LeBron James wypada z gry na 2 tygodnie. Spekulacje po jego rozmowie z Wade’em szybko nie ucichną

9
fot. David Santiago / Newspix.pl
fot. David Santiago / Newspix.pl

Kilka dni temu LeBron James obchodził swoje 30-ste urodziny. Przekroczył tę magiczną granicę, od której coraz częściej patrzy się w metrykę gracza i wypomina mu jego wiek, a określenie weteran staje się coraz bardziej adekwatne. Ale co gorsza, coraz bardziej widać to u niego na parkiecie. Od początku sezonu nie dominuje tak jak dotychczas, stracił nieco ze swojej dynamiki i wygląda jakby rzeczywiście się postarzał.

Ten upływ lat i obciążenie ponad 40 tysiącami minut jakie rozegrał w NBA, odbija się też na jego zdrowiu. Już od preseason narzeka na uraz pleców, który zresztą dokuczał mu też w poprzednim roku, a do tego doszła jeszcze kontuzja lewego kolana męcząca go od startu rozgrywek, która odnowiła się w świątecznym meczu w Miami, kiedy wyskoczył w trybuny walcząc o piłkę. James dokończył tamto spotkanie, a potem jeszcze wystąpił w dwóch kolejnych, ale ostatnie dwa opuścił. Po dokładnych badaniach jego kolana i pleców, lekarze doszli do wniosku, że potrzebuje on trochę odpoczynku, żeby się wyleczyć i jak wczoraj poinformowali Cleveland Cavaliers, będzie poza grą przez następne dwa tygodnie.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułFlesz: Czwarta kwarta D-Rose’a i 9 bloków Pau Gasola. Kolejny dobry występ Wigginsa przeciwko Kings
Następny artykułWy również możecie pomóc Kyrie’emu Irvingowi zarobić 7,5 miliona

9 KOMENTARZE

  1. https://www.youtube.com/watch?v=IGhDodSXiXw

    Ciągle bronicie Wojowie LeBrona, ze po 30, że to tamto, że tych minut tyle gra jakby tyle inni wielcy w przeszłości nie grali, etc …
    na takiej samej zasadzie śmie sie sądzić, że Bryant to najlepszy Laker Ever bo pamięta się młode lata Bryanta, a nie pamięta jak Wielkim graczem był Magic Johnson do 30-tki
    Popatrzeć na to jaki wpływ na Druzyne miał Magic, jak ja prowadził w tamtych lat to ogromna róznica na plus względem Bryanta
    Tak samo, jak się nie pamięta Pippena do 30-tki, sprzed kontuzji.

    Tato Antka https://www.youtube.com/watch?v=TynKwl9rfas

    Lubię to: 0
    • Ale Magic miał pecha że złapał HIVa, a tak bardziej serio to Kobe jest co najwyżej nr 3 w Jeziorowcach, przed nim jeszcze The Logo :D a dla mnie osobiście jest na 5 miejscu, wyżej Kareem i Worthy.

      Lubię to: 0
      • Dla ciebie może być wyżej i Byron Scott i Rick Fox. A nawet Robert Horry.

        Jabbar i Worthy wyżej to oczywisty żart a kwestia Magica i Westa została jednoznacznie przez nich samych rozstrzygnięta. Pierwszy zrobił to Magic ogłaszając, że to Bryant jest greatest laker ever. Na co Jerry wtórował: I don’t think there’s any question in my mind at this point in time – because of him being with this team for his whole career – that he has been the greatest Laker player.

        Lubię to: 0
        • Kwestia kogo mamy uważać za najlepszego Lakersa all time została rozstrzygnięta jednoznacznie Twoim zdaniem, bo Magic i West kilkanaście (w drugim wypadku nawet kilkadziesiąt), lat po zakończeniu swoich karier uczynili medialny ukłon w stronę Bryanta? Nie no argumentacja powala, czapki z głów. A co, naprawdę oczekiwałeś, że każdy z nich powie np. że to on sam był the best? :)

          Dla mnie osobiście najlepszym Lakersem zostanie Magic (i to pewnie już dożywotnio), za to, że jedynym jego wyznacznikiem było, aby drużyna wygrała i robił niesamowite rzeczy, nie dbając tylko o posiadanie piłki i swoje zdobycze punktowe. A polecam zobaczyć jakie swoją drogą wykręcał statsy na około dwóch trzecich (sic!!) usage’u Bryanta i na jakiej skuteczności. A w ciągu dwunastoletniej kariery też zgarnął pięć pierścieni, będąc praktycznie pierwszymi skrzypcami drużyny. W zasadzie 13 sezonów, ale ten ostatni, to nawet nie pół sezonu i to po czteroletnim rozbracie z koszykówką z tytułu HIV, a i wtedy pogrywał całkiem, całkiem.

          Tak więc majki dla Ciebie może to być Bryant uber alles i w ogóle, ale pozwól ludziom mieć swoje zdanie, odmienne od Twojego, a jak już się nie zgadzasz i wszystkim chcesz wmówić, że tylko i wyłącznie Kobe, to użyj choć odrobinę lepszych argumentów, niż co powiedział Magic i West…

          Pzdr

          Lubię to: 0
          • Nie znam lepszego argumentu niż szczera opinia Westa i Magica. Ale oczywiście możecie ją kwestionować tak samo jak kwestionujecie szczerość wypowiedzi Duranta, że nie miałby żadnych oporów aby grać w jednej drużynie z Bryantem. Wszyscy w Polsce wiedzą co myśli naprawdę a czego nie powie Durant, Lebron, Magic i West. Jedni z najbardziej pewnych siebie ludzi na świecie mydlą oczy akurat w przypadku jednej podstarzałej gwiazdy. Pewnie się czegoś boją. Ja tam ufam bardziej im niż wam w tej sprawie.
            Magic to mój pierwszy i zdecydowanie największy idol w koszykówce. To przez niego pokochałem NBA. I, mimo że lubię Kobego, nigdy nie będzie wyżej od Magica w hierarchii najbardziej lubianych koszykarzy. Ale to nie ma nic wspólnego z greatest laker ever. Magic to showtime, Magic to serce być może najlepszych Lakers w historii. Ale cyfry nie kłamią. Bryant odjechał wszystkim konkurentom w tym temacie. I oddala się coraz dalej. Jeśli uważasz, że usage i robienie niesamowitych rzeczy to wystarczający argument za Johnsonem to nie mam pytań. Dorzuć jeszcze średnią asyst w karierze dla podtrzymania dobrego humoru i masz komplet.
            O ile dyskusja czy to jedak Magic czy Bryant ma jeszcze jakiś sens (choć dla mnie rozstrzygnięta przez samego Magica) to wrzucanie Bryanta poza top 2 jest już tylko zabawne.

            Lubię to: 0