Dan Majerle – Grzmot w dolinie słońca

2
barstoolssports.com

Tytuł rodem z klasycznego westernu klasy B nieprzypadkowy, bo akcja rozgrywa się w pustynnych klimatach. Nie zabraknie strzałów z dystansu, dynamicznej akcji oraz podobno pięknych kobiet gdzieś tam w dalekim tle. To wcale nie zapowiedź kolejnej części “Red Dead Redemption”, a historia Dana Majerle w pigułce.

Listopad to dobry miesiąc, aby przenieść się, chociaż myślami, w jakieś odległe ciepłe miejsce. A skoro jesteśmy przy tematyce NBA to ze świecą szukać gorętszej lokalizacji niż metropolia pośrodku pustyni w Arizonie, gdzie temperatura o tej porze roku regularnie przekracza 30 stopni Celcjusza. Ze wszystkich mniej lub bardziej trafionych nazw drużyn w lidze akurat Suns pasuje do swojego miasta jak ulał. Jeżeli nie posiadasz tam klimatyzacji w domu i w samochodzie, możesz śmiało mówić o życiowej porażce.

Mieszkańcy Phoenix za dnia rzadko wychodzą na ulicę. Najwięcej pieszych można spotkać wieczorem, kiedy temperatura jest dużo bardziej przyjazna. Tłumy ujrzysz na różnych wydarzeniach sportowych. W Phoenix każdy znajdzie bowiem coś dla siebie. Mamy baseballistów Diamondbacks, footballistów Cardinals, hokeistów Coyotes oraz oczywiście grających w najlepszy sport na świecie Suns.

Z racji, że ci ostatni dołączyli do ligi równo 50 lat temu jest w czym wybierać, jeżeli chodzi o sylwetki najważniejszych graczy w dziejach klubu.

Czemu akurat Dan Majerle? Przede wszystkim dlatego, że miał już dawno obiecany osobny tekst przy okazji wspomnień o być może najbardziej spektakularnym i niespodziewanym sukcesie Suns i najzwyczajniej w świecie wypadało dotrzymać słowa. Chciałem być choć trochę jak Pat Riley w swoich najlepszych czasach. Choć może, skoro to Majerle ma być głównym bohaterem tekstu, lepiej byłoby w tym miejscu posłużyć się równie imponującą przepowiednią Paula Westphala z pierwszej rundy playoffs ’93.

Ze sporym poślizgiem, ale udało się dorzucić historię “Thunder Dana” do biblioteki Szóstego Gracza. Skupimy się głównie na jego latach spędzonych w Arizonie, bo to właśnie tam rozgrywał swoje najlepsze sezony, ale oczywiście pamiętamy też o czasach spędzonych w Cleveland i Miami.

Przed Wami dość długi tekst na ten dość niespodziewany i nie do końca uzasadniony długi weekend.

Daniel Lewis Majerle, z szacunku Pan Majerle, dla przyjaciół zapewne po prostu Danny, a dla kibiców po prostu “Thunder Dan” (powtórzę się, ale te dawne pseudonimy mają swój urok; to nie jakieś tam bezpłciowe “DM9”)  to postać zapewne doskonale pamiętana przez tych, którzy NBA zaczynali interesować się dwie dekady temu. To w końcu ten fajny biały gość z tych mocarnych Phoenix Suns, finalistów ’93, który był obdarzony niczego sobie atletyzmem i trafiał trójki równie brawurowo jak Janusz Gajos czytał kwestię z serwetki w najlepszym kryminale w dziejach polskiej kinematografii. W latach 1992-1994 Majerle był w końcu liderem NBA w liczbie celnych i oddanych rzutów za 3 punkty. Mała uwaga – w żadnym wypadku nie stawiajmy tamtych statystyk z obecnymi standardami. To popsuje cały urok. Wówczas 359 trójek z 941 prób uzbieranych przez dwa sezony będzie wyglądało równie blado jak “Serce Gór” przy hollywoodzkich produkcjach.

Historia naszego bohatera nie rozpoczyna się w słonecznym jak zawsze Phoenix, ale w odległym Traverse City w stanie Michigan. To właśnie w tym niewielkim, aczkolwiek bardzo urokliwym mieście (zdjęcia w Google mówią same za siebie, zresztą to miejsce słynie w dużej mierze z turystyki) Majerle stawiał swoje pierwsze koszykarskie kroki. Być może od samego początku był skazany na koszykówkę. Jego przodkowie pochodzili bowiem z dawnej Jugosławii.

Danny boy nie był jakimś wybitnym talentem. Właściwie był kimś bardziej w stylu lokalnej gwiazdy. Po ukończeniu liceum pozostał w okolicy, przyjmując ofertę stypendium z niezbyt utytułowanego pod względem koszykarskim uniwersytetu Central Michigan. Nie jest to żadna “fabryka” przyszłych graczy NBA. To nie to samo co Kentucky, Duke czy jeszcze bliższe geograficznie Michigan State. Wśród absolwentów Central Michigan nawet dziś nie znajdzie się wielu znanych nazwisk. Te najpopularniejsze to Chris Kaman, ewentualnie też zmarły tragicznie przed kilkoma  laty Dan Roundfield.

Te skromne początki nie okazały się jednak większą przeszkodą. Majerle dał się poznać jako całkiem wszechstronny gracz. W żadnym wypadku nie był tylko jednowymiarowym strzelcem z dystansu. Tę umiejętność nabył dużo później. W rzeczy samej nie miał wtedy nawet zbytnio okazji do zaprezentowania się z tej strony. Z zalet wprowadzenia linii rzutów za 3 punkty w NCAA Majerle zaczął korzystać dopiero w swoim trzecim roku na Central Michigan. Był przede wszystkim znany z odważnych wjazdów pod sam kosz, niezłej defensywy oraz walki na tablicach. W swoim ostatnim sezonie notował średnio po prawie 11 zbiórek.

Pozornie był to tylko kolejny młody gracz o aparycji Davida Hasselhoffa.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

50

KOMENTARZE