Skarb Kibica NBA 2015/16: Memphis Grizzlies

6
fot. David Blair/ZUMA Wire
fot. David Blair/ZUMA Wire

NBA się zmienia, small-ball w coraz większym stopniu zawłaszcza ligę i ostatnio nawet decydujące mecze walki o mistrzostwo odbyły bez udziału centrów. I podczas gdy prawie wszyscy zaczynają podążać w tę stronę i obniżają składy, w Memphis czas jakby stanął w miejscu. Grizzlies zachowują się jakby nie zauważali tego, co dzieje się wokół, tak jakby to ich nie dotyczyło. Grizzlies nadal chcą wygrywać opierając się na dwójce podkoszowych i swojej świetnej defensywie, nie przejmując się brakiem rzutów za trzy. Grit&Grind wciąż żyje i ma się …okej?

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni44 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni139 zł

Dwa lata temu ten styl gry zapewnił Memphis awans do finałów konferencji, ale od tamtego czasu nie postawili kolejnego kroku. W minionych playoffach prowadzili 2-1 z przyszłymi mistrzami i ich obrona miała być tym, co niespodziewanie zatrzyma strzelców Golden State Warriors. Ostatecznie tylko 25 trójek Memphis, na skuteczności 27.2%, w zderzeniu z 68 i 38.9% Warriors, okazało się po prostu nie do przejścia. Po raz kolejny Grizzlies przekonali się, że w czasach trójek i niskiego grania, nie mają wielkich szans na sukces. Mimo wszystko nie zdecydowali się na poważne zmiany. Dalej będą grać swoje i pozostają nieugiętymi obrońcami starej szkoły.

ZMIANY PRZED SEZONEM

Marc Gasol był jednym z najlepszych wolnych agentów dostępnych na rynku w minione wakacje, ale w Memphis nie musieli obawiać się, że mogą go stracić. Już od samego początku Gasol rozmawiał tylko z nimi. Pierwszego lipca gościł u siebie w domu w Hiszpanii przedstawicieli drużyny, a potem już tylko kwestią czasu było to aż jego agent ustali szczegóły kontraktu. Podpisał 5-letnią umowę za $110 milionów. Poza tym, Grizzlies rozmawiali o pozyskaniu Danilo Gallinariego i Joe Johnsona, ale do niczego nie doszło i skończyło się na tym, że dokonali tylko niewielkich zmian.

Poprawili ławkę. Skorzystali z okazji, żeby przejąć Matta Barnesa, który nie tylko będzie potrzebnym strzelcem z dystansu, ale też swoim charakterem pasuje do ich grit&grind stylu gry. Nowym zmiennikiem Gasola został natomiast Brandon Wright, z którym podpisali 3-letnią umowę na $17 milionów. Zajmie on miejsce Kosty Koufosa, który przeprowadził się do Sacramento. Klub opuścił też Nick Calathes, który wrócił do Europy. W drafcie z numerem 25 Grizzlies wybrali skrzydłowego Jarella Martina, ale może on stracić cały sezon przez złamaną stopę.

ROTACJA

grizzlies-depth

W playoffach Jeff Green stracił miejsce w pierwszej piątce, ale teraz raczej do niej wróci, a Tony Allen będzie wchodził ławki. Grizzlies wrócą do tego, co oglądaliśmy przez większość drugiej części poprzedniego sezonu. Jedyna zmiana będzie polegała na tym, że kluczowymi rezerwowymi staną się nowi Matt Barnes i Brandan Wright.

