Wake-Up: Harden 41, Durant 37, Warriors 1-0

27
fot. League Pass
fot. League Pass

Golden State Warriors po raz pierwszy od 2014 roku rozpoczęli serię playoffów na wyjeździe, ale to nie przeszkodziło im po raz ósmy z rzędu wygrać mecz otwarcia. Na starcie tego tak bardzo wyczekiwanego pojedynku najlepszych drużyn NBA obrońcy tytułu przypomnieli jak ogromną siłą dysponują i odebrali Houston Rockets przewagę parkietu.

Golden State @ Houston 119:106 (1-0)

Gospodarze mieli dobry początek spotkania, James Harden wymuszał switche i był gorący trafiając kolejne trójki w izolacjach. Ale po wyrównanej walce w pierwszej połowie i remisie na tablicy wyników do przerwy, Warriors znowu pokazali, że trzecia kwarta to ich czas i przejęli kontrolę uzyskując dwucyfrową przewagę. Na starcie czwartej kwarty trójka Erica Gordona przybliżyła Rockets na 4 punkty, wtedy jednak goście odpowiedzieli kolejnym runem i już do końca utrzymali przewagę.

Harden tak samo jak w dwóch poprzednich rundach, także teraz w meczu otwarcia rzucił ponad 40 punktów, ale w drugiej połowie nie był już tak efektywny (4/6 za trzy i zero strat do przerwy, potem 1/3 i 4 straty), a Warriors zaczęli coraz lepiej wykorzystywać przewidywalną ofensywę Rockets opartą na indywidualnych akcjach. Pozwalali na grę 1-na-1 w mismatchach, nie otwierali okazji do asyst i po przerwie wymusili 9 strat rywali, co im otworzyło możliwość do szybszego ataku. Ale kluczem dla gości było to, że przy tej spowolnionej grze także mieli swoją zabójczą broń w izolacjach. Kevin Durant był w killer mode, z zimną krwią trafiał jumpery nad kolejnymi rywalami i to on zrobił największa różnicę. Zdobył 37 punktów, w tym po 13 w pierwszej kwarcie, pomagając Warriors odbić się po słabych pierwszych minutach i w trzeciej, kiedy uciekli rywalom.

KD ciągnął atak Warriors ze wsparciem Klay’a Thompsona, który rzucił 28 punktów (6/15 za trzy), w tym 8 pierwszych dla gości w czwartej kwarcie.

Stephen Curry tymczasem był celem Rockets i co chwilę szukali switchów, żeby ustawić go przeciwko Hardenowi. Ale z drugiej strony on także wykorzystywał sytuacje, gdy miał Hardena przed sobą i mijał go dostając się do kosza. W ten sposób zdobył większość ze swoich 18 punktów, bo na dystansie trafił tylko jeden rzut. To nie był mecz Curry’ego, ale zaliczył też 8 asyst przy tylko jednej stracie i w drugiej połowie miał dwa przechwyty.

Draymond Green był bardzo pobudzony na starcie meczu i niewiele brakowało, żeby szybko opuścił parkiet za faule techniczne. Na szczęście dla Warriors uspokoił się w dalszej części spotkania i jak zwykle odegrał niezwykle ważną rolę w tej wygranej. Miał 9 zbiórek, 9 asyst, po 2 bloki i przechwyty, a także najlepsze +19.

Harden zakończył mecz z dorobkiem 41 punktów i 7 asyst. Chris Paul zdobył 23 (z czego 6 już w garbage time), zanotował 11 zbiórek i 3 asysty. Eric Gordon z ławki dołożył 15 punktów.

„You’re not going to come in and just knock them out. There were too many times where we had mental lapses. We didn’t switch properly, turned the ball over and missed too many layups. We need to do a better job of staying up mentally.” Mike D’Antoni

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułKajzerek: Pierce’a czeka droga Browna, Borrego niekoniecznie
Następny artykułFlesz: Golden State Houston 1-0

27 KOMENTARZE