Dniówka: Wygrani i przegrani Trade Deadline 2017

10
fot. League Pass
fot. League Pass

To nie było najlepsze zamknięcie okienka transferowego i pozostał niedosyt, bo do samego końca dwa duże nazwiska wydawały się być w grze, a ostatecznie nic wielkiego się nie wydarzyło. Ale i tak było lepiej niż rok temu, kiedy w dzień Trade Deadline najlepszymi przehandlowanymi zawodnikami byli Markieff Morris, Jeff Green i Channing Frye, a dwa dni wcześniej wymieniono Tobiasa Harrisa i Courtney’a Lee.

Wczoraj drużny zmienili przede wszystkim Nerlens Noel, Taj Gibson, Doug McDermott i PJ Tucker, natomiast wcześniej doczekaliśmy się wymiany z udziałem gwiazdy, a też od początku tego miesiąca sporo działo się na rynku – Mason Plumlee, Serge Ibaka, Lou Williams. Patrząc w szerszej perspektywie, ten okres przed Trade Deadline było bardzo interesujący, dlatego też podsumowując wygranych i przegranych nie będę ograniczał się tylko do tego, co działo się wczoraj, ale uwzględnię wszystkie wymiany od początku lutego. Sporo tego, więc od razu zaczynamy:

WYGRANI

New Orleans Pelicans. Pozyskali najlepszego zawodnika wymienionego przed Trade Deadline, wreszcie dodając do składu drugiego gwiazdora i zapewniając wsparcie Anthony’emu Davisowi. A do tego zapłacili za DeMarcusa Cousinsa całkiem niską cenę, jak na 26-letniego centra zaliczającego średnie na poziomie 27-11-5. Mają teraz najbardziej dominujący duet podkoszowych w całej NBA, najbardziej utalentowany frontcourt ostatniej dekady i jest to fundament, na którym mogą zbuntować drużynę, która wkrótce będzie walczyć o tytuł. Oczywiście do tego jeszcze daleka droga i przed nimi dużo pracy, ale pierwszy krok w tę stronę już wykonali i mają to co najważniejsze – dwie gwiazdy.

Toronto Raptors. Nadal mogą nie być w stanie przeskoczyć drużyny LeBrona Jamesa, ale przynajmniej będą próbować. Starają się wykorzystać swoją dobrą pozycję, żeby jeszcze się wzmocnić i jeśli Cavs przez problemy zdrowotne podwinie się noga, oni będą gotowi.

Serge Ibaka jest podstawowym silnym skrzydłowym jakiego od zawsze im brakowało. PJ Tucker jest fizycznie grającym defensorem, który może nie będzie odgrywał wielkiej roli (w ataku jest problemem), ale na pewno przyda się w playoffach, żeby męczyć LeBrona. W dwójkę powinni pomóc poprawić kiepską obronę Raptors i zapewnią znacznie większe pole manewru w szukaniu odpowiedzi na niskie granie Cavs, z który dotychczas nie mogli sobie zupełnie poradzić. Mają więcej doświadczenia, większe wsparcie dla swoich gwiazd, co daje im szansę na odzyskanie drugiej pozycji na Wschodzie i długą walkę w playoffach. A co też bardzo istotne, zyskali to, nie poświęcając wiele ze swojej przyszłości. Nadal mają zawodnika, którego rok temu wybrali z dziewiątką w drafcie i nadal będą mieli pick w pierwszej rundzie nadchodzącego naboru. Masai Ujiri stawia na tu i teraz, ale zostawił też sobie pole manewru.

Serge Ibaka. Wydostał się z drużyny spadającej na dno Wschodu i trafił do zespołu, z którym ma o co grać. Nie zakończy sezonu już w połowie kwietnia, wystąpi w playoffach, a to pozwoli mu pokazać się i poprawić swoją wartość przed walką o nowy kontrakt w wakacje.

Los Angeles Lakers. Zakończyła się era Jima Bussa.

