Kajzerek: Billy z Kosciusko

2
billy ray bates
AP Photo

Mógł być LeBronem Jamesem swoich czasów i miał wszystko, by odnieść w NBA sukces na historyczną skalę. Zasilił jednak grono tych, którzy swój złoty róg przepili. Billy Ray Bates wyszedł z pokolenia czarnoskórych graczy, którzy swoją przewagą fizyczną i talentem na nowo pisali reguł gry w koszykówkę. O tym jak niesprawiedliwy scenariusz potrafi napisać życie przekonał się bardzo szybko.

Urodził się 31 maja 1956 roku w mieście nazwanym na cześć Tadeusza Kościuszko, który walczył o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Był synem połowników, ludzi uprawiających cudze pole i zarabiających w ten sposób na życie. Jego ojciec zmarł, gdy Billy miał 7 lat. Postanowił, że pomoże matce w pracy i będzie oszczędzał pieniądze na obręcz, którą powiesi przed domem. Po kilku tygodniach mógł oddać pierwszy rzut. Zamiast niego zrobił to jego brat, Billy miał ośmioro rodzeństwa. Piłka przecięła siatkę i spadła prosto na wystający ze śmieci gwóźdź. Na nową pracował kolejnych kilka tygodni.

10 lat później był graczem, którego potencjał pozwalał myśleć o zgłoszeniu swojego nazwiska do draftu NBA. Najpierw grał w szkole średniej McAdams High, a kolejne cztery lata spędził w Kentucky State University, które ukończył w 1978 roku. W college’u robił ogromne wrażenie głównie swoim instynktem strzeleckim. Potrafił zdobywać punkty na wiele różnych sposobów, co było bardzo pomocne w budowaniu nazwiska przed rozpoczęciem profesjonalnej kariery.

Cztery lata w college’u spędził głównie na grze w kosza i… nauce czytania. Nauczyciele wiedzieli, że Ray Bates nie przeskoczy pewnego poziomu, więc jedyną szansą było dla niego uprawiania sportu na naprawdę wysokim poziomie. Brak autorytetu ojca utrudniał mu jednak podejmowanie decyzji. Trenerzy i skauci wkładali go do kategorii graczy “wiele zyskasz lub wiele stracisz”, dlatego każdemu ciężko było zbudować do Billy’ego zaufanie. Houston Rockets wybrali go w 3. rundzie draftu z 47 numerem. Zanim się jednak sezon rozpoczął, Rockets postanowili zrezygnować z usług zawodnika, gdy jego agent w bardzo pretensjonalny sposób domagał się od zespołu zagwarantowania kontraktu młodego gracza.

Bay Rates trafił do CBA (Continental Basketball Association) i czekał na kolejną szansę. Ta przyszła latem 1979 roku, gdy na testy zaprosiła go Philadelphia 76ers. Młody zawodnik był w doskonałej formie fizycznej biegnąc milę w 5:15, co było lepszym wynikiem od najlepszego rok wcześniej. Zrobił więc dobre pierwsze wrażenie, ale gdy już zaczęło się układać, postanowił pochwalić się nowemu otoczeniu, że zrobił ten wynik po mocno zakrapianej nocy z kilkoma paniami u boku. 76ers przypomnieli sobie o jego profilu psychologicznym i – mimo obiecujących wyników – nie chcieli podejmować ryzyka.

Wrócił do CBA grając dla Maine Lumberjacks. W barwach tej drużyny zdobył nagrodę dla najlepszego pierwszoroczniaka i w trakcie dwóch sezonów rozwalił cztery tablice wsadzając tak mocno, że te nie wytrzymały napięcia. NBA przypomniała sobie o nim w lutym 1980 roku. Tym razem Portland Trail Blazers byli gotowi zaproponować mu 10-dniowy kontrakt. Ekipa walczyła wówczas o 8. miejsce w konferencji, a co za tym idzie udział w play-offach.

Generalny menedżer Blazers – Stu Inman nie posłuchał w tej kwestii trenera Jacka Ramsaya i zaprosił Raya Batesa do drużyny. Trener długo się opierał przed wysłaniem nieokrzesanego zawodnika na parkiet. W końcu Billy dostał minuty w garbage-time przeciwko Milwaukee Bucks. W czwartej kwarcie tego meczu zanotował 14 punktów odbierając rywalowi godność swoją bezczelną ofensywą. Ramsay pokręcił oczami i noc później wpuścił zawodnika nieco wcześniej. 26 punktów przeciwko Chicago Bulls przekonało Inmana, co do słuszności jego decyzji. Kibice Blazers pokochali swojego nowego zawodnika za rozrywkę, jaką zaczął im dostarczać.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

39

KOMENTARZE