Flesz: Warriors grają w innej lidze niż Cavaliers


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 17 stycznia 2018
fot. NBA League Pass

fot. NBA League Pass

Za nami połowa stycznia, więc wszystko od teraz już będzie dobrze. Wiem, że czekasz na jakiś trade, ale póki co we wtorek rozegrano cztery mecze.

Rain Bros mieli gorący dzień przeciwko Phoenix Suns – Damian Lillard rzucił 31 PKT, CJ McCollum trafił 6 trójek – bo grali przeciwko Phoenix Suns (118:111). Devin Booker rzucił 43 PKT.

Mike Malone spróbował wreszcie wystawić Wilsona Chandlera na pozycji nr 4 w pierwszej piątce i Nikola Jokić miał 29 PKT, 18 ZB i 7 AST w krytycznym na końcu, gonionym przez Dallas w czwartej kwarcie 105:102 dla Denver. Gary Harris i gorący ostatnio Dennis Smith Jr rzucili po 25 PKT.

Arron Afflalo o wczasach po wschodniej stronie Adriatyku może zapomnieć, ale Evan Fournier rzucił 32 PKT, a grający w zastępstwie Mo Speightsa Khem Birch miał double-double z czterema blokami i Orlando Magic niespodziewanie wygrali z Minnesotą Timberwolves 108:102. To nie wszystko, bo Bismack też miał double-double, w dodatku z 5 blokami i Timberwolves wrócili się na 4. miejsce Zachodu za Spurs.

Z kolei Raptors wrócili się na dwie porażki więcej, niż Celtics, bo Anthony Davis panoszy się na północno-wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych i dwa dni po 48 PKT w Madison Square Garden, rzucił 45 w TD Garden w wygranej New Orleans Pelicans po jeszcze jednej dogrywce 116:113.


1) Jeżeli Anthony Marshon Davis Jr – 57/36/82, 26.7 PKT, 10.5 ZB, 2.1 BLK, 1.1 PRZ i 0.7 celnej trójki w meczu –
który w marcu skończy dopiero 25 lat – i o ile przez litanię urazów nie jest tak naprawdę o jakieś 2-3 lata starszy – i jego sztab trenerski zmuszą się kiedyś do wejścia na ścieżkę progresu – np switchowaniem Davisa częściej na guardach, pilnowaniu jego pomyłek w obronie pick-and-roll, rezygnacją z kilku rzutów z dalekiego półdystansu na rzecz rzutów za trzy – to Davis spokojnie może być Top-5 graczem NBA. Wstaw go za Draymonda Greena do Warriors i mógłby nim być. Wstaw go do Bostonu (chciałoby się, co?) i mógłby nim być. Jego ekstra mecze wzbudzają tu gdzie siedzę tylko trochę więcej ekscytacji, niż frustracji, bo mam wrażenie, że Anthony Marshon Davis Jr pozostaje wciąż niespełnionym talentem. Jest ogromna łatwość w jego grze i wojowniczy duch, kwestie podobne nieco do tych 25-letniego Kevina Duranta, które mam wrażenie można by jeszcze mocniej z niego wyjąć.

2) Jeżeli Rajon Rondo zawsze będzie miał to przeszywające spojrzenie w oku, które miał ostatniej nocy w Bostonie, Pelicans mogą być dobrą z plusem drużyną i niespodzianką I rundy play-offów, którą mimo moich histerycznych frustracji z oglądania drużyny Alvina Gentry’ego i Boogie’go Cousinsa (np trójka Tatuma na 40:43 i dlaczego były dwie, i obie były czyste, i dlaczego Celtics grali 5-na-4 w tej akcji, i dlaczego Boogie był poza kadrem przez 10 sekund…), od początku sezonu uważam, że mogą być. Na to pozostaje liczyć: na play-offowego Rondo, Davisa i Cousinsa nie przegrywających swoich matchupów oraz cały zespół starający się w obronie bardziej.

