Co tu robisz Stephenie Curry?

10
Jose Carlos Fajardo / newspix.pl
Jose Carlos Fajardo / newspix.pl

Co tu robisz Stephenie Curry?

Nie powinno Cię tu być. Zająłeś miejsce Kevina Duranta. Przesiądź się znów gdzieś do tyłu. Dobrze wiesz, że Durant wyglądałby na plakatach z LeBronem Jamesem dużo lepiej. Teraz graficy muszą się zastanawiać, co zrobić z tym pustym miejscem nad Twoją głową.

To nie Twoje miejsce Stephenie Curry.

Przecież nie piszemy długich artykułów o tym, co dla Twojego dziedzictwa oznaczać będzie ewentualna porażka w Finałach. Nie mieliśmy do Ciebie pretensji, kiedy Twoja drużyna nie awansowała do playoffów. Nie fantazjujemy o Twoim miejscu w historii tej gry. Nie zastanawiamy się, ile tytułów możesz wygrać do końca kariery.

Co tu robisz Stephenie Curry?

Przecież nazywają Cię już najlepszym strzelcem w historii NBA. Przecież masz już nagrodę MVP. Po co Ci to? Zostaw ten cały interes Jamesom i Bryantom. O nich łatwiej jest nam pisać i mówić. Zostaw to tym niewątpliwym supergwiazdom które potrafią rozgrzać klawiatury użytkowników forum.

To nie Twoje miejsce Stephenie Curry.

Gdybyś był przynajmniej jak Allen Iverson. Gdybyś zmienił fryzurę i zabierał w swoją buntowniczą podróż całe pokolenie. Gdyby Adam Silver miał Twój numer na szybkim wybieraniu. Gdybyś nagrywał rap prosto z ulicy. O pistoletach. O narkotykach. O dziwkach. Nie o szkolnych kafeteriach.

Co tu robisz Stephenie Curry?

Gdybyś był przynajmniej jak Kevin Garnett. Gdybyś przed meczem uderzał głową o podstawę kosza. Gdyby z Twoich ust ściekały bluźnierstwa. Gdyby z Twoich rąk ściekała krew Twoich rywali. Metaforycznie. Gdybyś krzyczał trochę lepiej, gdy się cieszysz. Bo krzyczysz niewystarczająco dobrze. Gdybyś nie modlił się tyle.

To nie Twoje miejsce Stephenie Curry.

Gdybyś miał przynajmniej jakieś nałogi. Gdybyś od czasu do czasu zostawił swoją uroczą żonę w domu i dzień przed meczem pojechał do Las Vegas, by do rana grać w pokera. Gdybyś czasem wypił za dużo. Albo gdybyś trzymał trawkę w schowku w samochodzie. I mówił, mrugając okiem, że to trawka kumpla.

Co tu robisz Stephenie Curry?

Dlaczego nie jesteś wyższy? Dlaczego wyżej nie skaczesz? Dlaczego nie zaczniesz jeść porządniej. Dlaczego nie masz w bicepsie choćby tyle, by słowo “dominacja” brzmiało trochę lepiej. Dlaczego nie rozumiesz, że masz być przede wszystkim silniejszy niż Twoi rywale. Kogo obchodzi to jak rzucasz i kozłujesz?

To nie Twoje miejsce Stephenie Curry.

Może gdybyś mówił więcej o sobie? Może gdyby ludzie wiedzieli, jak grałeś z kontuzjami. Może gdyby widzieli Twój kciuk, gdy prowadziłeś Davidson do Elite 8. Albo Twoją kostkę w czasie mistrzostw świata.

Co tu robisz Stephenie Curry.

Nie mogłeś zostać Steve’em Nashem? Po co Ci te 11 trójek w meczu? Miałeś podawać. Miałeś się starać w obronie tak, byśmy mogli mówić, że “przynajmniej się starasz”. Miałeś przegrywać, gdy w “playoffach gra zwalnia” a “duzi chłopcy wchodzą na parkiet”. Nie mogłeś zostać Chaunceyem Billupsem? Zostać MVP jako “pierwszy wśród równych” nie supergwiazda.

To nie Twoje miejsce Stephenie Curry.

Gdybyś miał w sobie to serce Chrisa Paula. Gdybyś tak bardzo chciał wygrywać. Dlaczego wygrywasz tak po prostu? Dlaczego nie pisze się o tym, że Twoi koledzy mają Cię dość? Dlaczego wszyscy Cię lubią?

Nie wiem, co tu robisz Stephenie Curry. W tym sporcie, którego większość wyznawców wciąż nie umie zrozumieć, że 3 to więcej niż 2, nie powinno być dla Ciebie miejsca. Nie w roli supergwiazdy. Zapytaj Phila Jacksona. Zapytaj Charlesa Barkleya. Oni wiedzą lepiej.

A jednak jesteś tu i zdobywasz w tych playoffach średnio 29 punktów w każdym meczu. Byłeś tam, kiedy Twój zespół potrzebował punktów. To wszystko pomimo tego, że za swoją broń obrałeś sobie najmniej ortodoksyjny rzut w tej grze. Pomimo tego, że nie umiesz dostawać się na linię rzutów wolnych. Pomimo Twojego wzrostu i Twojej wagi.

I to nie jest pierwszy raz, kiedy nas oszukujesz Stephenie Curry.

