Flesz: Najlepszy gracz (Top-5)

42
fot. newspix.pl
fot. newspix.pl

Ponoć co trzecia osoba nie czyta wstępów przed listą, a tylko co drugiej udaje się dotrwać do końca pierwszego zdania. Drugie zdanie ma potencjał. W trzecim napiszę szybko po co ta lista – po to żeby Michael Jordan miał sześć tytułów MVP’s w latach 91-93 i 96-98, a LeBron James miał wszystkie dziesięć w ostatniej dekadzie.

Mój przyjaciel wczoraj przyznał zresztą, że przez cały czas myślał, że laureat nagrody dla „Most Valuable Player” to nic innego, a najlepszy koszykarz na świecie. W efekcie pomyślałem, że błąd, który jest popełniany to nieumiejętność doceniania trwającej przez wiele lat wielkości i zamiast niej doszukiwanie się zwiastunów ludzi (Derrick Rose, pierwsze MVP Stephena Curry’ego), którzy MOGĄ stać się lepsi niż Jordan, lepsi niż James, lepsi niż Durant – którzy już są i grają, i są tak dobrzy, że aż nudni.

Ale to chyba nie dlatego na liście niżej jest aż czterech 30-latków i jeden, który do tej granicy się zbliża. A może właśnie dlatego? Ta lista musi być robiona – to powinna być nagroda – zamiast ćwiczeń interpretacji statystyk sezonu regularnego – zwycięstw, porażek, punktów, asyst, heee może nawet plus/minus? – które mają – ćwiczenia te, Twoje, moje – wskazać najbardziej wartościowego gracza sezonu regularnego NBA. Więc nawet jeżeli pomysł jest banalny i ckliwy – musi być. To musi być zapisywane i będzie tutaj o tej porze co rok.

 

1. LeBron James (Cleveland Cavaliers)

54/37/73 27.4 PKT, 8.7 ZB, 9.1 AST, 1.4 PRZ, 0.9 BLK

To co dla jednego byłoby kolejnym, niezapomnianym sezonem regularnym, dla LeBrona Jamesa to sześć miesięcy, które mają nie wynudzić go przed play-offami. W nich raz jeszcze jego resume rozstrzygane będzie i omawiane na poziomie porównywalnym tylko z kilkoma sportowcami, którzy chodzili po planecie Ziemia. Ostatnie zdanie to skrót 10 ostatnich lat w NBA, z całym szacunkiem dla drużynowej dominacji Spurs i Warriors.

Od nazwania Donalda Trumpa „palantem”, przez kończącą rok 2017 serię wygrywania dla Cavaliers meczów w ostatniej minucie, głęboki kryzys i rozbicie w lutym drużyny, która grała z nim w pierwszej części sezonu, po zmiany w składzie, znalezienie potrzebnego kursu, serię spektakularnych wsadów nad Jusufem Nurkicem, całą drużyną Brooklyn Nets, po nazwanie siebie „MVP” i znakomitą grę w ostatnim miesiącu sezonu regularnego, kiedy wchodzi w play-offy jako najbardziej zmęczony i zarazem najlepszy od kilku tygodni gracz ligi.

James jest w trakcie rozgrywania pierwszego w karierze sezonu regularnego, w którym planuje wyjść na parkiet w każdym z 82 spotkań. Wszystko więc to, co Tom Haberstroh pisał i mówił nam o zmęczeniu i nawigowaniu zmęczeniem jest w tym momencie kwestionowane przez sportowca, z którym nikt od piętnastu lat nie może równać się przygotowaniem fizycznym i kondycyjnym. Jest to też mam wrażenie odpowiedź do wszystkich byłych gwiazd, które w ostatnich latach krytykowały współczesnych graczy za „DNP’s” i branie meczów wolnego.

Komandor parkietu. Może grać i grał w tym sezonie na każdej z pięciu pozycji na boisku, zmierzając powoli do momentu, w którym stanie się pierwszym koszykarzem w Top-10 najlepiej punktujących i podających w historii. W jego 15. roku kariery obserwujemy podobny progres strzelecki, który miał miejsce w karierze tego, do którego jest porównywany. Choć w lutym i marcu przyszedł kryzys, jego rzut wygląda lepiej, niż wyglądał jeszcze przed kilkoma laty. W najgorszym defensywnie sezonie jego zespołu mu akurat trudno jest też coś zarzucić. Krył każdą z pięciu pozycji, zmieniał krycie dowolnie. Czasem gdzieś przyśnie i są na świecie tylko trzy rzeczy, których można być pewnym: śmierć, podatki i to że zobaczymy ten klip.