3) Oglądając raz jeszcze NFL w dużych ilościach widzę zasadniczą różnicę: w 82-meczowym sezonie nie wiesz jak bardzo danego dnia graczom zależy (Styczeń nie jest dla nas). W 16-meczowym sezonie futbolu amerykańskiego, poza nielicznymi przypadkami, kiedy zespół gra mecze w niedzielę i zaraz w czwartek (odpowiednik naszego 3w4b2b), możesz być całkiem pewien tego, że graczom NFL zależy zawsze. Mecze mają większe znaczenie (kontrakty są też krótsze, więc to dodatkowo pobudza ich do reprezentowania się bardziej na boisku). W moich oczach jest to powód nr 1, żeby skrócić sezon do 55-60 meczów – poszczególne mecze będą mieć większe znaczenie – ale z drugiej strony myślę, że większość kibiców nie dostrzega tych różnic zmęczeń/starań i nie ma dla nich wielkiego halo, jak bardzo chce grać zespół przyjeżdżający do hali w ich mieście. Bo zespół przyjeżdżający do hali w ich mieście ma jedno zadanie – przegrać. Liczy się głównie to ile sosu mają w sobie chłopaki z naszego miasta. A z reguły oni rzadziej są problemem. Więc myślę, że nie ma się o co denerwować.

4) Ostatnia minuta dogrywki meczu z Pelicans mam wrażenie nie raz odtworzona zostanie w tym tygodniu w budynkach klubowych Celtics, przy kuchennym stole w willach, na kanapach i w samolotach.

5) W ciągu ostatniego miesiąca widziałem już trzy cytaty Freda Hoiberga z frazami “when you look at the numbers” i “plus/minus”. Zawsze kibicuję potencjalnym ofiarom przemocy w budynkach klubowych.

6) Problem z graniem Kevinem Love’m na centrze jest lapidarny. Mam wrażenie, że tracimy od lat czas z szacunku dla Kevina Love’a i jego rezygnacji z bycia Jokicem na rzecz bycia Boshem (chciałbym usłyszeć Kevina Love’a reagującego na wypowiedź Kyrie’ego, że “W Cleveland byłem niechciany”). Kevin Love nie broni obręczy i brakuje mu szybkości, żeby pod obręczą nie wyglądać jak mały krzew, a za linią za trzy jak dziadek biegający po parku za wnukiem. Jeśli zaczniemy tu, to równie dobrze możemy tu skończyć tłumaczyć to, dlaczego (26-17) Cleveland Cavaliers od powrotu Isaiah Thomasa nie są wcale lepsi, tylko gorsi, przegrali 8 z 10 ostatnich meczów i tracą naprawdę żałosne 109,4 punktów na 100 posiadań, broniąc gorzej, niż Phoenix Suns i zespoły, które wyłączam w drugich kwartach.

7) A jeśli skończymy tu, to skończmy: od 2003 roku nikt spoza Top-10 obrony nie zdobył tytułu. I pamiętam, gdy napisałem to przed rokiem w marcu i pamiętam wyznania wiary w Cavaliers z komentarzy, zanim w Finałach dowiedziałeś się z czym naprawdę mamy w NBA do czynienia i ile LeBron James może zrobić, i że to i tak jest za mało. Wg wczorajszego raportu ESPN gracze Cavaliers wątpią w to czy są w stanie wygrać z Warriors.

8) Cavaliers przegrali z Warriors 7 z ostatnich 8 meczów. Jest to różnica jednej klasy, patrząc na skład i jego możliwości. To wszystko oczywiście jest spowodowane decyzją Kevina Duranta, która z wyrównanej rywalizacji zrobiła różnicę klasy pomiędzy Warriors, a drużyną, która mimo swoich niedociągnięć w obronie była w ostatnich Finałach prawdopodobnie lepsza, niż każda drużyna tej dekady: Spurs, Heat, Warriors 2015, Mavericks.

