To jest TEN mecz, czyli Polska gra z Hiszpanią mecz dekady

18
fot. newspix.pl
fot. newspix.pl

Odkąd pamiętam, kiedy mówiliśmy o szansach reprezentacji Polski na EuroBaskecie 2015, przypominaliśmy o zmianie systemu rozgrywek. Nieco nudna, ciągnąca się druga runda grupowa zamieniona w końcu została na system pucharowy. Zmieniły się też więc nieco wymagania względem graczy, meczów jest ostatecznie mniej, za to dochodzi więcej emocji i pierwiastek nieprzewidywalności.

40 minut meczu koszykówki to nie jest dużo. Jeden faul kluczowego gracza potrafi ustawić mecz. Jeden wielki dzień zadaniowca potrafi przybliżyć kopciuszka do sukcesu. Za kilka chwil reprezentacja Polski zagra z teoretycznie wielką Hiszpanią. I kiedy po meczu z Rosją pisałem o tym, że chyba znaleźliśmy w naszym składzie kogoś kto może stać się bohaterem meczu 1/8 finału i wziąć dla nas TEN mecz, miałem z tyłu głowy właśnie Hiszpanów jako potencjalnych rywali.

Dwa wieczory temu moja dziewczyna zapytała mnie o Hiszpanię: Czy Marc Gasol gra? Szkoda, ale nie. Serge Ibaka? Nope. Ricky Rubio? E-e. Juan Carlos Navarro? Niestety. Jose Calderon? Przykro mi.

Czy Rudy Fernandez może nie zagrać dziś przez kontuzję pleców? Może. Muchas gracias! UPDATE: nie gra.

To już inna Hiszpania. To team, który w pierwszym meczu przegrał 70:80 z najlepszą póki co Serbią, potem przejechał się po Turcji 104:77, aby po dniu przerwy oberwać 98:105 w bang-bang-BANG! meczu od Marco Belinelliego i Kokainowych Włochów.

99:73 z Islandią to była motywacja, ale gdyby Dennis Schroder trafił trzeci rzut wolny na sekundę przed końcem w czwartek, to być może Hiszpanów nie byłoby nawet w drugiej rundzie.

Michał Owczarek ze Sport.pl, od lat blisko związany z hiszpańską koszykówką, powiedział mi kilka dni temu, że w Hiszpanii nie robi się awantury z powodu rozczarowującej gry reprezentacji. Ludzie doskonale rozumieją i nie deprecjonują faktu, że brak plejady kluczowych graczy najzwyczajniej obniża siłę kadry.

Drugą ważną kwestią, która stanowi zaporę przed krytykę, jest powrót na stołek trenerski Sergio Scariolo (i jego włosów), który cieszy się nieporównywalnie większą estymą niż jego chwilowy poprzednik Juan Orenga. W Hiszpanii nie możesz próbować być mądrzejszy niż Scariolo.

Ale w pewnym sensie Hiszpania idzie na rzeź. Jest kwestią czasu, zanim ktoś utnie jej głowę.

Wydaje się, że w takich okolicznościach, mimo ewidentnej róznicy w wyszkoleniu zawodników i kulturze gry, jesteśmy w stanie wygrać z Hiszpanią.

Nasze położenie nie jest niestety idealne.

Mateusz Ponitka od pierwszego meczu gra z kontuzją lewego nadgarstka i niestety z każdym meczem grupowym spisywał się coraz gorzej. Marcin Gortat jest na tym turnieju fizycznie cieniem samego siebie i nie wykonuje nawet zadań role-playera, które wykonywał zawsze – po pięciu meczach ma tylko 3 bloki, 0 przechwytów, 6 zbiórek w ataku i najgorszy w rotacji plus/minus -13 (gorszy ma tylko Karol Gruszecki, który niestety trochę nie udźwignął turnieju). Słyszałem komentarze „Ale Marcin Gortat pełni inną rolę”. Jaką inną rolę pełni? Hakeema Olajuwona, który rzuca na bloku 10 punktów na mecz?

MG Minus 13 ma dziś przed sobą potencjalny breakout-game. Teraz, gdy temperatura i zakusy wybrzeża śródziemnego zamienione zostały na polską pogodę w Lille. Chciałbym jego fuck you do tekstów napisanych po rundzie grupowej przeze mnie i Łukasza Ceglińskiego ze Sport.pl.

Chciałbym też hero-game Mateusza Ponitki, który jest najlepszym kandydatem na bohatera. Życzyłbym sobie jednego i drugiego – Gortata i Ponitki. Ale więcej we mnie sceptycyzmu związanego z ich zdrowiem.

Tak jak i tego związanego z tym, że pierwszą czystą pozycję Adam Waczyński zobaczy dopiero, gdy wyjdzie na płytę lotniska.

Hiszpanie nie bardzo jednak mają kim grać z ławki i jeżeli zagramy z ich piątką w miarę na remis, to kto wie.

Mamy trenera Mike’a Taylora, który swoimi decyzjami od początku zgrupowania przekonuje mnie do tego, że to najlepszy trener jakiego mieliśmy od nie pamiętam kiedy.

Mamy bardzo dobry defensywnie team, który nie popełnia głupich błędów, tylko czasem jak każda drużyna koszykówki gdzieś nie zrotuje do końca. Ale generalnie gra bez zagapień i z biegiem przygotowań bardzo poprawił transition-defense.

Dziś ten team zmierzy się z przeutalentowanym pop-roll frontcourtem stworzonym przez Pau Gasola i Nikolę Mirotica, ale z obwodem, którego liderami są zawodnicy – Sergio Rodriguez i Sergio Llull – którzy zwykle wchodzili w hiszpańskiej kadrze z ławki. Niespecjalnie nawet wiem kto jest tam niskim skrzydłowym, kto gra z ławki, ale to nie są zawodnicy, którzy powinni zrobić różnicę. Ponoć Felipe Reyes gra duże minuty, hej! I jak w meczu towarzyskim w sierpniu – żaden polski gracz nie powinien bać się kończyć akcji w polu trzech sekund przy Miroticu i Pau.

Siedzimy już na trybunie prasowej w hali w Lille, a konkretnie na 1/3 stadionu Stade Pierre Mauroy. Konkretnie nawet nie w Lille, co na przedmieściach.

Szanse Polaków wg bookmacherów od 24 godzin rosną. Początek o godz. 18.30. To jest TEN mecz.

Maciej Kwiatkowski z Villeneuve-d’Ascq

Poprzedni artykułRaport: Jeśli Knicks będą przegrywać, zaczną rozmawiać o wymianie Melo
Następny artykułMarcin Gortat oddał, Pau Gasol zabrał – kończymy EuroBasket 2015

18 KOMENTARZE

  1. Przegrali mecz przez idiotyczne przekazywanie graczy na zasłonach, Jak można być tak głupim (Gortat /Taylor) aby sadzić, ze ktokolwiek inny poza Gortatem i Karnem jest w stanie pokryć pod koszem Gasola. Całkowite zagubienie w obronie. Całkowity chaos. Hiszpanie spokojnie byli do pykniecia.

    Lubię to: 0