Flesz: Houston Golden State 2-2

24
fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

Finał Konferencji Zachodniej
(1) Houston Rockets, (2) Golden State Warriors 2-2
Mecz nr 1: 106:119
Mecz nr 2: 127:105
Mecz nr 3: 85:126
Mecz nr 4: 95:92

Entree Bogów Koszykówki. Choke Golden State Warriors. James Harden dobry w obronie. Kochamy Cię synu, ale jesteśmy zawiedzeni.

Warunki zostały ustalone i nagle wszystko się zmieniło.

Zdumiewająco błotnista seria, która przypomina próbę rozwiązania trudnego zadania z algebry; Chris Paul z coroczną kontuzją w play-offach; działający switch on/off Golden State Warriors – w ciągu 150 minut wszystko obróciło się w nieznane dla kontendera do miana najlepszego zespołu w historii sportu.

We wtorek nie dorośli do momentu.


Lavoy Allen 2018 roku zastąpił w pierwszej piątce kontuzjowanego Andre Iguodalę, Clint Capela spadł na lewą kostkę Klay’a Thompsona i ten przed przerwą kontuzjował lewe kolano, Stephen Curry w siódmej minucie drugiej kwarty musnął Jamesa Hardena przy penetracji i złapał swój trzeci faul. Kurtyna się odsłoniła.

James Harden i wyraźnie niezdrowy, zbity Chris Paul przeszli się po Warriors w drugiej kwarcie bezpośrednimi od siebie 29 punktami do 18 punktów Warriors.

Kiedy w Warriors grali Kevon Looney, Jordan Bell, Nick Young i Quinn Cook, Mike D’Antoni zrobił to co Mike D’Antoni w Phoenix Suns robił, czyli obciął rotację do 7 osób. Taco Hemmingway zrapował „Manute” na nowym albumie. Kim byłby, gdyby użył „Ba-a-mute”. Jest bogiem i bez tego. Rockets grali fizycznie, bardzo fizycznie, jak bogowie, w desperacji, jak chłopi, schodząc do szatni z 53-46.

Potem, w 7. minucie trzeciej kwarty Stephen Curry trafił dwie trójki po sobie. Jak zwykł to robić – poderwał Oracle Arena z materiału na tyle spodni i sukienek. I znów wszystko się zmieniło – wyrzucił nas Curry z tej niechcianej w maju reinscenizacji lat 90-tych.

Warriors znaleźli groove. Poważany powszechnie przez cały glob switch był ON. Dwie trójki Curry’ego później było już 80-70. Ludzie chwytali za Iphone’y i celowali nimi w parkiet. Jego ramiona tańczyły.


Ale podobnie, jak stało się to w drugiej kwarcie, od początku czwartej Warriors brakowało na boisku uspokojającej prezencji Andre Iguodali.

Nie tylko Iguodala jest obrońcą. Jest także doskonałym menedżerem gry. Co dokładnie znaczy to, że kiedy na zegarze pozostaje 11 sekund do rozegrania akcji i Andre Iguodala ma piłkę, Andre Iguodala widzi, jak wygląda geometria obrony, przewiduje gdzie zaraz otworzy się najlepsze pole do ataku, zna wachlarz rozwiązań Warriors i wie, w którym kierunku piłkę odrzucić. To człowiek, po którego dzwonisz kiedy zarabiasz 15 tysięcy złotych miesięcznie, ale nie potrafisz sobie poradzić z wyciekiem spod pralki. To człowiek, którego w lipcu chcieli Warriors ukraść Houston Rockets.

Nick Young i Jordan Bell zostali na start czwartej kwarty wstawieni i zaraz szybko zdjęci z boiska, bo Rockets robili comeback. Draymond Green próbował wsadu i nie doskoczył do obręczy. Świat memów przywitał swojego Jezusa.

Oczywiście, że będzie. To było zabawne:

Obejrzałbym znów serie play-offowe do 3 zwycięstw. Wszystkie, może poza finałami.