9) Klay Thompson – 49/45/90 20.5 PKT – jest najlepszym niekozłującym graczem w NBA. Jego superelitarny shooting i bardzo dobra z plusem obrona trzech-czterech pozycji to w tych czasach Święty Graal. Te czasy trwają już od 5 lat, a Thompson w Warriors nie musi rozwijać swojej gry, tylko doskonalić, to co umie robić najlepiej (podobnie Draymond Green). Oczywiście, w teamie na 40 zwycięstwie nie mówilibyśmy o nim w ten sposób, ale to byłby team na 30-31 zwycięstw, który wygrałby z nim 40 meczów, bo Thompson ma też jeszcze jedną elitarną cechę – dostępność. Gra zawsze. Nie bywa kontuzjowany, mimo pozorów. I gdyby grał w innym zespole, to pewnie musiałby rozwinąć się w coś więcej. I pewnie by to zrobił, mimo ograniczeń ruchowych, mając przecież tak doskonały rzut po koźle czy bez.

10) Trzecią dekadę oglądam 18-godzinną odyseję Kena Burnsa o wojnie w Wietnamie i jestem prawie pewien, że te wszystkie rzuty z przykucu Justina Holiday’a to guerilla-warfare. Albo żeby nie szukać zbyt daleko: wietnamski z metra cięty kucharz, wyskakujący nagle spod lady jak haHA! Holiday zluzował trochę po panicznym starcie sezonu z selekcją (sic) trójek (didżeje w Słonowicach są lepsi po trzeciej rano), ale trafia tylko 39% 2PT i nie lubię 75% tych rzutów. Czasem wygląda tak, jakby uczył się tego, że NBA postanowiła przesunąć linię o 20 cm wstecz. Co oczywiście się nie wydarzyło. Niestety w przeciwieństwie do wojny w Wietnamie. Ktoś powinien mu wysłać taśmę Josha Richardsona. Bo dokument Burnsa już z pewnością widział.

11) Wiem, wiem, wiem – mamy kilka lat potwierdzającej tej taktyki słuszności historii, ale w teorii: mieć 29. obronę NBA i blitzować Warriors w 108:118 w poniedziałek, to trzeba mieć albo jaja, albo nie mieć rozumu. Albo jedno i drugie.

12) W ciągu trzech dni przed meczem z Cavaliers, Warriors przelecieli z Toronto do Milwaukee i z Milwaukee do Cleveland. Krótkie loty, w chuj zimno. Cavaliers grali w Toronto w czwartek, potem locik do Indianpolis i mecz w piąteczek, powrocik i cała sobota spędzona w konfinach swoich domów, potem niedziela. I patrz! W drugiej połowie w poniedziałek wyglądali na zmęczonych grą z Warriors.

13) Kevin Love, Jae Crowder i LeBron James to frontcourt Cavaliers, i zbiorowo mógłby on sobie ważyć kilka kilogramów mniej, bo nie tylko brakuje mu wzrostu, ale brakuje mu szybkości w obronie (*by grać z Warriors). I Dwyane Wade: i to było widać nawet w czarnych strojach. Dwyane Wade z brzuszkiem. Stary. Jak mielony kotlecik. Gabrielle mówi na niego ciacho. Dorota Wade, Dwyane Wellman, Danuta Rinn.

Jak to możliwe, że całe towarzystwo po 45 meczach sezonu nie jest chudsze? Jeff Green też nie mógł ustać przed Stephenem Curry’m.

14) *By grać z Warriors. To najbardziej utalentowany klub NBA od czasu Bulls z Jordanem, Pippenem, Kukocem i Rodmanem.

15) Oto myśl po nieoglądaniu Cavaliers od świąt: niski guard, ktoś a’la Tyler Johnson. Nie Derrick Rose, tylko ktoś mogący grać poza piłką. Np Yogi Ferrell albo nawet TJ McConnell, choć lepiej taki z rzutem za trzy. Do licha: Shabazz Napier może być do wyjęcia z Portland. Mamy teraz 185-188cm graczy w roli two-guardów. Cavaliers potrzebują mam wrażenie takiego. Niech Klay postuje, niech to robi – Steve Kerr nie będzie chciał być zakładnikiem tej strategii, tylko mógłby zdziwić się grubo, gdyby na przeciw Warriors wyszedł Lord Isaiah i np Ferrell, dwóch wingmanów i LeBron na centrze. Skrzydłowi Cavaliers są fajni i w ogóle, nawet jeśli jeden z nich to Jeff Green, ale ten zespół wciąż prosi o szybkość, szybkość, szybkość. Musisz być szybszy Cleveland. NBA wokół poszła w szybkość, tak jak trzy lata temu zrobili to właśnie Warriors. To się dzieje wokół Ciebie Cleveland. Skoro już wiesz, że nie wygrasz z Warriors grając wyżej i jedynym dominującym graczem Twojego frontu jest LeBron, dodaj szybkość. Dodaj szybkość drogo (w wymianie), drożej (z użyciem wyboru Nets), dodaj szybkość tanio – wykupienia umów po trade-deadline. Choć o to ostatnie może być trudno, więc myśl, kombinuj. Zobaczymy co Koby Altman zrobi, bo mam wrażenie, że coś zrobi.

