Flesz: Pokaż mi WIĘCEJ

14
fot. AP Photo

Za nami dopiero trzy tygodnie nowego sezonu, ale jestem niecierpliwy.

W tym, co było do przewidzenia, powoli zwalniającym, po kosmicznym pierwszym tygodniu, tempie gry zawodnicy mają natłok okazji, żeby pokazać nam zdecydowanie więcej niż mogli 20, a nawet 10 lat temu. Jako alternatywny pomysł na tekst miałem dziś bowiem ten o czterech kompromisach, na które muszą iść trenerzy w tych szybko zmieniających się czasach. Jednym z nich jest właśnie zabranie z boiska uwięzi i danie zawodnikom zielonego światła na szukanie okazji w pierwszych 6-10 sekundach akcji. Dlatego gracze pasywni jak Dragan Bender lub nawet ci 3-and-D nie będą mieli zaraz w tej lidze sensu.

Ale to “więcej!”, to nie tylko oczekiwanie większej odwagi w grze nawet od tych, którzy już są Top-20 zawodnikami w tej lidze. To mądrzejsza głowa, to prawdziwy serbski swag, ale to także rezygnowanie z rzutów na rzecz podań i lepszego flow zespołu.

Russell Westbrook

Kiedy wróci do gry po skręconej ostatniej nocy kostce chcę zobaczyć to, od czego zależeć będzie nie tylko ten sezon Oklahoma City Thunder, ale to jak zapamiętany zostanie Russell Westbrook.

Póki co, Russell trafił 3 z 16 rzutów catch-and-shoot (1/10 za 3), a Thunder zdobywają tylko 102,1 punktów na 100 posiadań i są o 7,5 punktów na 100 posiadań gorsi od rywali w 79 minut spędzonych dotychczas przez duet Westbrook/Dennis Schroder.

Zapytaj o to Stephena Curry’ego, zapytaj Jamesa Hardena, zapytaj nawet LeBrona Jamesa – nie istnieje we współczesnej NBA droga do tytułu, którą poprowadzić może cię tylko jeden, dominujący kreator i kozłujący. Nie ma za to w NBA zawodnika, który jest tak nieprzydatny, który tak stoi, kiedy nie ma piłki, jak Russell Westbrook.

Ben Simmons

Nie obejrzeliśmy się, a poszerzony spacing i mniej wysokich graczy broniących pola trzech sekund sprawiło, że Top-20 graczami NBA stali się zawodnicy, którzy jeszcze 5-6 lat temu mogliby nawet nie liznąć statusu jakim obecnie się cieszą.

Giannis Antetokounmpo jest w trakcie MVP kampanii, w której trafił dotychczas tylko 2 z 19 rzutów za trzy. Ben Simmons nie oddał w tym sezonie żadnej trójki i nie trafił jak na razie ani jednego rzutu za trzy w karierze.

Jak niebywała jest to sprzeczność, że Giannis i w mniejszym stopniu Simmons są gwiazdami ligi, w której już 35% wszystkich rzutów stanowią te z dystansu. Obaj korzystają jednak z topniejącej antarktydy pod koszami i z faktu, że nie pick-and-roll, ale długie susy w penetracjach jeden na jednego są ich go-to-akcją. Jeden krok Giannisa wystarcza często, żeby znalazł się za biodrem obrońcy, w lidze, w której powoli nie można dotykać graczy.

Obrońcy są bezradni. Obaj dodają do tego akcje post-up – Bucks zdobywają 1.4 punktu na każde posiadanie, w którym Antetokounmpo dotyka piłki w post, co przywodzi na myśl czasy LeBrona operującego tam w Miami, zwłaszcza w lineupach z Battierem, Boshem, Ray’em Allenem i Chalmersem, za to bez Wade’a.

O ile jednak Antetokounmpo od pierwszego sezonu kariery wie, że musi nauczyć się rzucać (pamiętasz, gdy 19-letni Freak trafiał 35% za 3 na 1,5 próbach na mecz z podań Brandona Knighta i Nate’a Woltersa?) i jest coraz lepszy w rzutach z mid-range, Simmons w trakcie obozu tej jesieni powiedział, że przed każdym sezonem planuje dodać coś nowego do swojej gry, ale “na rzut przyjdzie jeszcze czas” (!!!).