Analityka mówi, że to trzeci z rzędu sezon regularny, w którym James nie był nr 1. Czas zmienić analitykę…. Choć w lutym byłem bliski dać się przekonać, że faktycznie tak jest, test oka mówi mi przez cały sezon co innego. Zresztą, wiosną przychodzą play-offy, gdy przypomina dlaczego jest nr 1 i dlaczego ma tak ogromne znaczenie na przestrzeni playoffowej serii. Tak jakby stał ponad parkietem i nie patrzył nawet tym ludziom w oczy, tylko ponad ich głowami. Co w gruncie rzeczy jest dokładnie tym, co jako mierzący 203 cm wzrostu point-everything robi. Był wszędzie, widział wszystko. Kiedy odejdzie, będzie go brakować nawet hejterom.

2. James Harden (Houston Rockets)

45/37/86 30.7 PKT, 5.4 ZB, 8.8 AST, 1.8 PRZ, 0.7 BLK

Mało kto może już pamięta, ale wygranie w Oakland pierwszego meczu sezonu regularnego wcale nie ustawiło go z miejsca w roli faworyta do nagrody MVP. Przez pierwszy miesiąc odbywały się bowiem te same co zwykle nasze tańce nad teatrem małej próbki – metoda nr 1 na przehajpowanie kogoś.

I tak się stało. Giannis (został Top-5, jak nie Top-3), Porzingis (został Top-10) i ktoś jeszcze, nie pamiętam już – wszyscy oni byli MVP’s, dopóki między 1 listopada a 18 grudnia nie okazało się, że Rockets są w stanie wygrać 20 z 21 spotkań. Ale następnie Rockets przegrali pięć z rzędu i już faworytem był James. Potem jednak już tylko Harden, Harden i tylko Harden.

Ale gdyby tylko Ben Simmons mógłby zostać nagle na ostatnią chwilę kandydatem, huh? James Harden ma i będzie miał pod górkę, bo rypał w tym sezonie Twoją drużynę.

Szuler. Artysta gry jeden na jeden przodem do kosza. Jest tak dobry, że myślą, że oszukuje. Rozgrywa NBA. Pogrywa sobie z ligą. Liga zmieniła przepisy gwizdania fauli typu „rip-thru”, a od tego sezonu każdy faul przy rzucie za trzy nie jest już karany rzutami wolnymi. Harden potrzebował więc kilku tygodni, żeby się przystosować, a i tak dobił po raz piąty w karierze do 10.1 wizyt na linii, zrównując się w ten sposób z Jerry’m Westem, który też miał 5 takich sezonów.

Sezonów na średnio +10 wizyt na linii wolnych w meczu było w historii NBA z różnych przyczyn aż 116. To pierwszy sezon w historii, gdy ktoś łączy to z aż 10.2 próbami na mecz za trzy. Dlatego Harden sprawia wrażenie gracza bezdusznego, kunktatora. Kogoś kochającego to co robi no może na 95%. Kogoś często nawet jakby znudzonego, będącego poza grą i zdolnego wyłączyć się – dlatego ludzie nadal wątpią w to, czy będzie w stanie równie dominować w play-offach. Gdyby tylko tak mocno trzymano za nogi tych, którzy wdrapują się do Top-10.

3. Stephen Curry (Golden State Warriors)

 50/42/92 26.4 PKT, 5.1 ZB, 6.1 AST, 1.6 PRZ, 0.2 BLK
.
Gdyby nie to, że po trzech wizytach w Finałach NBA wciąż nie zabrał z nich chociaż jednej statuetki MVP, byłby prawdopodobnie na tej liście wyżej. Chciałem uniknąć tu analityki, ale weźmy tę lżejszą: w 3 z 4 ostatnich sezonów Curry był nr 1 NBA w plus/minus na mecz. Ten jeden raz, gdy nie był pierwszy – był drugi. Tylko, że akurat był to sezon, w którym został pierwszym, bezapelacyjnym MVP sezonu regularnego w historii.

