Dniówka: Co dalej z Chrisem Paulem?

5
fot. Twitter/ @ChrisJHoops

Miesiąc temu Chris Paul dowiedział się, że został przehandlowany do Oklahoma City Thunder. Jeszcze chwilę wcześniej słyszał zapewnienia Daryla Morey’a, który na każdym kroku dementował plotki, podkreślając, że nie zamierza go oddawać. Ale jak potem tłumaczył GM Houston Rockets, wtedy jeszcze nie wiedział, że pojawi się szansa przejęcia Russella Westbrooka. Sytuacja się zmieniła i Paul został odesłany do drużyny zmuszonej rozpocząć przebudowę. Thunder byli gotowi na kolejny transfer, żeby znaleźć mu lepszy zespół, ale nic nie udało się zrobić. Po miesiącu CP pozostaje graczem ekipy z Oklahomy i nie ma już nawet żadnych nowych doniesień w jego sprawie. Wszystko wskazuje na to, że rozpocznie najbliższy sezon w koszulce Thunder.

W ten sposób Paul stał się jednym z największych przegranych tegorocznych wakacji.

Jeszcze rok temu pomógł swojej drużynie ustanowić rekord klubu pod względem liczby zwycięstw w sezonie zasadniczym, a potem dopiero jego kontuzja zatrzymała Rockets na krok przed wielkim finałem. Drugi sezon w Houston był już znacznie mniej udany i zakończył się rozczarowującą porażką z Golden State Warriors, kiedy nie potrafili wykorzystać braku Kevina Duranta. Ale po przeprowadzce KD na Brooklyn, szeroko otworzyły się drzwi do walki o tytuł i Rockets są w gronie tych, którzy mają największe szanse, żeby to wykorzystać. Niestety dla Paula, podczas gdy w Houston marzą o mistrzostwie, dla jego nowej drużyny nawet sam awans do playoffów jest poza zasięgiem.

Na pewno nie jest to sytuacja, w jakiej chciał się znaleźć, ale po raz pierwszy od dawna, nie ma nad tym kontroli. Wcześniej to on wymuszał ruchy. To on przeforsował swój transfer z Nowego Orleanu do Los Angeles i udało się to nawet mimo początkowego bloku Davida Sterna. Nie mógł przenieść się do Lakers, ale trafił do Clippers. Kilka lat później natomiast zorganizował swoją kolejną wymianę, kiedy tuż przed wejściem na rynek wolnych agentów, dogadał się z Clippers, żeby wysłali go do Houston. Dzięki temu mógł dołączyć do Jamesa Hardena, co inaczej nie byłoby możliwe, bo Rockets nie mieli wolnych pieniędzy, żeby go zatrudnić. Mogli mu zapłacić rok później i zrobili to, podpisując maksymalny kontrakt. Prawie $159 milionów za cztery lata. Otrzymał swoją ostatnią w karierze ogromną wypłatę, a nie można zapominać, że to także coś, co właściwie sam sobie załatwił. I wcale nie chodzi o to, że rozegrał świetny sezon 2017/18. Nie mógłby dostać takiej 4-letniej oferty w wieku 33 lat, gdyby wcześniej jako prezydent Związku Zawodników przy okazji negocjacji nowej CBA nie zadbał o zmianę zasady Over-36 na Over-38.

Paul miał kontrolę i to wykorzystywał, ale wraz z wiekiem traci wartość na parkiecie, przez co też traci moc decydowania o swoim losie. Nie jest już gwiazdą, która może wybierać gdzie chce grać, bo drużyny już nie biją się o niego. Teraz wręcz wolą się trzymać jak najdalej, ponieważ jest starzejącym się zawodnikiem z ogromnym kontraktem, jednym z najgorszych kontraktów w lidze. W najbliższym sezonie razem z Westbrookiem będzie drugim najlepiej opłacanym graczem w całej NBA z pensją $38.5mln. Natomiast w kolejnych dwóch latach jego zarobki przekroczą $40mln. A mówimy o zawodniku, który ostatni raz trzy lata temu został wybrany do All-NBA Team, czyli grona 15 najlepszych graczy sezonu. Od tamtego czasu, w trzech kolejnych sezonach za każdym razem tracił ponad 20 meczów z powodu kontuzji, a w ostatnim zanotował też widoczny spadek efektywności na boisku. Zaliczył najgorsze osiągnięcia kariery w kilku istotnych statystykach jak średnia punktów, skuteczność z gry czy wskaźnik PER. I nie było to wcale wynikiem oszczędzania się na playoffy, bo w nich też spisywał się słabo.

