Larry Sanders – człowiek, ojciec, artysta, już-nie-koszykarz

33
USA Today
USA Today

Larry złap się za twarz i spójrz wymownie w obiektyw. Czekaj Larry, znam jeszcze to jedno fantastyczne miejsce. Staniesz tam na tle budynków z rozłożonymi rękoma i będziesz wpatrywał się w niebo. Pod tobą będzie ten drewniany niby pomost. Będziesz wyglądał, jakbyś stał na parkiecie, ale tak naprawdę będziesz od niego wolny. A na koniec wrzucimy jeszcze jedną fotkę, gdzie masz rozmazaną twarz. Wiesz… symbolicznie.

To wszystko nie wydaje mi się bardzo autentyczne. Autentyczna jest za to wesołość Larry’ego Sandersa, gdy mówi:

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułNBA chce zmniejszyć liczbę meczów back-to-back wydłużając czas trwania sezonu
Następny artykułMichael Beasley wraca do NBA (przynajmniej na 10 dni)

33 KOMENTARZE

  1. Depresja ogólnie traktowana jest w społeczeństwie jako coś, z czym można sobie łatwo poradzić. Jest traktowana z przymrużeniem oka, kiedyś była totalnie lekceważona, więc plus dla Larry’ego, że mówi o niej głośno. Spotykałem już ludzi, którzy mierzyli się z depresją, to straszna choroba. Spytajcie Przemka, miał praktyki kiedyś na studiach w szpitalu, z resztą wspominał o tym w jakimś tekście u nas. Larry Sanders!

    Lubię to: 0
  2. Generalnie mu kibicuję i trzymam kciuki. Ale gdyby tak mój pracodawca zgodził się dać mi 100 baniek z pozostałych 200 na jakie się umówiliśmy to decyzja nie byłaby trudna dla mnie. Eh życie. Powodzenia Larry.

    Lubię to: 0
  3. Nie, choroba psychiczna to nie choroba jak każda inna. Czy złamana noga wyleczy się od zmiany nastawienia (abstrahując od czasu, który to zajmie). Może Autor ma jakieś wykształcenie psychologiczne, ale wydaje mi się, że nie należy ulegać swoistemu hajpowi na gadanie wszem i wobec o swojej depresji (patrz też: nałogi). Z punktu mało naukowego – jeśli swoją główką spowodowałeś sam sobie, że jesteś przygnębiony/coś jest nie w porządku to dlaczego Twoja główka nie mogłaby Ciebie stamtąd wydostać? Bardziej naukowo – to chwytliwy temat, jasne, ale w zasadzie nie ma kompletnie żadnych badań, które wskazywałyby na konkretne zmiany w mózgu podczas depresji, które wskazywałyby t y l k o na depresję, trudno z tej strony wybronić tę „jednostkę” jako chorobę. Przepraszam za spam w serwisie koszykarskim, ale nie ulegajmy przesadzie.

    Lubię to: 0
    • Tak mam wykształcenie psychologiczne. Mylisz się w całym komentarzu i jest mi wręcz przykro, że Twoje przekonania wciąż pokutują w społeczeństwie. Depresja jest jednostką chorobową i nie nikt nie „powoduje jej swoją główką”. Nie życzę Ci, abyś przekonał się o tym na własnej skórze.

      Lubię to: 0
      • Jeśli więc Autor ma wykształcenie psychologiczne powinien wiedzieć, że orzeczenie, że coś jest „jednostką chorobową” kompletnie nic nie znaczy. Kiedyś homoseksualizm był jednostką chorobową. :-)

        Lubię to: 0
          • it.calv nie życzę Tobie ani nikomu z Twoich bliskich depresji. Bo ta prawdziwa depresja, nie ta mylona z przygnębieniem czy gorszym nastrojem, czy weltshmerzem, w swojej ostrej formie prowadzi do tego, że fizycznie nie masz siły i ochoty wstać z łóżka,nie masz siły i ochoty na nic, paradoksalnie bo przecież fizycznie jesteś zdrowy.Po prostu wycofujesz się z życia, które staje ci się obojętne. Zatem tak leczenie złamanej nogi często jest łatwiejsze. Natomiast podkreślam, nie myl tego z przygnębieniem, czy gorszym nastrojem. Zatem jeżeli siedzi z Tobą na piwie kumpel i mówi, że chyba mam depresje co często bez sensu ludzie powtarzają to wiedz, że jej nie ma bo jakby miał to by na to piwo się nie wybrał.