TRENER: DAVE JOERGER

Dave Joerger wykonuje swoją pracę i wyciska co może z ograniczonych w ofensywie możliwości swojej drużyny. Gra tak, jak pozwala mu na to personel. Cały czas utrzymuje styl grit&grind, defensywę, ale też stara się poprawić atak. To było jednym z jego głównych celów, gdy przejmował posadę po Lionelu Hollinsie. Już w swoim pierwszym sezonie było lepiej. Tymczasem na początku ostatnich rozgrywek wydawało się, że wreszcie na dobre rozkręcił ich ofensywę. Przez pierwsze dwa miesiące, kiedy Marc Gasol wyglądał jak MVP, a Mike Conley i Courntey Lee byli gorący na dystansie, Grizzlies zdobywali 106 punktów na 100 posiadań, co dawało im miejsce w Top10 ligi. Niestety nie udało im się tego utrzymać w dalszej części i nie pomogło też ściągnięcie Jeffa Greena. Joerger próbował go w różnych ustawieniach, w pierwszej piątce, z ławki, na trójce, jako small-ballową czwórkę, ale nie potrafił znaleźć dla niego odpowiedniego miejsca. Po Weekendzie Gwiazd Grizzlies mieli dopiero 22. atak (100.2). W dłuższej perspektywie bez rzutów za trzy nie są w stanie osiągnąć wiele więcej, choć trener zasługuje na uznanie, że mimo wszystko nadal utrzymują się w czołówce ligi.

GRACZE

Marc Gasol. Pozostaje wirtuozem na pozycji centra, łącząc jak żaden inny środkowy ligi siłę fizyczną z finezją. Posągowy, majestatyczny, ale też niezwykle zgrabny, kiedy wspina się na palce stóp i trafia rzuty wokół obręczy. Dr Marc zaliczył w sezonie 2014/15 career-highs PER-36 w punktach, asystach, oddanych rzutach z gry i rzutach wolnych. Było go więcej w ataku Grizzlies i już nikt nie mógł zarzucić mu tego co w przeszłości, gdy potrafił być zbyt pasywny. Wziął miśka za bary. Był 6. najlepszym graczem post-up w NBA i 4. najlepszym centrem, jeśli chodzi o punkty PER-48 zdobyte po jego asystach (12.6). Kłopoty z lewym kolanem, które wykluczyły go na 6 tygodni sezonu 2013/14, powróciły tylko na moment, w jednym meczu. Potem już wszystko było w porządku i w lipcu podpisał pięcioletni kontrakt z Grizzlies za 100 mln dolarów. Nawet nie spotkał się z żadną inną drużyną. Zamiast tego na początku lipca odpoczywał na jachcie. W EuroBaskecie nie zagrał i wziął sobie zasłużone wolne po rozegraniu w poprzednim sezonie 92 spotkań. Czasem zastanawiamy się tylko czy Gasol zdobyłby nagrodę DPOY za sezon 2012/13, gdyby wówczas były dostępne statystyki obrony obręczy. W ostatnich sezonach bronił jej na poziomie 51% i 49%. Choć trzeba przy tym pamiętać, że Gasol to przede wszystkim bardzo dobry obrońca 1-na-1 i quarterback obrony, który potrafi czytać zagrywki innych drużyn i krzyczeć kolegom co jest grane. Latem zrzucił kilka dodatkowych kilogramów, aby być jeszcze bardziej mobilnym.

Brandan Wright. Najlepiej rolujący do kosza wysoki na przestrzeni dwóch ostatnich sezonów NBA. Obdarzony bardzo dobrym “touch” przy obręczy (najlepsze w NBA 75%). Nie może być jednak mylony z jej obroną (50%, po 54% w sezonie 2014/15). Wright miał nietypowy sezon. Został przehandlowany z Dallas do Bostonu za Rajona Rondo i jego odejście mocno odbiło się na grze rezerwowego składu Mavericks. W Bostonie jednak nie mógł znaleźć miejsca w rotacji i Celtics przesunęli go do Phoenix Suns. Suns jednak podpisali w lipcu kontrakt z Tysonem Chandlerem i Wright związał się trzyletnią umową z Memphis, gdzie będzie zmieniał Marca Gasola, a być może też i Zacha Randolpha. Ma szansę stworzyć po cichu spektakularny duet z Beno Udrihem. Słoweniec ma jeden z najlepszych pull-up jumperów w NBA, Wright to jeden z najlepiej rolujących. Ktoś musi tu zostać na chwilę bez krycia.