16)

– Tylko Kings mają gorszą obronę niż Cleveland
– 12 drużyn NBA ma lepszy net-rating niż Cavs, w tym 5 ze Wschodu
– LeBron jest -73 w ostatnich 15 meczach i trafia 29% 3PT
– Warriors są poza zasięgiem
– Nie umiem oglądać grubych ludzi grających w koszykówkę, sory.

17) Zach Lowe powiedział w zeszłym tygodniu w podcaście z Jeffem Van Gundy’m tak i poczuj się też jak analityk, bo nie jesteś tu przecież przypadkiem:

“Zadaniem naszym, analityków, jest teraz to, żeby wymyślać sytuacje, scenariusze i na końcu samemu dać się przekonać, uwierzyć w to, że ktoś może mieć szanse pokonania Warriors”.

Na co JVG odpowiedział, to co powiedział rok temu chyba na wiosnę: it’s over. Tylko kontuzja może coś zmienić. I spełnienie snów Daryla Morey’a.

Dziękuję za przeczytanie.

36

Komentarze

  1. Chyzio

    17 stycznia 2018 o 09:11

    najgorsze w tych Warriors jest to że na zdrowy chłopski rozum ciężko się do nich przypierdolić, to nie jest taki Man City czy PSG że przyszedł Rosjanin z wielką kasą i Brooklyn Nets wygrali mistrzostwo, to co osiągneli, swoje 73-9 zrobili zgodnie z zasadami sztuki przez draft, poza tym stworzyli coś nowego, zmienili NBA, niestety w tamtym sezonie różnica klas między nimi i kolejnymi zespołami byłą tak ogromna że nie dało się na to patrzeć, przegrana w finałach to splot naprawdę wielu rzeczy

    i do tej najlepszej w historii drużyny dochodzi jeden z najlepszych koszykarzy w historii i znowu, na logikę ciężko go winić, jako człowiek zrobił to co uważał za najlepsze dla siebie, zgodnie z zasadami gry, winię więc NBA że byłą w ogóle taka możliwość, nie wiem jak to rozwiązać, zabronić koszykarzom brać mniej kasy jeżeli jakiś inny klub oferuje im więcej?

    dobrze że tę ligę można pooglądać też na tym niższym poziomie typu NYK – Pel i się dobrze bawić bo inaczej byłaby już zupełna kicha, tak czy inaczej trochę smutunio

    #fuck Durant #fuck ciepanie za trzy

    Lubię to: 91
    • Matek

      17 stycznia 2018 o 09:21

      Kiedyś proponowałem pod jednym newsem rozwiązanie na to: Ograniczenie podpisywania graczy All-NBA z ostatnich dwóch sezonów, z limitem (w posiadaniu) do 2 lub 3. Zaznaczam, że chodzi o podpisywanie zawodników NOWYCH, nie podpisywanie nowych kontraktów z tymi, których się ma w klubie (bądź są na Cap Holdzie). W takim wypadku Durant nie mógłby podpisać z GSW, kiedy w klubie w 2016 było 3 graczy All-NBA.

      Lubię to: 7
      • loki

        17 stycznia 2018 o 09:33

        I co na to Silver?

        Lubię to: 15
      • JohnHemingway

        17 stycznia 2018 o 09:37

        O to to. I jeszcze żeby był wyjątek, że klub może podpisać tego nadprogramowego zawodnika, jeśli jest to Twój ulubiony klub, a nie GSW.

