Sitarz: Być jak Jaylen Brown

18
fot. AP Photo
fot. AP Photo

Normalny introwertyk. Rzadko kiedy patrzy rozmówcy w oczy. W wieku 19 lat nauczył się płynnie mówić po hiszpańsku. Zna arabski alfabet, uczęszcza na lekcje gry na pianinie, interesuje się modą, a w grupie jego idoli są Steve Jobs i Benjamin Banneker. Pełne spektrum zainteresowań. Przed draftem zagrał partię szachów z dziewięcioletnim wówczas Nico Chasinem – później, w 2017 roku, mistrzem Panameryki – bo w szachy grać lubi.

Na Twitterze poznasz go po akronimie FCHWPO. Faith, Consistency, and Hard Work Pay Off. A Na YouTube obejrzysz nie tylko highlighty z 6 meczów w tegorocznych playoffach, w których zdobył przynajmniej 20 punktów, ale też mini-serial pod tym samym tytułem oraz czteroodcinkową serię z ubiegłorocznego offseason. Akronim tej? HTPIMD. Hone The Pressure, It Makes Diamonds. Pod nim na Instagramie znajdziesz profil jego brata – Quentona.

Wiara, regularność, i ciężka praca przynosi rezultaty. Szlifuj presję, otrzymasz diamenty. Jego ojciec mierzy 213 centymetrów wzrostu i jest byłym bokserem. A jeśli jacyś sportowcy lubią nakręcać się motywacyjnymi frazesami, to właśnie pięściarze. Ich dłonie jednak biją po twarzach, a te Jaylena Browna rzucają piłką do kosza. No i z powodu pianina nie warto zaciskać ich w pięść, wkładać do rękawic i ryzykować choćby wybicie stawów.

Jeśli Jaylen Brown łapie kontuzje to cierpią kostki, uda, oczy. W Minnesocie spadł z niemal dwóch metrów na grzbiet – palce, dłonie i nadgarstki pozostały całe. Ale to głowa jest najważniejsza. Ba, mózg. I w sytuacji kryzysowej pewnie poświęciłby sprawność górnych kończyn za witalność umysłu.

Bo ilu 20-paru latków pojawiło się na Harvardzie w roli prelegenta? W przypadku ilu prospektów jedną z czerwonych flag był wysoki poziom intelektu? W 2016 roku niektóre osoby w środowisku NBA postrzegały Browna jako przemądrzałego studenta. Dociekliwość obrócili w wadę. Przestrzegali przed następującym: przed wykonaniem polecenia Brown zechce poznać jego genezę; dlaczego tak, a nie inaczej. Dzisiaj prawdopodobnie jest to plan na mecz numer trzy Finałów Konferencji Wschodniej i pokonanie LeBrona Jamesa.

Nie tak dawno miał sprawiać kłopoty oldschoolowym trenerom, których swoją drogą nowa koszykówka i podejście do zawodników zaraz za własną burtę wyrzucą. Mówili: oni nie chcą takich graczy, graczy, których wnikliwość kwestionuje autorytet. No to świetnie, że trafił do Brada Stevensa i wspólnie przedzierają się przez zasieki wiedzy.

Młody gracz jawił się w oczach anonimowego trenera jako pretensjonalny i nie pasujący do wyrobionego archetypu sportowca i koszykarza. Ale moment. Z jednej strony pracowitość, doskonałe ciało, warunki fizyczne, atletyzm, zasięg. No tak. Z drugiej intelektualna i społeczna wrażliwość.

Nie zgadzam się z tym, że sportowiec nie może być inteligentny. Ludzie myślą, że koszykarze to macho mężczyźni, którzy nie wiedzą jak siebie kontrolować. Że są ograniczeni umysłowo i nie potrafią angażować się czy wyrażać poglądów. Ci ludzie próbują podtrzymać taką narrację. My chcemy ją zmienić, ponieważ zdecydowanie słychać w niej rasizm.

