Wake-Up: Curry wrócił i trafił 10 trójek. Don Mitchell nowym faworytem do ROY? LeBron nie wygrał w Utah od 2010 roku

18
fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

Zaczekaj Stefan, zaraz będzie przyćmiewane. Istnieje taka złota zasada w NBA, że kiedy zawodnik ma urodziny, to nie daje mu się prezentu w połowie. Nie daje i już.

LeBron James z pierwszej połowy w sobotę w Salt Lake City, a ten z drugiej, to byli dwaj różni gracze i raz jeszcze, siódmy raz z rzędu, jego klub koszykówki nie poradził sobie w Utah. Jest coś inspirującego w tym, że Król nie potrafi wygrać w miejscu takim, jak Salt Lake City. To dla wszystkich tych, którzy kiedyś w życiu chcieliby króla z tronu zepchnąć. Przy-jedź-do-nas-przy-jedź-do-nas. Osiem godzin spędzonych na przystanku pekaesu, bo nic się u nas nie dzieje, ale u nas jesteśmy królami. To trochę jak Hornets jadący w piątek do Oakland i pokonujący Warriors, tylko że u siebie.

Ale pokonanie Warriors w sobotę było już radykalnie innym wyzwaniem. Debata o tym, kto jest MVP tego zespołu dla kibiców Warriors jest tylko niepotrzebnym szumem. Seria siedmiu zwycięstw w grudniu bez Stephena Curry’ego mogła zaszumieć znowu w uszach, ale każda analityka z zeszłego i tego sezonu pokazuje, a przynajmniej do 4. grudnia pokazywała, że to ten inny koszykarz urodzony w Akron jest najbardziej wartościowym graczem mistrzów NBA (nie, Kevin Durant nie możesz wrócić się i urodzić w Akron). Tylko 26 minut potrzebował Red Curry w sobotę, żeby dziabnąć 10 z 13 trójek na 38 punktów w powrocie do gry po 27 dniach przerwy. Ot tak, jak gdyby nigdy nic.

W tych dwóch miejscach było elektrycznie, bo oczywiście w SLC mieliśmy crunchtime. Kiedyś James przecież przegrał tam po buzzerze Gordona Haywarda. Tym razem nie potrzebował buzzera, pudłując kluczowy drive na 27 sek. przed końcem. Rozegrano jeszcze pięć spotkań. Cenne zwycięstwo zdobyli sobie 76ers bez Joela Embiida w Denver, Miami Heat wrócili w 4. kwarcie żeby pokonać Orlando Magic, Stan Van Gundy złamał kod San Antonio Spurs, zatrzymując team Popovicha na 79 punktach, mam ochotę wyzywać Pelicans, a Trail Blazers zbierali swoją godność z parkietu w Atlancie.

Detroit – San Antonio 93:79 (Bullock 22, Drummond 14/21/6 – Leonard 18)
Orlando – Miami 111:117 (Gordon 39 – T.Johnson 31)
New Orleans – New York 103:105 (A.Davis 31 – Porzingis 30/7/5)
Atlanta – Portland 104:89 (Schroder 22/8a – Napier 21)
Utah – Cleveland 104:101 (Mitchell 29 – LeBron 29/8/6)
GS Warriors – Memphis 141:128 (Curry 38 – M.Gasol 27)
Denver – Philadelphia 102:107 (Murray 31 – Sarić 20)

Było 7-0 po 90 sekundach i zaraz 10-0 po trójce Curry’ego. Wyglądało na to, że nastąpi zgładzenie Grizzlies w Oakland. Ale cóż za sztormem okazała się reszta 1. kwarty! Takich rzeczy się nie widuje często. 78 punktów, 40-38 dla Dubs. Z jakiegoś powodu Grizzlies lubią grać z Warriors, ale nie tym razem.

Curry miał już 26 punktów na starcie 3. kwarty. Warriors położyli 116 po 36 minutach gry, a Curry grał jeszcze na 3. minuty przed końcem w tym kontrolowanym blowoucie.

I to co zrobił Marcowi Gasolowi właśnie wtedy niech będzie zachętą do tego, żeby zobaczyć w jakiej formie wrócił człowiek, który wysadził sezon regularny 2015/16 w powietrze:

„Stephen Curry is Back! To Back! To Back”

10 celnych rzutów za trzy to season-high w całej NBA. Curry dawał fory, nie grając od 4 grudnia, ale skoro nikt się nie pofatygował, zostało wytłumaczone.

To było już jego 9. mecz na 10+ trójek (dig it). Następni w tej sporządzonej naprędce klasyfikacji są Klay i JR Smith – tylko, że mają zaledwie po 3 takie mecze.

Co za gracz, co za miejsce na ziemi, co za planeta!

