Finał Wschodu, mecz nr 3: 37 punktów, 18 zbiórek, 13 asyst, gamewinner i dagger LeBrona Jamesa

88
fot. AP Photo
fot. AP Photo

W jednym ze swoich takich tam meczów LeBron James został pierwszym koszykarzem w historii playoffów NBA, który zaliczył triple-double na minimum 37 punktów, 18 zbiórek i 13 asyst.

Do tego zdobył pięć ostatnich punktów w meczu nr 3 finałów Wschodu, który zakończył się zwycięstwem po dogrywce Cleveland Cavaliers nad Atlantą Hawks 114:111. Cavaliers prowadzą 3-0.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułKontuzjowany LeBron James nie odpuścił i doprowadził Cavs do zwycięstwa
Następny artykułHorford wyrzucony z parkietu z uderzenie łokciem, Dellavedova specjalnie 'nurkował’ w jego kolana?

88 KOMENTARZE

  1. ciekawe ile jeszcze ma w baku… Bo jak popatrzeć jak całą karierę ciągnie drużyny, w których jest to na zdrowy rozum powinien mieć już połowę części wymienionych…

    Lubię to: 0
  2. Maciek w sprawie Dellavedowy widzę jak z Garnetem. „Nie do końca obiektywnie”. Delly serce do gry ma wielkie ale w każdym zamieszaniu rzuca się na nogi przeciwnika całym ciałem, czasem mniej czasem bardziej specjalnie. Ale zbyt często aby uznać to za przypadek.
    Powtórzę się, ta liga go skasuje w brutalny sposób jak będzie dalej tak „walczył”.
    Cavs zebrali w ataku co trzeci swój niecelny rzut, nie mogli tego przegrać. Ale strasznie się ogląda ten chaos na boisku w tej serii. To serio jest finał konferencji?

    Lubię to: 0
    • faktycznie to co robi jest niebezpieczne, ale dlatego jest niebezpieczne, bo to robi, czyli rzuca się po bezpańskie piłki „z sercem”. Wątpię żeby człowiek robił to by złamać komuś nogę. Może brakować mu wyczucia, bo grał kiedyś w rugby. Ale stawiam, że generalnie walka o bezpańskie piłki to coś niebezpiecznego, więc za chwilę możemy dojść do absurdu typu „Nie rzucajmy się na parkiet!”.

      A w tej akcji z Horfordem to Horford przytrzymał go za ramię i dlatego upadł. Majki, cenię Twoje komentarze, ale chyba wybrałeś sobie złą górkę, na której chcesz ze mną powalczyć.

      Lubię to: 0
      • Staję na tej górce razem z Majki.
        W przyszłym sezonie już wszyscy będą wiedzieć że w Clevland gra rugbysta.
        Na pewno znajdą się tacy co naprostują gościa.

        Lubię to: 0
        • będą wiedzieć, jeśli TNT będzie robić to co zrobiło przy okazji tej sytuacji Horford/Delly. Napiętnowali go szybko jako 'czy jest dirty player’?, przypominając zdarzenie z Gibsonem. Brakowało jeszcze jakiegoś gościa z zamazaną twarzą, pogrubionym głosem, któremu 12-letni Delly przetrącił kolano na boisku w Australii. „Moje życie już potem nigdy nie było takie samo”

          vide tweet Czarka https://twitter.com/CezSzwarc/status/602725259159142400

          Lubię to: 0
          • Boże kochany. Finały konferencji i brudne gierki Mattew D. w roli głównej. Do czego to doszło.
            Może jestem trochę przeczulony ale sędziując na codzień mecze moim zadaniem jest wyłapywanie takich rodzynków i nie dopuszczenie aby podobni gracze robili krzywdę innym zawodnikaom niesportowymi zagraniami. Zwyczjnie mi się to nie podoba.
            Łatka została przypięta. Chłopak ma inklinacje do brudnej gry. Zawodnicy przeciwnych drużyn to jedno ale sędziowie już zanotowali jego nazwisko w swoich notesach.

            Nie trzeba będzie czekać do kolejnego sezonu. W finale na spotkanie z Mattew już szykuje się Green. Hej, będzie się działo. Mam nadzieje. Oby bez poważniejszych urazów bo tego mam już naprawdę dosyć.

