Flesz: Warriors to mają

11
fot. NBA League Pass

Przy prowadzeniu Golden State Warriors 66-59 na cztery minuty i trzydzieści trzy sekundy przed końcem trzeciej kwarty piątego meczu półfinałów Konferencji Zachodniej, Draymond Green wznawiał piłkę spod własnego kosza po skutecznym floaterze Jamesa Hardena.

Stojący najbliżej Greena Kevin Durant obrócił się po podanie, Green postanowił jednak, jak to ma w swoim zwyczaju, przyspieszyć grę i podał do wybiegającego do przodu lewą linią boczną Stephena Curry’ego.

Tylko, że dwukrotny MVP nigdy się za siebie nie obejrzał i piłka wyleciała w aut.

Kilka sekund później Curry przestrzelił kolejny, łatwy lay-up. Za chwilę nie trafił trójki bez obrońcy w promieniu pięciu metrów.


Popełniasz 20 strat, połowa z nich to podania w aut, dostajesz trochę pomocy od sędziów i wygrywasz mecz nr 1. Twoi najlepsi gracze nie są w stanie skończyć prostego dunku i trafić w końcówce niekrytej trójki, nadal masz jednak mecz nr 5 w domu. Masz to pod kontrolą. Cały czas to masz.

Trudno jest być graczem Golden State Warrriors. Patrzysz wokół na te młode, wystrzeliwujące w górę drużyny, czasem myślisz o nich i zazdrościsz im przeżywania drogi, którą Ty masz już dawno za sobą.

Ty, jesteś back-2-back obrońcą tytułu, grasz z tym samym zespołem, z którym przed rokiem przegrywałeś 2-3; przegrywałeś nawet w obu ostatnich meczach w przerwie dwucyfrową różnicą punktów; w ostatnim z nich na wyjeździe. Grasz mecz nr 5. Masz to, więc trzymasz na tym swoim lassie tornada, które rzucasz nad Teksas seriami 15-0 i 19-3. Prowadzisz jeszcze przed przerwą różnicą 20 punktów. Masz to. Zdecydowanie to masz.

Oto wypowiedź Greena kilka chwil po meczu nr 4, po dwóch z rzędu porażkach przeciwko najniewygodniejszemu rywalowi w NBA. To prawdziwy cytat, nie kłamię, możesz sprawdzić tu.

“Nasz wajb jest fantastyczny, ponieważ wszyscy wiedzą, gdy patrzą na siebie, że jeśli poprawimy kilka kwestii bazujących na wysiłku, sprawy będą miały się dobrze.”

Przegrałeś dwa z rzędu mecze i publicznie wyznajesz, że nie dałeś jeszcze z siebie wszystkiego.

Wciąż to masz.

Trudno jest kibicować Warriors, gdy zwykle wydaje się nam, że dajemy z siebie to co najlepsze. Oczywiście, powoli uczymy się, że nasze schematy, obowiązki, że nasz niekiedy OCD-tryb życia, co jakiś czas potrzebuje najlepiej spektakularnej ucieczki, że musi z nas ujść powietrze, żeby zachować balans. Na końcu jednak, mimo tego, myślimy, że dajemy z siebie wszystko co możemy właśnie dać. Nawet jeśli tak nie jest, to przeważnie myślimy że tak właśnie jest.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

49

KOMENTARZE

  1. Liczę na spięcie dup i pokazanie że jest w tym zespole przyszłości bez KD. Nawet Mack wspominał w Palmie że fajnie byłoby oglądać w następnym sezonie własnie takich Warriors :)

    Lubię to: 3
  2. Rockets zawalili końcówkę ale artykuł odnośnie GSW to chyba jeden z tych z szuflady z odpowiednim updatem i wydaje się niedokończony: będziesz wiedział, że cały czas to masz. pełno, pełno w gaciach..

    tak naprawdę test tego co mają nastąpi teraz, bez produkcji KD, z tym poziomem zmęczenia. wg mnie, choć nie zjem za to swoich jaj, Rockets pojadą z nimi jak z burymi sukami w meczach 6 i 7

    Lubię to: 9
  3. Fajna analiza. Ciekawe czy tem scenariusz faktycznie zrealizuje się w tej serii… ja obstawiałem GSW w 6, zakładając, że swój max w ubiegłym roku osiągnęło HOU a nów GSW… ale zobaczymy… Plus w tym kontekście potencjalne odejście KD może paradoksalnie pomóc GSW odzyskać świeżość i radość z gry.

    Lubię to: 5