Wake-Up: Kemba Walker rzucił 46 punktów, Grizzlies przegrali -61

24
fot. AP Photo
fot. AP Photo

Dzień po meczu na 32-30 Dwight Howard nie grał, ponieważ został zwieszony za przekroczenie limitu przewinień technicznych, ale tym razem błyszczał gorący Kemba Walker prowadząc Charlotte Hornets do szóstego najwyższego zwycięstwa w historii NBA. Na parkiecie w Spectrum Center gospodarze skompromitowali Memphis Grizzlies, którzy sięgnęli kolejnego dna i skończyło się na różnicy 61 punktów.

Tak jak można było przypuszczać, to była bardzo kiepska noc w NBA.

W teoretycznie najciekawszym meczu Houston Rockets dopiero po dogrywce pokonali Detroit Pistons, ale to nie był dobry mecz i strasznie wymęczone zwycięstwo. Zmęczeni byli też New Orleans Pelicans, ale przetrwali pojedynek z Los Angeles Lakers i z kompletem zwycięstw zakończyli serię back-to-back-back. Tymczasem w Sacramento tylko garstka kibiców miała okazję obejrzeć stracie na szczycie odwróconej tabeli ze względu protesty przed Golden1 Center.

Memphis @ Charlotte 79:140 (Selden 18 – Walker 46)
Philadelphia @ Orlando 118:98 (Ilyasova 18 – Purvis 19)
Detroit @ Houston 96:100 OT (Griffin 21 – Gordon 22)
LA Lakers @ New Orleans 125:128 (Caldwell-Pope 28 – Davis 33)
Utah @ Dallas 119:112 (Mitchell 26 – Barea 23)
Atalanta @ Sacramento 90:115 (Taylor 18 – Jackson 20)

* Hornets już o nic nie grają i za trzy tygodnie rozpoczną wakacje, ale przynajmniej na pocieszenie zapewniają teraz swoim kibicom wyjątkowe osiągnięcia statystyczne.

Kemba Walker był on fire i już w pierwszej połowie zdobył 35 punktów, podczas gdy cała drużyna Grizzlies miała ich tylko 42. Ostatecznie zanotował 46 punktów w zaledwie 28 minut, bo pod koniec trzeciej kwarty już na dobre usiadł na ławce. Ale Hornets nawet bez swojego lidera kontynuowali rozstrzeliwanie rywali i w końcówce ich przewaga urosła do +65.

Walker ustanowił rekord klubu trafiając aż 10 rójek i potrzebował do tego tylko 14 prób. W sumie zanotował 13/18 z gry i nie pomylił się ani razu przy 10 rzutach z linii. Zdobył więcej punktów niż cała pierwsza piątka gości.

Grizzlies grali bez Marca Gasola, który dostał wolne jako, że byli w back-to-back, ale to w żaden sposób nie usprawiedliwia tej kompromitacji. Mieli Tyreke’a Evansa, a Hornets również grali dzień po dniu i poza Howardem, byli też bez kontuzjowanego Nicolasa Batuma.

„That’s not something you see every day. We played well. We knew these guys were short-handed with no Mike Conley and Marc Gasol, who are two awesome players. But we just handled our business.” Kemba

„They were out there just laughing. It was embarrassing. The whole thing.” Tyreke

Jeremy Lamb był +51, Jarell Martin -44.

* Refleksje Rona Artesta

* Chris Paul nie grał, a James Harden ewidentnie nie miał swojego dnia i w regulaminowym czasie trafił tylko dwa razy z gry. Ale nie tylko on nie mógł się wstrzelić, bo obie drużyny strasznie męczyły się w ataku pudłując w sumie aż 71 rzutów zza łuku (skuteczność 20.2%). Jednak mimo wszystko Rockets nie przestają wygrywać i udało się wymęczyć zwycięstwo po dogrywce.

Pistons zrobili run 11-0, obejmując prowadzenie na 1:33 przed końcem. Gospodarze przez ostatnie niemal pięć minut czwartej kwarty nie potrafili trafić do kosza i nie zrobili tego nawet gdy doprowadzili do remisu. Zdobyli punkty, bo Andre Drummond zbijał piłkę, która jeszcze była na obręczy.

