Lata świetlne przed resztą NBA

18
fot. YouTube/ ESPN

Zmiażdżyliśmy ich na parkiecie i będziemy to robić przez lata dzięki temu, w jaki sposób zbudowaliśmy ten zespół. Jesteśmy lata świetlne, prawdopodobnie, przed każdym innym zespołem w NBA, jeśli chodzi o strukturę, planowanie i tego, jak podchodzimy do różnych rzeczy. Będziemy trudnym orzechem do zgryzienia dla reszty NBA przez długi czas.

Dziedzictwo Muhammada Aliego możecie znaleźć w każdym zakątku NBA. Tam, gdzie James Harden twierdzi, że jest najlepszym graczem w lidze. Tam gdzie panowie po sześćdziesiątce twierdzą, że nawet dzisiaj byliby w stanie ograć gwiazdy NBA. I tam, gdzie Dion Waiters chce być częścią najlepszego backcourtu w lidze. Znajdziecie je również w przytoczonych słowach właściciela Golden State Warriors Joe’a Lacoba.

O Alim wspominam trochę przy okazji, bo Maciek zdążył napisać o nim kilka słów w sobotę, zanim zdążyłem się jeszcze oderwać od poduszki, więc zamiast dzielić się z wami tym, jak ważną postacią był w moim rozwoju sportowego pismaka (Ali, nie Maciek, chociaż Maciek może trochę również), po prostu cały weekend spędziłem na przeczesywaniu przynajmniej kilkunastu książek na temat tamtej epoki, w których poświęcono mu choćby fragment. Mojej ulubionej sportowej epoki. Może dlatego, że nie mogłem jej oglądać, a jedynie o niej czytałem, więc jest dla mnie bardziej niczym grecka mitologia. Abebe Bikila biegnący na bosaka po olimpijskie złoto, Tommy Smith z wyciągniętą ku niebu ręką w czarnej rękawiczce i Muhammad Ali stojący nad Sonnym Listonem na najlepszym zdjęciu sportowym w historii. To wszystko w erze, kiedy telewizja zaczęła odkrywać potencjał sportowych zmagań, a sport zaczął odkrywać wielkie pieniądze.

To o Alim pisano najlepsze sportowe teksty wszech czasów i pisano ich tyle, że kiedy David Halberstam i Glenn Stout zbierali artykuły do opasłego tomu pod dumnym tytułem „The Best American Sports Writing of the Century”, jeden z rozdziałów poświecili tylko jemu. W tej samej książce znalazł się tylko jeden tekst poświęcony koszykówce i wcale nie dotyczył Michaela Jordana, a Bobby’ego Knighta. Nie dotyczył Jordana, bo ten wyznawał zasadę, że „republikanie też kupują buty”, więc swoją prawdziwą twarz trzymał skrywaną głęboko pod warstwą PR-owego makijażu. Po nim tej samej sztuki nauczyli się jego następcy. Po Alim odziedziczyli jedynie ten macho-swag, który chyba każdy mężczyzna choć raz w życiu chciałby móc okazać. Bo Ali nauczył nas, że możesz to zrobić, jeśli tylko poprzesz to potem czynami. Bo kiedy przed pierwszą walką z Sonnym Listonem puszył się jak paw i recytował swoje wierszyki, nikt nie traktował go poważnie. I jak napisał Norman Mailer:

Wyobraźmy sobie, że Clay wygra mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Będzie to oznaczać, że każdy pyszałek na każdym rogu ulicy będzie mógł liczyć na to, że ktoś uwierzy w jego przechwałki. Ale jeśli padnie po pierwszym uderzeniu Listona, będzie żartem i zhańbi się na całe życie. Wygląda na to więc, że dźwiga na swoich ramionach godność nastolatków tego świata.

