Kosze na Drzewach: Mike Budenholzer jeździł kiedyś rowerem po Danii


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 18 maja 2018
fot. vejlebasket.dk

fot. vejlebasket.dk

Kończyło się lato i Mike Budenholzer był nowy w 50-tysięcznym mieście.

Fjordy, moreny, białe dachy, hanzeatyckie, wysokie schody. Pamiętam, dwa lata wcześniej zatrzymaliśmy się tam w drodze do Billund, 29 km na zachód od tego miejsca. Rzeczy, które na początku lat 90-tych wydarzyły się w Billund, pozostały w Billund.

Po drodze trzeba było przejechać przez Vejle i spędziliśmy tam kilka godzin. Pamiętam zaskakująco doskonale w tej mgle dziś, jak nagle otumanieni Europą (zdziwieni kozami kręcącymi się na małej, drewnianej karuzeli), znaleźliśmy się z kolegą na czyjejś posesji za wysokim, zielonym, ale nieregularnie stojącym żywopłotem. Nie było żadnego ogrodzenia, nic. Wystraszeni na widok tarasu i stołu pełnego naczyń, chcieliśmy już uciekać, kiedy nagle okazało się, że nie tylko kobieta z werandy uśmiecha się do nas, ale ma jeszcze sklepik obok w garażu, do którego nas polskie dzieci w kolorowych bluzach zaprosiła.

Dwa lata później Coach Bud zabijał się tu o krawężnik.

Bent Eskesen podarował mu mieszkanie, pensję 150 koron miesięcznie i stary rower. Tylko Mike nie umiał na nim jeździć. Nie umiał też nic a nic po duńsku. Był to jedyny jak się okazało rok, gdy 24-letni wówczas Michael Vincent Budenholzer, syn trenera koszykówki z 5-tysięcznego Holbrook w Arizonie, za grę w koszykówkę miał otrzymywać pieniądze i jak się okazało także rower, którym dojeżdżał z mieszkania na treningi Vejle Basketball Klub i z powrotem.

fot. facebook.com/basketballtv2sport

fot. facebook.com/basketballtv2sport

140 osób polubiło rok temu zdjęcie tego protokołu na facebooku duńskiej telewizji. Ludzie wspominają go w Danii.

Ale zdobywanie średnio 27,5 punktów w sezonie 1993/94 jako everything-guard dla Vejle nie było jego jedynym zajęciem. Nie mogło być.

Klub działał na zasadach pół-amatorskich i wynagrodzenie za grę dostawało tylko kilku zawodników. Zresztą, były to marne pieniądze. Do 15-tej w tygodniu wszyscy gdzieś pracowali. Więc aby zarobić, młody Mike prowadził w stolicy regionu Syddanmark dwie inne drużyny koszykówki, jednocześnie codziennie znajdując godzinę na naukę języka duńskiego.

Chociaż …były prezes Vejle BK Eskesen twierdzi dziś, że jedyny Amerykanin nie musiał się na tych zajęciach przesadnie starać:

“Dziewczyny z drużyny, którą trenował go kochały. Mike był na wagę złota dla naszych młodych koszykarzy. I dziewczyny go uwielbiały, kiedy próbował do nich mówić swoim obcym akcentem i próbował mówić trochę po duńsku”

fot. sport.tv2.dk

fot. sport.tv2.dk

I faktycznie Mike Budenholzer był tym Anglikiem w Nowym Jorku, Amerykaninem w Europie. Backpackerem nawet, bo na nasz kontynent trafił już dwa lata wcześniej, mniej więcej wtedy, gdy przechadzaliśmy się po Billund zachwyceni Legolandem.

Był rok 1991 i tu Mike był w Szkocji.

Trafił do Edynburga w ramach wymiany studenckiej. Jako raczkujący golfista, interesował się głównie sportem, z którego północna część wyspy słynie. Wystarczyło jednak, że podczas jednego popołudnia między dołkiem, a dołkiem wspomniał, że gra w też koszykówkę, a cztery kolejne miesiące spędził, zakładając trampki dla Pentland Star w regionalnej lidze Lothian League.

Z tamtych czasów dziś nie wiadomo czy miał rower. Wiadomo za to, że musiałby go często prowadzić.