W doliczonym czasie gry Harden wreszcie się przełamał, dał Rockets prowadzenie trafiając step-backa, potem miał jeszcze jeden celny rzut, a na koniec wykorzystywał wolne. Zdobył wtedy 10 ze swoich 21 punktów, całe spotkanie zakończył z 4/20 z gry i 0/8 za trzy. 22 punkty dołożył Eric Gordon.

Blake Griffin zanotował triple-double mając 21 punktów, 10 zbiórek i 10 asyst. Andre Dummond zdobył 17 punktów i zebrał 20 piłek.

* Pelicans grali trzeci dzień z rzędu, ale nie zabrakło im sił. Odrobili 11 punktów straty z początku czwartej kwarty i na finiszu zapewnili sobie zwycięstwo, już czwarte z rzędu. Kluczowe punkty należały do Rajona Rondo, który najpierw trafił otwartą trójkę, po czym dostał się do kosza dając gospodarzom prowadzenie na dwie minuty przed końcem. Anthony Davis przypieczętował wygraną wykorzystując dwa wolne na 4.6 sekundy przed końcem i przechwytując piłkę w ostatniej akcji Lakers.

Davis miał 33 punkty i 9 zbiórek. Rondo połowę ze swoich 24 punktów zdobył w czwartej kwarcie, a do tego zaliczył 10 asyst. Jrue Holiday miał 26 punktów (12/16 zz gry).

Najlepszym strzelcem Lakers z 28 punktami był Kentavious Caldwell-Pope, który wyrównał rekord kariery trafiając 8 trójek. Ale na finiszu nie dostał rzutów, podczas gdy Lonzo Ball spudłował dwie próby zza łuku (1/12 za trzy, reszta drużyny 16/27).

Pelicans nie tylko umocnili się w ósemce, ale też zrównali bilansem z Thunder i przesunęli na czwarte miejsce w tabeli.

* Jazz zrobili co trzeba w Dallas i zanotowali pewne zwycięstwo, kontrolując wydarzenia na parkiecie przez większość meczu. Donovan Mitchell zdobył 26 punktów, Ricky Rubio trafił 4/8 za trzy na 22 punkty i zaliczył 5 przechwytów, Rudy Gobert miał 5 bloków, a Joe Ingles double-double 18 punktów i 10 asyst.

* Sixers wygrali po raz piąty z rzędu robiąc blowout w Orlando. Joel Embiid mógł grać tylko 20 minut, w tym czasie zaliczył 17 punktów i 9 zbiórek. Ben Simmons miał 11 zbiórek i 10 asyst, ale nie zrobił triple-double, bo zdobył tylko 6 punktów.

* W Sacramento odbył się protest w reakcji na zabicie przez policję czarnoskórego Stephona Clarka. Protestujący spod ratusza przenieśli się przed Golden1 Center, co spowodowało opóźnienie w rozpoczęciu meczu. Do tego, spotkanie zostało rozegrane przy niemal pustych trybunach, ponieważ protestujący blokowali wejścia do hali i policja zdecydowała nie wpuszczać więcej kibiców.

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułDniówka: Co dalej z Mavericks? Kiepski czwartek w NBA
Następny artykułMiędzy Rondem a Palmą (599): Włóż pod język

24 KOMENTARZE

    • W ping pongu (ekhmm tenisie stołowym) była olimpijka, zwana też kanadyjką, gdzie przy wyniku 7-0 kończono mecz.

      Podobno dlatego MJ zrobił sobie dwa lata przerwy na baseball, żeby nie zrobić 7-0 w finałach, bo wtedy trzeba byłoby zakończyć koszykówkę.

      Lubię to: 58
          • Główną różnicą jest paletka – w tenisie stołowym grasz taką, która ciągnie, przez co możesz podkręcać, a w ping ponga grasz po prostu obitą dechą, którą nie da się nadawać piłce rotacji. Do tego w ping ponga gra się do 15, a nie do 11 jak w tenisie stołowym. To najważniejsze różnice. :D

            Lubię to: 4
          • To ja w takim razie grałem w stołowy pong. Paletką do 15- stu.

            Lubię to: 16
          • Były paletki Stiga i sprawdzaliśmy „ciągnięcie” na włosach koleżanek i kolegów ;), ale były też dechy bez gąbek amortyzujących, a w „bieganego” przy większej liczbie chętnych były też zeszyty z twardą oprawą i klapki ;)

            Lubię to: 24
          • Były też deski do krojenia, patelnie, ława i książki zamiast siateczki. Ale to już raczej amatorskie i domowe rozgrywki☺

            Lubię to: 8
          • Wooo, ja pamiętam jak z ojcem na środku małego stołu jadalnianego rozwijaliśmy taką kolorową plastikową sprężynkę (taką co się po schodach spuszczało) i pykaliśmy :) Czasy!