Trafił do idealnej ligi, w której “mądry”, “inteligentny”, “operatywny” nie są eufemizmami do “sprawiający kłopoty”. Zresztą czego liga NBA, otwarta na społeczne problemy i równie zaangażowana w poszukiwanie odpowiedzi i rozwiązań jak lokalne organizacje, miałaby się obawiać? Nikt nigdy nie opisał go jako narcyza, aroganta albo dosadnie jako idiotę, który nie wie, że jest idiotą. Cuonzo Martin wspomina, że podczas pierwszego spotkania nie zauważył w nim śladu ego. I to między innymi przez trenera Golden Bears Jaylen Brown otacza się starszyzną. Naukowe autorytety z kampusu położonego w Berkeley, dawni koszykarze – Isiah Thomas i Shareef Abdur-Rahim. Brown miał pod ręką wiedzę i doświadczenie, więc nie zatrudnił agenta. I pewnie to też niektórzy odebrali źle. A gdyby nie Danny Ainge, to może i z tego powodu “krnąbrny” Brown drastycznie osunąłby się w drafcie.

*

Gdy w sierpniu 2016 roku protest Colina Kaepernicka przybierał na sile, Dave Zirin z magazynu The Nation usłyszał, że pewien debiutant w NBA pochodzący z kampusu w Berkeley “zatrzęsie polityczno-sportowym krajobrazem Ameryki”. Brown już na pierwszym i jedynym roku studiów napisał grubą na dwadzieścia stron pracę w której spróbował dowieść, że amerykańskie społeczeństwo, czy też system, kieruje dzieci o wyjątkowych predyspozycjach atletycznych ku sportowi kosztem intelektualnego rozwoju. Czy myślał o tym w przerwach między partiami szachów w kawiarni Bohemian? Nie wiadomo.

Nie wiadomo też czy wspomnianą pracą pochwalił się przed Adamem Silverem i Michele Roberts (dyrektor związku graczy), których poznał przed draftem. Mama, Mechalle, nie przez przypadek woła na niego “Old Man”. Nie tylko dlatego, że syn z reguły wypowiada się wolniej, dokładnie formułuje myśli, a na spotkania z zespołami chodził odziany w garnitur. Jestem profesjonalistą, mówił. Żadne klapki i swetry.

Szybko przyswoił naczelną zasadę, że NBA to przede wszystkim biznes. Więc jak go Danny Ainge wymieni, to na pewno uścisną sobie dłonie, a Brown spojrzy w CBA i samodzielnie oceni sytuacji własną i nowego zespołu. Bo jeśli w wieku 19 lat zapoznał się z umową, to dzisiaj zna ją jak początkujący prawnik.

Jeśli w najbliższych latach nie zostanie jednym z vice-prezydentów NBPA, rozczaruje przede wszystkim siebie.

Dzisiaj tłum zbiera się wokół niego bo gra w profesjonalnej lidze koszykówki, w jednym z czterech najlepszych zespołów i bywa jego najlepszych graczem. Godny odnotowania fakt, że wybrał Berkeley ze względu na naukową renomę uniwersytetu, zostaje przysłonięty przez koszykówkę. Ale na jej przykładzie widać, że nauka jest priorytetem, lubi się uczyć i uczy się szybko.

Skauci najpierw pisali o zachwycającym ciele i atletyzmie, bo to ich najbardziej rajcuje. Poniżej dodawali, że nie jest dobrym shooterem i musi lepiej kończyć w tłoku. Mieli rację, ale szybko poszło, prawda? W playoffach trafił 44% jumperów, a od debiutanckiego roku jest jednym z głównych bohaterów rewii pt. Jak skutecznie kończyć na kontakcie.