            Lubię to: 0
          • W zasadzie to owszem, poproszę o podanie poważanych źródeł naukowych, w których umiejscawia się depresję na jednakowym poziomie co złamanie nogi albo które pozwoliły na wyciągnięcie tak daleko idących wniosków. Jednak chodziło mi tylko i wyłącznie o apel o ostrożność w wygłaszaniu takich sądów. Od żadnej innej osoby pracującej w tym Serwisie nie wymagałbym tego jednakże Autor odwołuje się do autorytetu ukończonych przez siebie studiów. Popularyzacja w ten sposób opinii może być bardzo niebezpieczna, wprowadza opinię publiczną w błąd, który potem osoby zajmujące się tym profesjonalnie (m. in. moja osoba) muszą korygować. A nie jest to łatwe co pokazuje doskonale przykład debaty w naszym kraju nt. przeprowadzania eksperymentów na zwierzętach. Gdyby nie uświadomiono opinii publicznej (która niestety w miażdżącej większości nadal ma na ten temat mylne przekonanie…), że nie chodzi o zadawanie cierpienia zwierzętom ustawa zakazująca przeprowadzania takich badań całkowicie zablokowałaby rozwój nauki w Polsce. Wydaje mi się, że osoby z Autora wykształceniem powinny być zobligowane do korekcji błędnie występujących w społeczeństwie przekonań (patrz: jeden z obecnych tutaj komentarzy wsadzający do jednego worka depresję, schizofrenię i, co najistotniejsze epilepsję, która miałaby być chorobą psychiczną).
            Na maila redakcji wysłałem prośbę o kontakt do Autora i liczę na, być może, podjęcie dyskusji (może już nie na forum publicznym), ponieważ zagrożenia płynące z wprowadzania opinii publicznej w błąd (znów: powyższy przykład z wiedzą społeczeństwa nt. eksperymentów na zwierzętach) są sprawami bezpośrednio mnie dotykającymi.

            Lubię to: 0
          • @it.calv Oczywiście to ja umiejscawiam depresję na tym samym poziomie, co złamanie nogi. Tak więc nie najprawdopodobniej nie ma pracy naukowej, w której ktoś napisał wprost: „depresja to to samo, co złamanie nogi”. A zakładam, że tego właśnie ode mnie oczekujesz i kiedy nie otrzymasz poczujesz satysfakcję.

            Rzecz w tym, że wiesz równie dobrze jak ja, że nie o tym dyskutujemy. Dyskutujemy o tym, czy choroba psychiczna – w tym wypadku depresja – jest powodem, by nie wybiegać na parkiet i czy powinna być traktowana, jak każda inna kontuzja. Na podstawie tego, co wiem na temat depresji (i od strony teoretycznej i od strony moich konkretnych doświadczeń z osobami cierpiącymi na to schorzenia) stwierdzam, że absolutnie tak (oczywiście możesz z tym dyskutować, bo nawet pośród naukowców znajdą się ludzie, którzy będą z tym dyskutować, jednak większość naukowców zajmujących się tym zagadnieniem nie będzie miała wątpliwości – w innym wypadku, dlaczego leczono by ludzi chorych na depresję?). Depresja w takim samym stopniu jak kontuzje fizyczne nie pozwala na wybieganie na parkiet. Fakt, że konkretna (bo do tego też się przyczepisz) geneza depresji nie jest znana, nie zmienia faktu, że jest to choroba uniemożliwiająca normalne funkcjonowanie i – często – wykonywanie swojej pracy (znów: podobnie jak złamanie nogi). Jeśli faktycznie wiesz coś o tym temacie, to wiesz również, że depresja ma różne odmiany i nie są one sobie równe. Nie wiem, co konkretnie dotknęło Larry’ego Sandersa, ale nie mamy podstaw twierdzić, że symuluje, czy że jego „główka to sprawiła”, jeśli został hospitalizowany.

            A skoro tak, to nie ma powodów, by Larry’ego Sandersa traktować w inny sposób niż jakiegokolwiek innego kontuzjowanego zawodnika.

            Piszesz o ostrożności w wygłaszaniu różnych sądów i podpierasz się przykładem (bez analogii). Zgadzam się z tym, że pewne opinie w społeczeństwie trzeba starać się korygować. To własnie próbuję robić z Twoją opinią. Bo tak – to jest jedynie opinia, którą wyciągnąłeś na podstawie tego, co wiesz. I mój problem z tą opinią jest taki, że jest pełna cynizmu. Ostatecznie przecież najłatwiej pewne niewygodne problemy wrzucić do worka z napisem „wymysły”. Dużo trudniej zaakceptować ich istnienie i spróbować coś z nimi zrobić.