Ten sezon skończy mając na koncie tylko 51 rozegranych spotkań. Od dwóch tygodni nie gra i z powodu skręcenia więzadła MCL w lewym kolanie nie zagra też co najmniej w I rundzie play-offów. Więzadło to skręcił w meczu, w którym wrócił po jeszcze jednym w tym sezonie podkręceniu prawej kostki. To była właśnie jego zmora, bo z powodu kontuzji prawej kostki nie grał w 11 kolejnych meczach grudnia, a potem w sześciu w marcu. Między grudniem a marcem prawą kostkę podkręcił co najmniej cztery razy.

Dlatego niebezpodstawnie zacznie być już za chwilę żywo przypominane, to jak inaczej wyglądał Curry w play-offach 2016. Curry, o którym Marcus Thompson napisał w książce o nim, że grał na 85%. Tylko, że tym razem, tego 20-tego czerwca, może po ostatnim meczu nie wyglądać inaczej, niż w 2016 roku wyglądał, bo w jego składzie jest…

4. Kevin Durant (Golden State Warriors)

52/43/89 26.5 PKT, 6.9 ZB, 5.4 AST, 1.8 BLK, 0.7 PRZ

Oto gracz, którego karierą można być zawiedzionym, jeżeli śledzi się ją od samego początku i to śledzi się ją dokładnie. Nawet ci, którzy nie słuchali tego co mówi, pamiętają przecież, że już od Draftu 2007, w którym Greg Oden poszedł z nr 1, Durant za mantrę przyjął sobie to, żeby wreszcie przestać być drugim. I jeśli kibicowałeś mu, jak ja, to pejoratywny wydźwięk bycia tylko drugim mógł w lipcu 2016 bardzo zderzyć się z jego decyzją o przenosinach do Warriors.

Dlatego w minionym tygodniu powiedział, że myślał, że mistrzostwo wypełni lukę, ale nie wypełniło. „After winning that championship (last season), I learned that much hadn’t changed. I thought it would fill a certain [void]. It didn’t”. Tania biżuteria na końcu jest tania i nie jadę gościa. Znam gościa. O ile więcej przyniosłoby mu zdobycie tytułu w Oklahomie, gdyby tylko z czasem potrafił wznieść się do poziomu, na którym mógłby stanąć oko w oko z Westbrookiem. Zamiast tego ludzie troszczyli się o stan psychiczny Kevina i że Westbrook mu nie podaje. Ok, teraz brzmię jak hejter, ale nie tego oczekuje się od tych, którym wróżone jeszcze na początku tej dekady było zamienienie LeBrona Jamesa na tronie.

Ale…

W tym sezonie Warriors wygrywali i wygrywali w grudniu, kiedy Curry nie grał. Wygrali pierwsze siedem spotkań, bo Durant już raz tak zdobył swoje jedyne MVP, kiedy kontuzjowany był Westbrook.

Moim zdaniem najlepszą historią nadchodzących play-offów byłoby to, gdyby Durant poprowadził przez nie Warriors bez Curry’ego i zdobył tytuł z tą drużyną – z Thompsonem, z Greenem, z Iguodalą. Może to zrobić. Gdyby to zrobił, jego status w wielu kręgach mógłby zmienić się o 180 stopni. I to jest to co chciałbym zobaczyć, bo KD w roli boiskowego samca alfa to był niewiele gorszy „watch”, niż James. Na pewno lepszy, niż Westbrook. I to jest mam wrażenie od dziesięciu lat jego górka. To wtedy, gdy odbierał statuetkę MVP, pamiętasz, wyglądał na najbardziej spełnionego.

5. Russell Westbrook (Oklahoma City Thunder)

45/30/74 25.6 PKT, 9.9 ZB, 10.1 AST, 1.8 PRZ, 0.2 BLK

15 zbiórek w niedzielę, 16 zbiórek ostatniej nocy… Potrzebuje 41 w trzech meczach, żeby zrobić to, czego nikt nie zrobił.

I tak jak sezon temu mówili o tym wszyscy, tak w tym sezonie nie mówi o tym nikt. Dziwne, nie?

Westbrook to inny gatunek. Zawsze był i zawsze będzie innym gatunkiem człowieka. W 99% człowiek, w 1% raptor. Gdyby zabrać z koszykówki finezję, byłby zdecydowanie najlepszym graczem w lidze.