            Lubię to: 0
          • Czyli rozumiem, że jako rozwiązanie sugerujesz by Draymond Green zabił Delly’ego 'blind screenem’? Ale jednocześnie, by nie zrobił tego zbyt mocno. Mam nadzieję, że nie sędziujesz dziewczynom:)

            Lubię to: 0
          • Dziewczyny grają czasami brutalniej i brudniej od chłopców :)
            Nawet nie masz pojęcia co się czasem dzieje . . .

            Nikt nie lubi nieczystych zagrań prowokujących kontuzje.
            Tym bardziej w kontekście tego co dzieje się w tej chwili. Kontuzje ZABIJAJĄ nam te playoffy i odbierają radość oglądania koszykówki.

            Jeżeli nie przestanie tego robić to w pewnym momencie presja stanie się naprawdę duża i zawodnicy przeciwnych drużyn mogą biedakowi zrobić „przypadkiem” naprawdę duże kuku.
            Widziałem z bliska jak „umiejętnie” traktowani są tacy gracze. Nie chodzi tutaj oczywiście nawet o jakieś brutalne faule w rewanżu ale o konsekwentne uprzykrzanie gry
            i stałe prowokowanie.

            Ale to przed wszystkim sędziowie. U nich gość będzie miał naprawdę ciężko. To oni mają legalne narzędzia aby czyścić grę z tego typu zagrań. Nawet po nie do końca dobrych decyzjach sędziów nikt nie ma potem ochoty bronić takich graczy. Nawet koledzy z drużyny, czy ich trenerzy.

            Lubię to: 0
          • Delly został pociągnięty za ramię w sposób podobny do tego w jakim Love wypadł do końca sezonu i jego riposta zasadniczo nie wygląda tutaj gorzej niż natychmiastowe zwalenie się masy Horforda wykonane z premedytacją z wyciągniętym łokciem.

            Chyba zapominamy, że mówimy tutaj o klinczu zawodników między którymi jest 30 kg różnicy.

            Z drugiej strony to, że zawodnik któremu brakuje talentu i warunków fizycznych (wg. Standardów nba) stara się nadrabiać twardą grą nie jest żadną rewolucją.

            Lubię to: 0
      • Ej pewnie, że nie robi tego aby złamać nogę ale jak grał w rugby to bardzo wiele wyjaśnia. Sytuacji z Horfordem nie będę oceniał bo Al ewidentnie pomagał w upadku. Ale z Korverem obrót na plecy w ostatniej fazie upadku był dla mnie ewidentnie zamierzony. To nie siła odśrodkowa go obróciła. To było takie „nie celuję w nogi ale jak w nie wlecę to tym lepiej”. Chyba w ostatnim meczu też była sytuacja gdzie przy zbiórce karakan mały trafiony jak pociskiem dum-dum czyjąś ręką poleciał w nogi skaczących do zbiórki zawodników. Kiedyś swoim zrobi krzywdę.
        Lubię jak walczy 1-on-1 ale w tłumie często idzie za daleko. Skasują go.
        Delly będzie maił szczęście jak skończy się to dla niego tak jak skończyło się dla Griffina: https://www.youtube.com/watch?v=nQrNYIBw3fw

        Lubię to: 0
          • Tak jest. Gdyby to był jedyny taki przypadek to bym pomyślał, że chciał schować piłkę pod siebie. Ale nie jest jedyny i zawsze kończy na czyichś nogach. Powtarzam lubię chłopaka bo to zawsze fajna historia jak w lidze odnajdują się tacy ludzie ale to bardziej dla niego powinna być przestroga.
            Zdecydowaną większości swoich upadków na parkiet zawodnicy mogą kontrolować w dużym stopniu. Kiedyś ktoś ważący 120-130 kg mając Delllego pod nogami po prostu nie wyciągnie rąk aby zamortyzować upadek tylko całym ciężarem na niego poleci. Wtedy też będzie można mówić, że tak po prostu wyszło. Chyba, że z metra cięty wkalkulował to ryzyko w karierę.

            Lubię to: 0
          • Pod wpisem Adama napisałeś że przychodził do Was na kosz typ, który nie grał w kosza i rzucał się pod nogi. Też kojarzę takich typów. Też takich mieliśmy – bokserów, piłkarzy. Niebezpiecznie się z nimi grało, bo nie ogarniali koszykówki. Trzeba było uważać na rzeczy, na które normalnie uważać nie trzeba.

            Różnica między bokserami i piłkarzami a Dellym polega na tym, że Delly ogarnia koszykówkę i to co robi, robił też pewnie wcześniej w swojej karierze (zakładam) i problemu z tym nie było (nie słyszałem).