“Jedynym pretekstem, dla którego trenowaliśmy było to, żeby po treningu móc pójść razem do pubu. To był jeden z najlepszych okresów w moim życiu”

Tamte czasy i późniejszy rok w Danii wspominał przed czterema laty dla gazety z Glasgow:

“Nazwać to profesjonalnym uprawianiem sportu byłoby przesadą. Ale bez dwóch zdań, ten czas ukształtował mnie. Im więcej podróżujesz, im częściej wystawiony jesteś na różnego rodzaju sposoby myślenia – czy chodzi o koszykówkę, czy politykę – tym lepiej dla Ciebie. To, że uczysz się szanować inne kultury, inne ścieżki życiowe, może mieć na Ciebie duży wpływ.”

Być może właśnie ta nauka pomogła mu aż 19 lat spędzić później w najbardziej kosmopolitycznej organizacji w NBA.


Ale w 1996 roku życie znalazło 27-letniego Mike’a w małym pokoju w San Antonio.

Żaluzje były zamknięte, palił się tylko kineskop telewizora. Z jednej strony było łóżko, z drugiej na komódce leżały kupony na darmowe kanapki i bonusy w sieci Subway – wspominał przed laty Chris Ballard ze “Sports Illustrated”, który chodził z nim do tej samej szkoły.

Nie potrzebował wtedy nic więcej. Siedząc na dywanie przed telewizorem, zadaniem Mike’a było cięcie i klejenie razem ze sobą taśm VHS, które potem szły w górę do asystentów, przez asystentów asystentów, przez asystentów asystentów asystentów i być może – być może – efekt tej pracy docierał do trenera.

To był jednak już trzeci raz, kiedy ścieżki Budenholzera i Gregga Popovicha przecięły się.

Najpierw stało się to w 1992 roku w Oakland, gdzie już 43-letni wtedy Popovich dostał drugą swoją szansę w NBA, tym razem jako asystent Dona Nelsona.

Popovich szybko “zatrudnił” Mike’a, tuż po tym jak ten skończył koledż w Kalifornii. Powiedział mu, że może obserwować zespół – z kaset. Powiedział też, że ma wstęp do pokoju wideo Golden State Warriors, ale powiedział mu też, że nie dostanie za to ani centa, ani nie powinien rozmawiać z żadnym z pracowników klubu. Historia oczywiście brzmi niemożliwie w czasach czipowych wejściówek i ochroniarzy przy drzwiach, ale oddział wideo w tamtej NBA równie dobrze mógł znajdować się na Santa Monica Boulevard i nie interesowałby nikogo.

Po tamtym sezonie młody Mike wyemigrował do Europy za pieniędzmi.

Ale zapytasz się: dlaczego Mike Budenholzer w wieku 23 lat mógł od razu po studiach wejść do budynku klubu NBA i pracować z raczkującym wtedy Popovichem?

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

63

Komentarze

  1. Jarek

    18 maja 2018 o 12:40

    <3

    Lubię to: 5
  2. Spurs Protector

    18 maja 2018 o 13:21

    Świetny tekst.Zawsze byłem zdania,że opowiadanie ciekawych historii to jedna z mocniejszych stron 6g i coś co was odróżnia od reszty koszykarskich portali.

    Więcej tego jeśli łaska

    Lubię to: 32
  3. Nobrainer

    18 maja 2018 o 14:22

    Czy ktos mi pomoze, znalezc artykul “Kosze na Drzewach” redaktora Kwiatkowskiego ?

    googluje pare chwil, przeszukalem strone MVP po tagach, ostatnie artykuly z popovichem z 2016 , zero efetkow .

    Lubię to: 1
    • kozik

      18 maja 2018 o 14:24

      Podczepiam się. Anybody help?