            Lubię to: 0
  4. Zgadzam się z przedmówcą, dodam, że jeśli będę pracownikiem, nie będzie mi się już chciało pracować to mogę poczytać o objawach depresji i w łatwy sposób je symulować (nawet upozorować próbę samobójstwa) jest to w zasadzie nie do sprawdzenia, kamery musiałyby być ustawione na danego człowieka przez 24/7 a on nie mógłby być ich świadomy. Po prostu, jeśli dostałeś super kontrakt na coś czego nie lubisz robić to zostań dobrym aktorem. Co innego jeśli musisz utrzymać rodzinę na której Ci zależy a leczenie powoduje, że tracisz pracę, wówczas raczej nie ma mowy o symulacji. poza tym z jego różnych wpisów wynika, że czuje się przygnębiony grą w kosza bo inne zajęcia raczej sprawiają mu radość, niestety to nie jest objaw depresji.

    Lubię to: 0
  5. Wiedziałem, że w komciach będzie wesoło. Czekam aż ktoś napisze, że zaburzenia afektywne nie istnieją, bo to tylko spisek WHO, psychiatrów i koncernów farmaceutycznych, żeby wyciągać pieniądze. Ahh, zapomniałem o masonach.

    Lubię to: 0
    • Kompletnie nie o to chodziło. Nie mam nic do Sandersa czy jego pieniędzy, niech człowiek robi tak, żeby był szczęśliwy, co do tego chyba nie ma żadnych wątpliwości. Mój komentarz odnosił się do pompowania balonika w mediach (wśród społeczeństwa?) odnośnie problemów psychicznych. Jeśli przez wieki taka osoba była stygmatyzowana to teraz jest wynoszona na piedestały i budzi współczucie. Przesada w drugą stronę. Przecież wiadomo, że jakby się tak przyjrzeć to u każdego z nas da się znaleźć jakieś zaburzenie psychiczne ;-) btw, o żadnych spiskach nie wiem, a koncernom farmaceutycznym wolę nie podpadać, bo dzięki nim mam na chleb :)

      Lubię to: 0
      • Wydaje się, że to kwestia wrażenia – kiedyś się kompletnie o tym nie mówiło i nie prowadziło badań, a teraz nowe wyniki zmieniają nasze wyobrażenia. Jest to w związku z tym szeroko komentowane i stąd takie wrażenie, że to jakiś bardzo eksploatowany temat. W dodatku jest piekielnie interesujący, bo wciąż choroba psychiczna to spora tajemnica, mimo ostatnich przełomów (jak jej genetyczne źródła czy te wyniki projektu badawczego SchizDX, gdzie opracowano metodę diagnozowania schizofrenii w oparciu o wyniki badań krwi). Dlatego przepraszam za ironię, ale niestety wyobrażenie społeczeństwa jest takie, jak zaprezentował kolega Poziomas, do tego podlane darwinizmem społecznym, na który mam uczulenie.

        Lubię to: 0
  6. Przepraszam, że nie edytuję komentarza wcześniejszego ale piszę nowy. Co w takim razie z alkoholizmem czy narkomanią? To też są choroby, dlaczego z ich powodu można zostać zwolnionym i jeszcze otrzymać wilczy list do ewentualnego następnego pracodawcy? Czym to się różni od depresji? Moim zdaniem tym, że dużo trudniej alkoholizm symulować, trzeba po prostu wlewać w siebie alkohol przez dłuższy czas co już samo może ten alkoholizm spowodować. Kilka wpisów w różnych mediach o depresji może tylko tą depresję oddalić bo widząc, że inni łykają wszystko co napiszesz jak pelikany powoduje raczej śmiech niż zły nastrój:-) Biedny człowiek, który otrzymał 13 mln dolarów za nic, pisze różne posty o tym jakim on nie jest wybitnym człowiekiem. Osoba z depresją uważa się za maksymalnego nieudacznika, który nie potrafi niczego. na tym zakończę, jeśli kogoś uraziłem to przepraszam:-)

    Lubię to: 0
  7. panowie poczytajcie trochę, jak potrzebujecie to idźcie na studia w kierunku i później stygmatyzujcie sobie osoby z depresją. Bo to własnie robicie nie mając pojęcia czym ten zespół chorobowy jest.

    Traktować mózg jako organ, który nie może zachorować (schizofrenia nie istnieje ? a padaczka to może jest choroba mięśni?) to jest mega ignorancja.

    Lubię to: 0
  8. Teraz zespół lekarski się znalazł, czy ktoś z Was rozmawiał z Sandersem? Czy jego przypadek poza jego wpisami został zbadany? Czy jeśli człowiekowi się wiedzie i po prostu już mu się nie chce w danej dziedzinie a może być twórczym w innej to depresja?

