Kajzerek: The Gap-Year

4
paschall kerr warriors
AP Photo

Golden State Warriors przekonują się właśnie, w jak bardzo przewrotnym środowisku funkcjonują. Okoliczności ich wycofania się z głównej rywalizacji nie sprzyjają rzecz jasna otoczce przenosin do San Francisco. Tak jakby wszystko sprzęgło się przeciw Joe Lacobowi i Peterowi Gruberowi, bo przecież karma wraca i nawiązuję tu do tekstu sprzed tygodnia. Chciałem przedłużyć tamten wątek, ale tym razem schodząc na kwestie stricte sportowe, dotyczące bezpośrednio tego, co się stało i co się wydarzy z ekipą Boba Myersa.

Z potrzeby zrodziło się interesujące określenie “gap-year”, które ma w precyzyjny sposób scharakteryzować bieżącą sytuację zespołu. Splot różnych zdarzeń spowodował, że Warriors zostali zmuszeni do przeprogramowania sezonu 2019/2020 i przerzucenia swoich sił na kolejne lata, które mają pomóc wrócić drużynie do rywalizacji ze ścisłą czołówką. Dlatego gap-year jest momentem ładowania magazynku i rzekomo wielu GM-ów obawia się drużyny, jaką Warriors będą w momencie przywrócenia im pełnej mocy. Tom Habestroth z ESPN mówił o tym niedawno.

– Rozmawiam z ludźmi wokół ligi i mówią, że są przerażeni wizją Warriors, bo równie dobrze mogą oddać wysoki pick w kolejnym drafcie i ściągnąć kolejnego All-Stara – mówi dziennikarz. – A co jeśli zostawią sobie wybór i trafi do nich ktoś pokroju Luki Doncica? Będą przerażąjący. Do tego wróci grupa, którą przecież cały czas mają, a w międzyczasie Eric [Paschall] robi ogromne postępy. Człowieku… każdy chciałby mieć taki “gap-year” – dodaje.

Dla Warriors to szczęście w nieszczęściu. Z jednej strony mogą przegrupować siły i odpocząć od zgiełku, jaki powstał wokół nich na przestrzenii lat, lecz z drugiej stali się mało atrakcyjni dla rynku, na jakim operują, co skutecznie zablokuje budowę nowej społeczności wokół drużyny. Pozostaje to przełknąć i uzbroić się w cierpliwość. Chase Center nie powstało wyłącznie dla Warriors – jest wielofunkcyjną zabawką, która zapewnia konsumentom całą masę wrażeń od zakupów po gry i rozrywkę w postaci m.in. meczów najlepszej ligi świata.

Zatem Bob Myers został wywołany do tablicy. Od paru lat zajmuje miejsce wśród elity GM-ów NBA i znów musi potwierdzić swoją ponadprzeciętność. Zbudował przekonanie, że jest gościem, który poradzi sobie bez względu na to, jaka ciąży na nim odpowiedzialność. Rok przerwy od walki w czołówce zapewne pozwoli mu złapać oddech. Ponadto zapewni sporo czasu, by przewartościować to, co Warriors obecnie mają i dostosować do wszelkich potrzeb, jakie postawi przed nimi bardzo konkurencyjna rywalizacja w zachodniej konferencji.

Gdy Myers zaczyna intensywnie główkować, NBA wyczekuje przestraszona. Optymalny scenariusz zakłada, że sezon 2020/2021 Warriors rozpoczną mając w składzie Stephena Curry’ego, Klaya Thompsona, D’Angelo Russella (tutaj wiele wyjaśni ewentualny transfer) i Kevona Looneya. W salary-cap znajdzie się także 17 milionów dolarów z wyjątku dla zespołu płacącego podatek od luksusu oraz wyjątek mid-level – obie ulgi pomogą w rozmowach z weteranami gotowymi uzupełnić ławkę rezerwowych. Do tego gracz z wysokiego miejsca w drafcie lub All-Star, którego GSW dokoptują w wymianie za wspomniany pick.

Taka perspektywa sprawia, że na twarzy kibica Warriors pojawia się nieśmiały uśmiech i jakoś łatwiej znieść trudny czas, przez który przebrnąć trzeba teraz. Mamy prawie połowę grudnia, a Warriors wygrali pięć meczów. Steve Kerr korzystał już z prawie każdej możliwej konfiguracji pierwszej piątki. Wszedł do laboratorium pełnego związków, z którymi nie miał do tej pory do czynienia. Połączenie większości z nich wybucha mu prosto w twarz, ale jeden wydaje się być wartym uwagi katalizatorem. 23-letni Eric Paschall rozgrywa swój pierwszy sezon po opuszczeniu Villanovy.

Pod nieobecność naturalnych liderów rotacji, silny skrzydłowy przejął obowiązki go-to-guya i w pierwszych 23 meczach swojej kariery notował średnio 17,1 punktu, 5,3 zbiórki trafiając 51% z gry i 30% z dystansu. Sztab jest pod wrażeniem jego koszykarskiej dojrzałości. Za mniej więcej trzy lata ten gość będzie wchodził w swój prime-time. Gap-year to jego szansa na zbudowanie pewności siebie, tak istotnej gdy stojąc na weak-side jesteś dla Curry’ego jedynym rozwiązaniem na zakończenie akcji otwartą trójką.

