Dellavedova zostaje w Cleveland, ale tylko na rocznym kontrakcie

6
AP Photo
AP Photo

Jeden z bohaterów ostatnich finałów, człowiek, który przez chwilę zatrzymał Stephena Curry’ego (a przynajmniej tak głosi legenda) i miał też wtedy swój mecz na 20 punktów, zostaje w Cleveland.

Po długich negocjacjach z Cavaliers, wczoraj Matthew Dellavedova uzgodnił warunki kontraktu na kolejny sezon. Tylko na kolejny sezon. Udane playoffy nie zapewniły mu dłużej wypłaty jakiej oczekiwał. Szukał kilkuletniej umowy zaczynającej się od $4 milionów, ale dla Cavs oznaczałoby to, że razem z luxury tax będzie kosztował ich prawie jak max-player, dlatego nie byli skłonni zaproponować mu nic ponad ofertę kwalifikacyjną. Nie otrzymał też propozycji od żadnej innej drużyny, dlatego ostatecznie wziął to co dawali Cavs, a doniósł o tym Dave McMenamin z ESPN:

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułLakers stoją na rozdrożu, Kobe Bryant może im pomóc
Następny artykułMiędzy Rondem a Palmą (280): Podsumowanie offseason – Golden State, Houston, Indiana

6 KOMENTARZE

    • Bo newsy są mojego autorstwa i zostałem wprowadzony w błąd przez ESPN:

      „By accepting the Cavs’ qualifying offer, Dellavedova will become an unrestricted free agent next summer when the league’s salary cap is set to balloon.”

      Okazuje się, że Adam zna lepiej myki w przepisach :)

      „Przeważnie jednym z najważniejszych argumentów przyjęcia oferty kwalifikacyjnej jest to, że za rok będzie się miało większe pole manewru jako niestrzeżony wolny agent, ale to dotyczy tylko graczy mających za sobą co najmniej cztery lata w lidze. Dla Matthew kolejny sezon będzie dopiero trzecim, dlatego jest status w przyszłe wakacje się nie zmieni.”

      Lubię to: 0
  1. Nie ma co ukrywać, że to nowe CBA pod względem ograniczania możliwości tworzenia super teamów nieźle funkcjonuje. Na przykładzie Cavs to bardzo dobrze widać. Fakt mają 3 max playerów do tego TT może podpisać duży kontrakt ale to jak się targują, jak zwlekają z podpisywaniem nowych umów, jak oddali Haywooda i Millera za „darmo” pokazuje, że luxury tax to skuteczna broń. Oczywiście oni mimo to płacą ale wiedzą za co płacą. Szansa na mistrzostwo jest bardzo duża. Łatwa droga na wschodzie i wygranie jednego czwórmeczu w finale. Mając LBJa w składzie i zdrową resztę drużyny to wydaje się bardzo osiągalne. Warto chyba zapłacić za mistrzostwo, nawet takie pieniądze.

    Inna sprawa, że brak mistrzostwa, kolejne kontuzje Irvinga (tfu!) i Love’a (tfu!), decyzja LeBrona o odejściu i jesteś w Guadelupie. Jednak na koniec dnia możesz powiedzieć, że tym razem próbowałeś i zrobiłeś wszystko. Nie przepadam za LeBronem, nie lubię Cavs ale będę im kibicował przede wszystkim żeby byli zdrowi. W sumie jak wszystkim drużynom, ale im szczególnie. Im i SAS. :)

    Lubię to: 0
    • Luxury tax działa tu dobrze na Cleveland, ale podejrzewam, że nie działałoby tak dobrze na drużynę z Los Angeles lub Nowego Jorku, o dużo większych wpływach niż Cavs.

      Dlatego luxury tax, tak, przeciwdziała super teamom, ale cały czas nie wyrównuje szans między drużynami z małych i dużych rynków, a taka miała być jego główna funkcja. W gruncie rzeczy tak skonstruowany podatek jeszcze bardziej faworyzuje duże rynki, a drużyny z małych miast muszą liczyć na gest właścicieli. Gilbert w tym przypadku grubo dokłada do interesu mimo posiadania najbardziej medialnego gracza świata, a taki Dolan by nie musiał wyciągnąć z kieszeni ani centa w analogicznej sytuacji.

      Podsumowując: luxury tax nie działa. Zabija super teamy razem z małymi rynkami, a to jest sprzeczne z jego przeznaczeniem.

      Lubię to: 0
  2. @Wooden
    Być może masz racje ale brak Ci dowodów. Bo np Clippers są z LA i co? I same minima lecą. Lakers i NYK też jakoś nie szastają. Wiem, że są w takim, a nie innym miejscu ale jakoś nie chcą wskakiwać w te progi. Nets też są zaprzeczeniem tego co powiedziałeś. Ja rozumie, że hipotetycznie może być tak jak napisałeś ale w praktyce jest tak jakby luxury tax działał. I o ile LAL, NYK i Nets można tłumaczyć tym, że ssą (a może gdyby wydawali więcej ssali by mniej) to jak wytłumaczysz Clippers operujących na tym wielkim rynku Los Angeles?

    Lubię to: 0