Magic Johnson. Jeszcze na początku lutego był poza NBA, potem został zatrudniony tylko jako doradca, a w tym tygodniu nagle okazało się, że przejmuje dowodzenie w Lakers. To znowu jest jego drużyna, to on będzie miał ostatnie zdanie w sprawach kadrowych i spróbuje odbudować wielkość Lakers. Znowu stał się ich twarzą, twarzą powrotu na szczyt… Zobaczymy jak sobie poradzi z tym zadaniem, ale póki co ma swój miesiąc miodowy, tym bardziej, że od razu udało mu się zrobić dobry trade – zyskał pick w pierwszej rundzie za Lou Williams, pomagając równocześnie drużynie w tankowaniu.

Dallas Mavericks. Pozyskali młodszą wersję Tysona Chandlera. Nerlens Noel ma świetne warunki fizyczne, jest szybki i mobilny, a w ataku potrafi atakować kosz i powinien bardzo dobrze odnaleźć się u boku Dirka Nowitzkiego. Mavs ryzykują, że będą musieli mu dużo zapłacić w wakacje (to podobno przestraszyło większość zainteresowanych), prawdopodobnie kontrakt bliski maksymalnemu, ale będzie zastrzeżonym wolnym agentem, więc będą kontrolowali sytuację, a Mark Cuban już nie raz pokazywał, że nie ma problemu z podpisywaniem wysokich umów (ta Barnesa już nie wygląda źle). Poza tym, zdobyli go nie musząc nawet poświęcać picku w pierwszej rundzie, ponieważ jest on na tyle chroniony (top-18), że w praktyce go nie stracą i zostanie to zamienione na dwa drugorundowe wybory. W Dallas bardzo potrzebowali świeżej krwi do swojego starzejącego się składu, a teraz mają Harrisona Barnesa i Noela i mogliby dołożyć do nich jeszcze guarda przyszłości – gdyby tylko chcieli zatankować.

noel1

Nerlens Noel. Spełniło się jego marzenie. W końcu wyrwał się tłoku podkoszowych w Filadelfii, zza pleców Joela Embiida i nie tylko trafił do drużyny, w której będzie starterem, ale też trafił pod skrzydła trenera, który świetnie będzie wiedział jak najlepiej wykorzystać jego możliwości.

Houston Rockets. Lou Williams rzucił 7 trójek na 27 punktów w pierwszym meczu, od razu potwierdzając, że idealnie pasuje do swojej nowej drużyny. James Harden ma kolejnego strzelca obok siebie, a Mike D’Antoni kolejnego gracza, któremu będzie można oddać piłkę, gdy Harden będzie odpoczywał. Do tego Rockets zrobili sobie dwa miejsca w składzie, mają więcej pieniędzy do wydania niż pozostałe drużyny ze ścisłej czołówki i mają zamiar agresywnie walczyć na rynku buy-outów. Będą starali się jak najwięcej wycisnąć z tego bardzo udanego dla nich sezonu.

Oklahoma City Thunder. Sam Presti znowu pokazał, że potrafi robić wymiany i wzmocnił zespół przed drugą częścią sezonu. Doug McDermott będzie upgrade’em w stosunku do Anthony’ego Morrowa, zapewniając spacing wokół Russella Westbrooka, podczas gdy Taj Gibson nie tylko pomoże pod nieobecność kontuzjowanego Enesa Kantera, ale też stworzy bardzo interesujący duet ze Stevenem Adamsem. Co prawda nie jest on stretch-czwórką jak Domantas Sabonis, ale Thunder wiedzą jak grać dwójką wysokich bez rzutu z dystansu. Poza tym, Sabonis ostatnio nie zapewniał trójek, od początku stycznia trafia ledwie 14.6% zza łuku i jest najbardziej minusowym starterem w Oklahomie. Natomiast bez Camerona Payne’a już radzili sobie przez dużą część początku sezonu, więc jego strata nie powinna być dla nich jakimś wielkim problemem. Te ruchy nie sprawią, że Thunder zaczną teraz bić się o czołówkę Zachodu, ale wzmocnili się i pokazali Westbrookowi, że cały czas starają się zapewnić mu jak najlepsze wsparcie.