        Lubię to: 58
        • bubas

          17 stycznia 2018 o 10:57

          I żeby co najmniej dwóch Polaków grało w tym samym czasie na boisku.

          Lubię to: 76
          • BrandonRoyForPresident

            17 stycznia 2018 o 16:24

            Piękny komentarz, gratuluję :) Właśnie wyobraziłem sobie świat gdzie NBA wprowadza regułę o 2 Polakach na boisku, jest bosko, nic już nie muszę (i śpiewam sobie la la la la la… :) ).

            Lubię to: 2
      • gsausage

        17 stycznia 2018 o 10:31

        Czemu mieliby im tego zabronić skoro sami sobie wychowali tych trzech all starów? To nie było tak, że co rok podpisywali wolnego agenta i tak stali się potęgą.
        Idąc tym tropem, czy jakby Lakers w te wakacje podpisali Lebrona, George’a i Cousinsa to byłoby to sprawiedliwe? Nie ma to znaczenia.

        Lubię to: 13
    • yerzol

      17 stycznia 2018 o 10:04

      Czy superteamy i ich tworzenie są problemem obecnej NBA? IMO nie, to część historii ligi – były, są i będą. To zawsze jest eksperyment, raz się udaje, innym razem nie, nigdy nie ma gwarancji. Choć okoliczności w jakich KD dołączył do GSW są i będą SŁABE.

      Czy #ciepanieTrójek, tak wszechobecne w NBA, to wina Warriors? Nie. To nie ich wina, że 90% zespołów próbuje ich naśladować niż być Magic, Hawks, Knicks itd, szukać własnej tożsamości i stylu niż kopiować. Naśladownictwo stało się wręcz karykaturalne vide Rockets, którzy chcą być bardziej łorjors niż sami GS. Nie wygrasz mistrzostwa Rajanami Andersonami i Dżeraldami Grinami. Nie da się. Jak widzę Brókow Lopezów rzucajacych trójki to mna telepie, ale to nie ich wina. To “zasluga” GMów, trenerów, ekspertów…

      Warriors to też, jak nie przede wszystkim, OBRONA. Oni zajebiscie bronią. A czasem mam wrażenie, że ciągle sporo ludzi o tym zapomina.

      Lubię to: 33
      • Behemot

        17 stycznia 2018 o 10:14

        To nie jest problem NBA, to jest problem widzów.

        Lubię to: 11
        • yerzol

          17 stycznia 2018 o 10:24

          Z jednej strony masz rację, bo to celna uwaga, a z drugiej aktualnie w Stanach jest narracja, że NBA właśnie “w tym momencie” prześciga popularnością NFL, nie w sensie globalnym (bo tu nie ma dyskusji) a lokalnym (USA). Wiadomo są czynniki poza sportowe – hymn, Trump, bojkoty itd. Niemniej jednak to się dzieje, ta koszykówka się sprzedaje czy nam się to podoba czy nie.

          Lubię to: 6
          • Behemot

            17 stycznia 2018 o 10:40

            Tak wiem, nie mam na myśli mas. Disco polo też się sprzedaje ;)

            Lubię to: 5
          • yerzol

            17 stycznia 2018 o 10:48

            Nawet przy okazji “zadymy” z wczorajszej potyczki LAC-HOU wyłaniania się medialna narracja, że liga musi surowo ukarać zawodników Rockets, minimum po dwa mecze zawieszenia dla każdego. Czemu? Bo właśnie w tym momencie NBA nie może sobie pozwolić na choćby rysę na wizerunku, bo przegania NFL, bo nie może być kojarzona z “gagsterskim porachunkami”(to cytat) itd. Dlatego graczy trzeba ukarać tak by następni się nie odważyli. Pierdolą o tym wszyscy od Cowhardów, przez Bruszardów, na Skipach Bajlesach kończąc.