Ale w tym miejscu chciałbym napisać nie o nim i nie o tym, że nikt nie przypuszczał, że po kłopotach z kolanami dobije do 30-tki jako swoja wciąż najbardziej atletyczna wersja siebie, tylko o ludziach, którzy mieli szansę w typ Top-5 się znaleźć, ale z różnych przyczyn do niego nie dobili. Np Giannis, Porzingis, Embiid i Anthony Davis, który może w tych Top-5 być, ale na pewno nie spod tych palców i na tej klawiaturze.

Ile to już będzie?

Ile to już lat będzie gry Westbrooka na bardzo wysokim, elitarnym lub bliskim elity poziomie? Każdy z tych pięciu zawodników na tej liście jest w naszym życiu przynajmniej od dekady. Od 10 lat. Ten czas tak szybko mija, że już w przyszłym roku będziemy mówić o tym, że co najmniej jeden z nich opuszcza swój „prime”. Po nim, przyjdą kolejni z tej grupy, zastąpią ich nowi i ten cykl dalej będzie trwał.

Regularna, przez kilka lat trwająca wielkość, to coś o czym powinniśmy mówić więcej. A tym czterem graczom wymienionym trzy akapity wyżej, dać najpierw wygrać pierwszą play-offową serię w życiu, zanim zaczniemy ich anonsować jako półbogów.

Poprzedni artykułWake-Up: Nuggets bliżej ósemki, Clippers dalej w grze. LeBron pokonał Raptors, KD wygrał w OKC
Następny artykułDniówka: Coach of the Year. Most Improved Player. Ostatnie starcie Raptors-Celtics

42 KOMENTARZE

  1. Więcej takich fleszów. Mógłbym się spokojnie podpisać pod większością napisanych rzeczy. A najbardziej pod tym, że powinniśmy lepiej filtrować hajp i doceniać tych, którzy od tylu lat jak w.w. są na elitarnym lub momentami wręcz na pół-boskim poziomie.

    Lubię to: 21
  2. Westbrook zdecydowanie ma w sobie więcej z gada niż 1%. Czasem patrząc na jego zdjęcia wydaje mi się hybrydą pięćdziesięcioprocentową :) A jego fizyczność może to tylko potwierdzać.

    Sen o Kevinie zdobywającym tytuł bez Curry’ego jest piękny, ale bardzo mało prawdopodobny. Nie wiem, czy poprzez przywiązanie do fundamentów Warriors, czy inne kwestie o tym decydują, ale to Curry wciąż jest liderem zespołu. Nawet jeśli na boisku można mieć wątpliwości, to poza nim to udawadnia niejednokrotnie.

    Kevin często nie potrafi nad sobą zapanować i zachowuje się jak dzieciak z liceum… a powyższa lista to lista niemal samych 30latków.

    Zresztą za postawę poza boiskiem należy docenić zarówno Stepha, jak i LeBrona. Dobre chłopaki rodzą się w Akron :)

    Lubię to: 9
  3. Kontrowersyjnie, ale tylko na 5 miejscu. TOP 4 raczej bez żadnych zaskoczeń. Jakoś ciężko znieść fakt, że Westbrook, którego Thunder mają 1,5 zwycięstwa przewagi nad 9 miejscem na Zachodzie i który gra w składzie z Paulem Georgem, Stevenem Adamsem i Słodkim Pączuszkiem jest TOP 5 graczem ligi

    Jeżeli jednak oceniamy ten konkretny sezon i 50 meczów Curry’ego w niczym nie przeszkadza, to piąty powinien być Chris Paul, lider NBA w RPM, drugi Net Rating w lidze po Currym wśród graczy, którzy rozegrali minimum 1000 minut, z nim w składzie Rockets praktycznie nie przegrywają. Z nim w składzie Rockets mają bilans 48-7. Russell Westbrook to nie jest lepszy gracz w tym sezonie niż Chris Paul, nie w sporcie zespołowym, jakim jest koszykówka.

    Lubię to: 15
    • Z całym szacunkiem, ale każdy zdrowo myślący i znający się choć trochę na koszykówce powinien się zgodzić z tym, że James jest obecnie najlepszy. Nawet jego hejterzy. Tak po prostu jest i koniec.