Mike Conley. Solidny do bólu rozgrywający, o którym lubi się mówić, że jest niedoceniany. Tymczasem Mike Conley jest po prostu bardzo dobrym rozgrywającym na pozycji, na której w obecnej NBA jest kilka gwiazd. To jak dobry jest, widać w tym jak często Grizzlies grają w swoim systemie. Conley wie gdzie najlepsi zawodnicy lubią dostawać piłkę i jeśli jest niedoceniany, to przede wszystkim za to w jaki sposób potrafi dzielić rolę podającego ze zdobywającym punkty. Przychodzi mu to już bardzo naturalnie. Czuje mecz i bardzo rzadko zdarzają mu się złe decyzje czy głupie straty. Gra efektywnie na 45% z gry i 39% za trzy. W sezonie 2014/15 trafiał też świetne 51% swoich floaterów. Jego asysty nie kreują jednak wielu layupów (tylko 54), bo rzadko skupia na sobie uwagę dwóch obrońców. Jest też solidnym obrońcą. W jego karierze już prawdopodobnie nie zmieni się dużo i wciąż co jakiś czas pojawiały się będą głosy, że Conley jest niedoceniany. Przed Conleyem ostatni rok kontraktu, ale wg doniesień umówił się tak z Marcem Gasolem, że jeśli ten podpisze nową umowę z Grizzlies – co zrobił – to Conley podpisze swoją w lipcu 2016 roku.

Zach Randolph. Powoli staje się ikoną starych czasów NBA. Wciąż tak dobry na bloku, że może z powodzeniem pełnić rolę czwórki. Niewielu tymczasem pamięta, że blisko dekadę temu Z-Bo miał cztery kolejne sezony, w których trafił razem 84 trójki. W sezonie 2014/15 trafił 7 z 20. Ma fantastyczną chemię w ataku z Marcem Gasolem, który w obronie łata jego fizyczne niedociągnięcia. Z-Bo to elitarny zbierający na obu tablicach – legendarny zwłaszcza za “Z-Bounds” na atakowanej desce. Kłopoty z bólami prawego kolana, które wykluczyły go z 10 spotkań, nie przeszkodziły mu zrobić progresu w porównaniu z sezonem 2013/14 w skuteczności rzutów za dwa, zbiórkach i przechwytach. Grał lepiej niż sezon wcześniej ale tu nie ma nic nowego. Poza tym, że się bardzo wolno starzeje i NBA wokół niego zmienia się coraz bardziej, przez co coraz częściej zmuszony jest kryć zawodników 7-8 metrów od kosza. Drużyny przeciwne lubią zapraszać go do pick-and-rolla i w tym samym czasie próbują wyciągać Gasola z pola trzech sekund. Dlatego trener David Joerger czujnie stosuje krosmecze. W przeróżny sposób. Czasem to Gasol kryje czwórki, a Z-Bo masuje się z klasycznymi centrami. Czasem jest na odwrót. Jest niemalże ludowym bohaterem w Memphis, jednym z najbardziej lubianych mieszkańców i choć słychać szepty o tym, że może Grizzlies chcieliby zamienić go na stretch-czwórkę, to w czerwcu 2014 roku przedłużono z nim kontrakt do końca sezonu 2016/17. Kochamy go.

