Flesz: Kawhimageddon! Kyriepocalypse! RRRra! …ra?

5
fot. newspix.pl

Zapisane w katalogach, zostawione na pulpitach komputerów leżą teksty. O zawartych w nich sensacjach niestety jeszcze nie wiemy. Czekają one z wytęsknieniem na swój czas.

Cyniczny świat mediów z podobnym cynizmem potrafi wyśmiewać narracje, jednocześnie im hołdując. Każda historia może stać się prawdziwa, jeżeli zostanie dobrze opowiedziana. Napisz książkę opartą na faktach, zakwestionują ich autentyczność. Napisz fikcję, uwierzą w każde słowo.

Na dwie minuty i dziewięć sekund przed końcem trzeciej kwarty wczorajszego meczu w Filadelfii Marc Gasol stał pół metra za linią za trzy na wprost kosza Sixers, w uniesionych rękach trzymał piłkę nad głową. Patrzył na lewe skrzydło, gdzie Fred VanVleet sześć metrów od kosza stawiał zwyczajną zasłonę wychodzącemu z lewego rogu Kawhi’owi Leonardowi. Kryjący Leonarda Simmons odbił się od VanVleeta, jego ramiona i nogi poleciały we wszystkie strony, jednocześnie też przytrzymał Leonarda, który prawie się potknął. Przez chwilę wydawało się, że akcja została przerwana, ale nie. Simmons wrócił do VanVleeta, James Ennis nie przejął Leonarda – dziaba.

Po wszystkim Leonard rozłożył swoje rozłożyste, uniósł je w górę i z pretensją spojrzał się w kierunku sędziego. W tym momencie spauzowałem i przewinąłem 10 sekund wstecz.

Pomyślałem coś w rodzaju “Kawhi zdobył właśnie trzy punkty, a miał pretensje o faul, który by go tych trzech punktów pozbawił”. Spojrzałem na tablicę wyników ESPN’u – Raptors nie byli jeszcze w bonusie. Oczywiście, Kawhi chciał przypomnieć sędziemu, że ten popełnił błąd, przypomnieć mu żeby czuwał, może też nawet przypilnować go, bo wiedział, że będzie się jeszcze działo… Wciąż jednak dziś, gdy to piszę i gdy teraz raz jeszcze patrzę na te akcję, całe zdarzenie wydaje mi się dziwne. Tym bardziej, że była to jedyna tak wyraźna jego reakcja w całym tym meczu. Leonard lideruje zresztą w moim League Passie w zatrzymywaniu i cofaniu akcji, żeby zrozumieć dlaczego zareagował tak jak zareagował. Ewidentnie jest przedmiotem amatorskich badań klinicznych. Bywa inspiracją. Żałuję teraz, że nie pozapisywałem tych momentów wcześniej, bo były lepsze.

Jego wczorajsze, kontrolowane, stonowane i precyzyjne 39 punktów układów scalonych uratowało sezon Toronto Raptors. Przy stanie 1-2, w ostatnich minutach Leonard w dodatku przesiadł się z krycia grającego jak 21-latek Bena Simmonsa i obroną wyłączył z gry Jimmy’ego Butlera. W dzisiejszym świecie wyłączył jednak może przede wszystkim publikacje artykułów o przyszłości jego i Raptors, które z pewnością byłyby teraz właśnie czytane i omawiane. Nazwiska takie jak “Mitch Lawrence” wynurzyłyby się ze stron internetowych zapomnianych już amerykańskich tygodników sportowych, Chris Sheridan pomachałby flagą. Tymczasem teksty pozostały w katalogach, dziennikarze otworzyli je, spojrzeli, może jakiś akapit został skreślony, inny dodany, zapisz, iks.