    Lubię to: 0
  9. Depresja to obecnie wielka choroba cywilizacyjna, chcesz pracować dla rodziny, żeby ją utrzymać a mimo to coś Cię ciągnie do destrukcji, nie jesteś sobie w stanie z tym poradzić, rodzina cierpi…
    U Sandersa to jest jego zwykłe samopoczucie, nie chce mi się już grać, wolę sobie malować itp w tym jestem dobry, jak gram w kosza to muszę palić trawę bo mnie ten obowiązek boli, sorry, to nie jest depresja tylko jawna niechęć robienia czegoś, czego nie lubię.A mamy do czynienia z człowiekiem, który już zarobił multum kasy, nie ze zwykłym kowalskim.

    Lubię to: 0
  10. Podziwiam Sandersa za ten „comming out”. Spora odwaga. Chciałbym za jakiś czas mieć możliwość sprawdzenia jak radzi sobie w nowej roli, cokolwiek będzie robił… Tak po prostu, jako człowiek, ojciec, artysta…
    5/5

    Lubię to: 0
  11. A Sanders miał już depresję jak balował w klubach? Jak wypalał kontenery trawki? Nie chę urazić osób które tak bardzo się cieszą z „comming out” Larrego ale czyż nie łatwiej mieć depresję kiedy Twój byt jest zabezpieczony a Ty po prostu nie chcesz już wykonywać swojego zawodu?

    Lubię to: 0
  12. Według mnie nie chodzi o to czy Sanders symuluje czy nie? Pytanie czy zasłużył na 13 baniek za nic. Wypominacie, że kase brali Rose czy STAT, ale w ich przypadku nie ma wątpliwości, że kontuzji (niezdolności do pracy) nabawili się na parkiecie. Czy w przypadku Sandersa można ustalić czy zaburzenia psychiczne były wynikiem gry w kosza? Niech się wypowiedzą znafcy! Uważam, że jak ktoś za grę w kosza dostaje kontrakt na 44 bańki to nie ma powodów do popadania w deprechę. Dobrze się mylę?

    Lubię to: 0
    • Nie można tego ustalić. Ale jeśli pójdziemy Twoim tropem rozumowanie, to w takim razie niech kasę oddaje Chris Bosh. W jaki sposób ustalisz, że zatorowości płucnej nabawił się na parkiecie? Niech kasę oddaje każdy z graczy, który kiedykolwiek przesiedział mecze z powodu problemów żołądkowych czy grypy. Do diaska, niech kasę oddadzą Jeff Green i Channing Frye!

      Lubię to: 0
  13. Wielkie BIG-UP dla wszystkich osób, które nie dostrzegają rangi chorób/zaburzeń psychicznych. Jeżeli się nie mylę, to co 5 Polka/Polak będzie mieć lub już ma jakieś zaburzenie. Problem? Najwyraźniej istnieje.

    Larry Sanders!

    Lubię to: 0
  14. A teraz Larry jest na najlepszej drodze do „wyjścia” z depresji czy już jest po? Bo patrząc na Niego raczej jest po (lub blisko)co oczywiście cieszy ale powstaje pytanie „czy ta depresja objawiła się w czasie grania w koszykówkę a kiedy przestał grać wyzdrowiał?”

    Lubię to: 0
  15. Pozwolę sobie zbyc milczeniem wiadra ignorancji, które zostały wylane na Przemka i wszystkich cierpiących na depresję. Przerażające.

    Napisze (przepraszam za brak polskich znaków, słownik Blackberry dodaje je w losowo wybranych miejscach) krotko i dokonam swoistego „coming outu”. Sam od dłuższego czasu borykam się z problemami tej natury, nie jest to depresja, ale jej „zalazki” – tak mój przypadek „zdiagnozowali” psychiatrzy. W moim przypadku nie objawia się to poprzez wycofanie społeczne itp. Pozornie jestem sympatycznym i często usmiechajacym się młodym facetem, który ma wiele, niejednokrotnie znacznie więcej niż moi rówieśnicy. Co nie zmienia faktu, że nie jestem szczęśliwy w skali makro. Mimo pracy, niezłych perspektyw, kochającej rodziny, fantastycznej kobiety i lojalnych przyjaciół.

