Flesz: Tęsknota za LeBronem i na co dalej patrzę w półfinałach konferencji

6
fot. AP Photo

Pięć pierwszych meczów półfinałów Konferencji Wschodniej pokazało jak kruche wciąż jeszcze są fundamenty czterech najlepszych drużyn. W tym ważniejszym z półfinałów Zachodu dwaj role-player All-Starzy wyglądają jak nowo narodzeni i robią różnicę. W tym drugim dwaj najlepsi gracze nie napotykają dotychczas takich przeszkód, z którymi nie byliby sobie w stanie poradzić.

Wchodzimy w ten czas serii, w których nagle wymagana będzie poprawa od zawodzących graczy takich jak Jayson Tatum (4/17 z gry), jak Eric “Drew” Bledsoe dziś w Bostonie, jak Fred VanVleet, Serge Ibaka czy Clint Capela. Im dalej w play-offy, tym jest mi jednak coraz trudniej uciec od myśli, że w drużynach LeBrona Jamesa kozłów ofiarnych nie szukano dalej niż Król. Jest mi coraz trudniej szukać usprawiedliwienia dla resume Giannisa Antetokounmpo w słabym występie Bledsoe w meczu nr 1, czy przerażonym przez trzy mecze VanVleetem tłumaczyć to, że Kawhi Leonard przegrywa swój półfinał 1-2.

Boston, Milwaukee 1-1 (+1)

Obie drużyny czują się znacznie bardziej komfortowo, kiedy grają z prowadzeniem.

Bucks oddali dotychczas aż 86 trójek, trafili bardzo dobre 38%, ale tylko 4 z 15 kiedy przegrywają różnicą 6-10 punktów. W sezonie regularnym trafiali zaledwie 32,5% w takich sytuacjach.

Bledsoe, Brook Lopez, Khris Middleton i inni muszą oddawać i trafiać nawet te trudne, żeby broniący jak po sznurku, potrajający penetrującego Giannisa Celtics pytali się samych siebie i swojego sztabu “czy dalej mamy to robić?”.

Ale Bucks muszą pamiętać o możliwie najlepszej jakości tych rzutów za trzy, żeby z drużyny, która w tym sezonie wykonała największy w historii skok w ilości prób, nie stali się zespołem, grającym wg maksymy “When in doubt, shoot”. Wtedy to są właśnie ci źli Bucks – niepewni jeszcze tego, czy trudny rzut za trzy to faktycznie dobry rzut. Przypomina mi to początki Trevora Arizy i Ryana Andersona w Houston, których uparte “zielone światło” pomogło później stworzyć trójkową rewolucję Rockets i otworzyć grę Jamesowi Hardenowi. Bucks nie mogą wątpić, że otwierają grę Giannisowi. Otwierają każdym rzutem za trzy w szóstej-siódmej sekundzie akcji. Tylko czy mają shooterów klasy tych Rockets? Czy Bledsoe i Lopez wierzyli będą w siebie, gdy nie będą trafiać? Czy umieli będą rozróżnić dobry dla nich rzut, od tego nieco gorszego? To kwestia doświadczenia.

Podobnie jest z Celtics. Celtics, o których trudno napisać mi coś nowego niż to, że maj co roku jest czasem, gdy Al Horford przypomina dlaczego od pięciu lat jest Top-20 graczem ligi, a w shot-makingu z Kyrie’m Irvingiem mało kto się w NBA równa. Źli Celtics, którzy grali często w tym sezonie regularnym i których widzieliśmy w meczu nr 2 z Bucks, mają tendencje do tracenia wiary w szwajcarską precyzję swojej egzekucji z meczu nr 1. Wracają się wtedy do tej niebezpiecznej dla nich podłogi: do zakozłowywania się i oddawania rzutów po tylko jednym, dwóch podaniach. To naturalne, gdy tylu jest graczy potrafiących te rzuty trafiać. Aby temu zapobiec, gracz kozłujący musi pilnować, żeby tak się nie działo (Kyrie: patrz, LeBron).

Warriors, Rockets 2-0 (+10)

Warriors grają też w innej lidze, jeśli chodzi o zaufanie. W końcu grają ze sobą najdłużej i zdobyli już trzy mistrzostwa. Różnicę robią w tej serii o trzy lata jakby młodsi Andre Iguodala i Draymond Green, i to mimo tego że są razem tylko 3/10 za trzy.

Grający w piątce i używany niczym kiedyś Thabo Sefolosha w TEJ serii OKC z Warriors, rolujący do kosza Iguodala trafia 75% rzutów z gry, a Draymond – który w marcu zaaplikował sobie specjalny reżim treningowy, po którym zrzucił 6-7 kilo – trafia 68% swoich rzutów. Obaj grają znakomitą indywidualną (+ Durant w drugiej linii obrony) i drużynową obronę. W meczu nr 2 mogliśmy obejrzeć rzadko w tych play-offach widziane, za to perfekcyjnie egzekwowane – jak to nazwać – “switcho/trapy” (te gdy Harden wyrzucał loby do Capeli – ciężkie do złapania podania – przecinane raz po raz przez Warriors). Rockets nie przechodzili od razu do zmiany krycia na Hardenie, ale przez moment zamykali go w pułapkę i dopiero po chwili zmieniali krycie. Tak mogą bronić tylko zespoły, które znają się na wylot. Problem NBA polega na tym, że – o czym sam czasem zapominam – to Warriors – nie Rockets, nie Thunder, tylko Warriors właśnie – są “matką” switchowania i kiedy tak bronią, nie ma się naprawdę szans. A to jak bronią, pomaga im z kolei egzekwować przeciwko switchom w ataku. Pytanie dalej: jak często są w stanie tak dobrze bronić, po dosyć przeciętnym, na ich standardy, defensywnym sezonie. Czy to jest ten switch? Może być.

Ale w tej serii przed meczem nr 3 patrzę przede wszystkim na to czy Chris Paul ma w sobie jeszcze chociaż jeden mecz na 25-30 punktów. Rzuca efektywnie w tej serii – 48% z gry, 5/13 3PT – ale ma tylko 10 asyst i aż 9 strat. Czy starzejący się na naszych oczach CP3 jest w stanie znajdować swoje klepki na półdystansie, czy jest w stanie jeszcze docierać do swoich rzutów, czy jest w stanie znajdować przy nich separację? To nie kontuzja, to wiek. Rockets potrzebują więcej dominującego Chrisa Paula.

Portland, Denver 1-1 (-1)

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

40

KOMENTARZE