            Lubię to: 5
          • Paletki stiga? Klapki i zeszyty?

            „Wy to mieliście szczęście…

            …my graliśmy szczerbatymi widelcami i połamanymi bierkami. Piłeczka była z pogniecionego papieru i zamiast stołu mieliśmy kałużę…”

            Lubię to: 17
  1. Czym jest drużyna z miasta Elvisa, bo nie jest na pewno drużyną NBA? G-League? Chyba już też nie. PLK? Dramat. Dobrze, że Kemba nie grał dłużej bo sam rzuciłby im i z 15 trójek. Brak słów.

    Woj donosi o zapłakanych Spurs błagających Kałiego o powrót. DanyGrin wyśmiewa Woja. Wszyscy święci dementują. Czy Pop zdziadział na stare lata i pozwala na festiwal lamentów w szatni, że tyle niusów wypływa ostatnio ze Spurs, czy może ma kreta w szatni? Wcześniej LMA, teraz Kałi, WTF?!?!

    Przyzwyczaiłem się, że rok w rok koło grudnia/stycznia/lutego jest jakaś LeDrama, ale DramaSA to coś nowego na rynku. Ciekawe czy się przyjmie?

    Lubię to: 12
  2. Za taka grę Grizzlies powinni karnie dostać najwyżej 5 pick i nakaz wybrania 19 letniego prospektu z afryki, który koszykówkę widział tylko w telewizji w barze nad morzem.

    Lubię to: 5
  3. Szkoda, że Marc nie poszedł gdzieś przed trade deadline. Byłoby dobrze dla niego, perspektywiczniej dla Miśków i lepiej dla całej ligi. Shame…

    Btw: Grizzlies notorycznie meldowali się w playoffs na zachodzie tyle lat z rzędu – sprawiając problemy thunder, spurs… ledwie drugi zły sezon i jaki wysyp smakoszy koszykówki – gdzie byliście kiedy sacto i suma zakładali kolejną kotwicę i betonowe kalosze okupując od lat największe znane depresje? (Jako, że cisnących na Lakers nigdy tu nie brakowało…).

    Lubię to: 5
    • No właśnie o to chodzi, jak można w ciągu 2 lat zanotować aż TAK tragicczny zjazd? Pamitam serie Spurs z Grizz i ta niespodzianka kiedy Z-Bo, Marc i spółka odprawili Spurs rozstawionych z 1. Czasy.

      Lubię to: 2
      • Taki zjazd można zanotować mając od cholery kontuzji. Oraz podpisując za duże pieniądze C.Parsonsa.
        Mam nadzieję, że pomogłem :)

        Ja mam nadzieję, że jednak w przyszłym roku wytransferują Gasola i może jakiemuś desperatowi wcisną Conley’a, zdrowy to ciągle świetny gracz (chociaż niewątpliwie przepłacony), więc może komuś się przyda.

        Lubię to: 9
    • Ta drużyna jest w dupie na przynajmniej 2 następne sezony, wymiana Gasola na niewiele się zda biorąc pod uwagę cenę za jaką wysyła się w ostatnich latach najlepszych zawodników do innych drużyn.Zresztą, Grizzlies prawdopodobnie i tak go wymienią w nadchodzącym sezonie.Tym co ciągnie w dół tę drużynę sa kontrakty Conleya i Parsonsa.Chyba żadna drużyna nie przestrzeliła tak bardzo z podpisaniem wolnych agentów.
      Smutne, że trafiło akurat na drużynę znaną z twardej walki i pozbawioną gwiazdorskich manier.

      Lubię to: 7
      • Trudno się z tym nie zgodzić. O ile jeszcze kontrakt Conleya będzie można komuś naiwnemu wcisnąć o tyle Parsons to gniot stulecia. Nie trejdowalny kontrakt.

        Kilka miesięcy temu oglądałem Stephena Jacksona, który w ostrych słowach wypowiadał się publicznie o Parsonsie i jego podejściu do sportu, organizacji, treningów, kolegów itd – trafił chyba w sedno…

        Lubię to: 3