Jak Stephen Curry może przegrać swoje pierwsze Finały NBA

20
fot. AP Photo
fot. AP Photo

Występ Matthew Dellavedovy stał się małą historią niesamowitego zwycięstwa Cleveland Cavaliers z Golden State Warriors w meczu nr 2 Finałów NBA. Stephen Curry trafił tylko 5 z 23 rzutów z gry, 2/15 za trzy i zdobył tylko 19 punktów.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułMiędzy Rondem a Palmą (265): Po meczu nr 2 DellyFinałów NBA
Następny artykułRudy Gobert będzie trenował z trenerem rzutowym Dirka

20 KOMENTARZE

  1. Delly zdecydowanie dał radę, ale nie należy zapominać, ze Curry w tym meczu nie trafiał tez czystych trojek. Miał takie dwie albo trzy okazje. A to juz 6 albo 9 punktów. Sądzę, że gorszej skuteczności juz mieć nie bedzie w tej serii.
    Co wiecej, jak Curry nie trafił na Delly nic, skoro chyba w drugiej kwarcie ładnie go minął i wykończył layupem.

    Poza tym tez inni zawodnicy zawiedli. Barnes, Barbosa, czy Livingston nie wnieśli tyle ile zwykle. Czasem wyglądało to jakby nastawieni byli na cos innego…

    Atak stał, jak jeszcze nigdy w tym sezonie (w meczu numer 4 z Houston stała tak obrona). Dziwie się, że Lee nie dostał szansy zagrania w offensywie na Clevland. Mógłby wymusić pare fauli.

    GSW dali sobie narzucić styl gry jakiego nie lubią. Prawie każda akcja Clevland po 20 sekund w ataku pozycyjnym (III i IV kwarta). Wolne tempo, mało punktów.
    LeBron z trenerami wiedział, se jak Wojownicy zdobędą ponad 100 punktów to nie przegrywają, ale zeby ich ograniczyć do 59 punktów (dzięki M.S.!!!) po III kwartach to jakis kosmos.

    Pełen szacunek dla Blatta i Jamesa – pokazali, ze tutaj jeszcze nic nie jest pewne i o to chodzi w tej grze. W innej sytuacji bym sie cieszył, ale pierwszy raz w historii drużyna, której kibicuje od wielu lat gra w finale. Tutaj nie ma obiktywizmu. W nocy poleciało wiele kurew i japierdole’ów

    Lubię to: 0
    • Owszem Steph nie bedzie mial wiecej takich meczow ale skad pewnosze ze Thompson utrzyma forme? Poprzednie jego mecze na to nie wskazuja. Cleveland czeka na mecz J.R’a w ofensywie oraz na moment w ktorym Blatt przestanie sie obrazac w 4 kwarcie na Mozgova. Podkreslam dalej uwazam ze GSW jest murowanym faworytem (i lepszą druzyna) ale nie moge nie kibicowac underdogowi z Cleveland. Graja brzydko, brakuje im wszystkiego po za wola zwyciestwa. Trudno ich nie lubic

      Lubię to: 0
      • Roznica pomiędzy Curry’m a Thompsonem jest taka, ze jak Steph gra dobrze to podwyższa sie poziom całej drużyny. Takie mam odczucie. Wczoraj Thompson niestety nie pociągnął nikogo.

        Pewnie tez kibicowalbym słabszemu, jakby grały obojętne mi drużyny :-)

        Lubię to: 0
      • „brakuje im wszystkiego po za wola zwyciestwa. ” i najlepszym graczem na planecie (choć wiem, że to akurat w obecnej sytuacji niewiele zmienia, natomiast nie róbmy z nich bandy samych niedołęg…)

        Lubię to: 0
    • Są takie momenty, że Shump i J.R. potrafią rzucić ponad 20 punktów. Są takie momenty gdzie Delly i Thompson potrafią rzucić kilkanaście punktów na 50% z gry.
      Są takie momenty, że LBJ gra na 60% z gry.

      To nie tak, że Cavs nie mogą już zagrać lepiej. Mogą, grali już tak, tymi ludźmi.

      Ja wiem, że Warriors są wow, ale tak jak zaznaczałem przed serią, Cavs zrobili z tego swoją grę i to oni przegrali jeden mecz, a nie wygrali jeden. Własny parkiet to dla roleplayerow mekka, zwykle tam grają lepiej – nie będę zdziwiony nawet przy 3:1 dla Cavs w kolejnym meczu w Oakland. Po prostu nie będę – zażynanie żywej świni w biegu to ich tożsamość.

      Lubię to: 0
  2. Tak się zastanawiam, czy przy 7-osobowej rotacji Cle i braku jakiejkolwiek alternatywy pod koszem, atakowanie przez Warriors obręczy i wymuszanie fauli nie byłoby jakimś rozwiązaniem?

    Lubię to: 0
  3. Hola, hola, zewsząd płyną peany zachwytów pod adresem Cavaliers i Delly’ego, ale nie zapominajmy, że jeden trafiony rzut Curry’ego, kilka niecelnych wolnych Jamesa, połkniętych gwizdków i gdyby Delly nie miał jaj jak stąd do Australii w OT, to moglibyśmy mieć 2:0. Apeluję więc o stonowanie, bo jeżeli oglądałem ten sam mecz, to nie było blowoutu ;)

    Lubię to: 0