            Majki, jestem ciekaw jak liga sprawi, żeby Dellavedova nie rzucał się na parkiet.

            W jaki sposób „skasuje go”. Będzie musiała nastąpić sytuacja, w której faktycznie umyślnie zrobi coś komuś tak, że nie będzie wątpliwości. Mogą też wysłać mu jakieś ostrzeżenie, zadzwonić. Bo to że ktoś uważa go za Dirty Player i ocenia że robi to specjalnie, to tylko domysł, że robi to specjalnie. Można np uważać inaczej. Sytuacja musiałaby być klarowna.

            Nie możesz mi więc technicznie zarzucić braku obiektywności, skoro tylko opinią jest to czy robi to specjalnie czy nie.

            Lubię to: 0
          • Inaczej, jeżeli gracz NBA za często rzuca się na parkiet, to znaczy też, że jest niebezpieczny dla innych. Bo rzucanie się po piłkę w okolice kostek, kolan, jest niebezpieczne (np Josh Smith wywracający się na kolano Dwighta w G1 z Warriors).
            Bo możemy też jego intencje zupełnie wyjąć poza nawias i zostawić z boku. Nie o to Tobie bardziej chodzi, niż o to czy robi to specjalnie? (popraw mnie). Że robi to za często i to już jest samo w sobie podejrzane? Że gość za często rzuca się po piłkę?

            Tylko że to będzie trudne do poskromienia, poniekąd piarowo („NBA! liga dla pussies, tylko nie rzucaj się na parkiet”), bo nie wiem w jaki sposób da się udowodnić, że Delly robi to by przy okazji kogoś uszkodzić. Musiałby sam się przyznać.

            Lubię to: 0
          • Nie zarzuciłem ci braku obiektywizmu tylko, że w stosunku do Dellego jesteś nie do końca obiektywny. Mała ale istotna różnica bo zgadzam się, że punkt widzenia każdego z nas się różni a zatem i opnie mogą się różnić.
            Pisząc liga miałem na myśli bardziej zawodników niż działaczy. Zawodnicy zrobią to sami, kwestia czasu. A właśnie tego bym najbardziej nie chciał. Może mój punkt widzenia jest pussy ale żadna piłka nie jest warta czyjejś kontuzji.

            edit:
            w samym rzucaniu się po piłkę oczywiście nie ma niczego złego ale w przypadku Dellego mam wrażenie, że on się rzuca w wyrachowany sposób zupełnie ignorując jakie może spowodować zagrożenie. Tak, sądzę, że niektóre jego upadki na nogi przeciwnika są może nie specjalne ale na pewno nie robi nic aby takiego niebezpiecznego kontaktu uniknąć. Nawet jeśli ma „pełną kontrolę” nad upadkiem.

            Lubię to: 0
          • z mojego punktu widzenia albo jest się obiektywnym, albo się nie jest. Ja jestem sprawiedliwy, nawet jeśli lubię Delly’ego bardziej niż innych. Sugerowanie w komentarzach innym czytelnikom, że nie jestem do końca obiektywny, w pewien sposób mnie obraża, dlatego (tak się wczuwam) i dlatego będę z tym dyskutował.

            Lubię to: 0
          • Właśnie w żadnym wypadku nie proponuję aby tak się stało (pacnięcie go w czoło bo chyba edytowałeś)ale zakładam, że ktoś zechce mu mocno oddać. Bo to takie niepisane: widzisz chłopaku co może się przydarzyć jak nie szanujesz nóg innych zawodników? Nikt nie będzie szanował ciebie.
            Można próbować szukać okoliczności łagodzących ale wydaje mi się, że obiektywnie trudno ocenić takie zachowanie Dellego wyłącznie pozytywnie ale to może z moim obiektywizmem jest coś nie w porządku. EOT.