Muhammad Ali wygrał z Sonnym Listonem i zmienił historię sportu. 50 lat później więc, Joe Lacob, biały 60-latek, mógł spotkać się z dziennikarzem New York Timesa i twierdzić, że jego drużyna jest lata świetlne przed resztą ligi.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułGorący Ekspres (6.06): Kyrie Irving za Chrisa Paula? Kevin Love za Carmelo?
Następny artykułOffseason Duranta: jaki kontrakt może podpisać, jak wygląda sytuacja salary cap Thunder?

18 KOMENTARZE

  1. GSW nie są lata świetlne przed resztą. Wystarczy popatrzeć na te play offs i wymęczone 4-3 z Oklahomą. Oczywiście są najlepsi na ten moment, ale wiek, kontuzje, salary cap, postępy innych drużyn to bardzo duże ograniczenia dla kazdego kto planuje stworzyć własną dynastię

    Lubię to: 0
      • Twoja z kolei wypowiedz świadczy o doskonałym zrozumieniu artykułu:)… GSW nie robią nic innego niz kilka innych klubow NBA w tym SAS. A inne będą ich coraz bardziej naśladować. Roznica się zmniejszy. Nikt nie przeczy ze wlasciciele GSW to ogarnieci ludzie. Dobrali specjalistów do pomocy. Ale i wczesniejszy sztab ma swoje sukcesy np. wybór Currego. A zawodnicy zostali uksztaltowani w dyzum stopniu przez poprzedniego trenera. W koncu nie rozmawialibysmy teraz o tym gdyby GSW odpadli z Oklahoma. I nie dlatego ze nie byloby to prawda ale zwyczajnie najprawdopodobniej zachwycalibysmy sie Thunder. Taka jest specyfika ligi sukces przyciąga jak magnes.Dlatego nie ma obecnie artykułów jak dobrzy w te klocki w tym sezonie byli SAS, bo ich nie ma juz w grze.

        Lubię to: 0
        • Co z tego ze chinczycy podrobia ci kazdy telefon do najmniejszego szczegolu, skoro ostatecznie i tak nie zbliza sie do oryginalu? To jest wlasnie taka roznica, pomiedzy GSW kazdym innym zespolem ktory chce ich nasladowac – oryginalny iPhone i jego chinska podrobka.

          Oczywiscie ze beda nasladowac. Jednak to nie wystarczy – trzeba sobie zadac pytanie – po co, co chcesz osiagnac, jak chcesz to osiagnac? Postawienie pytania jest banalne, znalezienie wlasciwej odpowiedzi juz nie.

          Cytujac klasyka „there is a difference between knowing the path and walking the path”

          Lubię to: 0
    • 92:0 , wow tego jeszcze nie bylo. „Lata świetlne” przywołane w tekście to przecież hiperbola. W stylu i swagu Aliego, stąd porównanie. Więc chyba faktycznie niezrozumiales do konca o czym Przemek napisał.

      Lubię to: 0
  2. Zawsze się wydaje przy wielu teamach „oho, oni to są super, reszta jest w epoce kamienia łupanego”. A potem jedna kontuzja, konflikt czy zwykły pech sprawiają, że reszta super poukładanego planu i świetnie zarządzana organizacja nie mają już takiego znaczenia.

    Lubię to: 0
    • Nie mają znaczenia przez chwilę. San Antonio Spurs w ciągu ostatnich 20 lat wygrali „tylko” 5 razy. Czy to oznacza, że w ciągu pozostałych 15 robili fatalną robotę? Klub może być lata świetlne przed resztą ligi pod względem organizacji i kultury i wciąż przegrywać. Taka jest specyfika tej ligi. Możesz wykonywać najlepszą robotę i trafić na „organizacyjnie podejrzanych” Chicago Bulls z Michaelem Jordanem w składzie i przegrać lub stracić jednego gracza przez kontuzję i przegrać. Czy to oznacza, że nie wykonałeś dobrej roboty?

      Lubię to: 0
  3. @Przemek Kujawiński – rzuty są policzalne także „liczba rzutów”, a nie „ilość rzutów” (nie róbmy kalki z angielskiego „amount”).

    Poza tym tekst, jak zawsze, na propsie!

    Lubię to: 0