Jusuf Nurkic. Wydostał się z Denver, gdzie był zakopany na ławce. Teraz znowu może grać, ma szansę odegrać większą rolę i przypomnieć o sobie. W dwóch pierwszych meczach w Portland spędził na parkiecie 55 minut, podczas gdy wcześniej w 8 meczach lutego w Denver łącznie dostał tylko 59 minut.

Aaron Gordon. Był największym przegranym ASW, kiedy zawalił pierwszą próbą ‘Drone Dunk’ i potem już zupełnie się posypał, ale wracając na drugą część sezonu ma powody do optymizmu i zadowolenia, Po oddaniu Ibaki wreszcie będzie mógł wrócić na swoją pozycję silnego skrzydłowego, na której w zeszłym sezonie spędził 60% czasu, a w tym jak na razie ledwie 4%. To powinno pomóc mu rozegrać dobrą końcówkę sezonu i przypomnieć o swoim potencjale.

Brooklyn Nets. Są najgorszą drużyną ligi, w dodatku bez perspektyw na poprawę, ale przy okazji Trade Deadline chociaż nieco poprawili swoje szanse na zwiększenie poziomu talentu. Przede wszystkim pozyskali pick w pierwszej rundzie za Bojana Bogdanovica, co najprawdopodobniej pozwoli im pozyskać dwóch graczy w trzeciej dziesiątce tego zapowiadającego się na bardzo silny draftu. Dostali też za darmo młodego, atletycznego KJ’a McDanielsa, nad którym mogą popracować i który ma potencjał, żeby w przyszłości stać się wartościowym graczem. Będą też sprawdzać Andrew Nicholsona. Robią co mogą, żeby znaleźć jakiekolwiek przydatne talenty.

Cleveland Cavaliers. Nic nie musieli robić, a i tak są wygranymi. Tylko jeden z ich dwóch najpoważniejszych rywali na Wschodzie się wzmocnił, a przede wszystkim w Bostonie nie przejęli gwiazdy, co teoretycznie mogłoby sprawić, że Celtics staliby się dla Cavs realnym zagrożeniem. Dalej Wschód należy do nich. W dodatku wygląda na to, że opłaci się ich cierpliwe czekanie na wartościowego zmiennika na jedynkę. Deron Williams już jest dogadany w sprawie buy-outu i panuje przekonanie, że nawet nie będzie się zastanawiał i od razu pojedzie do Cleveland. To byłoby dla nich duże wsparcie, bo co prawda D-Will ma ciągłe kłopoty z kontuzjami (16 meczów stracił już w tym sezonie), ale zalicza też 13.1 punktów, najlepsze od kilku lat 6.9 asyst i w mniejszej roli z ławki mógłby być bardzo przydatny. A też mniejsze obciążenie mogłoby pomóc mu utrzymać się przy zdrowiu.

Vivek Ranadive. Dostał zawodnika, na którego polował już od czasu przygotowań do zeszłorocznego draftu. Dostał drugiego Stepha!

PRZEGRANI

Portfel DeMarcusa Cousinsa. Przeprowadzka do Nowego Orleanu kosztowała go utratę $30 milionów w kolejnym kontrakcie, a jest to tym bardziej bolesne dla Boogie’go, że już wyobrażał sobie jak podpisuje umowę na $200 milionów, którą Kings obiecywali mu od stycznia.

Vlade Divac. W zamian za dwukrotnego All-NBA gracza będącego w swoim prime i mającego jeszcze kontrakt na kolejny rok, Kings wynegocjowali tylko rozgrywającego przeciętny sezon debiutanta i pick, który prawdopodobnie znajdzie się gdzieś w połowie pierwszej rundy draftu. Vlade wcisnął reset i rozpoczyna przebudowę, ale nie zyskał nic atrakcyjnego na strat i w dodatku idzie w nieznane, bo nawet nie kontroluje swojego picku w nadchodzącym drafcie (Sixers mają prawo zamiany). A na tym nie koniec, bo Divac przegrał także wizerunkowo ten trade. Najpierw okłamywał Cousinsa, że go zatrzymają, a później w nagłym przypływie szczerości w rozmowie z dziennikarzami zdradził, że dwa dni wcześniej miał lepszą ofertę na stole.