Jeff Green. Wyspa wierzących w eksplozję jego talentu już opustoszała, tymczasem Green powoli dociera do 30-tki. Chwila, chwila! Czy widzisz to coś co porusza się tam na plaży? To trener Dave Joerger, który wierzy przed sezonem, że Greena czeka “breakout-year”… Green w styczniu został przehandlowany z Boston Celtics do Grizzlies. W Memphis 22% swoich minut spędził na pozycji silnego skrzydłowego, ale wbrew pogłoskom nie było to dla niego nic nowego. Już w Oklahomie większość czasu gry spędzał jako stretchująca czwórka. Green pozostaje bardzo nieregularnym strzelcem za trzy i to mocno osłabia jego wartość. To był już trzeci sezon rzędu, w którym trafiał coraz gorzej – tylko 33,2%. Trafiał też bardzo słabe 32% prób catch-and-shoot i technika jego rzutu nie wróży, że poprawi się jako strzelec. Nie jest ani dobrym zbierającym, ani dobrym podającym. W Memphis rzadziej jednak zatrzymywał piłkę i próbował wpasować się do konceptu gry. Nie jest w niczym elitarnym graczem. Przeciętność to jego drugie imię. I tylko czasem miewa ofensywne eksplozje. W nowym sezonie w Memphis znów będzie grał na obu pozycjach skrzydłowych. Coraz mniej ludzi jest zainteresowanych. Zaraz stanie się anonimowy. Ludzie nie będą rozpoznawali go na ulicach.

Courtney Lee. Od półtora roku etatowy starter Grizzlies. Król pull-up jumperów (45%) z półdystansu, który jednak trzeci sezon z rzędu podniósł udział trójek w procencie prób z gry i podniósł także swój wskaźnik rzutów wolnych. Nie tak dobry z rogów jak ze szczytu i skrzydeł. W sezonie 2014/15 już dłużej nie mógł być pozostawiony bez krycia na szczycie/skrzydłach i trafiał bardzo dobre 41% takich trójek, które stanowiły 65% jego prób za trzy. Tymczasem jego trójki z rogów stały się problemem. Przez pierwsze pięc sezonów stanowiły ok. 50% jego wszystkich prób za trzy. Od czasu trafienia do Memphis tylko 36% i trafia je poniżej 40% – wcześniej w swoich 3 z 5 pierwszych sezonów trafiał powyżej 44%. Bardzo przydatny obrońca, świetnie walczy na zasłonach. Mało który klub NBA ma tak dobrego trzeciego obrońcę na obwodzie, kiedy Lee gra obok Tony’ego Allena i Mike’a Conleya. Z niewiadomych przyczyn jednak zbiera tylko 3.5 piłek PER-36 na tablicach. 2.7 w sezonie 2014/15 był jego career-low.

Vince Carter. Kontuzja ścięgna lewej stopy w styczniu pokrzyżowała jego plany. Przyszła po trzech najgorszych miesiącach Cartera w karierze, w których trafiał zaledwie 34% rzutów z gry. Potem zaczął dopiero znajdować rytm w końcówce sezonu, ale tak nbaprawdę nie znalazł go nigdy. Wg MSR był jedynym zawodnikiem NBA, który zaliczył Top-10 regres w grze jeden na jednego i w pick-and-rollu. Jego skuteczność przy obręczy spadła ze słabego 51% do fatalnego 45%. Do tego trafił zaledwie 29,7% trójek i 33,3% z gry na przestrzeni całego sezonu. Przyszły sezon może być jego ostatnim w NBA, jeśli nie uda mu się wskrzesić kariery. Carter pozostaje jednym z najmądrzej podających i najlepiej pozycjonujących się graczy ligi. Jest ikoną i przykładem tego jak wysoko volumowy strzelec może przetransformować swoją karierę w efektywnego role-playera. Memphis 2014/15 nie było jednak Dallas 2011-14. Nie było niestety nawet blisko.