            Lubię to: 0
          • Maciek, ja nie wiem czy on celowo się rzuca ludziom w kolana czy nie. Wiem tylko, że gdyby mi tak dwa razy niebezpiecznie wskoczył w nogi, to za trzecim razem spadłbym mu kolanem na twarz, żeby tego więcej nie robił. Niezależnie od jego intencji to jest cholernie niebezpieczne, a w moim najlepszym interesie byłoby pokazanie mu, że to nie jest najmądrzejszy pomysł, taka walka z ryzykowaniem mojego zdrowia. Po prostu.
            BTW apropo rzucaczy się w nogi. Bardzo niedawno mojemu koledze dokładnie w ten sposób taki gość zerwał krzyżowe w bardzo amatorskiej lidze, w której gramy. Taka Liga Wiatrów dla dorosłych. Mi też tak już zdążyli w niej zrobić, żeby było zabawnie, zrobił to jeden z tych kilku zawodników faktycznie umiejących grać. Dokładnie taki walczak, pełen poświęcenia, nie dbający o zdrowie innych. Na szczęście nic się mi nie stało, ale kilka akcji później już miałem nadstawione kolano. Albo moje więzadła, albo jego szczęka. Wolałem jego szczękę. Za trzecim razem jak skoczył do piłki bardzo uważał żeby na mnie nie wpaść.
            Morał z tego taki, że jestem przekonany, że Delly, którego btw uwielbiam, w końcu spotka się z jakimś bardzo twardym kolanem. I spotka się z nim tyle razy, aż w końcu zacznie uważać.

            Lubię to: 0
          • Maciek
            Ja nie rozumiem nazywania Delly’ego „Dirty player”, bo rzuca się po piłkę na parkiet. Tego nie rozumiem, bo gra z poświęceniem jest nam od najmłodszych wpajana. Mój trener zdejmował mnie z parkietu za każdym razem gdy tego nie zrobiłem, a gdy mogłem/powinienem zrobić.

            Jeśli ktoś chce mu za to przydzwonić, to ryzykuje wyrzuceniem z boiska i osłabieniem swojej drużyny, a Delly ryzykuje przypadkową kontuzją

            I tu moglibyśmy zamknąć temat.

            Pytanie: czy NBA może/powinna coś zrobić ze zbyt nagminnym nurkowaniem po piłki? I jak może to egzekwować.

            Mam wrażenie, że blisko do zahaczenia o absurd. Można by np napisać, że branie prysznica też jest niebezpieczne, bo śliska posadzka może zaatakować nogi i doprowadzić do kontuzji/śmierci. Ale chciałbym uniknąć porównań.

            Czy taki sposób myślenia o sprawie „Delly to dirty player bo rzuca się po piłki zbyt często” prowadzi do tego, że w przyszłości rzucanie się po bezpańskie piłki będzie wygwizdywane zamiast bycia oklaskiwanym przez publiczność na poziomie standing-ovation?

            Lubię to: 0
          • Nie mówię że jest dirty. Jest niebezpieczny. Tutaj dla innych i pewnie w najbliższej przyszłości dla siebie przez to. To konsekwencja jego stylu gry. Jak już mówiłem, lubię go, ale zanim się o czymś takim wypowiem, zastanawiam się jak bym odebrał taką sytuację na parkiecie. Tutaj na pewno bym starał się mniej lub bardziej dyskretnie dać mu nauczkę. Wg. mnie dostanie kilka gongów i przestanie, dla mnie cała filozofia. A jak nie przestania, to dalej Horfordy tej ligi będą próbowały spaść mu „przypadkiem” łokciem tam gdzie zaboli :)
            Liga nie powinna się tutaj mieszać, jest podstawa do gwizdnięcia faulu, niech gwiżdżą, do dania dacha, niech dają, jeśli będzie widać, że Delly celowo urywa komuś nogę, niech go wyrzucają, jak ktoś da się przyłapać na tym że celowo wgniótł mu nos w czaszkę niech też wylatuje. Tu nie powinno być żadnych nowych zasad, nie wchodźmy w absurdy. Na to wszystko są przepisy, nie powinno być żadnych histerycznych reakcji. Gracze takie zachowania też umieją wykluczyć swoją grą, nie róbmy z nich kompletnych cip.
            Swoją drogą to żart, że wykluczyli Ala a JRa już nie, po tym jak przydzwonił komuś łokciem w czwartej kwarcie. Bazemorowi chyba jeśli dobrze pamiętam.

            Lubię to: 0
  3. Żal mi trochę Lebrona. Cavs od nr 1 w loterii draftu do finału NBA w 12 miesięcy. I wszystko po to, żeby przeżyć drugi raz z rzędu upokorzenie w finale. I później tacy Skippowie Baylesowie będą pierdolić, że jak to, najlepszy koszykarz w historii przegrywa swój 4 finał?! I całe lato będziemy tego słuchać…bleee

    Lubię to: 0
    • Zgadzam się całkowicie co do Lebrona.