      Co do tej podsycanej tezy… ja jestem ogromnym fanem LeBrona, bo jest dla mnie definicją sportowca idealnego, ale (podobnie jak Ty) to Jordana mam na pierwszym miejscu all time i to mimo, że za nim nie przepadam. Zobaczymy na koniec kariery, ale w tej chwili LBJ to top2 imo. Wydaje mi się jednak, że najczęściej dyskusja w tej w tej kwestii paradoksalnie zaczyna się nie od tezy James > Jordan, a od antytezy że tak nie jest. Mnóstwo razy widziałem jak pojawia się wpis dotyczący LeBrona, a w komentarzach fani MJ’a piszą że James nigdy nie będzie ponad Jordanem , bo…
      To jest jakaś obsesja tych osób, które muszą zaprzeczać tezie, której w danej chwili nie postawiono. Takie sytuacje są naprawdę nagminne. Czytam artykuł, że LBJ pobił jakiś tam rekord, a w komentarzach hejty na Jamesa, że Jordanowi może buty czyścić, gdzie w tekście nie było nawet słowa o tym, że LeBron > Jordan. To jest dopiero chore.

      Lubię to: 15
      • Wybacz, ale za dyskusje na ten temat winisz bliżej nieokreślonych ludzi, piszących w komentarzach? W sytuacji w której to sam Lebron ma obsesje MJ i ciągle o tym mówi. Zaczęło się od gonienia ducha z Chicago i tak sie to ciągnie (dzisiaj znowu podrzucił temat mediom, że jest GOAT). To się nazywa obniżanie oczekiwań i jak po każdym świetnym występie, kolejnym podaniu będzie sie pisało o tym że jest lepszy to w końcu jak np. zdobędzie tytuł ogłoszone zostanie to bezapelacyjnie. A kto będzie protestował ten zostanie uznany za wariata. Bo skoro już od 2 lat toczą się dyskusje czy jest GOAT to po tytule chyba nikt nie ma prawa mieć wątpliwości. I o to idzie gra i to ciągłe podsycanie tematu przez Lebrona. Zauważ, że Jordan się nie wypowiadał na ten temat, czy to jak grał w koszykówkę czy jak dawno już zakończył karierę. A jeśli już to raczej kurtuazyjnie.

        Zresztą to chyba dobry argument za tym, że Lebron nie jest GOAT, bo jak ciągle o czymś musisz mówić, samemu się o siebie upominać to słabo. Jak ktoś jest GOAT to nie musi o tym zapewniać na każdym kroku. Dokładnie tak jak MJ, on nie musiał o tym mówić, bo to po prostu „wszyscy” wiedzieli, to się czuło, to oczywistość.

        Lubię to: 10
        • O, właśnie o tym pisałem wyżej ;)

          Dla mnie koszykarz, który jest obiektywnie top3 All Time ma prawo mówić, że goni tego pierwszego i dobrze, że to mówi. Jest ambitny i pewny siebie. MJ nie mówił, że jest najlepszy? To fajnie, ale LeBrona to już nie raz deprecjonował, a skoro jest GOAT to zgodnie z Twoją retoryką nie powinien się wypowiadać o innych za nim. Może skoro to robi, to czuje ich oddech na plecach?

          A co do Twojego drugiego akapitu, to właśnie wyżej napisałem, że ludzie sami krzyczą o tym, że Lebron jest gorszy i nie potrzebują do tego słów LeBrona, więc to nie tak że on sam o tym mówi, nie tak że mówią fani Jamesa. To fani Jordana! Przynajmniej ja o tych sytuacjach pisałem.

          Lubię to: 4
      • Nie zgodze sie z teza o anty-tezie (sic!), moge tylko powiedziec o sobie ale regowałem tylko na to stwierdzenie. Co więcej, kibicowałem aby było Heat3Peat bo lubie takie historie. Teraz licze na dynastie Warriors. Co do twojego ostatniego akapitu to sa tez tacy co robia w druga stronę.

        Lubię to: 1
        • Jasne, że są i tacy i tacy. Mi tylko chodzi o to, że często jest tak, że to nie fani LeBrona chcą przepchnąć swoją tezę, ale fani Jordana chcą ją obalić zanim się pojawi :D

          Lubię to: 2
          • Nie ma na to statystki ale wiesz za kim jest naczelny i pelniac funkcje masy krytycznej ida za nim slepo inni. W jednej palmie przeszkadzalo w byciu GOAT przez MJ To, że nie sprawdza się jako GM.