*

W 2008 roku Malcolm Gladwell zawarł w książce pt. “Outliers: The Story of Success” regułę 10 tysięcy godzin. 417 dni ćwiczeń zapewni najwyższy poziom w dowolnym fachu. Magiczny numer doskonałości. Brown postanowił teorię Gladwella zdublować. Przy pomocy Kobiego Bryanta:

Wierzę, że potrzeba 20 tysięcy godzin, aby stać się w czymś wspaniałym. Kobe wyznaczył te godziny. Próbuję podążać za tym modelem i za wspaniałym przykładem.

Na parkietach NBA spędził 4123 minuty. To prawie 69 godzin. Na parkietach NCAA 939 minut. To nieco ponad 23 godziny. W przerwie między sezonami i w sezonie trenuje po kilka godzin dziennie. W koszykówkę gra od 6-7 roku życia? Wstaje równie wcześnie co lata temu Bryant? Jest dobrze jeśli znajduje się w połowie drogi do greatness. Ale greatness tylko i wyłącznie koszykarskiego.

Bo “obsesja Kobiego” to w przypadku Browna, który należy do pokolenia młodych intelektualistów, obsesja podsycona motywacją neurobiologiczną. Jego mózg nie może przestać pracować, więc w ramach treningu atakuje go przeróżnymi bodźcami. Żałuje straconego dnia, więc nie może poddać się prokrastynacji.

Jeśli kiedykolwiek czytał o Santiago Ramonie y Cajalu, to pewnie zatrzymał się przy informacji, że według ojca neurobiologii możliwości umysłowe są ograniczone. I może na początku przestraszył się, bo jak to tak, ale później ochłonął, odnalazł informacje z końca XX wieku i potwierdzenie, że mózg jest plastyczny i może się rozwijać. A na końcu dotarł do szkiców wspomnianego Cajala – siatkówki oka jaszczurki, siatki neuronów w móżdżku z 1899 roku. Bo dryg do poszukiwania informacji to dla niego naturalny odruch. A gdyby jego mózg puchł wraz z nabytą wiedzą, to włodarze TD Garden mieliby dzisiaj problem.

*

Przygoda ze wspomnianymi szachami zaczęła się w amerykańskim odpowiedniku dawnego gimnazjum. Był kapitanem szkolnej drużyny. Aktywny w kilku lokalnych organizacjach. Innego od rówieśników musiała wyróżniać odwaga, zresztą potrzebna w mieście położonym w północnej części stanu Georgia. Miasto Marietta – tam spotkał się z rasizmem. Na jego meczach ludzie wykrzykiwali słowo nigger, malowali twarze czarną farbą, rzucali na boisko banany. Wszystko w XXI wieku. W jego drugiej dekadzie. Parę lat temu.

Odwaga zaś rosła wraz z nim. Podczas okresu w szkole średniej nie czuł się komfortowo… z samym sobą. Pochodził z okolic Atlanty, a tam musiałeś mieć większy grill i błyszczące felgi, a nie nowy tomik poezji. Wspomina: Jeśli powiedziałbym komuś, że lubię pisać wiersze, wyśmialiby mnie prosto w twarz. Dzisiaj ma 21 lat, mógłby życie podporządkować koszykówce, ale zdecydował się wykorzystać platformę. Za działaniami Browna i chęcią zmian nie podąża naiwność, a obowiązek walki o poprawę jakości edukacji amerykańskich dzieci i żeby nauka była tak samo cool, jak wszystko co nią nie jest.

Promotor nauki w profesjonalnym sporcie nie chce przyszłości, w której te dwie dziedziny podążają osobno. Zaczyna dążyć do naprawy systemu i wykluczenia tematu przywołanej pracy. Do obalenia dychotomii; albo jesteś sportowcem albo myślisz; albo jesteś inteligentna albo zarabiasz wysiłkiem fizycznym. Przy czym od początku powstrzymuje się przed skrajnością i retoryką ubogich motywatorów, dlatego w taki sposób dobiera słowa, by nie układały się w marketingowe hasła, a w treść.