LeBron James nie wygrał w Utah od 2010 roku (w Salt Lake City; są historie, że przyjechał kiedyś na streetball do Ogden tylko po to, żeby przerwać passę) i wyszedł, Cavaliers wyszli, LeBron wyszedł jakby nie mógł przegrać. Cavs prowadzili już 31-20, James miał już 20 punktów do przerwy po ojcowskim fade-away’u na sam koniec drugiej kwarty nad Thabo:

Ale wszystko zostało w szatni.

Co dzieje się w szatni, zostaje w szatni. Może Cavaliers i Pedro też powinni byli w niej zostać? Don Mitchell i Jazz zaczęli trzecią kwartę serią 21-3, a James pierwsze punkty po przerwie zdobył dopiero na sześć minut przed końcem meczu. Cavaliers wrócili, z Wade’m na jedynce i był crunchtime, i był elektryczny, tylko, że nie dla Cavs.

Na 35 sekund przed końcem Don Mitchell raz jeszcze minął trzech obrońców i skończył layup.

Feeling, który ten młody człowiek ma – pewne rzeczy się ma, albo nie – i to jak szybko nauczył się czytać NBA, to niebo teraz, a ziemia wcześniej. To są postępy zrobione z listopada na grudzień. Taki James wjechał na 27 sekund na jednym obrońcy (Thabo) i spudłował. Mecz. Mecz i trzecia z rzędu porażka Cleveland.

Sebastian cały poprzedni sezon Pikli przypominał: jest taki gracz w Louisville, Donovan Mitchell i ludzie powinni o nim zacząć mówić. Oglądaj tego gościa:

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułWake-Up: Dwight załatwił Warriors. Niewidomy sędzia załatwił Thunder. Wrócił CP3, ale Rockets przegrali 5 raz z rzędu
Następny artykuł12G: Zapowiedź Week 17 (Playoffowe scenariusze + Wolna Agentura nadchodzi)

18 KOMENTARZE

  1. Żal patrzeć na Porzingisa i Jokicia – obaj utknęli w przeciętnych zespołach, które raczej nie obudują ich zawodnikami, którzy stanowiliby fundamenty pod budowę drużyny mistrzowskiej, ba, nawet pod budowę drużyny na drugą rundę PO…

    Wszystkiego najlepszego w 2018r Jimson na Twoje „ręce” dla całej redakcji 6G ;)

    Lubię to: 4
  2. donovan mitchell był niesamowity, ale dziś bardzo zaimponował mi joe ingles.
    być może to, co napiszę, jest tu wszem i wobec powszechnie znane, aczkolwiek ten przypominający mechanika zawodnik kilkukrotnie dziś został złapany przez kamery jako gość udzielający porad, ustawiający drużynę, zbierający ją do kupy w crunch-time i motywujący do stuprocentowej koncentracji w każdym kolejnym posiadaniu. lider.

    Lubię to: 31
      • Jestem pewien, że każdy z nas zna przynajmniej paru 'Joe Inglesów’ – skrzyżowanie kolesia spod biedronki, wujka Wieśka z wesela i kolesia rzucającego wiecznie na asfalcie. W tym świecie atletycznych świrów jakim jest NBA, jest nadzieją dla młodych białych że jednak można…musisz tylko wyglądać jak Joe Ingles
        Dziękuję przedpisaczom że też zwrócili uwagę na 'wujka Józka’

        Lubię to: 4
  3. Być na imprezie, wypić tonę niskiej jakości whisky z colą (Pozdro Znyku), włączyć strone ESPN z meczem Knicks z Pelicans przy stanie 91:99, szybko ściągnąć appke, kupić mecz i włączyć relacje live i obejrzeć zwycięstwo – bezcenne.
    W 2017 roku wydarzyło sie wszystko czego pragnąłem jako psychofan Knicks: koniec Melo, koniec Phila, awans Porzingoda do top 25 graczy w lidze, skończenie roku na poziomie .500, wypicie prosecco ze Znykiem po raz pierwszy od 2013 roku.
    Aż sie boje co bedzie w 2018. Ale jak to mówił Henryk Sienkiewicz: „dream big” :)
    Pozdrawiam całą ekipę 6 gracza oraz społeczność tu skipioną, uwielbiam to miejsce w sieci. Wznoszę poranny toast na kaca wygazowanym Heinekenem.

    Lubię to: 23
  4. Dzięki za rok godnych wake-upów, świetnych Fleszy. Za całą ciężką pracę redakcji i za setki nieprzespanych nocy. Dużo zdrowia!

    Całej redakcji 6G i wszystkim czytelnikom/komentującym.

    Lonzo Ball!

    Lubię to: 5
  5. Cieknie mi z nosa jak z szlaucha więc bez szaleństw na zewnątrz dzisiaj, ale kurcze – wszystko jest lepsze niz WAS – CHI.
    Dzięki za kolejny rok świetnych tekstów (i za stworzenie ligi fantasy). Oby kolejny rok był jeszcze lepszy (i oby Kahwi w końcu zaczął grać)!

    Lubię to: 1