Wake-Up: Klay trafił pierwsze 10 trójek. Harden dogonił Wilta, ale Rockets oberwali w Philly. Noc blowoutów

6
fot. League Pass

NBA świętowała dzień Martina Luthera Kinga, ale niestety nie było to święto koszykówki. Za nami noc jednostronnych pojedynków i blowoutów, dlatego mimo rozegranych aż 11 meczów, niewiele się wydarzyło.

Bohaterem nocy został Klay Thompson, który tak się rozstrzelał w Los Angeles, że wszystko wpadało mu do kosza i wyrównał rekord NBA trafiając pierwsze 10 rzutów za trzy.

Houston Rockets przehandlowali Carmelo Anthony’ego do Chicago Bulls, ale ze względu na święto, biura NBA były zamknięte i nie można było sfinalizować transferu. W związku z tym, Rockets ostatecznie i tak musieli zwolnić będącego na 10-dniowym kontrakcie Jamesa Nunnally’ego, żeby zrobić miejsce dla Kennetha Farieda. Dodanie nowego zawodnika jednak nie uchroniło ich przed bolesną, najwyższą w sezonie porażką w Filadelfii, choć James Harden jak zwykle zrobił swoje i dogonił osiągnięcie Wilta Chamberlaina, już po raz 20. z rzędu zdobywając co najmniej 30 punktów.

Oklahoma City @ New York 127:109 (George 31 – Hardaway 23)
Chicago @ Cleveland 104:88 (LaVine 25 – Sexton 18)
Detroit @ Washington 87:101 (Griffin 29 – Ariza 20)
Dallas @ Milwaukee 106:116 (Doncić 18 – Antetokounmpo 31)
Orlando @ Atlanta 122:103 (Vucević 29 – Dedmon 24)
Sacramento @ Brooklyn 94:123 (Bogdanović 22 – Russell 31)
New Orleans @ Memphis 105:85 (Holiday 21 – Gasol 22)
Miami @ Boston 99:107 (Jones 18 – Irving 26)
Houston @ Philadelphia 93:121 (Harden 37 – Embiid 32)
Portland @ Utah 109:104 (Lillard 26 – Mitchell 36)
Golden State @ LA Lakers 130:111 (Thompson 44 – Zubac 18)

1) Klay Thompson od samego początku był niesamowicie skuteczny zdobywając 21 punktów przy 9/11 z gry do przerwy, ale prawdziwy ogień złapał w trzeciej kwarcie, kiedy rzucił 7 kolejnych trójek. W sumie był 10/10 zza łuku zanim wreszcie spudłował na niespełna 4 minuty przed końcem trzeciej kwarty i Steve Kerr mógł go zdjąć na ławkę.

Ostatecznie miał 44 punkty w 27 minut, trafiając 17/20 rzutów z gry.

Kevin Durant dołożył 20 punktów i Warriors wzięli rewanż na osłabionych Lakers za świąteczną porażkę, prowadząc już +36 w drugiej połowie. DeMarcus Cousins w swoim drugim występie w tym sezonie miał 8 punktów (2/9 z gry), 9 zbiórek i 5 asysty.

2) Stephen Curry zanotował 12 asyst, ale trafił tylko 3/12 z gry i to zdecydowanie nie był jego dzień…

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

27

KOMENTARZE

  1. miałem kiedys sen
    trwałem w tym snie
    nba wspaniała liga równych szans
    czysta rywalizacja nauka męstwa
    miałem sen że liga pozostanie tym skarbem
    gdzie każdy może wygrać
    miałem sen że moi synowie i synowie moich synów
    będą mogli również oglądać fantastyczne bitwy równych szans
    miałem sen, że sport przetrwa

    płonne sny

    Lubię to: 20
    • Przebudź się bracie,
      otwórz szeroko oczy!
      Nic to, że wokół pustka,
      bo serce nasze pełne nadziei,
      na lepsze jutro
      i dzielić się nią zawżdy mamy!
      Wszak wkrótce Król Nasz powraca w chwale,
      z pustyni odosobnienia,
      i będzie trwał z nami,
      obleczony w złoto i purpurę.
      Więc w chwili leku, złości i niemocy,
      wejrzyj na Jego Królewską postać,
      i oddaj się ufności,
      a odnajdziesz cud.

      Pierwotnej szczęśliwości.

      Lubię to: 27