            Lubię to: 8
          • Yossarian

            17 stycznia 2018 o 12:47

            #Behemot, odpowiadam tutaj, bo pod Twoim wpisem nie można było. Otóż NBA jest właśnie rozrywką dla mas. Może określenie “Disco Polo” to lekkie nadużycie, ale czy na pewno? Popatrz na publiczność w halach i rozrywki zapewniane w przerwach. NBA to nie teatr Bolszoj, tylko masowa rozrywka. Ich nie interesuje wąska grupa geeków z Polski analizująca zaawansowane statystyki przed monitorami, tylko masy kupujące bilety, oglądające transmisje i kolekcjonujące gadżety. Jeśli władze ligi widzą, że obecne NBA sprzedaje się świetnie, że dzieciaki obwieszają pokoje plakatami Currego i Duranta, to nie będą zmieniać zasad. Ameryka kocha super bohaterów, a GSW są jak Avengers trochę. Sami nadnaturalni. My tu u nas czujemy się elitarnie będąc fanami NBA, ale to mylny obraz. Zresztą, super teamy bywały i w przeszłości. Bulls zdominowali ligę na prawie całe lata 90 i to nie tylko nie zaszkodziło lidze, ale właśnie wtedy przebiła się na szczyty popularności. Właśnie dzięki super drużynie z super graczem swoich czasów. No i teraz mamy super team nowej generacji z super playerem nowej generacji i to się znowu sprzedaje. Nie ma problemu ligi, nie ma problemu widzów.

            Lubię to: 33
      • piter1977

        17 stycznia 2018 o 18:58

        Zgadzam się.
        GSW wygrało mecz z CLE 118-108 w pierwsze 7 minut czwartej kwarty.
        Nie rzucili wtedy 10 trójek, tylko ograniczyli CLE na 1/16 z gry. W 7 minut.

        Lubię to: 13
    • Ingiel

      18 stycznia 2018 o 09:04

      Splotem różnych okoliczności była sytuacja, w której w ogóle mogli podpisać Duranta nie oddając nikogo ze swoich kluczowych zawodników (eksplozja talentu Curryego, unikannie kontuzji kostek i jego wtedy już śmiesznie wyglądający kontrakt, wielki skok salary cap, kontrakty Greena i Thompsona, które będąc dużymi nie były maxami i nie zapchały im płac pod korek). W GSW zebrało się dużo podobnie myślących i wygląda na to mądrych osób i pchają ten wózek dalej w kierunku absolutnej dominacji. Z Iguadolą i Livingstonem też im się udało w zeszłe lato. Ten młody Bell w tym drafcie? Czy oni w ogóle podejmują złe decyzje ostatnio?
      Jedyne co wygląda na problem to nowe kontrakty rok po roku dla Thompsona i Greena, które teoretycznie wystrzelą ich płace w kosmos. Coś mi się jednak wydaje, że zawodnicy dojdą do porozumienia z klubem i pozostanie nam jeszcze dłużej czekać aż przeminą. Czas leczy rany, rajt?

      Lubię to: 2
  2. pwoloszun

    17 stycznia 2018 o 10:02

    Mmmm, uwielbiam swiezutki, pachnacy flesz do sniadania.

    Dziekuje :)

    Lubię to: 2
  3. pwoloszun

    17 stycznia 2018 o 10:13

    “A jeśli skończymy tu, to skończmy: od 2004 roku nikt spoza Top-10 obrony nie zdobył tytułu.”

    Korekta obywatelska: maly blad. Jedynymi zdobywcami tytulu z DEF efficiency spoza top-10 (17 miejsce) byli Miami Heat 2006. Wczesniej LAL w 2003.

    Niemozliwe, zeby Detroit 2004 byli slabi w obronie – c’mon!

    Lubię to: 2
    • Maciej Kwiatkowski

      17 stycznia 2018 o 10:30

      Lakers, Lakers. 2003. Ale Heat 2006 byli na 9-10m. wg nba.com i 9. wg basketball-reference. Nie mogli być niżej z tamtymi 20 minutami na mecz Alonzo. Skąd masz to 17m.?

      Lubię to: 3
      • kamis089

        17 stycznia 2018 o 11:44

        Lakers zostali mistrzem w 2002 roku, w 2003 Spurs nimi byli, i strzelam ze w top 10 obrony byli.

        Lubię to: 9
        • pwoloszun

          17 stycznia 2018 o 13:40

          Aaaj! Faktycznie.

