Rozwój przez redukcję. Nie sprostali oczekiwaniom, ale czy są za słabi?

3
fot. Albert Pena / Newspix.pl
fot. Albert Pena / Newspix.pl

Poprzednie lata były sporym rozczarowaniem w kontekście ostatnich godzin zimowego okienka transferowego. Generalni menadżerowie wielokrotne angażowali się w negocjacje, które mogły wprowadzić odrobinę ekscytacji, ale ostatecznie strony nie były gotowe pociągnąć za spust i cały transferowy okres zamknął się w kilku kosmetycznych zabiegach drużyn tankujących i tych głodnych wielkiego zwyciężania.

Intensywność dead-line’u determinuje także to, którzy z graczy kalibru All-Star trafią latem na rynek wolnych agentów. To ogromny ból głowy dla GM-ów drużyn, bowiem muszą bardzo wnikliwie ocenić sytuację i zdecydować czy lepiej takim graczem handlować zanim zostanie wolny od wszelkich zobowiązań, czy zaufać argumentom, jakie mają przekonać go do przedłużenia kontraktu. Najlepszym obrazem sytuacji są Grizzlies z Gasolem i Blazers z Aldridgem. Obie ekipy chcą zatrzymać swoje gwiazdy, jednocześnie obawiając się ich utraty.

Znacznie łatwiej podejmuje się decyzje, gdy zawodnik, w którym pokładano duże nadzieje, wyraźnie nie dorasta do poziomu swojego talentu i zaczyna wpadać w otchłań pozbawiającą go resztek koncentracji oraz chęci walki. Jedna drużyna traci do niego zaufanie, ale w kolejce pojawiają się kolejne, gotowe dopasować go do własnych potrzeb. Potem następuje etap  rozpoznania, który kończy się latami owocnej współpracy albo ponownym sprawdzeniem zainteresowania rynku.

Spośród najciekawszych, wybrałem cztery nazwiska, którym wymiana może wyczyścić konta i zaproponować drugą szansę.

Enes Kanter, Utah Jazz

Sytuację tureckiego środkowego możemy sprowadzić do prostych wniosków. Lepiej rozwijający się Rudy Gobert zaczyna coraz śmielej wchodzić w struktury rotacji Quina Snydera, a Kanter czuje, że pali mu się pod stopami.

To dwaj diametralnie różniący się gracze podkoszowi, ale Francuz swoją defensywną obecnością oraz silną motywacją do ciężkiej pracy, zyskał w oczach head-coacha znacznie więcej zaufania. Natomiast Kanter, próbujący wchodzić w rolę rozciągającej piątki, znalazł się w sytuacji, która nie zapewnia mu przewagi i to prawdopodobnie wyprowadziło go z równowagi.

Duży problem sprawia Kanterowi współpraca w pick-and-rollu. Według statystyk zapewnionych przez Synergy, środkowy ze 129 akcji jako rolujący, zrobił zaledwie 128 punktów (0,82 punktu na posiadanie). Jest jednym z najgorszych wysokich w lidze biorąc pod uwagę egzekucję tego typu akcji dwójkowych.

Bardzo rzadko decyduje się na post-up i próbę gry tyłem do kosza przez 2, 3 sekundy. Raczej jest to szybki spin-move i kończenie akcji lay-upem. Ma bardzo sprawne nogi i wiele rzeczy  w bezpośrednim pojedynku nadrabia szybkością oraz pump-fake’ami. Nie może pozwolić silniejszemu i wyższemu rywalowi na stabilną defensywną pozycję, m.in. dlatego ściąga dużo help-defense z weak-side.

Trafia 63% bezpośrednio spod kosza, głównie dzięki dobrej pracy z piłką oraz otwieraniu ball-handlerom linii podań. Czasami wyraźnie prowokuje szkoleniowca decydując się na grę face-up. Dwojaki wymiar tego rozwiązania polega na tym, czy Kanter dobrze oceni sytuację. Sprowadza dużo posiadań drużyny na półdystans, z tym że jego jump-shot to zaledwie 30,7 FG%. O wiele lepiej wygląda jako ścinający, średnio 1,24 punktu na posiadanie. To część gry, która faworyzuje jego dynamizm.

Czasami zachowuje się mało inteligentnie, w ogóle nie czytając intencji kolegów oraz zachowania defensywy rywala. Grając wysoko, powinien dostrzegać graczy ścinających lub rozciągających na dystansie. Tymczasem w 49 meczach sezonu regularnego rozdał zaledwie 26 asyst. Ofensywa Quina Snydera jest w dużym stopniu oparta o dobry ball-movement. Wysocy wychodzą w niej wysoko, często rozgrywając akcje hand-off m.in. dla Gordona Haywarda bardzo dobrze czującego się w grze po koźle.

Snyder dysponując w składzie Kanterem, Favorsem, Gobertem i Bookerem, postanowił testować front-court pod rożnymi kątami, w różnych konfiguracjach i przeciwko różnym match-upom. To jednak nie odbiło się znacząco na minutach reprezentanta Turcji, bowiem ten gra więcej niż w poprzednich rozgrywkach.