      Lubię to: 0
    • DuzyJot

      18 maja 2018 o 15:11

      Chodzi chyba o papierowa wersje

      Lubię to: 1
    • Bul Bul Tonę

      19 maja 2018 o 09:27

      w sumie w MVP było 7 tekstów z serii “kosze na drzewach”

      MVP #14 luty 2011

      Tajemnice Gregga Popovicha
      ————————–

      Jeżeli w zeszłym sezonie zdarzyło się Ci oglądać mecze w kanale TNT czy ESPN, z pewnością pamiętasz chyba już kultową reklamę. Tak, może czasem zdarzyło mu się wypić o jeden kieliszek wina za dużo, może był bliski prześwietlania rosyjskiego kontrwywiadu. Gregg Popovich jest najbardziej interesującym człowiekiem na świecie. Wychował się na podwórku Michaela Jacksona, ukończył Akademię Sił Powietrznych USA z dyplomem rusycysty, został przetrenowany jako szpieg, rozważał karierę w CIA i skończył zarabiając na życie jako trener koszykówki.

      Bardziej z Chicago
      Popovich przyszedł na świat 10 stycznia 1949 roku. To jedna z tych niewielu rzeczy, które w jego prywatnym życiu można uznać jako pewnik. Urodził się w East Chicago, na północnym zachodzie stanu Indiana, w mieście, które nie bez kozery ma przedrostek “East” przed “Chicago”, gdyż bliżej mu do stolicy stanu Illinois niż do środkowej Indiany, w której w podobnych czasach wychowywał się Larry Bird.

      W sąsiedztwie Jacksonów
      Popovich, to tak naprawdę Popovic. Jego ojciec pochodził z Czarnogóry, a matka była Chorwatką. Oboje wyjechali z Jugosławii, szukać po II wojnie światowej szczęścia w północnej Indianie. Gdy Popovich dorastał, jego rodzice rozwiedli się i zanim razem z matką i ojczymem zamieszkał w Merrilville, spędził kilka miesięcy mieszkając w Gary, mieście, w którym urodził się i przez pierwsze lata życia mieszkał Michael Jackson.

      Fala sinusoidalna
      Po ukończeniu Akademii Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych objął swoją pierwszą posadę szkoleniowca drużyny Pomona-Pitzer, połączonych ze sobą dwóch niewielkich, kalifornijskich uczelni. Kilka lat temu wydano znakomity film dokumentalny “Quantum Hoops”, którego narratorem jest David Duchovny, znany z serii “Archiwum X” i “Californication”. Film opowiada o grupie uczniów z sąsiedniej Caltech, uczelni, która posiada najgorszą drużynę w historii akademickiej koszykówki . W swoim pierwszym sezonie pracy Popovich przegrał z Caltech, którzy tym zwycięstwem zakończyli 4-letnią passę porażek. Po tamtym meczu poinstruował swoich zawodników, z których większość była utalentowanymi studentami fizyki i matematyki, aby następnym razem ruszali głowami w górę i w dół na kształt fali sinusoidalnej. Był to wg Popovicha najbardziej adekwatny sposób przedstawienia swojego zdenerwowania “kujonom” z Pomona-Pitzer.

      W pokoju trenerów
      Kiedy pracował na uczelni Pomona-Pitzer, przez dwa lata mieszkał z żoną Erin i dziećmi na terenie hali gimnastycznej. Po latach przyznał, że dzięki temu miał bliżej do łóżka.

      Srebrny Lincoln
      W 1987 roku pożyczonym srebrnym Lincolnem przejechał tysiące kilometrów z Kalifornii na uniwersytet Kansas, żeby spędzić rok jako stażysta Larry’ego Browna. W załatwieniu tego stażu pomogli mu koledzy z jego alma-mater Air Force Academy, którzy znali Deana Smitha, legendę Płn Karoliny, który to z kolei doskonale znał Browna.
      RC Buford, będący wtedy asystentem Browna, a obecnie generalnym menedżerem Spurs wspomina, że Popovich miał permanentne kłopoty z szyberdachem, który nie mógł się zamknąć. Przejażdżka samochodem Popovicha w trakcie ulewy czy zamieci śnieżnej oznaczała odczucia porównywalne z realnością, której szukają japońscy twórcy sprzętu 3D do gier komputerowych.