Zrobiłeś to już kilka lat temu, gdy wciąż jeszcze mówiono na Ciebie “syn Della”, a skauci klepali Cię po plecach i wróżyli karierę w księgowości. Miałeś być za mały. Miałeś być za wolny. Miałeś być nieatletyczny. Miałeś zostać na zawsze uwięziony pomiędzy pozycjami. A jednak minęło mniej niż dziesięć lat i podbiłeś obie te pozycje. Bo już nie ma znaczenia, czy jesteś jedynką czy dwójką.

Zrobiłeś to już w NBA, kiedy zespół NBA wolał Jonny’ego Flynna. Kiedy miałeś być “tylko” strzelcem”. Kiedy miałeś być dziurą w obronie. A kiedy skończyły im się argumenty, przypisali Ci skłonność do łapania kontuzji.

I oni też Cię trochę oszukali Stephenie Curry. A może powinienem powiedzieć okradli? Bo przecież zarabiasz mniej niż kilkudziesięciu graczy tej ligi. Ale wiem też, że przejmujesz się trochę mniej, myśląc o tym, że wydają teraz te pieniądze na ciepłych wyspach.

A Ty grasz w Finałach NBA Stephenie Curry. Grasz przeciwko LeBronowi Jamesowi. Grasz przeciwko najlepszemu koszykarzowi swojej epoki. Może najlepszemu w historii?

Grasz jako twarz Twojej drużyny.

A jednak, kiedy wygrasz, nikt nie zacznie się zastanawiać, gdzie jest Twoje miejsce w historii. Twoje wątłe łokcie nie wcisną się pomiędzy wielkich tego świata. Kiedy wygrasz, powiedzą, że miałeś lepszy zespół. Będą mieli rację. Masz lepszy zespół. Ta seria jest Twoja do przegrania. Ale…

Jeśli wygrasz, nie dostaniesz wciąż tego, czego chcesz. Będziesz musiał zrobić trochę więcej. Bo ten świat nie jest jeszcze przyzwyczajony do myśli, że należy Ci się miejsce pomiędzy Jamesami i Durantami. Nie dziw się. W te trójki z ósmego metra trudno jest wierzyć.

Trudno jest wierzyć, że umiejętność trafiania z dystansu pod presją na takiej skuteczności może wystarczać, by znaleźć się wśród najlepszych na świecie. Zauważ, że choć jesteś MVP, nikt nie mówi o tym, że jesteś najlepszym koszykarzem w tej lidze. Ilu wymieni Cię w pierwszej trójce? Ilu w pierwszej piątce?

Ale może… Może jeśli wygrasz w tym roku… Może jeśli wygrasz jeszcze raz lub dwa. Może wtedy ta myśl stanie się łatwiejsza do przełknięcia? Myśl o tym, że dominacja na parkiecie może mieć różne oblicza, a 3 punkty to więcej niż 2. Myśl o tym, że najważniejszą umiejętnością w koszykówce jest umieszczanie piłki w koszu.

To jest Twoja szansa Stephenie Curry, by zmienić ten sport. Twoja szansa, by zabrać kolejne pokolenie koszykarzy w Twoją własną podróż.

I może wtedy nikt już nie będzie pytał co tu robisz.

7

KOMENTARZE

  1. “…w te trójki z ósmego metra trudno jest wierzyć…”. Dokładnie. Wiele grających w kosza osob zapomina, ze w tej grze oprócz wpychania sie pod tablice mozna tez rzucać z dystansu. Curry przypomina o tym wszystkim i swoja gra udowadnia, ze nie musisz byc kwadratowy, zeby byc dobry i moc wygrywać. Jego styl gry to jest nowa-stara definicja koszykowki. Bo nie ma to jak rzut z dystansu. Niech wiec Splash Brothers zdobędą to mistrzostwo i pokażą całemu światu, ze koszykowka jest dla wszystkich.

    Lubię to: 0
  2. C’mon, chyba 90% ludzi ma Stepha w top 5 :)

    Ale oczywiście tekst trafia w samo sedno. Jak Curry przegra to nie uznamy tego za klęske, jak LeBron przegra to zaraz będzie, że 2-4.. bla bla. Curry to najbardziej pokojowy superstar ever :) Jeszcze nie widziałem wątku na forum Curry vs.. :D Ale może to i dobrze, niech Steph spokojnie robi swoje, my go tylko oglądajmy. Tak dla prowokacji – Top2 PG w historii is coming hehe :)

    Lubię to: 0
      • CP3 to Bóg, ale po takim sezonie Stefa to on jest lepszy. James, Durant(wraca po kontuzji, znak zapytania przy nim), Curry, Westbrook, Harden. Davis na 6. Paul 7. Ja bym tak to widział :)Top7 ligi dawno nie było tak mocne. IMO do 7 miejsca każdy może ubiegać się o bycie top3 graczem :)

        Lubię to: 0
  3. Jak uczą za dziecka to mówią że z pod kosza łatwiej trafić niż z dystansu, tylko że to jest to jest prawdą gdy:
    -dominujesz wzrostem pod koszem,
    -lub nie masz obrońcy,
    Z kolei % skuteczności Stefki jest porażający.

    Trudno stereotyp przełamać, a takich zawodników jak Stefka, czy Maxi Bogues jest mało. Oni łamią stereopyty

    Lubię to: 0