            Lubię to: 5
          • Ale Maciej zawsze pisze „drugi najlepszy koszykarz w historii”, a w Palmie to panowie lubią specjalnie dokręcić śrubę. Jednak rozumiem co masz na myśli.

            Lubię to: 3
    • o, takie zestawionko, a najciekawszy średni wynik:

      MVP (sezon, wiek, miejsce w głosowaniu)

      JORDAN JAMES

      ——- — – 2003/04 19 9
      ——- — – 2004/05 20 6
      1984/85 21 6 2005/06 21 2
      1985/86 22 – * 2006/07 22 5
      1986/87 23 2 2007/08 23 4
      1987/88 24 1 2008/09 24 1
      1988/89 25 2 2009/10 25 1
      1989/90 26 3 2010/11 26 3
      1990/91 27 1 2011/12 27 1
      1991/92 28 1 2012/13 28 1
      1992/93 29 3 2013/14 29 2
      ——- — – 2014/15 30 3
      1994/95 31 11 ** 2015/16 31 3
      1995/96 32 1 2016/17 32 4
      1996/97 33 2 2017/18 33 2 lub 1
      1997/98 34 1 2018/19 34 ?
      ——- — – 2019/20 35 ?
      ——- — – 2020/21 36 ?
      ——- — – ?
      2001/02 38 13 ?
      2002/03 39 – ?

      średnio (na którym miejscu):
      3,13 3,13 lub 3,07

      15 sezonów

      *18 meczów rozegranych
      **17 meczów rozegranych

      Lubię to: 4
  4. Nawet gdyby tytuł MVP był przyznawany za cały sezon bez podziału na RS i Finały to Jordan miałby 6 statuetek – tyle ile ma MVP Finałów. Czy James zasługiwałby na 10 jak napisał Maciek?

    Ps. Kontuzja DMC zachwiała w 6G równowagą pomiędzy słodzeniem Lebronowi a obrzucaniem błotem Kuzyna :)

    Lubię to: 9
  5. jeśli miałbym wymienić 5 najlepszych koszykarzy byliby to James,Leonard,Durant,Curry i Harden. biorąc pod uwagę że Kawhi opuścił sezon ,nie można było go tu uwzględnić i chyba faktycznie westbrook jest za nimi

    Lubię to: 1
  6. Łatwo jest stawiać na piedestale nowych bohaterów zamiast starych. Robi się to nie tylko w koszykówce. Powszechny odwrót od historii. Ja nigdy przy całej jego wielkości nie postawie LeBrona nad MJ.

    Lubię to: 7
    • No i tutaj sam stawiasz się po przeciwnej stronie barykady, która nie może się pogodzić z tym, że przeszłość odeszła i przyszło lepsze nowe. Deklarujesz, że nigdy nie postawisz LeBrona nad MJem, a ten pierwszy przecież wciąż gra na najwyższym poziomie i wciąż zdobywa kolejne osiągnięcia. Czego, by już nie dokonał, to i tak będzie w Twoich oczach drugim.

      Lubię to: 6
      • Użyłem nigdy bo stawiam że LeBron nie zdobędzie tylu tytułów co Michael a na podstawie tego co wiem o obu zawodnikach ich drodze do wielkości realiów w jakich żyli decyzji jakie podjęli z kim i przeciw komu grali dla mnie LeBron nigdy nie przeskoczy Michaela, tylko tyle. Nie mam nic przeciwko przejęciu schedy, po prostu dla mnie LeBron pałeczki nie przejął. Obecnie a może inaczej w swoich czasach jest bezsprzecznie najlepszy na świecie tylko tyle i aż tyle.

        Lubię to: 3
  7. Nie wiem czy dobrze rozumiem zdanie „LeBron James miał wszystkie dziesięć
    (MVP’s) w ostatniej dekadzie.” Chodzi o to, że Lebron był najlepszym graczem również w sezonie, zakończonym jednogłośnym MVP dla Curry’ego? W sezonie, który był jednym z najlepszych indywidualnie w historii? Znaczy grał wtedy od niego lepiej w koszykówkę? Dosyć oryginalna teza.

    Lubię to: 16
    • Tak, bo przyszły finały i LeBron zrobił legendarny powrót z 1-3 i wyjaśnił kto jest najlepszy. Curry był niesamowity w sezonie regularnym, ale lepiej w koszykówkę grał potem James i zdobył w fantastyczny sposób tytuł. Myślę, że o to chodziło.

