Kolanowski: Fabryka Gwiazd w Oakland (II)

2
fot. Hoops Vibe
fot. Hoops Vibe

Piotr Kolanowski kontynuuje opowieść o Golden State Warriors. Tym razem czas na drugą część. Jeżeli ominąłeś pierwszą, koniecznie zacznij tutaj.


Młody obrońca Golden State Warriors rozpoczynał swoją karierę jako anonimowa postać.

Umknął wielu poszukiwaczom talentów w dużej mierze z tego względu, że nie grał w organizowaną koszykówkę aż do ostatniej klasy w Washington High School w północnej części Milwaukee. W reprezentacji szkoły znalazł się zresztą dosyć przypadkowo. Właściwie tylko dlatego, że pewnego dnia spotkał na korytarzu Jamesa Gordona – trenera szkolnej drużyny, który namówił go do przyjścia na salę.

Wcześniej temu utalentowanemu chłopakowi z rozbitej rodziny niespecjalnie zależało na regularnych treningach. Grał w kosza dla czystej przyjemności. Regularny streetball, dziesiątki godzin na asfaltowych boiskach, ale nic poza tym. Spotkanie z trenerem Gordonem na zawsze odmieniło jego życie. Od tamtej pory Latrell Fontaine Sprewell – może trochę nieświadomie, ale jednak – zaczął wyrabiać sobie pozycję w koszykarskim światku.

W swoim jedynym sezonie rzucał średnio 28 punktów i był największą gwiazdą szkolnej drużyny Washington. Było to jednak za mało, aby otrzymać choćby jedną ofertę stypendium z którejś uczelni z I dywizji NCAA. To byłoby zbyt piękne. Zamiast tego Latrell musiał zadowolić się opcją przeprowadzki do odległego Poplar Bluff w Missouri. W tym niewielkim mieście, w którym mieszka tylko kilkanaście tysięcy ludzi, znajduje się równie niewielka i mało znacząca szkoła Three Rivers Community College.

Przejście przez nawet tak pozornie mizerny etap aż do NBA nie byłoby wcale aż tak nieprawdopodobne. Nauka notowała w końcu już podobne przypadki, jak choćby ten Dennisa Rodmana. Tymczasem Latrell Sprewell nie wykorzystał nawet tej szansy. Został zawieszony przez trenera Gene’a Bessa za konflikt z prawem – został przyłapany na kradzieży w jednym z lokalnych sklepów.

Na parkiecie Sprewell był jak nieoszlifowany diament. Grał bardzo intensywnie, nie tylko w ataku, ale również w obronie. Po incydencie w Missouri tracił jednak szansę na jakąkolwiek poważną grę. W dodatku miał też inne problemy na głowie. Jego ówczesna dziewczyna spodziewała się drugiego dziecka i musiał myśleć o zapewnieniu jak najlepszych warunków swojej powiększającej się rodzinie.

Wszystko to w wieku niespełna 20 lat.

Kiedy wydawało się, że znalazł się pod ścianą, a jego dopiero co i tak raczkująca kariera legła w gruzach, dość nieoczekiwanie pomocną dłoń wyciągnęła uczelnia Alabama. Uznany trener Winfrey “Wimp” Sanderson widział go u siebie i wyszedł z propozycją transferu, co zgodnie z przepisami NCAA wiązało się oczywiście z kolejnym rokiem przerwy w grze. Dla Sprewella była to jednak niewielka cena za możliwość uratowania swojego koszykarskiego życiorysu.


W Alabamie trzymał się z dala od kłopotów. Według wspomnień Sandersona jego jedynym poważniejszym wykroczeniem było spóźnienie się na autobus na jeden z meczów wyjazdowych. Poza tym był wzorowym graczem do prowadzenia przez szkoleniowców. Punktualny na treningach, a przede wszystkim zdolny do poświęceń dla dobra zespołu.

Ta punktualność na treningi wiązała się poniekąd z inną pasją Sprewella, jaką były… sprzęty Hi-Fi. Dobry kumpel Latrella z Alabamy, a później jego rywal z NBA, Robert Horry pamięta, że zawsze ustawiał on budzik w swojej wieży o określonej godzinie, przez co głośna muzyka budziła wszystkich w akademiku.

Sprewell nie był zresztą tylko biernym użytkownikiem sprzętów grających, ale także zamiłowanym majsterkowiczem i chętnie reperował je w wolnym czasie. Wśród swoich kolegów z drużyny zawsze był znany jako specjalista od stereo.

Z racji wcześniejszych zawirowań Latrell nie zagrzał oczywiście długo miejsca w Alabamie. Swoją przygodę z NCAA skończył po ledwie dwóch sezonach. W ostatnim roku zaliczył solidne statystyki na poziomie 17,8 punktu oraz 5,2 zbiórki, po czym przyszła pora na NBA i przeprowadzkę do Oakland.

Sprewell znalazł się właściwie w wymarzonej dla każdego debiutanta sytuacji. Nie trafił przecież do zespołu będącego w przebudowie. Warriors byli na fali wznoszącej. Kiedy David Stern ogłaszał podczas ceremonii draftu, że Golden State wybierają właśnie Sprewella, komentujący to wydarzenie w telewizji Doug Collins wyrażał poniekąd obawy, czy w rotacji Dona Nelsona starczy minut dla debiutanta z Alabamy. W Oakland nie brakowało w końcu graczy obwodowych i wszyscy myśleli, że Dubs poświęcą swój wybór na kogoś wysokiego, jak Elmore Spencer czy Sean Rooks (sugerowani przez Collinsa) lub ewentualnie P.J’a Browna (faworyt Hubie’ego Browna).

Nelson w swoim stylu zagrał jednak wszystkim na nosie i jak się okazało, ponownie miał rację.

Sezon 1992/93 nie był dla Warriors zbyt łaskawy. Właściwie wszyscy kluczowi zawodnicy walczyli z kontuzjami (Mullin opuścił 36 meczów, Hardaway 16, Marciulionis 52, a pozyskany za Richmonda Billy Owens 45). Nellie nie miał więc innego wyjścia, jak dać szansę innym . Sprewell grał sporo już od pierwszego sezonu (prawie 36 minut na mecz) i dość niespodziewanie szybko wyrósł na największą gwiazdę klubu.

Nieudany sezon Warriors (bilans 34-48, 10. miejsce w Konferencji Zachodniej) dał im oczywiście udział w loterii draftu (otrzymali trzeci wybór). Gdyby ktoś nie pamiętał, to była to równie udana klasa, jak ta 1992 roku Niezwykłymi szczęściarzami (choć co do tego wielu zwolenników wszelakich teorii spiskowych do dziś ma spore wątpliwości) okazali się Orlando Magic, którzy drugi raz z rzędu wylosowali pierwszeństwo w naborze. I tak jak rok wcześniej doskonale wiadomo było kto pójdzie z jedynką (podczas tamtej ceremonii loterii wszyscy generalni menadżerowie mieli już przygotowane koszulki swoich klubów z numerem 33 i nazwiskiem O’Neal), tak i tym razem zdecydowana większość była nagrzana na pewnego niezwiązanego z X-Men Wolverine’a z Michigan.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

38

KOMENTARZE