      Pek and rooooolll
      W drugim sezonie pracy w San Antonio (1998/99), który rozpoczął się po lokaucie, Spurs notowali bilans 6-8 i lokalni dziennikarze domagali się zwolnienia Popovicha. 28 lutego 1999 roku Popovich siedział w pokoju hotelowym z Avery Johnsonem i usłyszał w znany tylko Johnsonowi dobitny i charakterystyczny sposób: “Pop, musimy grać „pek and roooooll”. W tym czasie Popovich próbował wdrożyć motion-offense, wzorując się na Jerrym Sloanie i Utah Jazz.
      Następnego dnia, na treningu, Spurs przez dwie godziny ćwiczyli zagrania „pek and roooolll”. Spurs wygrali kolejne 31 z 36 meczów sezonu regularnego, zaliczyli 15-2 w play-offach, wygrali pierwsze mistrzostwo, a potem zdobyli kolejne trzy.
      Dziś Spurs zrezygnowali z dogrywania piłki Duncanowi, a zagrania pick&roll z kozłującym Tonym Parkerem czy Manu Ginobilim sprawiły, że San Antonio zaliczyło trzeci najlepszy start sezonu w historii NBA (39-6).

      Twardy ale czuły
      W 2008 roku po wygranej serii play-off z Hornets, Spurs utknęli na lotnisku w Nowym Orleanie. Samolot się popsuł, wszystkie hotele w mieście były zajęte, a Spurs za 48 godzin mieli rozpocząć serię z Lakers w Los Angeles. Nie mieli więc większego wyboru i postanowili spędzić noc w samolocie – tuż po tym jak wygrali mecz nr 7 z Hornets.
      Wspomina Tony Parker: “Do końca życia nie zapomnę jak Pop przemykał między siedzeniami i przykrywał nas kocami, martwiąc się o to, żebyśmy się wyspali.”

      W cieniu
      Nie ma jakiegokolwiek problemu w zostawianiu innym miejsca, aby ci mogli cieszyć się swoją chwałą. Pozostaje z boku i jak lubi podkreślać – „woli zabezpieczać tyły”. Zaliczył kilka epizodów jako aktor w filmach niezależnych, które uwielbia. Nie napisał żadnej książki o tym jak w koszykówce zrobić to czy tamto. Odmawia udziału w reklamach, nie nosi garniturów za 3 tysiące dolarów, a mimo wszystko jest uznawany za jednego z najlepszych trenerów ostatnich 30 lat.

      Cierpliwy i sarkastyczny
      Pewnego razu Spurs zaczęli w play-offach mecz od wyniku 4-17, Popovich wziął dwa time-outy i zapytał swoich graczy: „Czy nie stanowiłoby to dla Was problemu – rozumiecie, nie chcę zbytnio naciskać – gdybyście egzekwowali naszą ofensywę i starali się robić rzeczy, które robimy na treningach? Nie chcę Was rozzłościć, ale gdybyście przy okazji mogli pograć też w obronie, to byłoby naprawdę znakomicie”.

      Wychowawca dla młodych dziennikarzy
      Rzeczowy, konkretny, przenikliwy, nie lubi tracić czasu i rozmawiać o bzdurach – Popovich jest postrachem dziennikarzy. Przekonał się o tym młody stażysta ze strony “48 Minutes of Hell”, który w styczniu tego roku dostał akredytację dziennikarską na mecze Spurs. Po dwóch tygodniach stania w wianuszku dziennikarzy otaczających Popovicha, usłyszał coś, co – jak sam przyznaje – zapamięta na zawsze: „Zrób coś głupiego i będziesz tego żałował, ale na miłość boską, tak jest lepiej niż stać i nie robić nic”.

      Politolog
      Popovich często urządza pogadanki z zawodnikami, ale nie rozmawia z zawodnikami o umyśle i duszy, jak robi to Phil Jackson. Zamiast tego, prowadzi z zawodnikami rozmowy o problemach w Sudanie, o wyborach prezydenckich w Europie czy o tematach debaty publicznej. Jak sam podkreśla, chce uzmysłowić im, że na świecie dzieją się różne, niekiedy zaskakujące i smutne historii. „Chcę, żeby zrozumieli, że nie zajmujemy się leczeniem raka. Zarabiamy na życie grając w koszykówkę.”.

