Półfinał Zachodu, mecz nr 4: Już nawet faulowanie Jordana nie pomaga Rockets, łatwe zwycięstwo Clippers w obrzydliwym meczu

35
League Pass
League Pass

93 rzuty wolne obu ekip to nie jest rekord tej serii. Naprawdę. W meczu numer 2 stawano na linii aż 96 razy. A jednak wyglądało to nieco inaczej, bo w tamtym spotkaniu więcej fauli popełniono w czasie akcji, więc przynajmniej mieliśmy okazje oglądać po 8-10 sekund koszykówki. Raz na jakiś czas.

Nie dzisiaj.

Kevin McHale w trzech pierwszych meczach dowiedział się o swojej defensywie jednej rzeczy: nie jest w stanie zatrzymać ataku Clippers. Dzisiaj powiedział to swoim chłopakom w najbardziej dobitny sposób i po mniej niż czterech minutach kazał im zacząć faulować DeAndre Jordana. Chwilę wcześniej po dwóch faulach w ataku na ławkę powędrował Dwight Howard.

Na miejscu graczy Rockets byłoby mi wstyd. Jeśli nawet twój trener przestaje ci ufać, że jesteś w stanie wykonać dobrą robotę po bronionej stronie parkietu, to ile jesteś tam naprawdę wart? Jeśli nagle “najważniejszym” graczem twojej drużyny staje się Kostas Papanikolau, bo ma 6 fauli do oddania, to ile jesteś wart?

DeAndre Jordan poszedł na linię 28 razy w samej pierwszej połowie. 34 razy w cały meczu. Trafił… 14 rzutów. A mimo tego Los Angeles Clippers rozbili Houston Rockets 128-95.

Strategia hack-a-Jordan przynosi efekty, a mimo wszystko Clippers zdobywają 128 punktów. Przetrawcie to przez chwilę. To mogło być 150 punktów, gdyby McHale nie był najlepszym obrońcą swojego zespołu w tym meczu.

Rockets po dwóch trójkach Trevora Arizy (18 punktów, 8 zbiórek) wyszli na 8-punktowe prowadzenie pod koniec pierwszej kwarty i jeszcze na początku drugiej prowadzili 7 punktami. Wtedy trzeci faul złapał Howard (7/6) i ten mecz się skończył. McHale faulował Jordana, a Rivers odmawiał ściągnięcia go z parkietu. Zaś w tych krótkich przerwach od oglądania skupionej miny DeAndre na linii rzutów wolnych, Clippers robili runy, wychodząc we wczesnej ofensywie i rozdziobując to, co zostało z jeszcze niedawno top 10 obrony ligi.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni44 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni139 zł

0

KOMENTARZE

    • Moneyball to jedynie filozofia gry, w której ogranicza się rzuty z półdystansu na rzecz rzutów spod kosza i trójek. To nie ma żadnego związku z tym, co dzieje się w Houston w tej chwili. Jeśli nie bronisz, to nie pomoże Ci żadna filozofia gry w ataku.

      Lubię to: 0
      • Moneyball nie dotyczy wyłącznie selekcji rzutowej. Jeśli to w ogóle filozofia to też mająca na celu dobór zawodników do taktyki tak aby do siebie najlepiej pasowali i dawali efekt większy niż suma talentów.
        Co w tych Houston pasuje do siebie?

        Lubię to: 0
        • Wyciągasz wnioski na podstawie jednej serii playoffów z lepszym zespołem. Houston Rockets są overachieverami w tym sezonie. Pomimo kontuzji i przeciętnym pomocnikom dla gwiazd wygrali 56 spotkań i są w drugiej rundzie playoffów. Ergo – Moneyball działa.