Dlaczego Kawhi Leonard tak bardzo chciał wygrać ten mecz? Dlaczego nam to zrobił? Czy robił to dla siebie? Czy robił to dla drużyny, z którą nie potrafi związać swojej przyszłości? Czy robił to dla siebie? Czy dla drużyny, w której nie wie czy zostanie? Dla siebie? Przecież wystarczyłoby, żeby powiedział dziś w szatni “Zostaję”. Nie mów mi, że nie otrzymałby od Raptors maksymalnego kontraktu. Nie mów mi, że nie uskrzydliłoby to Raptors. W tym sensie, z jednej strony możesz oklaskiwać Leonarda, jego sztudgardzką efektywność, strecz sześciu gier niewidzianych od czasu Michaela Jordana – dziś nawet kibic Spurs polubił mój tweet o nim – ale z drugiej strony zarzucić mu, że decyzja wisząca nad jego przyszłością ogranicza maksymalizację obecnego potencjału Raptors. Powiedz, że tego nie robi. Jednocześnie Leonard ciągnie Raptors i zostawia, ciągnie i zostawia. Jak małe dziecko próbuje rozgryźć koncepcję zabawki na sznurku.

Dziś Kyrie Irving przy stanie 1-2 wyjdzie na parkiet w Bostonie dwa dni po tym jak Jackie MacMullan opublikowała po raz kolejny w tym sezonie następną porcję jego cytatów o poszukiwaniu szczęścia w życiu (doczesnym). I teraz, oczywiście, łatwo naigrywać się z tego – ba, jest to rzecz nawet zalecana – że brzmi czasem jakby trzy rosee wypił, szalem się przykrył, a ledwie płot namalował. Z drugiej strony ciekawość świata, którą zionie jest inspirująca, a w zdaniach takich jak choćby “In order to find happiness, you have to find the balance in all this,” słowa ustawione są w jedynej właściwej kolejności.

Na boisku  “Out” ma za to łatwy – nie zrobić nic ponadto, co przeważnie robi, żeby zespół wygrał. Zrobić swoje, nie być jak Kawhi wczoraj w jego autystycznej, dziwnej przygodzie sportowej. W końcu przecież, chociaż Kyrie ma za sobą najlepszy sezon w karierze, najlepszy też wg różnego rodzaju defensywnych wskaźników, to ciężar tej niespełnionej narracji znakomitego sezonu Celtics ewidentnie spadł właśnie na jego, i tylko na jego barki.

Co z tego, że Terry Rozier wygląda jakby zapomniał grać w koszykówkę, co z tego skoro Gordon Hayward ledwo ją sobie przypomina. Gdyby Kyrie wyszedł dziś do gry i zagrał swoje, nic ponadto, można byłoby jego rozżalenie tym wszystkim nawet zrozumieć. Z drugiej strony, oczekuje się dziś po nim, że da z siebie wszystko. To sport i gra dla siebie? Dla ludzi w szatni? Jeśli gra dla szatni, to gra dla szatni, w której utrzymuje się aura niepewności związana z tym jak blisko Irving jest tego wszystkiego. Czy dla niego, i dla niego zwłaszcza, to wszystko co dzieje się teraz jest prawdziwe? To dziwny, młody człowiek.

Leonard nie idzie nam w parze z narracjami. Miał zostać nowym synem Gregga Popovicha – nie został. Kyrie miał zostać Pippenem LeBrona, jego następcą – bardzo szybko osiągnął dojrzałość i wyprowadził się z domu. Można dziś dyskutować, które odejście było bardziej zaskakujące. Obaj w końcu zostawili jakby nie patrzeć chyba dwie najbardziej wartościowe osoby NBA ostatnich piętnastu lat.

“We are close to Armageddon, we have arrived in Armageddon, for this teams that got free agents”… “Massive ramifications!”…

Z szacunku dla autora pierwszego z tych zdań, nie podlinkuję skąd to.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

28

KOMENTARZE

  1. Wiem tylko jedno: Obecny Kawhi to poziom dominacji, który jest obecnie osiągalny tylko dla Lebrona. Trochę przypomina mi to Dirka z 2011, który sam wytargał Mavs po mistrzostwo. Tylko, że Lowry to nie Kidd, VanVleet to nie Barea, a Siakam to nie Terry. Oglądanie go wczoraj to była czysta poezja dla oczu.

    Lubię to: 10