      Mistrz po time-outach
      Gdyby przeprowadzić sondę wśród trenerów NBA, Popovich zostałby zapewne uznany za tego, którego zagrywki tuż po time-outach są najlepsze i najskuteczniejsze. Alvin Gentry, z którym pracowali niegdyś jako asystenci w Kansas, powiedział rok temu: „Po każdym time-oucie jesteś dosłownie przerażony tym co może zrobić Pop. Godzisz się z tym, że Spurs wyjdą i znajdą sposób na zdobycie kosza o jakim nawet nie pomyślałeś”.

      Znawca i kolekcjoner
      To jego największa pasja poza koszykówką. Popovich posiada ponad 3 tysiące butelek wina w swojej spiżarce i nie są to roczniki, które łatwo znaleźć w innych miejscach. Jego profil można znaleźć na stronie firmy „A to Z”, zajmującej się produkcją i dystrybucją win z całego świata. Pop ma swoją spiżarkę oczywiście w piwnicy pod domem. „Spędzam tam dużo czasu kiedy przegrywamy.”

      Amator
      Popovich będzie prowadził drużynę Zachodu podczas tegorocznego Meczu Gwiazd, ale gdyby mógł tylko z tego zrezygnować to… „Wziąłbym cztery czy pięć dni przerwy, wybrał się gdzieś, bez rodziny, bez przyjaciół. Miałbym czas na to, żeby na spokojnie pomyśleć o naszym zespole, obejrzałbym kilka niezależnych filmów, poszedł na kolację, pochodził po ulicach”. Ulubiony niezależny film Popa? „Big Night” Stanleya Tucciego. Z pozostałych: „Łowca jeleni”, „Ojciec Chrzestny”, „Rambo” i „Planeta Małp” w oryginalnej, pierwszej wersji.

      Merrilville, Oh Merrilville
      Latem 2010 roku Popovich przybył razem z DeJuanem Blairem i George’em Hillem do miejscowości, w której ukończył szkołę średnią, aby wziąć udział w lokalnej imprezie, promującej edukację i koszykówkę. Przy wejściu otrzymał specjalną plakietkę, broszurę oraz koszulkę. Kiedy burmistrz miasteczka przywitał go i nazwał przyszłym członkiem Hall-of-Fame, Pop wstał i powiedział w swoim stylu. „Jestem rozczarowany. Myślę, że pomyliłeś mnie z Philem Jacksonem. Zadzwoniłeś chyba pod inny numer. Ci, którzy znali mnie w East Chicago, Gary czy Merrilville mają pełne prawo zwijać się teraz ze śmiechu. Ja i Hall-of-Fame?”

      Cytaty Popovicha

      „Wolałbym, żeby ludzie mnie nie znali. Najchętniej chciałbym wyjść, zrobić swoje, nie popełnić zbyt dużo błędów, wrócić do domu i nalać sobie kieliszek wina. To wszystko.”
      „Najważniejszą częścią mojej pracy jest tylko niczego nie spieprzyć.”
      „Będąc w armii spędziłem mnóstwo godzin na radzieckich boiskach koszykarskich w różnych miastach kradnąc od innych trenerów najwięcej zagrywek ile mogłem. Teraz mam szansę używać ich w NBA.”
      „Zawsze kiedy ktoś mnie spyta o mój pobyt w wojsku – uśmiecham się. Gdybyś porozmawiał z kimś z Akademii o mnie jako wojskowym – nie mogliby prawdopodobnie wytrzymać ze śmiechu.”
      „Zrób coś głupiego i będziesz tego żałował, ale na miłość boską, tak jest lepiej niż stać i nie robić nic.”

      Lubię to: 5
      • Bul Bul Tonę

        19 maja 2018 o 09:29

        jakby kto chciał, to na maila mogę przesłać wszystkie

        Lubię to: 1
        • Nobrainer

          19 maja 2018 o 11:22

          kozak, jezeli mozesz wrzuc na pastebina teksty i zapodaj link tutaj jesli mozna tak zrobic

          Lubię to: 0
        • Arek Aaron rzutzdystansu.wordpress.com

          23 maja 2018 o 22:43

          Ja chętnie przeczytałbym. Możesz przesłać na maila?

          Lubię to: 0

Skomentuj