Pozostając miernym obrońcą (108,0 DefRtg Jazz z Kanterem na parkiecie) i ciągle określając swoją ofensywną tożsamość, nie może oczekiwać od trenera dodatkowych przywilejów. Najpierw musi na nie zapracować, a wiele wskazuje na to, że Jazzmani nie chcą pozbawiać go tej szansy.

Terrence Ross, Toronto Raptors

To ciągle gracz, który może wejść na pułap jaki oferują mu jego umiejętności. Potrzebuje tylko, aby trener określił jego miejsce w rotacji. Dotychczasowa sytuacja w obozie Raptors nie sprzyjała koszykówce, w jaką chciałby grać wychowanek Washington. Do niedawna był wyjściową opcją na pozycję numer trzy, ale jego -4,8 w statystyce +/- stycznia było manifestem bezradności, która kosztowała go miejsce w wyjściowym składzie na rzecz pozbawionego wszelkich skrupułów Jamesa Johnsona.

To może wyjść Terrencowi na dobre, bowiem funkcjonując jako część ofensywy ławki rezerwowych, często będzie ustawiany do gry w match-upie ze słabym wing-defensorem, co pozwoli mu ograniczyć liczbę prób za trzy (49,8% jego rzutów to trójki na skuteczności 32,8% w styczniu) i rozwinięcie – dajmy na to – gry na koźle.

Ławka Raptors zdobywa w tym sezonie średnio 39,9 punktu na mecz (5. miejsce). Dwane Casey od efektywności swoich graczy rezerwowych uzależnił bardzo dużo gry zespołu po atakowanej i bronionej stronie parkietu. Przydzielenie Rossowi nowych obowiązków powinno pomóc zawodnikowi zrestartować sezon. Takiej szansy ostatecznie może pozbawić go Masai Ujiri, ale o tym się dopiero przekonamy.

Zakładając jednak, że Ross pozostanie w rotacji Raptors po 19 lutego, powinniśmy dostrzec różnicę w wykorzystaniu jego minut. Zapewne posłużą do zapewnienia dodatkowego odpoczynku kluczowym graczom, którzy odegrają istotną rolę podczas fazy posezonowej.

Zmiany powinni także pomóc zawodnikowi pozbyć się pewnych tendencji i uruchomić jego grę bliżej kosza. W 53 meczach oddał tylko 45 osobistych, średnio 1,3 bezpośredniego wjazdu na kosz (driver per game). W zasadzie całkowicie rezygnuje ze swojej szybkości, dynamiczności oraz tego.

Nie może nawet funkcjonować jak gracz 3-and-D, bo defensywna Raptors bez Rossa na parkiecie jest lepsza o 6,6 punktu, co jest nietypowym odchyleniem od normy, jaką ustalił w poprzednich latach. Jego problemy z utrzymaniem przed sobą dynamicznego gracza z obwodu są dużą niespodzianką i rozczarowaniem. Słabsza postawa po bronionej stronie bardzo często jest skutkiem niepowodzeń w ataku oraz nieregularnych minut. W defensywnej rywalizacji pozwala rywalom na 45,1 FG%, w tym 50,9 FG% rzutów za dwa.

Ross jest młody i ciągle brakuje mu doświadczenia. Handlowanie nim na tym etapie kariery będzie ze strony GM-a Raptors bardzo odważne i ryzykowne zarazem.

Lance Stephenson, Charlotte Hornets

W najlepszym wypadku miał być odpowiedzią na wszystkie potrzeby obwodu Charlotte Hornets. Trafił do zespołu posiadającego słuszny plan, aby zapewnić uderzenie, które określiłoby drużynę jako under-doga w wyścigu play-offs. Stephenson napotkał jednak duże problemy ze zrozumieniem oczekiwań Clifforda. W typowej dla siebie grze stał się nieefektywny, odsłaniając przy tym nowy poziom koszykarskiego egoizmu. Sprawy ostatecznie zaszły tak daleko, że od kilku miesięcy rzucający obrońca jest w zasadzie jedną nogą poza Charlotte.

Kłopoty Lance’a są widoczne gołym okiem  i nie trzeba sięgać w statystyczne czeluści, aby zlokalizować źródła wszystkich nieścisłości. Problematyczne stało się dla rodowitego Nowojorczyka dzielnie obowiązków z Kembą Walkerem. Obaj lubią dominować na piłce i obaj potrafią grać jako play-makerzy zarówno w grze indywidualnej, jak i w pick-and-rollach. Zaczęli jednak deptać sobie po nogach, co doprowadziło do rozregulowania obwodu po obu stronach parkietu.

Bardzo dużo potrzebnego spokoju wprowadził defensywny stoper – Michael Kidd-Gilchrist, jeden z najbardziej zdyscyplinowanych podopiecznych Clifforda. Linijka skonstruowana poniżej przedstawia efekt braku synergii w próbach wspólnej gry Walkera i Stephensona.