Rob Hennigan. Rok temu przehandlował Tobiasa Harrisa za dwa schodzące kontrakty, potem jeden z nich wykorzystał w wymianie po Serge’a Ibakę, oddając też Vicotra Oladipo i nr 11 w drafcie, a teraz oddał Ibakę dostając Terrence’a Rossa i wybór w trzeciej dziesiątce draftu 2017. W skrócie – zamienił Harrisa, Oladipo i 11 numer za Rossa i pick w trzeciej dziesiątce. Brawo! Hennigan ugruntował swoją pozycję w gronie najgorszych GMów ligi i wygląda na to, że jest na wylocie z Orlando. Najprawdopodobniej władze klubu nawet nie pozwoliły mu już się ratować i szukać wzmocnień, postarali się tylko, żeby chociaż zminimalizować skutki tamtego fatalnego transferu Ibaki.

fot. Allen Eyestone / newspix.pl
fot. Allen Eyestone / newspix.pl

Indiana Pacers. Władze klubu podobno były zainteresowane sprawdzeniem wartości Paula George’a, podczas gdy Larry Bird nie zamierzał go oddawać. I nie oddał, ale poza tym nie udało mu się też zrobić nic innego. Nie wzmocnił zespołu, nie dał swojemu liderowi nowej nadziei, że druga część tego sezonu będzie lepsza, a Pacers jeszcze przebiją się do czołówki Wschodu. Dlatego w wakacje powrócą spekulacje o przyszłości PG, zwłaszcza, że może on nie zakwalifikować się do przedłużenia w ramach Designated Player. Groźba, że Pacers stracą go w 2018 będzie wtedy coraz bardziej realna, natomiast ich pozycja negocjacyjna przy ewentualnej wymianie może być znacznie słabsza. Coraz większe wydaje się być przekonanie, że w 2018 roku PG może wybrać powrót do rodzinnego Los Angeles. Lakers będą czekali z otwartymi rękoma. Nie wiadomo jak poważnie George o tym myśli, ale jest to duże ryzyko dla wszystkich drużyn, które chciałby o niego zawalczyć. Dlatego teraz nawet jeśli Pacers zdecydują się go oddać, będzie im trudniej to zrobić, bo każda zainteresowana drużyna będzie najpierw chciała zapewnienia, że PG podpisze z nimi przedłużenie.

Philadelphia 76ers. Prowadzili wiele rozmów w sprawie wymiany Jahlila Okafora, nawet trzymali go poza grą, bo było podobno blisko dogadania się z Blazers, ale ostatecznie Okafor zostaje w Philly, a tłok pod koszem rozładowali oddając Nerlensa Noela i nie dostali za niego nawet picku w pierwszej rundzie (tylko w teorii dostali, w praktyce pick chroniony w top-18 zmieni się na dwa drugorundowe). To bardzo niska cena za młodego centra z dużym potencjałem. Bryan Colangelo chyba za długo zwlekał i przeszacował wartość rynkową swoich zawodników.

Ale oczywiście musieli coś zrobić, zwłaszcza, że Noel zaraz stanie się zastrzeżonym wolnym agentem, a z Okaforem mogą jeszcze poczekać, bo jest na debiutanckiej umowie.

(Straciliśmy też szansę na duet Embiid-Neol, który zdążył rozegrać zaledwie 8 minut w trzech meczach zaliczając NetRtg +33.1)

Charlotte Hornets. Nie zdobyli playmakera/strzelca na ławkę, którego najbardziej im brakuje i zrobili tylko wymianę z Bucks, przejmując fatalny kontrakt Milesa Plumlee. Nowy center i tak nic nie zmienił, przegrali już 12 z 13 meczów. A co gorsze, teraz Plumlee doznał kontuzji łydki i wypadł z gry na dwa tygodnie, podczas gdy Cody Zeller cały czas nie jest zdrowy.