Serie bez przychodzenia do gry na 75%, serie bez odpuszczania meczów wyjazdowych i może i przez to też i bez blowoutów. Trójki były jednak nietrafiane we wtorek i wreszcie mieliśmy w tych finałach konferencji zacięty mecz (sic!) – w tym błocie, z wynikiem 84-82 na sześć minut przed końcem przypominającym późne 2000’s, niż obecne 2010’s, tylko że z innym logarytmem krycia. Zmianami. Z połączeniem, amalgamem – gracze łączyli się w pary jak w odbijanym tango. Wszyscy chcieli tańczyć z Curry’m, wszyscy chcieli tańczyć z Hardenem.

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułWake-Up: Był crunch-time! Rockets wygrali w Oakland i jest remis w Finale Zachodu
Następny artykułDniówka: Game 5. Celtics obronią swoją twierdzę TD Garden przed LeBronem?

24 KOMENTARZE

      • Wybacz, ale po prostu narracja „X nie wygrał/wygrali bo jemu/im się nie chciało” w najważniejszych meczach sezonu jest dla mnie na tyle zabawna, że prędko mi się nie znudzi.

        Twój ulubiony klub przegrał mecz w Lidze Mistrzów – gdyby im się chciało, to by wygrali. „Twoja partia” odjebała coś głupiego – oj no, nie chciało im się. Twój ulubiony producent wypuścił „łatkę”, która usmażyła Twój dysk z pracą magisterską – oj no, nie chciało im się testować.

        I życie staje się prostsze :D

        Lubię to: 29
  1. Super flesz! Widze, ze rozkrecasz sie wraz z play-offami! Poza tym, zapomniales odac, ze dzis Harden dobrze w obronie. Nie bylo kupy w majtkach jak u Raptors, tylko ciagla wiara, ze to mozlwie. To moze byc, duza sprawa dla ich mindsetu na G5

    Lubię to: 12
  2. Niezależnie od wyniku serii nikt już nie powinien krytykować Chrisa Paula. Kontuzja go spowalnia, ale nie ma mowy o strachu. Ostatnio wystarczy, że zawodnikowi nie wyjdzie 1 mecz, a już go wysłają do (c)Raptors.

    Lubię to: 16
  3. Ostatnie 4,5 minuty tego meczu to pokaz żenady rodem z osiedlowych boisk. Ofensywa, jakiegokolwiek – nie istniała. 3 spudłowane wide open trójki, bez obrony. Durant w narożnik tablicy, Curry niedolot, Durant przelot, Curry niedolot. WTF? W międzyczasie Houston oddał naprawdę kilka dziiiikich trójek. Pomijając Gordona żadna nie trafiła w nic innego niż zewnętrzną obręcz. Co to k___a było?
    Obrona? Jaka obrona, najlepszą akcją obronną, bez przedostatnich 10 sekund (Ariza na Klayu), był blok lewym pośladkiem Klaya na twarzy Gordona. Potem jeszcze cyrk z ostatnimi 0,5 sekundy i błąd za błędem – najpierw CP3: nietrafiony rzut, zdarza się, pewnie mu kontuzja przeszkadzała :D:D, trafiony rzut ? na chuj? ah, pewnie to kontuzja mózgu. Potem jeszcze Curry rzucający od niechcenia i pudłujący kolejna open trojkę na dogrywkę. LOL, tu naprawdę smiechłem i to głośno.
    I to ma być seria godna serii mistrzowskiej?
    3 blowjoby ;-) i mecz warty śmiechu?

    Lubię to: 20
  4. Warriors naprawdę to mogą przegrać. I przegrają. Mają morze talentu ale czegoś im brakuje. Głowy? Jaj? Trudno wyczuć. Nie będzie z tego żadnej dynastii. Jeśli odpadną to Durant może odejść i z faworyta każdego sezonu staną się jednym z kilku ale wcale nie tym nr 1, szczególnie gdy w 76ers znajdzie się 1 lub 2 z trójki James/George/Leonard. No ale tu może za bardzo wybiegam w przyszłość bo seria trwa. Do tej pory Warriors zawsze odpowiadali po porażce ale chyba nie tym razem. Kto wygra game 5 wygra cała serię.

    Lubię to: 2