          Lubię to: 0
          • Serio? Wnioski nasuwają się same od prawie dwóch lat.
            Wynik z RS nie powinien nic znaczyć dla takiego zespołu jak Houston. Rok temu legendarny wpieprz od Portland, teraz szykuje się jeszcze większa kompromitacja z Clippers. W Rockets pasuje do siebie tylko niski iloraz inteligencji koszykarskiej czołowych zawodników i trenera. Nic więcej.
            Ergo – kontuzje dotykają w tym roku niemal wszystkich. Żadne wytłumaczenie.
            Typowa drużyna na sezon regularny bez szans na prawdziwy sukces. Typowy Moreyowski moneyball.

            Lubię to: 0
          • Ten “typowy Moreyowski” Moneyball doprowadził do postawienia się w sytuacji, w której możliwe było ściągnięcie Hardena i Howarda, wynalezienie Motiejunasa i Beverleya i odrodzenie Jasona Terry’ego.

            To jest liga, w której ostatecznie wygrywa tylko 1 zespół. Cała reszta jest przegrana. Daryl Morey zrobił fantastyczną robotę zbierając ten zespół do kupy. Czy mógł zrobić więcej? Zawsze można.

            Lubię to: 0
          • Morey budował zespół na mistrza. Nie na przejście I rundy PO. Taki był cel jak ściągał Hardena i Howarda (gwoli ścisłości – Dwight sam ich wybrał aby udowodnić Bryantowi, że zdobędzie mistrza bez niego).
            Na razie Rockets mogą pochwalić się pokonaniem jednego z najsłabszych zespołów w historii play off ostatnich lat – tegorocznych Mavs. I dla tych Houston ta druga runda będzie osiągalna tylko jak takich ogórków będą dostawali na początek.
            Pewnie, że zawsze można zrobić więcej ale na razie Morey nie osiągnął nic co zaplanował. I co pozwalałoby go chwalić. I z tym składem nie osiągnie.

            Lubię to: 0
          • Ale pamiętamy, że Morey zmaścił sprawę z Linem i Asikiem? Czy już zapomnieliśmy?

            Lubię to: 0
          • Pisanie, że Morey nic nie osiągnął czyniąc decydującym argumentem brak mistrzostwa jest niepoważne.Tak jak pisał Przemek na końcu tylko jedna drużyna zostaje zwycięzcą a w lidze w której połowę mistrzostw rozdzielono pomiędzy dwie drużyny, pierścień nie jest najłatwiejszą sprawą.Morey w krótkim czasie zrobił z przeciętnej, walczącej o awans do playoffs drużyny, team dla którego awans do postseason na kilka najbliższych lat powinien być pewnikiem.Ile drużyn może o sobie powiedzieć w ten sposób?Ile drużyn bije w mur i ma problemy z samym awansem?Jak długo drużyny takie jak Timberwolves, Kings czy Knicks próbują bez skutku znaleźć się w miejscu w którym są Rockets?Czy w ostatnich latach tak jak o Houston nie można było powiedzieć o Clippers?Blazers?Czy zatem o Priestim można powiedzieć, że nic nie osiągnął z tego co planował?Że nie zbudował nic bo koniec końców OKC mogą nie zdobyć pierścienia?Że Ci dzisiejsi Bulls którzy bez powodzenia starają się od kilku lat przebić do Finałów nic nie znaczyli?W NBA nie ma medalu za drugie miejsce i być może po latach niewielu pamięta jak dobrymi drużynami byli Knicks z Ewingiem czy Kings z Webberem, a i o grit&grind Grizzlies zapewnie za x lat pamiętać będzie niewielu jeśli nie zdobędą mistrzostwa.Czy to jednak znaczy, że w tych drużynach nie wykonano dobrej, menadżerskiej roboty?Że cała liga się myliła a tylko tych kilku szczęśliwców którym na przełomie kilku lat udało się zbudować mistrzowską drużynę, miało rację?Czy w latach 90′ tylko Jerry Krause znał się na swojej robocie?

            Lubię to: 0
  1. “kiedy odstaje ci kawałek skórki przy paznokciu i chcesz ją oderwać, ale zamiast tego robisz sobie krwawą ranę” – nienawidzę!

    Sosnowiec.