Chicago Bulls. Zostawili Jimmy’ego Butlera, ale dalej stoją w rozkroku i nie wiadomo, w jakim kierunku zamierzają popchnąć drużynę. Dalej będą próbować dostać się do playoffów, choć trade z Thunder mógłby wskazywać, że bardziej stawiają na młodzież, ponieważ otworzyli szansę na większe minuty dla Denzela Valentine’a i Bobby’ego Portisa, a przede wszystkim pozyskali 22-letniego Camerona Payne’a. Podobno w Chicago bardzo w niego wierzą, ale to nie jest coś, na czym można polegać. Od razu warto przypomnieć, że jeszcze do niedawna kluczową postać drużyny miał stać się Doug McDermott. W niego też bardzo wierzyli i oddali dwa picki, żeby zdobyć go w drafcie. Nic z tego nie wyszło. Z Payne’em będzie lepiej? Na pewno ma potencjał, ale na razie nie pokazał, że jest materiałem na startera. Póki co jest tylko kolejny rozgrywającym w Chicago, który nie umie rzucać – Rajon Rondo, Jerian Grant, Michael Carter-Williams i teraz Payne – tylko Grant z tej grupy trafia w tym sezonie więcej niż 32% za trzy.

Jim Buss i Mitch Kupchak. Zakończyli swoją przygodę z przebudową Lakers i pozostaną symbolem najgorszego okresu w historii klubu. Skończyło się dużą klapą, ale trzeba przyznać, że zostawiają Lakers w dobrej pozycji do tankowania, z dobrym trenerem i z kilkoma obiecującymi młodymi graczami. Tylko tymi kontraktami Denga i Mozgova utrudnili pracę Magicowi.

Phil Jackson. Bardzo starał się wypchnąć Carmelo Anthony’ego z Nowego Jorku, ale okazało się, że aż za bardzo. Melo nie zamierzał dać się wypchnąć i został.

New York Knicks. Został Melo, został Phil i pozostanie ten cyrk w Nowym Jorku.

Los Angeles Clippers. Które to już trade deadline, kiedy Doc Rivers próbował pozyskać upgrade na pozycji niskiego skrzydłowego? I jak zwykle nic z tego nie wyszło. Choć i tak jest postęp, bo lepiej nic nie robić, niż przepłacać po Jeffa Greena jak rok temu.

????

Boston Celtics. To duże rozczarowanie, że nie zrobili żadnego ruchu, zawłaszcza, że rozmawiali o Paulu George’u i Jimmy’m Butlerze, w grze był podobno pick Nets (w przypadku oferty dla Bulls ten pick miał być chroniony), ale ostatecznie nie pociągnęli za spust. Nie wiemy jak bardzo Bulls i Pacers byli gotowi oddać swoje gwizdy. Wygląda na to, że nie byli do tego przekonani i musieliby dostać naprawdę super atrakcyjną ofertę. Nie wiemy ile dawał Danny Ainge, ale na pewno była to cena jaką był gotowy zapłacić, żeby ani nie uszczuplić za bardzo obecnego składu (żeby rzeczywiście stać się zagrożeniem dla Cavs), ani za bardzo nie poświęcić swojej przyszłości. Czy mógł dać więcej, żeby przekonać do wymiany? Może, a może cena była zaporowa. To pozostanie w sferze spekulacji, tak samo jak pytanie o to, czy Celtics nie stracili swojej najlepszej szansy, żeby przejąć jednego z najlepszych zawodników NBA?

Z drugiej strony, Celtics nie musieli nic robić, żeby dalej liczyć na długą walkę w nadchodzących playoffach. W końcu zajmują drugą pozycję na Wschodzie, a ich upgrade’em na drugą część sezonu powinien być powrót Avery’ego Bradley’a, który jest poza grą od początku stycznia. Mogą być jeszcze silniejsi, a nadal mają pick Nets w drafcie i duże pole manewru w przyszłości. Będą mogli pozyskać młodą gwiazdę, albo już znając wynik loterii przehandlować ten wybór za George’a albo Butlera, którzy może wtedy będą nawet bardziej dostępni.

Dopiero czas pokaże, czy dobrze zrobili czekając, czy będą żałować, że nie postarali się bardziej, żeby przed trade deadline zrobić wymianę.