Tony Allen. Po słabszym sezonie 2013/14, wrócił do All-NBA Defensive Teams i od razu do pierwszego. Profesjonalny obrońca na obwodzie. Wzór dla innych. Zdradził, że Synergy Sports jest jego przyjacielem i dzień w dzień studiuje tendencje koszykarzy przeciwko, którym ma bronić. To jego hobby. Jego pasja. My lubimy gotować i wychowywać dzieci. W playoffach po trzech meczach serii z Golden State Warriors był gwiazdą, bo poskramiał Splash Brothers. Kiedy jednak zaczął go kryć/nie kryć Andrew Bogut, nie trafił czterech pierwszych rzutów w pierwszej kwarcie meczu nr 4 i wyprosił się z serii, doznając przy tym kontuzji. Co ciekawe, zdarzyło się to w kontraście do zupełnie niezłego strzelecko sezonu Allena. Tzn “strzelecko”, spokojnie z tym… Ale wg Vantage Sports Allen trafił aż 62% swoich rzutów w sezonie 2014/15, gdy był niekryty i tylko 30,1% tych, które były kontestowane. Nieopowiedzianą do końca częścią jego obrony jest jego rim-protekcja z tej pozycji (50% w dwóch ostatnich sezonach). Allen broni graczy do samego końca, próbując przeszkodzić im w zdobyciu punktów. Nie odpuszcza. Mamy nadzieję, że napisze kiedyś książkę o obronie. Kto nie chciałby przeczytać, albo obejrzeć Tony Allen Doin’ Work?

Beno Udrih. BenoGod. Dlaczego? Bo wyrósł w NBA na elitarnego specjalistę od pull-up jumperów. Udrih trafiał 48% pull-upów – nr 1 NBA wśród rozgrywających, podnosząc skuteczność z półdystansu do chrisopaulowych 51%. Miał po cichu efektywny sezon, wypraszając Nicka Calathesa z powrotem do Europy. Jego problemem pozostaje jednak – i to bardzo – ograniczony spacing, którego nie potrafi zapewnić. Udrih trafia tylko 34,9% trójek w swojej karierze – 26,8% w sezonie 2014/15 i trójki stanowiły zaledwie 19% jego prób z gry. Jest też minusowym obrońcą, który potrafi dobrze rotować i kontestować rzuty, ale często wygląda jakby nie myślał w obronie pick-and-rolli. Jakby chciał grać tylko po jednej stronie boiska, trochę jakby pozorował przechodzenie przez zasłony, ale nie chcemy się zbytnio czepiać. On i Brandan Wright mogą szansę stworzyć wyjątkowy duet – taki, który zabija ludzi pick-and-rollem w ataku i …taki, który jest zapraszany do pick-and-rolla w obronie i tam niszczony.

Matt Barnes. Role-player, ale ani 3, ani D. Gdy wydawało się, że jego rewelacyjne 37,6% za trzy (career-high) w sezonie regularnym 2014/15, to zwiastun, że w końcu nauczył się rzucać prosto – Barnes stał się cichą przyczyną kompletnego upadku Clippers w 2. rundzie playoffów. Trafiał tylko 26,7% trójek w całych playoffach, rok po tym jak pudłował rzut za rzutem w porażce w 2. rundzie z Oklahomą City Thunder (tam był też cichą przyczyną). Po zakończeniu sezonu Pan Cicha Przyczyna został oddany do Charlotte w wymianie za Lance’a Stephensona, a niedługo po tym trafił z Charlotte do Memphis. Przed sezonem stał się jednak nie tak cichą gwiazdą nagłówków nowojorskiej prasy, gdy zaatakował Dereka Fishera. Barnes bardzo pasuje do stylu gry Memphis, ale głównie w obronie. W ataku nie poprawi spacingu, choć jego zasięg ramion może pomóc Grizzlies częściej używać niższych ustawień z Barnesem i Greenem razem na parkiecie. Mamy wątpliwości czy będą efektywne, ale mogą pomóc nadać Memphis trochę innego charakteru. Dodać więcej tempa i atletyzmu do ich gry, bo w wieku już 35 lat Barnes pozostaje świetnym atletą, o czym niestety wie też, kiedy jest poza boiskiem.