      Co do meczu to miałem podobnie: po ciężkim weekendzie nie mogłem zasnąć (chyba) ze zmęczenia i oglądałem w nocy ten mecz koszykówki. Nie wybrzydzajmy, była chociaż dogrywka i trochę emocji na koniec od najlepszego gracza na świecie. Jak na te gówniane playoffs to całkiem dużo.
      Świadomie oglądam nba już ćwierć wieku i wszystko już trochę zlewa się w całość ale nie pamiętam tak kiepskiego maja w tej lidze jak w tym roku.

      Lubię to: 0
    • Sorry, ale jeśli jesteś kreowany na króla i obecnie najlepszym graczem na świecie, do tego jesteś trenerem i GM-em, wybierasz z kim i gdzie chcesz grać, inni lgną by być z Tobą w teamie, a koniec końców jesteś sam przeciwko drugiej drużynie i przegrywasz z kretesem to HA, HA :)

      Lubię to: 0
          • Że niby Jordan? Ten baseballista?;)

            Lubię to: 0
          • Lucek, czy widziałeś G6 Cleveland z Chicago jak bez Irvinga i Love’a Cavaliers defensywnie zniszczyli „Przedsezonowych co-faworytów Wschodu’? 94-73. To była klinika.

            Czy widziałeś niedawny mecz nr 2 z 60-22 Atlantą, gdy bez Love’a i Irvinga zrobili tę samą klinikę w obronie? 94-82

            W tym nie było nic gwiazdorskiego, poza Jamesem. Grit&Grind. Kiedy my spędzamy sezon nad tym by tłumaczyć, że Twoi – bo masz ich w awatarze, więc sądzę, że Twoi – koronkowi Splash Brothers to coś więcej niż splash splash splash, to piszesz takie bzdury, że nie wiem czy jestem na Gwiazdach Basketu czy na Szóstym Graczu

            Lubię to: 0
          • Nie oglądałem tej serii od momentu kiedy sędziowie ciągnęli Cavs na swoich plecach „myląc” się w jedną stronę, wiadomo było kto dojdzie do finału.

            Nie bardzo rozumiem co mają dwa mecze do filozofii budowania zespołu? Sprowadzenie do Cavs i Irvinga kolejno Jamesa, Love’a, Mozgowa, Smitha, Shumperta nie jest modelowym przykładem budowania gwiazdorskiej drużyny? „Zidane’s i Pavone’s” – mówi Ci to coś? Jak nie to zapytaj zNYKa.

            Zdecydowanie wole drużyny w typie OKC, GSW czy Spurs od Miami czy Cavs, abstrahując już od samego nieprzepadania za Jamesem.

            Napisałem o zbilansowanej drużynie koszykówki, więc co ma oznaczać, że Curry i Thompson, to nie tylko splash, splash, splash? Przyznajesz mi rację? Mimo, że sam opowiadasz, że Klay gra słabo, bo nie trafia rzutów – trochę tutaj niekonsekwencji…

            Przytyku o Gwiazdach basketu nie skomentuję, bowiem nie mam zielonego pojęcia co to jest…

            Lubię to: 0
          • Spoko, dyskusja hejtera z fanbojem rzeczywiście nie ma sensu ;)

            Lubię to: 0
          • o nie, to Ty nazwałeś się właśnie hejterem, przez co automatycznie próbujesz usprawiedliwić to co piszesz:) dać sobie prawo do posiadania opinii jako 'hejter’:)

            ale nie nazywaj mnie 'fanbojem’, żeby się poczuć lepiej! Ja sobie stoję po środku i zastanawiam się nad logiką jakiej używasz na końcu pisząc o Thompsonie. Gdybym wiedział, że otworzę taką puszkę pandory, to nie napisałbym że pleciesz bzdury:) przepraszam Cię za to. Możesz myśleć jak chcesz. Na pewno dodajesz naszym komentarzom kolorytu nie tylko samym awatarem:)

            Lubię to: 0
          • Wybacz, ale jeśli chodzi o Jamesa czy K.G. to zajebiście daleko Ci do stania na środku.

            Nie ma żadnej Pandory, nie musisz mnie też przepraszać. Napisałem czemu uważam Cavs za „gwiazdorski napompowany team”, napisałem które mi się bardziej podobają i dlaczego. Sądzę, że nie są to „osądy” bezpodstawne, a że się z nimi nie zgadzasz, masz takie prawo.

