Flesz: Dzień Świra, czyli jaki jest sens Konferencji Wschodniej?

6
fot. newspix.pl

Milwaukee Bucks zdmuchnęli ostatniej nocy Detroit Pistons już po raz czwarty w tym sezonie.

Właściciel Tom Gores, wyglądający jak spita groupie Bruce’a Springsteena stał sobie w przerwie razem ze swoim mamy-dużo-floty-ale-ubieramy-się-w-lumpeksie-jak-ty odzianym w skaj chłopięco wyglądającym dorosłym mężczyzną. Obaj patrzyli się w zwyczajny w tym sezonie obrazek, czyli puste trybuny w nowej hali. Ich oczy krwawiły.

Lepiej byłoby dla Charlotte Hornets gdyby nie oferowali Kembie Walkerowi kontraktu wyższego niż 20-25 mln dolarów rocznie, nie?

Słyszałeś na pewno, że New York Knicks mają nadzieję, że ich skład (serio) zachęci Kevina Duranta lub Kyrie’ego Irvinga. Ja chciałbym przeczytać książkę o tym sezonie Davida Fizdale’a, z dystansu patrząc na to jak Bockers próbują wygrać swój trzeci mecz od 1. grudnia.

Natomiast Josh Richardson trzy miesiące później jest już, i nie tylko w swojej głowie, wspomnieniem koszykarza, którego powszechnie odradzano Miami Heat oddawać w dealu po Jimmy’ego Butlera.

To tylko kilka przykładów powracającej co roku od dobrych pięciu, sześciu lat błazenady.

Jaki jest sens Konferencji Wschodniej?


fot. AP Photo

Ile lat jeszcze?

Jaki jest sens tej przeważającej części konferencji, w której najlepszym zawodnikiem może być wyśmiewany i krytykowany jako Clipper Blake Griffin?

Co stało się z rywalizacją?

Gdzie podziały się starcia Miami Heat, Chicago Bulls i New York Knicks?

Ile lat jeszcze prawa, i ta przecież historycznie lepiej ustawiona w systemie klas strona kontynentu amerykańskiego, prezentować będzie nam przede wszystkim ośmiosekundowe highlighty w mediach społecznościowych?

Odpowiedz przed samym sobą: Ile meczów wschodnich drużyn nienazywających się Celtics, Sixers, Bucks i Raptors obejrzałeś w tym sezonie od początku do końca?

Nie licząc Twojej ulubionej. I współczuję Ci tego, że musisz znosić jej oglądanie. Wiem, bo mam tu swoją. Jaranie się Cody’m Zellerem itd., śledzenie ciupkich postępów Milesa Bridgesa. Gramy w tym samym zespole.

Wschód rok w rok wpędzał mnie o tej porze w zawodową depresję – przechodzącą po godzinach pracy w tę zwyczajną, styczniową – i głoszenie haseł “nie wiesz jak zła potrafi być koszykówka, dopóki nie zaczniesz jej oglądać”. Praca nie sprawiała żadnej przyjemności. Dobijało oglądanie tych marnych drużyn, tych popłuczyn sportu, który na okładce mieni się przecież w highligtach ekscytującym, podbija serca. Co z Tobą nie tak?

Ale czy próbowałeś obejrzeć cały mecz? W tym roku, choć to moja praca by je oglądać, już nie umiem nie przerywać sobie tego masochizmu w pierwszej połowie. Bawi mnie już idea, że ta beznadzieja zostanie wynagrodzona. Czy podobny draft znajdujemy w naszych życiach? Zostawisz żonę, dwa dni spędzisz włócząc się, zdradzając ją w burdelach, wrócisz w poniedziałek rano i dostaniesz śniadanie i masaż z finiszem?

Te zespoły i tak zresztą dla większości kibiców pozostają tylko w sferze gm’owsko, teoretycznej – w menedżerskiej, jako nazwiska, trenerzy, gracze, fantasy, kontrakty i statystyki. Na szczęście nie muszę już nikomu sam próbować sprzedawać tego jak dobrzy są Brooklyn Nets. To nie jest ESPN. Nie ma tutaj żadnej formy kontraktu Szóstego Gracza z NBA, tylko nasz kontrakt z Tobą. A nasz kontrakt z Tobą opiera się na tym, że będę pisał Ci jak jest bez obawy, że nastawionemu na zysk reklamodawcy nie spodoba się takie promowanie. Czy któremuś z zaprzyjaźnionych rządowych mediów.

Jest naprawdę wiele ciekawszych rzeczy do oglądania, np wolno ściekający miód do słoika albo ptaki. Dlaczego się tym przejmować, kiedy w tę samą noc grają Warriors, Nuggets, Sixers, Harden czy Milwaukee Bucks?