W NAJLEPSZYM WYPADKU

W Memphis właściwie nic się nie zmienia, ale to ich duży atut. Co sezon Grizzlies potwierdzają swoją wartość, utrzymując się w gronie najlepszych drużyn Zachodu i nic nie wskazuje na to, żeby teraz coś miało się zmienić. Wiemy jakim są teamem i wiemy, że potrafią wygrywać. Przede wszystkim to jedna z najlepiej broniących drużyn w lidze. Ich liderami dalej będą Marc Gasol, Mike Conley i Zach Randolph, którzy mają za sobą już sześć wspólnych sezonów. Dobrze się znają, mają chemię, a w wakacje dołączył do nich kolejny gracz, który bardzo pasuje do stylu gry drużyny. Matt Barnes to twardo walczący zawodnik z charakterem, który nie tylko przyda się w obronie, ale też pomoże poprawić trochę ten niedobór rzutów zza łuku.

Jest też Jeff Green, który już w zeszłym sezonie miał pomóc Grizzlies zrobić kolejny krok. To zakończyło się dużym rozczarowaniem, ale teraz po przepracowaniu z drużyną całego okresu przygotowawczego, powinien lepiej się w niej odnaleźć. Green daje im możliwość przystosowania się nieco do tych nowych realiów NBA i grania niższym składem. Jeśli byłby w stanie grać na miarę swojego talentu i utrzymać równą formę przez cały sezon, przed Grizzlies otworzyłyby się nowe możliwości i Joerger miałby większe pole manewru. To może być ich klucz do sukcesu. Ale nawet jeśli dalej będą grać to co zawsze, to trzeba pamiętać, że Grizzlies w trzech ostatnich sezonach za każdym razem wygrywali co najmniej 50 meczów. Trzymają swój poziom i nawet jeśli nie wierzymy, że mogą być lepsi, to warto pamiętać co wydarzyło się w 2013 roku, kiedy dotarli aż do finałów konferencji. Albo to, że w ostatnich playoffach okazali się najtrudniejszym wyzwaniem dla późniejszych mistrzów ligi. Jeśli okoliczności będą im sprzyjały, Grizzlies będą gotowi, żeby je wykorzystać. W playofach są bardzo niewygodnym rywalem.

NAJGORSZY SCENARIUSZ

Tu też to co zwykle. Ten sam skład, te same problemy. Dalej będą grać wysoko i trafiać mało rzutów za trzy. W zeszłym sezonie byli drugą najgorszą ekipą NBA w tym względzie. Barnes pomoże, ale nie jest jakimś wybitnym strzelcem, żeby mógł zmienić oblicze drużyny. Jeden gracz więcej za łukiem to nadal mało, tym bardziej, że Vince Carter w ostatnim sezonie kompletnie zagubił swój rzut, a Green co prawda trafiał w Memphis dobre 36%, ale trudno oczekiwać, żeby to utrzymał, bo przez całą karierę ma z tym problem (34%). Green nie uratuje Grizzlies i nie stanie się ich Draymondem Greenem. Już za długo czekamy na to aż jego talent wystrzeli, żeby dalej móc wierzyć, że to kiedyś nastąpi. Z drugiej strony, Grizzlies są tak ustabilizowaną drużyną, że w ich przypadku trudno nawet przewidywać jakieś czarne scenariusze. Chyba tylko plaga kontuzji mogłaby wyrzucić ich z playoffów. Ich największą bolączką nie jest to ile mogą przegrać meczów w najgorszym wypadku, ale to, że nie mają upside’u. Mogą mieć kolejny udany sezon, ale nic więcej nie można od nich oczekiwać. Nie są realnym kontenderem.

6GTV

CO LUBIĘ

Michał Kajzerek: Kolektyw. Rzadko się zdarza, aby trzon drużyny pozostawał nienaruszony przez tak długi okres. Grizzlies udało się zatrzymać najważniejszych graczy i ci z każdym kolejnym sezonem starają się wykorzystać fakt, że się znają. Do pewnego stopnia to kłopotliwe, ale w obecnych czasach zachowanie takiej konsekwencji jest godne podziwu, bez względu na to czy polityka Grizz przynosi w tym wypadku sukcesy czy nie.