      Lubię to: 2
      • Ale ranking jest na początku kwietnia i „co roku będzie sie pojawiał o tej porze”. A z tego co wiem to nie w kwietniu Lebron wygrał finały. Zresztą skoro mają one znaczenie to dlaczego dzisiaj Harden jest drugi? Może przecież za chwilę przegrać w 1 rundzie z Davisem. Albo inaczej: skoro się liczą to jakim cudem Lebron wygrałby MVP’s 10 lat z rzędu? Już finały z Dallas nie miałyby znaczenia i to jak został wyjaśniony przez JJ Barea? Tamten historyczny choke nie wpłynąłby na to kto był najlepszym graczem tamtego sezonu? Więc wydaje mi się że jednak nie o to chodziło.

        Lubię to: 3
        • Tak, ale to jest ranking najlepszych graczy w ogóle. I tak jak wtedy mvp był Curry, ale najlepszy był Bron, tak teraz też mvp jest/będzie Broda, a najlepszy jest Bron.
          W dużym skrócie :D

          Lubię to: 2
      • Czy aby na pewno sam LeBron zrobił ten legendarny powrót z 1-3? Nie pomógł mu wydatnie taki jeden, co teraz leczy kolano w Bostonie a bez niego drużyna Cavs już tak nie bryluje? Taka wrzutka tylko, ja nadal uważam, że to jednak wtedy bardziej GSW te Finały przegrało, niż CAVS wygrało, ale na kartach historii zostało to już zapisane i nikt im tego nie odbierze. LeBron pozamiatał wtedy w meczu numer 7 i za to mu cześć i chwała.

        Lubię to: 1
  8. Jak w ogóle można pisać że LeBron jest lepszy od MJ? On MOŻE być lepszy ale w tej chwili nie jest i dopóki będzie sobie bimbał w obronie przez cały sezon to takie porównania są bez sensu. Chyba wszyscy się zgodzą że NBA stała się „miękka”, i praktycznie wszystkie obecne super gwiazdy odpuszczają obronę, niestety. Ok, wyłamuje się Kawhi ale w tym sezonie praktycznie nie gra…

    Lubię to: 3
  9. Witam,

    Po wielu latach czytania komentarzy na 6g zainwestowałem ;) i korzystając z okazji dorzucę swoje 3 dukaty.

    W mojej skromnej opinii nie chodzi o ilość tytułów, nawet jakby Bronek zdobył jeszcze 3 to nie postawie go wyżej niż MJ.
    Nie dlatego, że go mnie lubię czy coś tylko dlatego, że gra w innej lidze. Lidze nowocześniejszej bardziej analitycznej, mniej emocjonalnej.

    Rywalizacja w czasach MJ’a była dla mnie bardziej zacięta, sam miałem dość jego dominacji i chciałem, aby najpierw Chuck a potem SuperS skopali mu zadek dla równowagi. Pamiętne wejście Rodmana do głowy Brickowskiego… Takich smaczków jest ogrom. A dzisiaj? Kura rzuci ochraniaczem i po zawodach…

    Wyjście Bronka z 1-3 było małym powrotem do dawnych czasów, dlatego cieszę się że mam możliwość go oglądać tak samo jak MJ’a lata temu.

    Pozdrawiam

    Lubię to: 8
  10. James jest lepszy niż Jordan imo. Choć Jordana widziałem tylko w 3 ostatnich sezonach i to dość wybiórczo, to oglądając teraz mecze Bulls widzę niesamowitego scorera, dunkera, obrońcę. Ale nie widzę, by krył 1-5, nie widzę by kontrolował mecze, nie widzę tych szybkich jak pocisk crosspassów do rogu po penetracjach. Widzę spin movy, fadewaye, pump fejki, wszystko perfekcja i punkty, dużo punktów. Wiem, że to uproszczenie btw.
    I może bierzmy pod uwagę cały rekord wygranych/przegranych serii w playofach a nie tylko w finałach. Żeby dojść do finału trzeba wygrać wcześniej 3 rundy, a tu rekord MJ’a taki nieskazitelny nie jest. Czemu mówi sie tylko 6:0 i 3:5.

    Zabierz pierścienie z równania i James jest po prostu bardziej kompletny.