    Są dni, gdy mam problemy, by wstać z łóżka. Umycie zębów stanowi mękę i przykry obowiązek. Jadąc do pracy myślę o sensie życia i ulotnosci chwil. Czytając książkę, czuje dyskomfort i wewnętrzny niepokój, powodowany, nazwijmy to, poczuciem utraconych korzyści. Gdy czytam, żałuję, że nie uczę się języków. Gdy uczę się języków, żałuję, że nie ksztalce się w innej materii. Wydaje mi się, że czas ucieka mi przez palce i nie mogę pogodzić się z przemijaniem. Jestem nadmiernie sentymentalny, a przez to nerwowy i sfrustrowany (bez wyraźnej przyczyny). Obcy ludzie mogliby powiedzieć, że mam wszystko, co potrzebne do szczescia, a ja oddalbym wiele, żeby umieć w pełni cieszyć się chociaż z połowy tego, czym dysponuje. Są dni, gdy nie mam żadnej motywacji do działania, nie czuję potrzeby rozwoju i mój los jest mi zwyczajnie obojętny. Bije się z własnymi myślami i konkluzja często są przykre. Nie cieszą mnie plany wakacyjne, boje się sytuacji, w których z urzędu powinienem być zadowolony. Gdy robie cos przyjemnego, często nachodzi mnie myśl, że obiektywnie nie robie nic istotnego, zjada mnie jakiś bliżej nieokreślony niepokój i momentalnie myślami uciekam gdzieś, gdzie to, z czego jeszcze przed chwila czerpalem pozytywna energię, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, nie jest źródłem szczęścia, uśmiechu, satysfakcji. Gdy spędzam czas z rodzicami, myśle o tym, jak za 20-25 lat przeżyje ich śmierć, wspominam ich poświęcenie sprzed lat i żałuję, że pewne rzeczy już nigdy nie będą takie, jak wcześniej. Pisze o tym w sposób chaotyczny i losowo, ale tylko w ten sposób mniej lub bardziej obrazowo można przedstawić złożoność tego typu problemów (w moim przypadku stosunkowo łagodnych, bo nie będących depresja).

    Nie sposób tego opisać kilkoma słowami, ale jest to przypadłość, która nie ma ani początku (miałem szczęśliwe dziecinstwo), ani końca (nie sądzę, żebym kiedykolwiek był wolny od tego, co moja psychika serwuje mi każdego dnia). Leki, które zazywalem, na nic się zdały. Bylem otumaniony i nadzwyczaj senny, a co najważniejsze – obdarty z tego, co w moim mniemaniu stanowi o czlowieczenstwie: wrażliwości i lotnosci myśli. Stałem się wyjalowiony z głębszych emocji. Wykres mojego życia emocjonalnego zmienił się z sinusoidy w nudna i monotonne krzywa. Odstawilem medykamenty w kat, przestałem uzewnetrzniac się na terapii i próbuje z tym walczyć siła własnego charakteru – z różnym skutkiem i obawa, że nigdy nie będę czerpał z życia garściami, że zawsze jakiś niewygodny głos z tyłu głowy będzie dyskredytowal to, co zdobyłem, osiagnalem i przezylem.

    Tak po krotce wygląda moja sytuacja i być może przez to doskonałe rozumiem (lub tak mi się wydaje) Larry’ego Sandersa. Fakt, że uśmiecha się do kamery lub stara się realizować inne cele / marzenia, nie jest równoznaczny z tym, że facet jest zdrowy. Najprawdopodobniej jest to maska lub forma terapii, w myśl idei: opowiem światu o swojej chorobie i być może pomoże mi to zaakceptować siebie i swoje życie. Nie osadzajcie go, bo bez względu na stan posiadania, może być bardzo nieszczesliwym człowiekiem. Popularność i bogactwo nie determinuje szczęścia, co dobitnie eksponuje casus Robina Williamsa.

    „Robin Williams się powiesił, chyba wiem, dlaczego zwatpil…” Nie no, nie dramatyzujmy – myśli samobojczych u mnie brak, ale znajduje u siebie skryta ciagote do samodestrukcji. Czy to gorsze niż złamana noga? Śmiem twierdzić, że tak, bo wlasnej psychiki nie zaleje gipsem i parę tygodni rekonwalescencji nie zrobi ze mnie w pełni zdrowego człowieka. A mój przypadek to zaledwie podnoze tej góry, z jaką zmaga się Sanders. Pzdr.

    Lubię to: 1
    • To tylko portal o koszykówce, ale cieszę się, że czasami możemy wyciągnąć na światło dzienne też takie tematy. Wielkie dzięki za ten komentarz. Mam nadzieję, że dzięki Tobie inni czytelnicy lepiej będą mogli zrozumieć, o czym tutaj piszemy. Naprawdę wielkie dzięki.

      Lubię to: 1