Buddy Hield. Z jednej strony może czuć się szczęściarzem, bo teraz Sacramento może należeć do niego. Vivek jest jego wielkim fanem, a Kings potrzebują nowej nadziei i gwiazdy. Powinien dostać dużo swobody, dużo piłki i będzie mógł pokazać na co go naprawdę stać. Ale równocześnie będzie ciążyła na nim ogromna presja, zwłaszcza, że właściciel klubu widzi w nim potencjał dwukrotnego MVP. Na razie Hield nie wygląda jak materiał na gwiazdę, a oczekiwania będą ogromne i mogą go przytłoczyć. Poza tym, znalazł się w jednej z najgorszych organizacji w całej NBA.

PIĄTEK
(34-21) Washington @ (21-35) Philadelphia 1:00
(34-24) Memphis @ (29-28) Indiana 1:00
(38-20) Boston @ (33-24) Toronto 2:00
(18-39) Phoenix @ (28-29) Chicago 2:00
(19-39) LA Lakers @ (32-25) Oklahoma City 2:00
(22-34) Dallas @ (22-35) Minnesota 2:00
(25-32) Miami @ (32-24) Atlanta 2:00
(9-47) Brooklyn @ (25-32) b2b Denver 3:00
(43-13) San Antonio @ (35-22) b2b LA Clippers 4:30

SOBOTA
Charlotte @ Sacramento 23:00
b2b Atlanta @ Orlando 1:00
b2b Philadelphia @ New York 1:30
b2b Indiana @ b2b Miami 2:00
New Orleans @ b2b Dallas 2:30
b2b Chicago @ Cleveland 2:30
b2b Minnesota @ Houston 3:00
b2b Brooklyn @ Golden State 4:30

NIEDZIELA
San Antonio @ LA Lakers 21:30
Phoenix @ Milwaukee 21:30
Memphis @ Denver 23:00
Utah @ Washington 23:00
Portland @ Toronto 0:00
Boston @ Detroit 0:00
3w4b2b New Orleans @ Oklahoma City 1:00
3w4b2b Charlotte @ LA Clippers 3:30

24

KOMENTARZE

  1. Ktoś mi może wytłumaczyć o co chodzi z pikiem Kings? Czemu sixers i w jakich warunkach mogą go wymienić?
    Jak pelicans będą przegrywać to Kings maja szanse mieć pick w top5?
    Thx za odp:)

    Lubię to: 0
    • Sixers zdobyli prawo do zamiany picków kiedy Vlade Divac czyścił salary żeby podpisać Rajona Rondo na 1 sezon. Dostali wtedy między innymi Stauskasa, Landry’ego, prawo do zamiany picków w 2016 i/lub (nie jestem pewien czy oba, nie ma to znaczenia teraz) 2017, a także niechroniony pick w pierwszej rundzie draftu 2019. No ale wtedy GMem był Sam Hinkie a nie ten pan, który teraz rządzi… Sixers mogą skorzystać z tej możliwości już po losowaniu jeśli okaże się, że pick Kings jest lepszy niż Sixers. O ile sami Kings nie wypadną poza top 10, bo wtedy ich pick leci do Bulls (tzn. tutaj jeśli Kings nadal byliby lepsi to do Bulls pójdzie chyba pick Sixers, ale taka sytuacja praktycznie niemożliwa).

      Pick Pelicans, który Kings otrzymali za Cousinsa, jest zastrzeżony na miejscach 1-3 w drafcie 2017 więc teoretycznie jest to możliwe.

      Lubię to: 6
      • Sam Hinkie narobil tyle syfu w tej organizacji ze ten pan ktory jest teraz GM bedzie go jeszcze latami sprzatac ( 6 pick 2013 sprzedany za free, 3 pick draftu 2015 odejdzie prawdopodbnie tez za free, 3 pick draftu 2014 i 1 pick draftu 2016 rozegrali jak na razie w sumie jakies 30 meczow). Nie wiem po co go tak tutaj wybielacie. Zara bedzie trzeba podpisac maksymalna umowe z Embiidem, przepadna wam picki Lakers i Sacramento i bedziecie miec wtedy dopiero latwo. Jesli chcial byc jak Thunder to chyba troche nie wyszlo bo tam zaczeli budowac zespol w 2008 a w 2011 szli juz na majstra.