Największy sukcese jaki do tej pory osiągnął to uzyskanie wiarygodności. Młody człowiek już teraz jest łącznikiem między wielkim sportem a edukacją. Kandydatem na ambasadora rozpędzonej w kwestiach społecznych ligi NBA. Wspólnie z grupą najważniejszych koszykarzy wie co mówi. Systemowe problemy nizin Ameryki są obce i bywają niezrozumiałe. To wciąż inny i wrażliwy świat, z którego wyrwać można się przez sport właśnie. Przez edukację? Udaje się to nielicznym.

Gdyby nie koszykówka, gdzie byłbym dzisiaj? Tylko dlatego, że wydostałem się stąd powinienem zapomnieć o ludziach, którym to się nie udało bądź nigdy nie uda? Gdyby nie koszykówka jak wyglądałaby moja rzeczywistość? W jaki sposób rozładowywałbym energię? Czy zrobiłbym z nią coś pozytywnego? Czy zwróciłbym się ku przemocy? To rzeczywiste scenariusze, w których amerykańskie dzieci budzą się każdego dnia.

Są to pytania, które padają w różnych kontekstach, lecz niewielu potrafi znaleźć na nie odpowiedź. I to niestety dość brutalne, ale prawdziwe – Jaylen Brown mierzy się z oklepanym tematem. Przed nim było wielu. Naraża się na niebezpieczeństwo porażki, na upadek długo przed tym gdy jego aktywizm osiągnie docelową formę, a głos słyszalny będzie poza Bostonem, Kalifornią i Atlantą. Staje się celem ataków. Dużo zależy od marki, nad którą wciąż pracuje. Od wytrwałości, sensu, rosnących zasobów, a więc wsparcia olbrzymiego podmiotu jakim jest NBA.

*

Sztuką podczas zajmowania się przewlekłym problemem jest podjęcie właściwych działań, które przyniosą efekty. To praca od podstaw dla podstaw. Dla wyboru, spokoju i normalności w choćby jednej dzielnicy, dla braci i kuzynów. Ale nie tylko na ich przykładach Brown identyfikuje czyhające problemy. Rodzina to zaledwie promil i wydaje się, że dzisiaj nie jest katalizatorem działań, bo Jaylen Brown potrafi o nią zadbać. Samemu ucząc się o tym w jaki sposób społeczna aktywność czy też dostępne szanse w biedniejszych dzielnicach są kształtowane przez system. O tym jak pozytywnie wykorzystać fakt, że sport pełni funkcję mechanizmu kontroli i w jaki sposób sprowadzić go przede wszystkim do poziomu rozrywki:

Wobec braku sportu ludzie byliby bardziej rozczarowani swoją rolą w społeczeństwie. Pojawiłoby się więcej złości i stresu z powodu niesprawiedliwości, biedy, głodu. Sport pozwala przemienić energię w coś pozytywnego. Gdyby nie sport, kto wie czym dzisiaj zajmowałaby się połowa tych dzieciaków?

Kończące pytanie dotyczy większości koszykarzy NBA i zawodników NFL. Ludzi, którzy w sporcie znaleźli odskocznie bądź pracę. Brown rozumie jednak, że kariera sportowca ma swój kres, że na zawodowstwo przechodzi mniej niż 2% uniwersyteckich koszykarzy lub futbolistów, że według New York Timesa po dekadach pozytywnych akcji i programów liczba czarnoskórych studentów na elitarnych uniwersytetach jest mniejsza niż w latach 80 XX wieku.

Przy czym Brown nie chce wpychać ludzi na kampusy dla słupków, analiz, badań i dlatego, że mają inny kolor skóry, wyznają inną religię, dysponują mniejszym majątkiem. Z jego działań wyłania się cel nadrzędny – chciałby otrzymać pomoc od systemu, a więc zmienić go tak, jak powszechnie panującą mentalność i zniszczyć wewnętrzne uprzedzenia związane z tokiem edukacji (zakładając, że jak na cywilizowany świat przystało, problem rasizmu będzie z roku na rok zanikał). Pozbyć się łatki, że szkoła nie jest cool. Że jeśli sport to na pewno nie szkoła. Trudno pogodzić obie rzeczy, ale sam jest przykładem, że można. Zwłaszcza w erze łatwego (i prymitywnego) dostępu do informacji, którego paradoksalnie wciąż należy nauczać.

