Josh Smith rzuca za trzy i… trafia?!

4
fot. AP Photo
fot. AP Photo

W poprzednim sezonie Josh Smith był najmniej efektywnym strzelcem spośród wszystkich zawodników, którzy oddali co najmniej 800 rzutów z gry. Jego wskaźnik True Shooting wynosił tylko 46.3%. Natomiast kiedy w grudniu został zwolniony przez Detroit Pistons jego True Shooting po pierwszych 28 meczach rozgrywek był jeszcze gorszy (41.7%). Umacniał swoją pozycję najbardziej nieefektywnego strzelca ligi, będąc zupełnym przeciwieństwem tego, co od kilku lat próbują stworzyć w Houston Rockets. W ekipie Daryla Moreya starają się oddawać jak najwięcej tych 'najlepszych rzutów’, ograniczając te najmniej efektywne, dlatego w zeszył sezonie cała ich drużyna w sumie rzucała tylko 494 razy z półdystansu. Dla porównania, sam Smith miał tam 359 prób. Wydawało się, że Rockets i Smith zupełnie nie pasują do siebie, ale mimo wszystko zdecydowali się połączyć siły i w ten sposób rozpoczął się bardzo ciekawy eksperyment.

Smith ma już za sobą 29 meczów w barwach Rockets, jego True Shooting w tym czasie podskoczył do 49.8%, a kiedy jest na boisku trzecia drużyna silnego Zachodu jest na plusie 4.9 punktów na sto posiadań. Kiedy jeszcze grał w Pistons, w 28 meczach z nim na parkiecie jedna z najgorszych wówczas drużyn słabego Wschodu była 11.6 punktów na minusie, a prawie 10 punktów lepsza, gdy Josh siedział na ławce… Jakbyśmy mówili o dwóch zupełnie innych zawodnikach.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułMiędzy Rondem a Palmą (225): Zachód na wiosnę
Następny artykułDerrick Rose zerwał łąkotkę, musi poddać się kolejnej operacji kolana

4 KOMENTARZE

  1. Pewnie to fluke ale może też w jakimś stopniu kwestia psychiki. Detroit to w tamtym okresie ekipa bez większych perspektyw, Smith czuł się gwiazdą i pozwalał sobie na bardzo wiele, wiedząc, że pociąg z nazwą play-offs raczej odjechał. W Houston zaczął od nowa. Wie, że jest w bardzo mocnym zespole, w końcu nie będzie jechał na wakacje po sezonie regularnym. Człowiek ma od razu większą ochotę na grę i zaangażowanie w to co robi. Cieszę się, ponieważ uwielbiałem Smith’a w Atlancie. Miał taki agresywny i atletyczny styl gry. Fajnie się to oglądało. Przy odpowiednim wykorzystaniu zrobi jeszcze dużo dobrego w Houston. A może po prostu wykorzystał limit nietrafionych „trójek” :)

    Lubię to: 0