To urocze i w ogóle, ale chcę widzieć od Simmonsa zdecydowanie więcej liderowania, niż to co teraz pokazuje. Nie wystarczy powiedzieć po niedzielnym łomocie na Brooklynie, że “gramy soft”. Celtics w playoffach zbudowali swoją obronę pod sfrustrowanie Simmonsa tym, że nie umie jeszcze rzucać. Do teraz mam przed oczami o głowę niższego Marcusa Smarta wchodzącego mu w kozioł na lewym łokciu, bo Smart wiedział, że Simmons nie pójdzie przecież z 4-5 metra do góry. Powinien więc Simmons na to CHCIEĆ odpowiedzieć.

Po drugie, 76ers zdobywają żebrzące 89,3 punktów na 100 posiadań (poziom 47. ataku NBA w lidze 30 drużyn), kiedy parkiet dzielą w tym sezonie Simmons i inny wybrany z nr 1 draftu snajper Markelle Fultz. Co któryś mecz trener rywali 76ers ma przygotowany plan (zwykle gdy zespoły mają 1/2 dni przerwy przed meczem z 76ers) na podwajanie Embiida i siedzenie na rzucie Covingtona i Redicka, co dodatkowo w obliczu dołka strzeleckiego Dario Sarića (33% FG i 24% 3PT po pierwszych 10 meczach) sprowadza 76ers do efektywności podwórkowych drużyn z Kanady, których opcją nr 1 jest Joel Anthony. Gdyby Simmons myślał nie o sobie, powinien CHCIEĆ pracować nad rzutem, żeby lineup z Markellem Fultzem miał sens.

A może to jeszcze jeden dowód na to, że coś w tej organizacji jest nie tak.

Nikola Jokić

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

16

KOMENTARZE

  1. Przy Simmonsie i tego typu ludziach (Giannisie może trochę mniej) zawsze mam z tyłu głowy myśl, że nierozwijanie umiejętności zwłaszcza rzutowych to jest przecież sabotowanie drużyny. Zwłaszcza w czasach, gdy blueprintem jest sytuacja gdzie “nie wiadomo od kogo podwajać”.

    Już nie chodzi o to, żeby każdy rzucał 40% za 3. Chodzi o respektowanie rzutu (…i rzucanie w ogóle) i możliwość otwierania opcji drużynie, zamiast dawania przeciwnikom darmowego podwojenia. Może mniej to boli przy ludziach, którzy są nie do zatrzymania przy ewentualnych penetracjach, ale jak jesteś Robersonem lub co gorsza Simmonsem, to grasz momentami 4v5 w ataku. Koszykówce bliżej IMO do szachów niż boksu. Rzut respektowany to lepszy spacing, który wraz z wizją i podaniami tworzy więcej “pick your poison” opcji. No ale “na rzut przyjdzie jeszcze czas”…

    Lubię to: 27
    • Ja się dziwię, że taki Simmons od chyba 2 roku życia grał w kosza i nie nauczył się w tym czasie rzucać. Co on kurde trenował przez tyle lat? Jak były treningi strzeleckie to szedł strzelić dwójkę i nigdy nie wracał?

      Lubię to: 2
      • Największym – niepojętym dla mnie – problemem jest mówienie otwarcie, że nie potrzebuje dodawać kolejnego aspektu do swojej gry i że nie zamierza próbować. I jak widać, czuje się z tym całkiem dobrze. Dla mnie to przerażające lekko. Może to za daleko idące stwierdzenie, ale w grę wchodzi ego (?), bycie coachable w jakimś stopniu?
        Nie ma się co martwić o jego karierę, ale takie wypowiedzi/akcje to jest dla mnie trochę sabotaż – świadome unikanie ulepszania swojej gry. Przez co Ben i Philly być może nie osiągną tyle, ile by mogli.

        Lubię to: 3
  2. „Nie ma za to w NBA zawodnika, który jest tak nieprzydatny, który tak stoi, kiedy nie ma piłki, jak Russell Westbrook”

    Fultz został zignorowany nawet w najbardziej elitarnym elemencie swojej gry, przykra sprawa.

    Lubię to: 29
  3. Wow, w całym tym swoim #notarookie sezonie Simmons naprawdę nie trafił ani razu za trzy?! Jestem w szoku i jeszcze bardziej mnie to utwierdziło w przekonaniu, że ROTY powinien iść do Utah.

    Lubię to: 20