Ktokolwiek widział, ktokolwiek pamięta: Fat Lever

1
fot. denverpost.com

Jeśli rzuci się okiem na listę 10 graczy z największą liczbą triple-doubles w historii, jego nazwisko z pewnością zostanie szybko zauważone. Głównie dlatego, że jest zdecydowanie najmniej znane. Choć nie jest kandydatem do Hall of Fame, a w Meczach Gwiazd wystąpił tylko dwukrotnie, w latach 80. nie sposób było nie zwrócić uwagi na jego wszechstronność. Ostatecznie w tamtej dekadzie więcej triple-doubles zaliczyli tylko Magic Johnson i Larry Bird.

Wielu z nas docenia zalety i świetną formę Shaivonte’a Aiciana Gilgeousa-Alexandra (doceńmy w tym miejscu również fakt, że jest to wciąż dużo krótsze nazwisko niż chociażby u Dikembe Mutombo). Pamiętamy też jego niedawny popis przeciwko Timberwolves, kiedy nieco po cichu w niecałe 37 minut, miał po 20 punktów i zbiórek, a także 10 asyst. Shai to fajny dzieciak, a Jerry West z pewnością wiedział co mówi, po tym jak Clippers pozyskali go w dniu draftu z Charlotte Hornets. Tłumaczenie na polski jest chyba zbędne:

“Shai’s just going to be a tremendous player in this league. He’s so young, he’s got instincts that set him apart from other players. He’s going to be a really good player. Obviously, Shai is going to attract a lot of attention the way he plays. He’s a terrific young player for a kid so young.”

“The Logo” rzadko się mylił i zanosi się na to, że tutaj również nie dojdzie do żadnej pomyłki. W OKC – mieście, w którym chodników poza centrum jest jak na lekarstwo, a w klubach ze striptizem łatwo o naprawdę bardzo grube kobiety – będą mieli z niego pociechę.

W Oklahomie pamiętają zresztą takie wyczyny bardzo dobrze. Russell Westbrook wciąż jest tam, delikatnie mówiąc, mile widziany, a jego trzy ostatnie sezony w klubie ze średnimi triple-doubles na zawsze przejdą do historii.  Na ten moment Kevin Durant może jedynie pomarzyć o takiej sympatii w mieście, w którym spędził większość swojej kariery.

Zostawmy jednak Oklahomę i przenieśmy się do nie aż tak odległego Denver, gdzie codzienne życie i miejskie atrakcje wyglądają zupełnie inaczej. Piękne miasto położone pośród Gór Skalistych ma bardzo bogate sportowe tradycje i każdy znajdzie tam coś dla siebie. Są uwielbiani Broncos, hokeiści Colorado Avalanche, piłkarze Rapids, baseballiści Rockies oraz oczywiście Nuggets.

Choć ci ostatni nigdy nie zdobyli mistrzostwa w swojej lidze (byli jedynie finalistami ABA jeszcze w 1976 r.), to jednak nie można o nich powiedzieć, że mają ubogą historię. W 1994 r. zaszokowali świat i jako pierwszy zespół awansowali z ósmego miejsca do półfinałów Konferencji Zachodniej. Wcześniej Nuggets również miewali dobre lata, a w ich szeregach grało sporo ciekawych graczy. Wśród nich może i przeceniany, ale jednak wciąż świetny na swój sposób Alex English, David Thompson, jeden z moich ulubieńców NBA lat 70. i 80., czyli Dan Issel oraz właśnie on – Lafayette “Fat” Lever.

Choć wcale nie był gruby, jak sugerowałby jego pseudonim (w czasach zawodniczej kariery jego waga nie przekraczała 80 kg, a ksywę otrzymał jeszcze w dzieciństwie za sprawą młodszego brata, który długo nie potrafił wymówić imienia Lafayette), to jednak pod koszami w znany tylko sobie sposób z reguły docierał do piłki jako pierwszy. Czynił to erze podkoszowych King Kongów i w czasie, kiedy rzuty za 3 punkty były jeszcze albo dziełem przypadku, albo aktem desperacji, stąd też można wysnuć wniosek, że trudniej było o tzw. long rebounds, które częściej padają łupem niższych graczy (chociaż zdania na ten temat są podzielone).

To czego możemy być jednak absolutnie pewni, to tego, że Fat Lever – mimo tylko nieco ponad 190 cm – aż przez 4 lata z rzędu był liderem Nuggets w kategorii zebranych piłek. I to jest imponujące. 21 zbiórek w meczu przeciwko Olajuwonowi i Houston Rockets? Proszę bardzo. Tego dnia nawet Danny Schayes miał nosa do zastawiania (16 zbiórek), a często to właśnie on był głównym obiektem żartów, że mimo prawie 7 stóp wzrostu nie potrafił przewodzić drużynie w tej kategorii.

Nie był to wcale jakiś przypadek. Lever miał w końcu podobne występy. Jeszcze w tym samym sezonie (1987/88) przy innych okazjach gnębił m.in. Cavs, kiedy miał po 20 punktów i zbiórek, 12 asyst i 6 przechwytów oraz Mavs, kiedy na jego linijkę w protokole złożyło się 25 punktów, 19 zebranych piłek oraz 13 asyst.

Tak, “Gruby” naprawdę potrafił grać i to również w obronie. W latach 80. był w elicie przechwytujących, a w swoim najlepszym sezonie (właśnie 1987/88) był nawet w All-Defensive 2nd Team.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

31

KOMENTARZE