Kerr wiedział, że to będzie sezon w żaden sposób nie przypominający poprzednich. Czego nie mógł przewidzieć, to całej serii niefortunnych zdarzeń. Pozostało mu jedynie pogodzić się z obojętnym na jego potrzeby losem i spróbować wykuć lepszą przyszłość. Przy okazji czerpie radość z powrotu do roli klasycznego koszykarskiego belfra.

– Sprawia mi duża frajdę rozwiązywanie problemów tych młodych koszykarzy. Na każdym kroku pokazujemy im, co mogą robić lepiej i jak mogą się rozwinąć – przyznaje Kerr. – Moja cała kariera była jak survival. Nigdy nie czułem się pewny swojej pozycji, więc rok po roku walczyłem. Zatem wiele mnie łączy z tymi młodymi koszykarzami. Mam wielką satysfakcję, gdy widzę, że dobrze sobie radzą – dodaje.

Ale czy to oznacza sielankę? Połamana tablica i krew cieknąca z ręki szkoleniowca w bardzo sugestywny sposób przekazały drużynie informacje o poziomie jego zadowolenia. Coach przyznał, że dostał przyzwolenie na złamanie dwóch tablic w sezonie, więc ciągle ma zapas. Był to jednak moment, który wielu chciało odczytać inaczej niż powinno. Pojawiły się komentarze mówiące o frustracji i bezradności; o chodzeniu po omacku i potykaniu się o własne nogi.

Bardzo trudno znaleźć motywację, gdy leżysz na deskach i czujesz przyciskające cię do parkietu kolano. Dlatego sztab szkoleniowy GSW robi co może, by napędzać drużynę małymi sukcesami. Zwycięstwo przeciwko Chicago Bulls, choć dopiero piąte w tym sezonie, na pewno pomogło szatni spuścić nieco ciśnienia. Kerr mówił przed tym meczem, że niezwykle ważne dla tych młodych ludzi będzie odrobienie lekcji związanej z zamykanie meczów. Przeciwko Bulls dopisało im szczęście, bo po dwóch pudłach D’Angelo Russella, Zach LaVine w ostatniej próbie obił tylko obręcz.

– Chcesz żeby Twoi gracze czuli się nagrodzeni, gdy grają dobrze – kontynuuje Kerr. – Mieliśmy okres dwóch tygodni, w trakcie których graliśmy dobrze, a odnieśliśmy tylko jedno zwycięstwo, to w Chicago. Naprawdę ciężko patrzyło mi się na załamanych chłopaków, bo wiem jak ciężko pracują. […] Staramy się nie przesadzać z ilością przekazywanych informacji i szukamy balansu w tym, jak wiele możemy rzucać tej drużynie wyzwań – dodaje.

W poprzednich latach Warriors starali się znaleźć balans pomiędzy wysiłkiem wkładanym w trening i “zużyciem meczowym”. Wychodząc na parkiet wiedzieli, że rywalowi cieknie ślinka na myśl o ograniu mistrza. Dlatego Kerr skracał treningi i pozwalał rozwijać się drużynie w locie. Teraz jest inaczej, dlatego jednostki często trwają po 2,5 godziny, z czego dużą część sztab przeznacza na analizę wideo i indywidualne sesje z zawodnikami. Gołym okiem widać zmianę priorytetów. Nie chodzi już bowiem o dopieszczanie szczegółów w drodze po tytuł, bardziej o tradycyjną pracę u podstaw.

Nieoceniona jest tu rola m.in. Draymonda Greena. Prawdopodobnie po raz pierwszy w karierze wykorzystuje swoją koszykarską inteligencję w ramach procesu edukacji młodszych kolegów. Sprawia wrażenie członka sztabu szkoleniowego, tłumacząc młodym ludziom zawiłości i niuanse taktyczne już z poziomu parkietu. Wie, że gracze jak Ky Bowman, Glenn Robinson III, czy Jordan Poole mogą stworzyć dla Warriors znakomity bench-mob, dlatego przywiązuje do swojej roli dużą wagę.

Warriors oderwali się na moment od zaciekłej rywalizacji i wyszli poza padające na ligę światła jupiterów. Nie zrobili tego dobrowolnie, zostali w tę otchłań wepchnięci. Nie zmienia to jednak faktu, że w swojej niedoli znaleźli drogę, która prowadzi do czegoś naprawdę ekscytującego. Dynastia Warriors mogła dobiec końca, ale pozycja zespołu w kontekście szybkiej przebudowy i powrotu do rywalizacji z czołówką zachodniej konferencji wygląda naprawdę obiecująco.

29

KOMENTARZE

  1. hihi “nawet w przebudowie są light years ahead”, też mnie to uderzyło; te wzruszające cytaty: “Staramy się nie przesadzać z ilością przekazywanych informacji”; się powtórzę, kontuzja Stepha to wspaniałe usprawiedliwienie obecnego sezonu (najlepsze, co się mogło zdarzyć); “przerażony wizją Warriors” nie jestem, ale z ciekawością zaczekam, ale później później, bo ten sezon jest tak fajny

    Lubię to: 1