            Piszesz, że uczysz/uczycie nas, że moi Splash Bracia to nie tylko splash, splash, splash – nie wiem do czego miało to być odniesienie – jestem tego świadom, samym splashem nie doszli by do finału Konfy, ale nawet tutaj widzę nieścisłość. Bo o ile łatwo się zgodzić z tym, że oni to nie tylko splash, to z drugiej strony mówisz, że (palma/pnż?) Klay gra słabo, bo nie wpadają rzuty, choć obrona i kreowanie partnerów jest w jego wykonaniu bardzo ok. Wychodzi więc na to, że Thompson w Twoich oczach to głównie jednak splash. Tak sobie tylko czytam, słucham, interpretuje.

            Lubię to: 0
          • Jakbyś od razu napisał, że Cavaliers to „gwiazdorski napompowany team”, bo – i tu wymienił argumenty, które wymieniłeś później – to nie byłoby rozmowy. Zdziwiło mnie po prostu jak można myśleć tak o drużynie, która zmierza do Finałów z dwiema swoimi gwiazdami na ławce (Love, Irving).

            Timing tego co napisałeś, chyba nie mógł być w tym sezonie bardziej nie na miejscu. Obstawiałem, że widziałeś mecze.

            Ciesze się chociaż, że oglądasz Thompsona:)

            Lubię to: 0
          • Mozgov, Shumpert i Smith to gwiazdy? hehehehhe. Na pewno tak pisałeś w momencie ich transferu. Hypocrisy much ?

            Lubię to: 0
          • Wygoogluj sobie co znaczy filozofia Zidane’s and Pavones, to potem podyskutujemy. Oczywistym jest (mam nadzieje) fakt, że przy limitach płacowych nie da się mieć 6 gwiazd w jednej drużynie.

            Lubię to: 0
  4. „Chyba oglądamy drugiego najlepszego gracza w historii tej gry.”

    Dlaczego nie pierwszego? I dlaczego „chyba”?
    (Chyba, że to takie figur of spicz i ja nic nie zrozumiałam, to przepraszam.)

    Lubię to: 0
  5. James dokonuje wymian … James wymienił Wigginsa na Lova … Lova juz nie ma … James daje Finał bo nie daje go Blatt … James nie da Cleveland tytułu.
    Love ty świnio. James zostawiłbyś Wigginsa i mógłbyś wygrywać Wschód do 2025.
    Chicago Bulls 1991-1998 NBA Champions.

    Lubię to: 0
    • Ale przecież ewentualna porażka w finale jest niezależna od niego. Wrócił biedaczek do domu, miała być mozolna budowa zespołu, a tu nagle trzask, prask i jest superteam… Biedny ten James.

      Lubię to: 0
        • Tylko że wg. mnie to przynajmniej w serii z Atlantą to on ten support ma:) W G1 odpalił J.R, w G2 zdaje się wspólnie J.R., Delly i Thompson odpalili kilka trójek. Dopiero w G3 James rządził i dzielił. Ja szczerze mówiąc jestem tym prowadzeniem 3-0 bardzo zaskoczony i przed startem tej serii typowałem raczej w odwrotną stronę.

          Lubię to: 0
          • rządził i dzielił to prędzej w meczu nr.2

            Lubię to: 0
          • Z tym się trzeba zgodzić. W 2014 roku to byli co najwyżej fajni role playerzy.

            Lubię to: 0
  6. Hejtowanie hejtowaniem. Ale to mogą być najnudniejsze finały od lata. ( o ile oglądanie GSW może być nudne )

    Powinni usunąć podział na konferencje. Te PO pokazują kolejny raz jak słaby jest wschód…..

    Lubię to: 0
  7. Ja rozumiem, że zwycięzca finałów NBA 2015 jest już dla Was wszystkich znany, bo Warriors.
    Ja rozumiem cały hejt, bo Lebron.
    Ja rozumiem, że najlepszy zawodnik NBA w historii tej gry może być tylko jeden, bo Jordan.
    Tylko nie rozumiem dlaczego musimy ciągle być takimi Polaczkami?
    Jesteśmy świadkami, doceńmy to.

    Lubię to: 0
  8. Po tym meczu juz wiemy czemu Mike Scott (lub MikeScott!) nie grał albo grał mało. Jak zazwyczaj, świetne było to, ze gdyby Scott nie dostał czapy po drive na koniec 4Q to pisalibyśmy o tym, ze LBJ TD wykręcił na słabej skuteczności, i tak przegrali blablabla.