Chciałby aby w grupach mniejszości oczekiwania co do młodych Afroamerykanów były wyższe. Aby w systemowej próżni, o ile kiedykolwiek i gdziekolwiek do niej dojdzie, edukacja była naturalnym aspektem dorastania i integralną częścią rozwoju. I aby nie była alternatywą dostępną dla niewielu, a alternatywą przede wszystkim pożądaną przez rodziców i pociechy rzecz jasna. Ale niestety jest to dopiero wierzchołek reform. Bo wszystko zaczyna się na etapie edukacji wczesnoszkolnej.

*

Chodzi o tzw. education tracking. System, wedle którego uczniowie przyporządkowani są do konkretnych grup na podstawie osiągnięć, podobnych umiejętności i potrzeb edukacyjnych. Powstają grupy np. bardzo dobrych uczniów, przeciętnych i najsłabszych. I właśnie problemom związanym z “education tracking”; z ukrywaną lecz rzeczywistą segregacją, Brown próbuje nadać nowe, mainstreamowe życie. Za pomocą platformy bardzo dobrego gracza koszykówki pragnie poinformować społeczeństwo o istniejących zagrożeniach. O zaniżaniu poczucia własnej wartości wśród młodzieży, skłonności do buntów, złości, kształtowania pewnego sposobu myślenia, aż w końcu porzucenia szkoły:

Śledzenie wyników od pierwszych klas i ujednolicone testy stawiają cię w pewnym punkcie i na torze edukacji, na którym pozostajesz aż do szkoły średniej. I jeśli nic z tym nie zrobisz, a pewnie nie zrobisz, bo niewiele możesz, to zostaniesz na tej linii do końca swojego życia. Byłem tego świadkiem.

Podczas wykładu w bliskim Bostonowi Cambridge, Brown przywołał postać Jeannie Oakes, która w 1987 roku napisała pracę pt. “Tracking in Secondary Schools: A Contextual Perspective”.

Wewnątrz można znaleźć uzasadnienie, że nieproporcjonalne umieszczenie uczniów pochodzących z rodzin o niskich dochodach i tych z mniejszości do najsłabszych grup (na najsłabszych “torach”) nie odzwierciedla faktycznych zdolności uczenia się, lecz jest (30 lat temu było) spuścizną polityki i decyzji edukacyjnych. Słowa Jaylena Browna brzmiały tak:

Umieszczenie ucznia w pewnej grupie na podstawie klasy społecznej, w zasadzie oznacza że program dotyczący lepszych uczniów przygotowuje ich do życia zewnętrznego i uczy posługiwania się nabytą wiedzą. Za to uczniowie z regularnych klas po prostu zwracają informacje i w gruncie rzeczy naśladują to czego próbuje nauczyć ich nauczyciel.

Ścieżka edukacji o opresyjnym wydźwięku traktująca uczniów niczym puste naczynia, do których nauczyciele starają się wlewać program. Ścieżka, która nie wychodzi poza przyjęte ramy, ponieważ nie dostrzega wyjątkowych umiejętności – często zakopanych pod anty-szkolną rewoltą, której przyczyną jest… szkoła. Ścieżka, która nie próbuje pobudzać uczniów. Uczniów zamkniętych w bańce i przez jej ścianki obserwujących jak ci z wyższych grup cieszą się wolnością poznawczą i wciągającą edukacją pełną naukowych zasobów dostępnych na wyciągnięcie ręki.

