiler: będzie też trochę ciekawostek o samozwańczym królu wśród największych ogierów w dziejach NBA.

Początkowo wpis miał być o Knicks z sezonu 1962/63. Oczywiście chodziło o nawiązanie do tego ultra small ballu Houston Rockets i przybliżenie historii pierwszego zespołu, który regularnie rozpoczynał mecze piątką graczy wzrostem pasujących bardziej do rozgrywek ligi uczelnianej. Szybko przekonałem się jednak, że za bardzo nie ma o czym pisać.

Tamci Knicks, którzy 31 stycznia ’63 wyszli w przegranym meczu przeciwko Chicago Zephyrs w składzie, w którym próżno było szukać jakiegoś dwumetrowca, byli ligowym pośmiewiskiem (brzmi znajomo?). Przez cały sezon wygrali tylko 21 razy, ponosząc w sumie 59 porażek, co dawało im mało zaszczytne, ostatnie miejsce w tabeli.

Zephyrs to też nie byli zresztą jacyś kozacy. Ich bilans był niewiele lepszy i wyniósł wtedy 25-55. W “Wiaterkach” grał zresztą wtedy posiadacz być może najbardziej klawego nazwiska w historii zawodowej koszykówki – sam Barney Cable.

Small ball w latach 60., z racji braku linii rzutów za 3 punkty i gry skoncentrowanej wokół kosza, nie miał większych szans na powodzenie. Dla takiego Wilta Chamberlaina oznaczało to kolejny łatwiutki dzień w pracy.

Knicks nie mieli wówczas po prostu innego wyjścia. Byli w sytuacji kryzysowej. Kontuzje oraz brak brak wielkich graczy – dosłownie i w przenośni – sprawiły że ich pierwsza piątka wyglądała jak wyglądała. Taka tam banda rosłych licealistów.

Tego styczniowego wieczoru nawet niejaki Charlie Hardnett z Zephyrs, który miał w “w papierach” oficjalnie 203 cm wzrostu i w NBA spędził łącznie ledwie 3 sezony, zebrał z tablic przeciwko nowojorczykom aż 22 piłki.

Tyle więc wyszło z planów napisania czegoś ciekawego o Knicks… W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak przenieść się myślami na zachodnie wybrzeże, do malowniczego San Francisco.

Podczas gdy Wilt Chamberlain zaliczał kolejne miłosne podboje na czele z ówczesną gwiazdą Hollywood, Kim Novak i jedyny raz w karierze kończył sezon bez awansu do playoffs (co jest jednak dość kompromitującym faktem w jego bardzo bogatej karierze), w składzie San Francisco Warriors coraz jaśniej zaczynała błyszczeć gwiazda lokalnego bohatera, Toma Meschery’ego.

Chociaż wszystkim fanom w Bay Area był on dobrze znany ze swoich wcześniejszych osiągnięć, jeszcze jako obiecujący talent z liceum Lowell we “Frisco”, korzenie naszego bohatera sięgają znacznie dalej niż północnej Kalifornii. W rzeczywistości skrzydłowy Warriors urodził się w odległym Harbin – obecnie stolicy chińskiej prowincji Heilongjiang – i wcale nie jako Tom Meschery, a Tomislav Nikolayevich Meshcheryakov.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

34

KOMENTARZE