    A tak zostaje nam tylko chylić czoła przed tym gościem. Nie lubię go normalnie, a kiedy jest tak dobry jak ostatnio, to mój hejt tylko rośnie. A Cleveland James dalej wygrywają, god damn it. Bez Love’a, Irvinga. Dobrzy są, cholera.

    Lubię to: 0
      • Ja też często wracam do jego meczy bo jestem jego fanem od zawsze jak również LBJa. I myślę, w tym wyścigu najlepszym rozwiązaniem to stawiać ich na równi. To też ucina nie potrzebne spekulacje i zabiera zawsze któremuś należne miejsce w historii. Druga sprawa to co jest fenomenem Jamesa to to, że już teraz gdzie ma przed sobą jeszcze kilka sezonów gry na najwyższym poziomie rozmawiamy o tym. Statystycznie to już jest daleko przed wszystkimi w większości kategorii i porównań. I większość którą przeskoczył już dawno zakończyła kariery, a on kręci te cyfry i historię dalej. Cieszmy się tym, podziwiajmy, że dane nam jest w tym uczestniczyć od początku.

        Lubię to: 0
  9. Nie mogłem śledzić kariery Russela, Brda, Magica. Nie mogłem śledzić całych karier KG, Jordana. Ale jestem wdzięczny, że mogę śledzić całą karierę LBJ, za którym wcale jakoś nie przepadam, ale dla mnie jest najlepszym koszykarzem jakiego widziałem.

    Lubię to: 0
  10. W finale mecze z takimi statyatykami (ale lepszą skutecznościa z gry) James by musial grac caly czas a i tak mogloby to nie wystarczyc na Warriors. Naprawde nie widze w jaki sposob Cavs moga miec szanse na cos wiecej niz ugranie 1-2 zwyciestw.

    Lubię to: 0
      • Myślę, że Cavaliers wcale nie są skazani na porażkę tak szybko jak wszystkim się wydaje. Curry zabija, Houston. Cavs mają obrońców, którzy mogą mu uprzykrzyć życie. Shumpert, kto wie może nawet Bron jeśli trochę odpocznie. No i LeBron IMO dalej nie miał TEGO meczu w tych PO. Jak zacznie mu siedzieć z dystansu i mid range 6-7 meczów możemy zobaczyć. Trochę zaklinam rzeczywistość ale why not? ;]

        Lubię to: 0
        • wczoraj napisałem sobie w notatniku „Dellavedova spowolnił Curry’ego”, dziś dopiszę „I wpadł mu w nogi i złamał kostkę w G1″…

          Ale nawet jeśli to się zdarzy(duuuże jeśli) i jeśli Shumpert spowolni Thompsona, to jak Cleveland będzie zdobywało punkty z Warriors, gdy James będzie miał 4-5 róznych dobrych obrońców do gry przeciwko sobie, a Irving będzie tylko spot-up shooterem?

          Nie wiem, ale każdy wygrany mecz Cleveland w tej serii może być niespodzianką.

          Lubię to: 0
          • Widziałem jak w meczu w Cleveland James jechał z Greenem w post up. Iguodola, sorry to już nie ten poziom. Barnes, nie wiem jak sobie poradzi. Jeśli zaczną go podwajać, a Shumpert, Jones, Smith utrzymają formę rzutową z ECF będzie dobrze.

            Na tablicach GSW mają lekką przewagę, ale tylko lekką (TRISTAN FUCKING THOMPSON)
            Jezeli LeBron zagra mecz życia w pierwszych dwóch grach, może być ciekawie.

            Skoro Rockets potrafili powalczyć w pierwszych dwóch meczach to nie widzę przeciwskazan zeby Cavs nie mielii zrobic tego samego.

            Po raz kolejny mówię dużo tych jeśli, ale nie takie rzeczy widziałem ;]

            Lubię to: 0
      • Ja myślę ze 1-2 mecze mogą wygrać nawet bez Irvinga. Warriors wiedzą że w każdej serii maja przewagę talentu, dekoncentrują się, tracą głupio piłki. Sam heroball Jamesa z wystrzałem któregoś z roleplayers da im jakieś zwycięstwo/zwycięstwa. Ale oczywiście nie da im tytułu. I nawet jak z Bay arena wyjadą z 1-1 to nikt znający nba nie będzie uważał że są nagle faworytem. Malo brakowalo a Rockets tez mogli miec 1-1 a w 3 meczu u siebie dostali ostre lanie.