Jaylen Brown jest w kontrze do tego. Prowadzony przez Paulo Freire, świętej pamięci brazylijskiego filozofa, który stworzył termin “edukacji bankowej” czym jest, cytując Wikipedię, “przelewanie przez mądrego z założenia nauczyciela, do pustej z założenia głowy ucznia biernej wiedzy do zapamiętania i odtworzenia na życzenie nauczyciela.” (Brzmi znajomo?). Brown wyrusza na misję z przekonaniem, że “zastosowanie jest kluczem”. Że tylko poprzez emancypację ucznia można odszukać i rozwinąć jego potencjał. Stworzyć aktywnego obywatela. Pozwolić mu kontrolować edukację polityczną i w sposób wolny, ale i w pełni świadomy i krytyczny uczestniczyć w procesach demokratycznego życia publicznego.

Naturalnie postulując za rozwiązaniami rodem z nurtu “Pedagogiki krytycznej” Brown wyraża dezaprobatę w stosunku do kapitalizmu, a przede wszystkim do nierówności społecznych. Ale i w tym rejonie porusza się zaskakująco płynnie prowadzony przez nawyki myślenia, czytania, pisania i formułowania zdań ponad powierzchowne znaczenie, rozumie stereotypy i głęboki sens, przyczyny i kontekst społeczny, ideologie i konsekwencje każdego działania, wydarzenia, procesu, doświadczenia, tekstu, przedmiotu, polityki, środków masowego przekazu lub dyskursu.

Tak, Jaylen Brown jest żywym przykładem słuszności oraz definicji “Pedagogiki krytycznej”, która padła w powyższym akapicie. Definicji stworzonej przez profesora Ire Shora, dla którego Paulo Freire był przez 17 lat aż do śmierci mentorem. A teraz dziedzictwo obu nabiera nowego rozpędu dzięki koszykarzowi.

*

Jaylen Brown jest produktem idei, z którą ruszył w świat, a trwający sezon Boston Celtics to jej błyskawiczna alegoria. Natomiast playoffowe hasło koszykarskiego zespołu jeszcze nigdy nie trafiło tak dobitnie w to, co jednostka reprezentuje i dokąd podąża w służbie społeczeństwu:

C Us Rise

A później C Us Shock The World.

49

KOMENTARZE

  1. Damn, nie wiedziałem, że Brown jest tak ciekawą i inteligentną osobą. Na pewno będę go teraz bliżej śledził, bo z miejsca wskoczył do mojego topu ulubionych zawodników.
    No i dzięki za świetny tekst Piotrze, dobra robota.

    Lubię to: 7
  2. Zamówiłem w zeszłym roku jersey browna #7. Ale to była niestety staryla repkika Dee Browna. Odsprzedalem.
    Od pierwszego sezonu gościa uwielbiam. Moje top 3 nba.
    Jedni idą w stronę rozwoju intelektualnego,sportowego a inni w celebrytyzm (czyt.iman shumpert)

    Lubię to: 3
      • Mi przy okazji tego wywiadu przypomniało się zdanie Jose Saramago, że wszyscy wymagają od jajogłowych żeby uprawiali sport, ale nikt nie wymaga od sportowców, żeby czytali. Jaylen to tu fajny ,nie wiem czy wyjątek, ale jednak mocno in plus w kontekście NBA

        Lubię to: 5
  3. Genialne. Dzięki. Zmienić system? Misja chyba nie wykonalna… Ale nawet jeśli kilka osób znajdzie pozytywną ścieżkę życia… to chyba warto próbować.

    Lubię to: 0
  4. Widac teraz po co jest abonament. Piotr S. to jest absolutnie najlepszy dziennikarz piszący o koszykówce w Polsce. Cieszy nas to ze zaczynal i zakladal blog Blazers.pl

    Lubię to: 19
  5. Biję Piotras brawo na stojąco do samego siebie. Dzieci patrzą na mnie jak na idiotę. Żona myśli, że coś przyćpałem przy wyrzucaniu śmieci. Kawał dobrej roboty, dzięki!

    Lubię to: 18