Przemek Kujawiński: Grit and Grind. Ta liga potrzebuje różnorodności, a Grizzlies mają jedną z najbardziej wyróżniających się osobowości w lidze. Mike Conley, Zach Randolph, Tony Allen i Marc Gasol wciąż tu są. Dołączy do nich Matt Barnes. Jeśli tęsknicie choć trochę za latami 90-tymi, to Grizzlies są jak sentymentalna podróż w czasie.

Maciej Kwiatkowski: Marc Gasol. Mam man-crush na Marcu Gasolu i siedzę w jego koszulce, gdy to piszę. Kocham jego delikatny boiskowy “touch” i kocham jego zwierzęcą intensywność. Maniery i biceps. He’s the man.

Piotr Sitarz: Dodanie Brandana Wrighta i Matta Barnesa. Nie są to zawodnicy zdolni samodzielnie wygrywać mecze, ale głębia Grizzlies wygląda na pewno lepiej niż w poprzednim sezonie. Z Brandanem Wrightem point-guardzi Memphis będą grali pick-and-rolle tak samo trudne do zatrzymania jak te z pierwszej połowy ubiegłego sezonu w Dallas. Matt Barnes jako spot-up shoooter, jeśli utrzyma swoje 1.01 PPP w akcjach spot-up i jeśli go nie zawieszą, powinien często otrzymywać piłkę po penetracjach Conleya… właśnie po zasłonie Wrighta. Nie są to wzmocnienia zmieniające zespół, ale dobrze dla Grizzlies, że mają tych graczy po swojej stronie.

Adam Szczepański: Upór Grizzlies. Dobrze, że jest jeszcze taka drużyna, która trzyma się swojego stylu, nie zmienia nic na siłę i nie przejmuje się, że ‘nie pasuje do otoczenia’. Stawiają na kontynuację i grają swoje. Byłoby nudno gdyby wszystkie 30 drużyn nagle poszło w small-ball.

CO MI SIĘ NIE PODOBA

Adam: Matt Barnes. To zły człowiek. Lubiłem go wcześniej za charakter na boisku, ale ostatnie wydarzenia i bójka z Derekiem Fisherem na oczach jego dzieci, spowodowały, że straciłem do niego resztki sympatii.

Maciek: Odczuwalny brak Johna Hollingera. W Memphis już od dłuższego czasu nie może się unormować sytuacja za kurtyną. Wciąż liczę na to, że Hollinger, jeden z asystentów GM’a, będzie miał większy wpływ na to jak zbudowany jest ten zespół. Bo …bardzo brakuje mi jego pisania i jego nienachalnego poczucia humoru. Brakuje mi Johna Hollingera w moim życiu.

Michał: Niechęć wobec zmian. Mamy początek ery small-ballu. Pau Gasol i Zach Randolph są znakomitym duetem, ale na pewnym etapie ich wspólne możliwości dotarły do granicy, której panowie nie potrafią przekroczyć. Grizzlies potrzebują odświeżyć swój wizerunek pod kątem gry, aby zyskać zupełnie nowy wymiar. To ważne zwłaszcza, że rywalizują w zachodniej konferencji. Nie mówię o rewolucji, lecz próbie dostosowania, rozszerzenia swojego potencjału.

Piotr: Brak strzelców.  W Memphis znowu będą rzucać mało za trzy, może odrobinę więcej niż 15 prób z ubiegłego sezonu, ale wciąż “klasycznym” Grizzlies będzie brakowało punktów z dystansu. Courtney Lee, Mike Conley, Jeff Green i Matt Barnes niestety nie są w stanie regularnie trafiać 4-5 rzutów za trzy w meczu.

Przemek: Brak zmian. Czy ktoś jeszcze wierzy, że “ci Grizzlies” są w stanie awansować do finałów NBA? Czy John Hollinger ma cokolwiek do powiedzenia w tym klubie? Ci Grizzlies są ograniczeni szklanym sufitem i dopóki nie nauczą się nowoczesnej koszykówki, to nie uda im się go przebić. To, w jaki sposób stłamsić można zespół, w którym za trzy rzuca się tylko z dwóch pozycji pokazali zaledwie jednym ruchem Golden State Warriors.