    Lubię to: 0
  2. Przemek, o co chodzi z Belgradem? Na prawdę zaintrygowałeś mnie, miasto z niesamowitą energią, szczególnie w nocy :)

    PS. Czy Clippy są/będą “for real” w WCF?

    Lubię to: 0
    • Belgrad to najbrzydsze miasto, jakie widziałem w życiu. Jedyne miasto, w którym byłem i gdzie nie znalazłem niczego, co mi się podoba. Ale byłem krótko, więc to może być bardzo wybiórcze wrażenie.

      Lubię to: 0
      • Zapraszam w okresie letnim na początek na Skadarlje i medovice, dalej relaksującego dymka na Kalemegden, a później zachęcam do poczucia nocnego “buzz’u” na Savamali :]

        Lubię to: 0
          • Ja tam się zgadzam z Przemkiem, fakt Skadarlje mi się podobało, ale najlepsze co było w Belgradzie to pociąg do Sarajewa. Choć widziałem stolice milion razy gorsze jak choćby Amman.

            Lubię to: 0
          • Przemek, Chmura – jasne, że jest sporo bardziej ciekawych/ atrakcyjnych/ nazwij-to-jak-chcesz miejsc do zwiedzania ale uważam, że jeżeli

            a) wyjeżdża się ze świetną paczką znajomych dobrze pobawić, odkryć coś nowego i oderwać od naszej rzeczywistości to prawie zawsze można znaleźć coś magicznego prawie w każdym miejscu na ziemi, nawet w Belgradzie

            b) clubbing “is your shit” to nocne kluby na Savie są zdecydowanie argumentem przemawiającym za tym, że Beograd jest bałkańską Barceloną

            https://www.facebook.com/FreestylerClub/photos/a.625509054215025.1073741989.358647270901206/625509980881599/?type=3&theater i “świętowanie” 15go sierpnia :)

            Lubię to: 0
  3. Jak byście się czuli na ich miejscu? Rozbijacie Dallas w 5. meczach i wyglądacie “podobno” na drużynę na finał. Podobnie jak w pierwszej rundzie wszyscy stawiają przeciwko Clippers, bo zmęczeni, bo brak ławki, bo brak najlepszego zawodnika. Stawiają na was. Wszyscy już zastanawiają się jak by wyglądał pojedynek między MVP obu drużyn. Wszyscy się jarają.

    I co?

    I nagle wasz MVP gra jakby obrażony ze nikt mu nie gwizdze fauli, rzuca po trzecich rzędach hali podając do kolegów i spacerując w obronie. Drużyna lepiej wygląda gdy waszego “MVP” nie ma na boisku. Howard w całej serii 80% rzutów trafia z alley upow.
    Oooo czym mowa?
    Jak się musicie czuć skoro wszyscy na was stawiali, a wy dostajecie wpierdziel jak byście nie byli drużyną Nba?
    Nie wiem czy McHale jest dobrym trenerem i podniesie tą drużynę. To chyba jego ostatnie chwile, bo Houston nie może sobie pozwolić na kolejny rok bez sukcesu

    Lubię to: 0
  4. Proszę jeszcze nie skreślać Warriors. Te dwa potknięcia z Grizz mogą im wbrew pozorom bardziej pomóc niż zaszkodzić. Motywacja może sięgnąć szczytu i wtedy zobaczymy.

    Lubię to: 0
  5. Wiem, że to nie miejsce na to, ale szacuneczek za ustosunkowanie się do krytyki w sprawie głosu w wyborach.
    Nigdy bym nie odważył się kogoś za jego głos skrytykować, ale jakbym był wczoraj wśród krytykujących…

    to by mi było wstyd za siebie.

    Btw. Go Warriors!!

    Lubię to: 0
  6. “Strategia hack-a-Jordan przynosi efekty, a mimo wszystko Clippers zdobywają 128 punktów. Przetrawcie to przez chwilę.”

    Przeczytałem rano. Trawię do teraz.
    Nadal nie bardzo wiem, jak to możliwe.

    Lubię to: 0