        Lubię to: 3
        • Co to za brednie. Nie lubię przesadnie bronić Hinkiego, ale jak czytam takie bzdury to aż mnie trzęsie.
          Dlaczego dziadowskim treadem wykonanym przez Colangelo obarczasz zwolnionego GMa? Faktycznie Hinkie strzelał sobie w stopę wybierając tylko podkoszowych czym osłabił swoją pozycję negocjacyjną. Możliwe że nie przewidział, że rola wysokich graczy w NBA ulegnie aż takiej zmianie(a moze przewidział… kto wie).
          ALE… 76ers mają w składzie Embiida, Simmonsa, Okafora, Sarica i prawdopodobnie w tegorocznym drafcie też wybiorą coś z wysokim numerem. I bez tego w tym sezonie grając niedokończonym skłądem z debiutantem Embiidem na ograniczonych minutach i bez Simmonsa byli w pewnym momencie bodajże 4.5 meczu od PO (na fatalnym wschodzie ale jednak).
          Co z tych powyższych rzeczy zawdzięczają Colangelo? Powiem ci: poprawił się trochę klimat wokól 76ers i w tym sezonie udawali, że grają o PO czym osłabili swoją pozycję w drafcie.
          Colangelo nic nie musi sprzątać. Dopasowuje teraz klocki. Hinkie odjebał brudną robotę, a Colangelo wjechał na białym rumaku i zbiera oklaski.

          PS. Z całym szacunkiem dla Colangelo, nie oceniam go wcale źle. Denerwuje mnie tylko, że Hinkie jest przez niektórych gnojony ile wlezie (ale Embiid i Simmons cacy).

          Lubię to: 20
          • W czasie gdy gwiazdy nowej generacji czyli Giannis, Beal, John Wall, Davis itd ciągle podnoszą swoje umiejętności i umacniają pozycję w lidze, jedyne potencjalne gwiazdy Hinkiego: Embiid i Simmons spędzają czas w kapciach przed telewizorem. To tyle w podsumowaniu 5 letniego trust the process. Embiidowi kończy się po następnym sezonie umowa, śpiewnie sobie maxa i zobaczymy jak dalej 76 będą kompletować zespół.

            Lubię to: 5
          • Jojo na 220 meczów w których mógł teoretycznie zagrać, zagrał w 31. Po 25 minut …
            Zaraz ktoś wyjdzie do ludzi i powie że jednak nie zagra do końca sezonu :)
            Obstawiam że w kolejnych latach nie będzie lepiej.
            Na chodzącej kontuzji chcesz opierać następną dekadę gry drużyny?
            Mentalnie dla mnie to też trochę klown. Takie skrzyżowanie Bynuma z Odenem. Dilować póki jest hype :)
            Cała NBA już wie że biedny Simmons nie umie rzucać. Chociaż chłopak nie zagrał ani minuty w tym sezonie i już nie zagra.
            Pozycja pointforward?
            Zanim się ogarnie (zakładając że będzie zdrowy) miną trzy lata.
            Okafor? To już wszyscy wiemy że 10-15 lat temu byłby materiałem na gwiazdę ze swoją grą w post up. Teraz nie. Chłopak nie umie rzucać. Dupa blada.
            Teraz w tej lidze – jesteś nonshooterem jesteś minusowym graczem.
            Z automatu.
            Z tego całego bałaganu najbardziej jeszcze podoba mi się Saric.
            Dlaczego? Bo gra, he he. Chłopak zagrał we wszystkich meczach w tym sezonie :)
            Playoffy w tej patologicznej organizacji to może w połowie następnej dekady przy dobrych wiatrach.
            A Hinkie? Sam Hinkie powinien dostać wyrok bez zawieszenia za ten burdel który rozpoczął w tym pięknym mieście.

            Lubię to: 6