    Summa summarum mam teraz inny punkt odniesienia i kiedyś nie mając go w postaci np Lebrona, zawsze stawiałem na piedestale MJ’a. Teraz raczej nie, choć to wszystko i tak jest subiektywne.

    Lubię to: 3
    • @BigTeppa
      skoro stawiasz wyżej LeBrona nad Jordanem bo może/gra na wszystkich pozycjach i ma świetne crosspassy, kontrolę nad meczem itd, to odpal sobie mecze Los Angeles Lakers kiedy grał tam niejaki Earvin „Magic” Johnson. I jak już zobaczysz to odpowiedz sobie na pytanie czy James zdobył mistrzostwo jako rookie? Czy został MVP finałów jako rookie? Czy zastąpił swojego kolegę z drużyny który grał na pozycji centra i poprowadził swój zespół jak LIDER grając na pozycjach 1-5 do zwycięstwa w finale?
      Odpowiedź jest prosta – Nie, więc skoro James nie jest lepszy niż Magic i równocześnie nie jest i raczej nie będzie super elitarnym strzelcem jak Jordan to gdzie można Go umieścić w chwili obecnej w tabeli ALL-TIME? Jako nr 3 ?

      Lubię to: 1
      • Po pierwsze Magic w swoim I sezonie grał obok 3 (3!!!) Hall of Famerów i obok Michaela Coopera (Dpoy, 8x all defenvive teams). Kogo miał Lebron wchodząc po raz pierwszy do finału? Kto był obok niego drugim najlepszym graczem Cavs? Drew Gooden?

        Poza tym LBJ nie będąc elitarnym strzelcem, ma wyższą skuteczność za 2, za 3, przegonił MJ’a w punktach w playoff, za chwilę przegoni go w RS. Ma wiecej asyst, zbiórek, win shares etc. Pod względem liczb bije MJ’a i pewnie do końca kariery pobije i ustanowi jeszcze kilka, kilkanaście rekordów w RS i w PO.

        W jednej statystyce raczej nie przegoni MJa. W ilości pierścieni. Jeśli to ma być jedyne kryterium, to zawsze będzie za Jordanem. Jeśli nie, to już wg wielu jest na równi, conajmniej.

        A Magic jest magiczny. Jedyny w swoim rodzaju, ale jednak został w tyle imo.

        Pozdrawiam

        Lubię to: 1
        • @BigTeppa
          Chyba jesteś trochę zaślepiony bo ja podaję argumenty a Ty odwracasz kota ogonem i piszesz o czymś o czym w ogóle nie było mowy. Ale skoro tak to proszę:
          – Magic był ROOKIE a został LIDEREM tych all-starów w FINALE NBA grając na wszystkich pozycjach!
          – goat LBJ musiał przenieść talenty do South Beach i połączyć siły z wiadomo kim żeby zdobyć upragniony pierścionek, i jak to szło? „..nie pięć, nie sześć…” a zdobył ile?
          – zamiast dominować to drugi pierścionek zawdzięcza R. Allenowi który trafił TEN rzut.
          – ponawiam pytanie, skoro LBJ jest chosen one, goat, the king, kiedy nie osiągnął tego co Magic czy Jordan to znaczy że Earvin i Michael są Bogami koszykówki, tak?
          I ostatnia sprawa, cholernie się cieszę że mogę oglądać LBJ przez tyle lat i jeszcze Go trochę pooglądamy i mam nadzieję że pobije rekord ilości pkt all-time a może i dołoży jeszcze te cholerne 3 pierścionki i skończy się dyskusja kto jest prawdziwym GOAT (miałem nadzieję że będzie to Kobe, ale cóż;) :D

          Lubię to: 0
          • Nie zaślepiony, może biased, ale nie zaślepiony, spokojnie. Mam 30 kilka lat, fazę zaślepienia czymkolwiek mam dawno za sobą.

            Jabbar w tamtym finałach: 33.4 pkt /13.6 zb/3.2 ass/ 4.6 blk

            Z tym liderem to na dwoje babka wróżyła.

            W ostatnim meczu bez Jabbara, Wilkes miał 37/10. Magic oczywiście podolal, ale jego linijka z 5 meczow byla do tego meczu nieco gorsza 17,4/10,5/9. MVP tego meczu Magic, ale to Jabbar byl MVP serii.

            Zostawmy to, ty masz swoje zdanie, ja swoje, Pozdrawiam.

            Lubię to: 0