Nic więc dziwnego, że Sam Presti na razie nie znalazł sposobu, żeby wytransferować Paula. Tym bardziej, że chciałby coś więcej zyskać na takiej wymianie niż tylko pozbycie się umowy, podczas gdy inne drużyny oczekują raczej dopłaty za przejęcie takiego kontraktu. Ale Presti jest jednym z najlepszych w szukaniu okazji i negocjowaniu wymian. Warto przypomnieć, że rok temu nie tylko udało mu się pozbyć ostatniego roku kontraktu Carmelo Anthony’ego – co samo w sobie wydawało się trudnym wyzwaniem – ale jeszcze przy okazji pozyskał Dennisa Schrodera, który stał się ich najlepszym rezerwowym. To też Presti dostał Victora Oladipo i Domantasa Sabonisa w zamian za Serge’a Ibakę, a rok później wymienił ich na Paula George’a. Teraz wycisnął ile się dało z Clippers, gdy został zmuszony od wytransferowania PG i znalazł też sposób, żeby zyskać coś w zamian za Westbrooka. Umowa Westbrooka także miała być niemal nie do przehandlowania bez dopłaty, tymczasem Thunder zdobyli dwa przyszłe wybory w pierwszej rundzie draftu i dwa prawa zamiany picków. Oczywiście musieli równocześnie przejąć kontrakt Paula, ale przynajmniej jest on rok krótszy.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

34

KOMENTARZE

  1. zdaje się, że problem z chrisem paulem jest w bardzo dużej mierze taki, że jest nielubiany.
    mam wrażenie, że tylko połowa znanego nam doskonale banana boat kuma o co chodzi. lebron kuma, bo jest lebronem i może robić co chce, dwyane skumał, że lebronem nie jest i wiedział co poświęcić i kiedy i że czas mija. miał chwilowy wyskok do chicago, ale zrozumiał, że nie o to chodzi. tak stał się dobrym gościem wspierającym swoją młodzież, liderem w szatni i człowiekiem, z którym fajnie byłoby pograć. natomiast druga połowa tego wesołego kwartetu nie posiadła mądrości DW i nie wiedzą do dziś, że powinni być bardziej wadem i czują się bardziej lebronem. melo nie rozumie do dziś, że to, że kiedyś był zabójczy w ofensywie dzisiaj nie znaczy za wiele, że dzisiaj jeremy lin płacze na wizji bo nba go przemieliła i wypluła, że gra się zmieniła i to już nie jest 2008. i melo dał się poznać jako leniwy ignorant, trochę niewinny głupek, który po prostu nie dostrzega przemijającego czasu i nie rozumie czemu nie gra. jak na niego patrzę to wierzę, że on po prostu tego nie rozumie, bo myśli cały czas, że powinien.
    natomiast czwarty amigo, o którym tutaj czytamy, to zdecydowanie najmniej przeze mnie lubiany członek tej bananowej gromadki, jawi się jako ignorancki buc, z ego wywalonym w kosmos i ponadprzeciętnymi skłonnościami to wku*wiania wszystkich dookoła. W większości podcastów, wywiadów z graczami, wypowiedzi da się wyłapać jasne – everybody hates chris. podobno nie da się go lubić, jest nie do zniesienia w szatni i na boisku. jest divą i małym, cwanym, wrednym człowiekiem. Dodajmy teraz do tego obrazu jego kontrakt, skłonności do kontuzji, blednące nieco umiejętności i liderszip (hehe) i mamy gościa nie do wytransferowania.
    zastanówmy się – gdyby to był wade, to okc nie znalazłaby chętnych? zgłosiłoby się chociaż miami, bo gość tworzył tam kulturę, jest legendą i zostawił po sobie legacy. natomiast jedyne co w klubach zostawia po sobie krzyś to spalona ziemia i westchnienia ulgi w gabinetach, że zabiera swoją skwaszoną minę i ego i jedzie psuć chemię w innej szatni.

    Lubię to: 27