          Def Rtg:
          – SAS w 2003 to jest top-3
          – LAL w 2002 to jest top-7

          Dopiero w 2001 LAL jest na 21-wszym miejscu i dalej wygrywa.

          Nikt nie pamieta o mistrzostwach SAS :(
          San Antonio to Atlanta zachodu

          Lubię to: 4
          • bubsatchi

            17 stycznia 2018 o 15:15

            Paging #psiepole, SASpadre

            Lubię to: 5
  4. pwoloszun

    17 stycznia 2018 o 10:36

    Ok, patrzylem DEF Efficiency:
    http://www.espn.com/nba/hollinger/teamstats/_/sort/defensiveEff/year/2006

    W DEF Rtg Miami 2006 lapalo sie w top-10.
    Czyli odszczekuje, wszystko sie zgadza. Ostatnimi “niebroniacymi” miskami byli LAL 2003.

    My bad – podniecilem sie niezdrowo jak zobaczylem 2004 i slaba obrona w jednym zdaniu

    Lubię to: 3
  5. Pakun

    17 stycznia 2018 o 10:37

    Afflalo z Portisem pojedzie na wczasy, gdzie będą wspólnie hejtować marszałka Tito :)

    Lubię to: 6
  6. mundo23

    17 stycznia 2018 o 10:42

    Też mam taki problem że w połowie trzeciej kwarty oglądanie 80% meczy nie sprawia mi przyjemności i wole obejrzeć serial czy film wieczorem niż męczyć się przy meczu koszykówki ba wole obejrzeć jakiś tam mecz z week 4 Nfl niż mecz koszykówki 🤔 zrobiłem sobie w grudniu dwa tygodnie przerwy od NBA i nie pomogło.

    Lubię to: 4
    • Stacz

      17 stycznia 2018 o 11:28

      Może pomogłoby oglądanie meczów, a nie meczy :P ;)

      Lubię to: 23
    • Pikiel

      17 stycznia 2018 o 12:54

      Ja mam tak caly ten sezon. Widzialem moze ze 3 mecze NBA a ze 20 NFL. Poprostu wiecej emocji, szczegolnie jak zaczynasz rozumiem i widziec te smaczki taktyczne. Duzy plus dla chlopakow za 12G!!!

      Lubię to: 5
  7. bubas

    17 stycznia 2018 o 11:01

    Tak się zastanowiłem, do którego zespołu Anthony Davis by nie pasował i faktycznie słabo. Gość jest tak dobry, waleczny i uniwersalny, że pasuje nawet w… NOP.

    Lubię to: 18
  8. corso

    17 stycznia 2018 o 11:07

    Maćku, a propos grubych graczy – a na Shaqa dawałeś radę patrzeć? :-)

    Lubię to: 5
  9. ClydeGlide

    17 stycznia 2018 o 12:34

    Olivier Miller! Miał rzut

    Lubię to: 5
    • corso

      17 stycznia 2018 o 12:49

      Zwłaszcza w Pruszkowie ;-)

      Lubię to: 9
      • Behemot

        17 stycznia 2018 o 12:54

        Ha, Miller i Rysiek Dumas w Pruszkowie, były czasy :D

        Lubię to: 2
      • ClydeGlide

        17 stycznia 2018 o 12:59

        Cholera, przegapiłem te czasy. Pamiętam Millera głównie z Suns

        Lubię to: 2
        • Neithan

          17 stycznia 2018 o 18:46

          W Suns dawali radę. A narracja ‘gdyby Ceballos był zdrowy’siedzi mi w głowie do dziś.

          Lubię to: 2
  10. DuzyJot

    17 stycznia 2018 o 14:37

    Mistrzostwo.

    Lubię to: 1
  11. ClydeGlide

    19 stycznia 2018 o 14:49

    Focia Kevina Love’a jest w tym arcie przepiękna. Brawa dla tego kto ją wyszperał. Bardzo pasuje w kontekście treści. Szczególnie doceniam gdy wyskakuje w bocznej belce, newsletterze itd. Buziaki :)

    Lubię to: 1

Skomentuj