MÓJ GRACZ

Adam: Marc Gasol. 20 punktów, 8 zbiórek i prawie 4 asysty – tak grał przez pierwsze dwa miesiące poprzedniego sezonu i był w gronie wczesnych kandydatów do MVP. Bardzo chciałbym ponownie zobaczyć go na takim poziomie. Najlepiej przez cały sezon.

Maciek: Ten, który dopiero do Memphis przyjdzie i stanie się ich stretch-four z prawdziwego zdarzenia. Nie będzie to Jeff Green. Po prostu nie. Może mieć nawet sezon na 39% z gry, ale tak jak Matt Barnes rok temu, potem przyjdą playoffy i okaże się, że he is who he is. Chciałbym zobaczyć zdrowego Gallinariego w tym teamie.

Michał: Mike Conley. Zawsze będę stawał w obronie jego talentu i ciągle będę powtarzał – jeden z najbardziej niedocenianych rozgrywających w NBA. Ma wiele dobrych rzeczy w tzw. in-between game. Tworzy dla Grizzlies możliwości wykorzystując ogromną wiedzę, jaką zebrał na temat swoich kolegów w poprzednich sezonach. Nie jest na pierwszych stronach gazet, ale umożliwia to swoim kolegom.

Piotr: Jeff Green. Będę przyglądał się zmianom w jego grze, ponieważ w swój contract-year wchodzi w wieku 29 lat i przed ogromnym skokiem płac.

Przemek: Courtney Lee. Na przestrzeni ostatnich 3 sezonów trafił prawie 50% swoich rzutów z dalekiego półdystansu, a w ostatnim roku dokładał do tego ponad 40% zza łuku. Gość po prostu potrafi rzucać i jest to jedna z najpilniej strzeżonych tajemnic NBA.

TYP

Adam: 6. miejsce w Konferencji Zachodniej. Po raz kolejny top-5 obrona, po raz kolejny ogon ligi jeśli chodzi o rzuty za trzy i po raz kolejny pewne miejsce w ósemce Zachodu. Chyba, że w trakcie sezonu uda mi się dokonać jakiejś wymiany i np. pozyskać Gallinariego, na którego polowali. To mogłoby dać im szansę na walkę o coś więcej. Bez tego będzie jak zwykle.

Maciek: 6. miejsce w Konferencji Zachodniej. Nie interesuje mnie już to co Memphis robi od lat i w jaki sposób to robi. To co robi, robi świetnie. Nie może tego robić lepiej, bo Randolph i Allen są coraz starsi. Interesuje mnie to czy Green i Barnes mogą grać razem 3/4, czy Udrih i Wright mogą być tak dobrzy w duecie jak myślę. Interesuje mnie kiedy w końcu ściągną stretch-four, który trafia +36% za trzy i broni. Bo ta drużyna ma serce. Jedno z największych serc w NBA. Ma ciągłość – Gasol został, Conley zostanie. Chcesz jej życzyć dobrze, bo gra ze sobą tak długo i nie zanosi się na to, by to skończyło się po tym sezonie. Czy kiedyś nadejdzie ich czas?

0

KOMENTARZE

  1. Hehe Courtney Lee “z niewiadomych przyczyn” robi career low w zbiórkach. Ja stawiam, że przyczyną jest dwóch Panów z czego jeden lubi czytać hiszpańską prozę, a drugi ogrzewać się w cieple świeżo rozpalonego grilla. Lee nie chce się oparzyć :).

    PS: Jak Grizzlies sprowadzą jeszcze Danilo to następnego dnia przeprowadzam się do Memphis i jestem największym psychofanem tego zespołu. Tak na przyszlość.

    Lubię to: 0