Sans titre 5
W zespole prawdopodobnie oczekiwano, że po atakowanej stronie Born Ready skupi się na funkcjonowaniu off-the-ball, kreując sytuacje spot-up (0,54 punktu na posiadanie 23/94 FG). Ulubionym miejscem Stephensona pozostają jednak lewe i prawe skrzydło na półdystansie. Problem tkwi w skuteczności tych rzutów. Zawodnik otrzymuje zasłonę i rozpoczynając kozioł szuka dla siebie odpowiedniej pozycji, z której najczęściej oddaje próby ponad rękoma bezpośredniego obrońcy.  Trafia 31,3 FG% z mid-range.

Shotchart_1424184018150

Nadal rozdaje średnio 5 asyst na mecz, więc w tym zakresie Clifford desygnując go do roli ball-handlera, może liczyć na to, że Lance wykorzysta swój bardzo dobry przegląd pola. Trener mimo to nie jest w stanie zmienić przyzwyczajeń gracza, który dorastał jako scorer.

Sytuację skomplikował powrót do pełni zdrowia MKG. Wychowanek Kentucky jako elitarny defensor stanowi idealne uzupełnienie obwodu, gdy grę prowadzi Walker. Natomiast line-upy ze Stephensonem i Kiddem-Gilchristem to około 244 minuty, w trakcie których Hornets mieli 97,2 DefRtg, przy najgorszym z dwójkowych ustawień 88,8 OffRtg. Nie ma tu przyszłości obfitej w dominację i pełnej podbojów rachitycznego wschodu.

Deron Williams, Brooklyn Nets

To prawdziwy dramat niegdyś jednego z najlepszych play-makerów NBA. Pamiętam, gdy Jazz zaproponowali mi rozgrywającego, którego podziwiałem za finezję i koszykarską czystość. Był artystą w swojej precyzyjności i skutecznym aranżowaniu gry otoczenia. Rywal układał pierwszą linię obrony tak, by nie pozwolić Williamsowi wykreować linii podań oraz by zniechęcić go do jakiejkolwiek próby rzutu.

Pięć lat później… Nie wierzę w to, że kontuzje mogły tak bardzo wpłynąć na jego styl i w gruncie rzeczy zmienić go z artysty w wyrobnika pozbawionego wszelkiej kreatywności. Czy właśnie tak ma wyglądać koszykarska śmierć Derona Williamsa? Będzie zmieniał drużyny odcinając kupony ze swojego statusu ex-All-Star?

To dla niego brutalny sezon. Zdobywa 0,71 punktu jako ball-hander w pick-and-rollu, to średnio 34,7% jego gry. Ucieka od gry one-on-one i prawdopodobnie w obawie przed opuchniętymi kolanami nie zmienia tak często kierunków rezygnując z płynności i dynamiki swojego cross-overa. Atakuje kosz średnio 6/7 razy na mecz, trafiając marne 38,4 FG% z tych prób. To sprawia, że czasami zachowuje się wręcz flegmatycznie, m.in. w długich akcjach pozycyjnych, gdy całkowicie paraliżuje bystrość swojego umysły, która w Utah wyróżniała go spośród najlepszych.

– Nie mam nic przeciwko gry z ławki, jeśli to ma pomóc mojej drużynie – mówił po zastąpieniu go w pierwszej piątce przez Jarreta Jacka.

Jego USG% w ofensywie to zaledwie 22,5% posiadań zespołu. Przestał pełnić funkcję generała. Kontuzje pozbawiły go największych atutów i jak dotąd D-Will nie znalazł w swojej grze substytutów. Lionel Hollins miał pomóc rozgrywającemu organizując nieco flex-offense wokół jego obowiązków ball-handlera, ale „it’s just not happening” twierdzi trener. +5,1 punktu w ofensywnej skuteczności z Williamsem na parkiecie to liczba widmo, nie mająca żadnych wymiernych korzyści dla drużyny.

Czasami sprawia wrażenie nazbyt spokojnego, wyraźnie niewzruszonego, jakby czekał na odpowiedni moment. Nie wykorzystuje mediów, by ponarzekać. Ponadto z dużą łatwością godzi się na ustalenia trenera. Trudno odgadnąć, jakie są jego intencje i czy przypadkiem nie chowa czegoś za pozorami całkowitej apatyczności. Brooklyn wcale nie musi się o tym przekonywać, bowiem Billy King mając pełne zaufanie Prokhorowa, jest gotów zacząć od zera.

Poprzedni artykułRaport: Denver Nuggets są gotowi wytransferować wszystkich poza Nurkicem
Następny artykułRaport: Goran Dragic chce odejść z Phoenix. Lakers i Knicks znaleźli się na jego liście

3 KOMENTARZE

  1. Pamiętam jak była tutaj kiedyś dyskusja, albo na 'zawszepopierwsze’, odnośnie tego kto jest lepszym PG, Paul czy Williams ? Werdykt był taki, że D-Will bo potrafił przejmować mecze. Szkoda go.

    Lubię to: 0