Cierpienie, trud i znój, określany przez nas tutaj “grind”, potrafią urastać do rangi najlepszej, tu gdzie siedzę zwłaszcza, sztuki, ale nikomu nie poleciłbym inputować jej w tak obszernych dawkach jak “codzienny terminarz meczów NBA o godz. 1 w nocy”.


fot. AP Photo

Aż 11 z 15 zespołów jest tak dalekich od sukcesu, że droga do finału konferencji zajmie im nie mniej niż trzy-cztery lata.

Trzy z tych zespołów – drużyny które bronić mogą się już tylko tym, że są markowe – bezczelnie tankują, choć do końca sezonu regularnego pozostało nam jeszcze dwa i pół miesiąca.

Nam pozostaje łapać się inspirujących przygód drużyn, których najlepszymi graczami są trenerzy Kenny Atkinson i Nate McMillan.

Indiana Pacers (32-17) nie zasłużyli, żeby się tu znaleźć. Niestety dla nich ten tekst powstaje dziś, nie dwa tygodnie temu. Ale po sezonie, w którym stali się jedną z najbardziej uśmiechających się do nas historii, sequel przecież – nawet jeśli okazał się lepszy – pozbawiony był już tej, i tak kontrowersyjnej dla wielu, przebojowości. Nie wina w tym trenera McMillana, nie wina w żadnym wypadku samych graczy, którzy stworzyli komitet godny pozazdroszczenia. Może gdyby jednak Victor Oladipo przed rujnującą sezon lub dwa kontuzją trafiał nie 42%, ale 52% z gry i może gdyby dyskutowalibyśmy o nim, jak o jednym z pięciu najlepszych zawodników NBA, byłoby inaczej? Minął rok i kiedy podmuch rewelacji opuścił Pacers, pokazali nam swoje barwy matowej i monotonnej, grającej nieco staroszkolną koszykówkę drużyny bez szału. Prawdziwe kolory pokazali w bilansie 8-9 z Konferencją Zachodnią, regularnie lejąc zespoły na Wschodzie poniżej siebie, za to nie wygrywając z tymi lepszymi.

Problem Wschodu moim zdaniem najlepiej obrazują (28-24) Brooklyn Nets.

Oto jest klub, który w trzy lata zbudował kulturę wygrywania i dziwię się, że głośniej nie wskazuje się Nets jako pozytywnego, kontr-przykładu dla draftu, gdy nie ma się w posiadaniu swoich wyborów w pierwszej rundzie, więc ze słabą drużyną próbuje się – uważaj teraz! – wygrywać.

Tak, wygrywać!

Ale kłopot całej konferencji pokazuje dziś to, że jak dobrze nie spisywaliby się D’Angelo Russell, Joe Harris czy jeszcze kilku graczy, których nazwisk wybudzony o czwartej w nocy mógłbyś szybko nie wymienić, planem Nets nadal pozostaje wymiana ich w to, lub przyszłe lato, na błyskotki. Nets mieli będą 60-70 mln dolarów, żeby zrobić to w 2019 czy w 2020 roku.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

32

KOMENTARZE

  1. Maćku, każda praca ma w sobie monotonie, czy to w pełnym swoim wymiarze, czy tylko we fragmencie, to normalne, głowa do góry! Dłużej jest jasno, będzie cieplej itp:P

    Lubię to: 21
  2. “Ale kłopot całej konferencji pokazuje dziś to, że jak dobrze nie spisywaliby się D’Angelo Russell, Joe Harris czy jeszcze kilku graczy, których nazwisk wybudzony o czwartej w nocy mógłbyś szybko nie wymienić”

    Murzynku, proszę Cię, Dinwiddie, Allen i LeVert to nazwiska, które nawet moja kobieta wymienia, robiąc sobie u kosmetyczki paznokcie.
    No ale rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć. I, niestety, 100% racji.

    Lubię to: 12
  3. Zapaliłem papierosa, pani Ania przyniosła mi trzecią już dzisiaj kawę.
    Żadnych telefonów, smsów, emaili, spotkań.
    Po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna przeczytałem flesza jednym tchem, bez przerywania.

    Po wielu latach lektury, zaryzykuję stwierdzenie, że nasz Maciej tworzy najlepsze teksty kiedy jego nastrój nie jest w dobrej kondycji. A więc, styczniu trwaj … :)

    Lubię to: 40
  4. Draft zawsze będzie niesprawiedliwy dla kogoś, ale w lidze, z której nie da się spaść musi istnieć takie rozwiązanie, bo inaczej dla takich New York Knicks Koszykówki (?) nie byłoby nadziei na najbliższe 100 lat. A tak te kluby wszystkie żyją nadzieją, że trafią kiedyś kolejnego Lebrona i coś się zmieni. A Detroit to akurat problem dużo szerszy niż koszykówka i w sumie się nie dziwię, że grając tam człowiek popada w marazm.

    Lubię to: 5