        Lubię to: 0
          • Może tutaj wykaże się ignorancja i coś mnie ominelo, ale Thompson na LeBronie to będzie sala tortur dla tego pierwszego. W Barnesa tez wielkiej wiary nie mam, tylko Green i AI.

            Lubię to: 0
          • Livingston. Hej, wciąż niedoceniamy Warriors

            Lubię to: 0
          • „4-5” bo czterech to Thompson, Green, Iguodala, Barnesa, a napisałem „4-5”, bo możemy się zastanawiać czy i Shaun Livingston na chwilę nie będzie w stanie utrudniać mu życia:>

            Lubię to: 0
          • Chłopaki, ale to nie o to chodzi, że wszyscy są w stanie super bronić LBJ, kluczem jest to, że każdy z nich (jeden bardziej, drugi mniej) MOŻE bronić. LBJ już teraz ledwo utrzymuje się do końca meczu, jak będą na nim rotowało 3-4 aktywnych, wypoczętych obrońców to może mu być bardzo ciężko.

            I teraz tak, mimo, że zawsze niezależnie od tego kto się jeszcze pojawi to MJ będzie GOAT i tego, że nigdy wielkim fanem LBJ nie byłem to naprawdę wielki respekt dla niego. On naprawdę nie ma z kim grać w tym Cleveland a i tak wyciągnie ich do Finałów w pierwszym sezonie! To tak jakby MJ grał w drużynie z Ronem Harperem, Longleyem, Buechlerem, Randy Brownem i może BJ Armstrongiem. Kosmos. Druga strona, Wschód jest ultra słaby i przykro na to patrzeć, nadal tego nie rozumiem.

            Lubię to: 0
  11. Z całym szacunkiem – widziałem kilkadziesiąt meczów Jordana, nie tych klasycznych, legendarnych, wielkich. Zwykłych, w sezonie, w drugiej części kariery. Widziałem kogoś w nich kogoś w stylu KB24 a może nawet KB8. Gdybym tym miał się sugerować to Jordan nie byłby u mnie nawet w top 10.

    O LeBronie porozmawiamy dopiero kiedy w tv puszczane będą tylko jego highlighty.

    Lubię to: 0
  12. To nie chodzi o to że Thompson czy Barnes zatrzymają Jamesa. Jego nie mogą zatrzymać Leonard, Butler czy George – lepsi obrońcy. Chodzi o to że James będzie widział przed sobą różnych ludzi, różnie broniących. To dużo trudniejsza gra niż gdy widzisz przed sobą tego samego gracza nawet jeśli to świetny obrońca. James będzie męczony cały mecz przez różnych ludzi. Na dodatek będzie musiał przykładać się w obronie (choć nie wierze by bronił Currego to by było samobójstwo które Kerr potrafiłby napewno wykorzystać). Nie wygrają Cavs finalu z Warriors.

    Lubię to: 0
  13. Maciek, nie koronujmy już Warriors, Delly wpadnie na Curry’ego i będzie ciężko. Ja jestem zaciekawiony najbardziej pojedynkiem Tristana Thompsona z Draymondem, będą szły iskry. LeBron musiałby być nadczłowiekiem w tej serii, ale hej, jest nim od 10 lat w NBA i przypomnijmy, że w tym sezonie już ugryzł Warriors.

    Zobaczymy Maciek nie widzi szans, Zach Lowe też, chyba naprawdę jestem fanboyem LeBrona.

    Lubię to: 0
  14. Nie rozumiem tego hejtu na Lebrona. Co ma koleś jeszcze zrobić? Gość ma już 30 wiosen. W mileage’u w playoffach już przeskoczył Jordana. W regular season jego średnio minut to ile? 36? 37 a może 38. Grajcie przez 11 lat po około 90 meczów, w tym igrzyska. Bądzcie pod nieustanną presją mediów, kibiców i własnego ja. Grajcie z San Antonio A.D. 2007, 2013 i 2014. Oklahomą 2012 z krwiożerczym Westbrookiem i Durantem, Hardenem z ławki. Unikając przy tym kontuzji, grając jako pierwsza, czasem jedyna opcja. Rzucając, trafiając, podając, zbierając i jeszcze broniąc, często najlepszych zawodników rywali. Do tego jeszcze trafiając daggery, fadeawaya przez ręce i buzzerbeatery z rogu. Nosz kurwa mać. Ile jeszcze potrzeba, żeby taki jeden z drugim dyletant przestali w końcu pierdolić farmazony o Zidanach i Pawianach, w skrócie, że Lebron się zesrał…

    Lubię to: 0