Szalone rzuty i trzy dogrywki w San Antonio, zwycięstwo Grizzlies

40
fot. AP Photo
fot. AP Photo

Memphis Grizzlies przyjechali do San Antonio dzień po zatrzymaniu na własnym parkiecie najlepszych w lidze Golden State Warriors i będąc na fali, świetnie rozpoczęli to spotkanie uzyskując wysokie prowadzenie. Nadgarstek Vince’a Cartera nadal był gorący, trafił trzy kolejne trójki i Grizzlies kończyli pierwszą kwartę z dorobkiem 34 punktów, co było największą stratą Spurs na otwarcie meczu w tym sezonie. W drugiej kwarcie ich przewaga przekroczyła 20 punktów i jeszcze w połowie trzeciej prowadzili +17. Wszystko szło po myśli gości i wydawało się, że San Antonio Spurs grający bez Tony’ego Parkera i Kawhi’ego Leonarda wreszcie są do pokonania. Grizzlies nie wygrali z nimi od kwietnia zeszłego roku, natomiast w San Antonio ich ostatnie zwycięstwo miało miejsce, gdy nieoczekiwanie wyeliminowali Spurs w pierwszej rundzie playoffów 2011.

Ale gospodarze nie mieli zamiaru się poddać i nie pozwolili sobie zrobić z tego blowoutu. Pod koniec trzeciej kwarty Danny Green i Manu Ginobili rozstrzelali się na dystansie, trójkę dołożył też Boris Diaw i w sumie pięć trafień zza łuku pomogło im wrócić do gry. Na początku czwartej kwarty dalej trafiali, po kolejnej trójce Greena wyszli na prowadzenie i rozpoczęła się bardzo wyrównana, defensywna walka, która trwała 15 minut dłużej niż regulaminowy czas gry.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułMiędzy Rondem a Palmą (202): Po angielsku hinny
Następny artykułRaport: Celtics rozmawiają z Mavs o wymianie Rajona Rondo

40 KOMENTARZE

  1. Polecam spotkanie z terapeutą, może Tobie pomoże :)
    Albo dotrzeć na zlot w lutym, parę piwek też powinno Cię rozluźnić ;)

    P.S. Jeżeli to angielskie Howh, to nie rozumiem zastosowania tutaj, jeżeli indiańskie, piszemy z 'g’ ;)

    Lubię to: 0
  2. Jak najbardziej celnie i merytorycznie, bo jakoś gdzie nie zajrzysz to coś Cię boli z tym Kobe, teraz całych Lakersów dołączyłeś, a chyba słowem o nich nie wspomniałem. Pragnę też Tobie przypomnieć, że dyskusję rozpocząłeś sam i do końca nie chwyciłeś się tematu ani na moment. Teraz zaczynasz znowu, brawa za niezłomność. Poza drużynami, które lubię i których nie lubię, są również takie co mi całkowicie wiszą, więc LA nie muszę nigdzie dodawać :)

    Lubię to: 0
    • Dobra bo do fabryki trzeba pędzić. Się tak Wolver nie denerwuj, bo ostatnio czterech ci odpisywało i każdemu ostatecznie pisałeś, że nic nie rozumie. Może tak zawile tłumaczysz?
      A i to podobno kibice Lakers nie mają poczucia humoru za grosz i wszystko odbierają personalnie!

      A co to za zlot?

      Lubię to: 0
      • 1. O tych kibiach LA, to nie ja pisałem, ale skoro tak twierdzisz to musisz mieć rację.
        2. Wszystko wytłumaczyłem, ale jeżeli krytyka tegorocznego Kobe jest zamachem na LA i cała jego spuściznę, to jak pisałem, nie ma o czym rozmawiać.
        3. Specjalnie dla Ciebie dołączam czasem emotki, bo może z tymi fanami LA to prawda. Wiem nie lubisz, ale również ich nie zauważasz, jak widzę.
        4. Nie róbmy pierdolnika na temat Kobe z każdego tematu, ja Cię proszę.
        5. W temacie zlotu: https://www.facebook.com/szostygracz?hc_location=timeline
        Możnaby to w ogóle tu ogłosić szanowna „redakcjo”, bo nie każdy ma FB i nie każdy w ogóle tam zagląda.
        6. Co tym „howh”, bo chcę kontekst złapać :)

        Lubię to: 0
        • Geez – dajcie sobie spokój już z tą gównobórzą o Lakersach. Szkoda tracić czas i energię na dyskusje na ich temat, skoro sezon i tak mają stracony…
          Nie wiem jak innym, ale mnie już się ciężko czyta Wasze męczenie buły o LAL i Kobe’em pod każdym możliwym wpisem na 6g ;)

          Lubię to: 0
  3. Są na 6. Graczu rachunki krzywd:-p Redakcjo, może na zlocie o jakieś boisko zahaczyć – 1 na 1, potem po piwie i będzie ok :-) tylko cholera, żadne mi się w tej okolicy nie kojarzy..

    Lubię to: 0
    • W lutym boisko, chcesz mnie zabić? No ale jak będzie mus, to jedziemy z koksem :)
      Ale w zasadzie o jakiejś sali na godziny obiadowe można pomyśleć :)
      Szkoda, że to wypada 14/02. Wielu, zwłaszcza dojazdowych, pewnie nie dotrze, bo żony i kochanki zatrzymają ich z okazji pogańskich Walentynek :P

      Lubię to: 0
  4. Okej ja wiem, że zajawa super meczem i że poruszanie takiego tematu to jak mówienie o śmierci chomika na urodzinach młodszej siostry, ale przeciez przy tej trojce Gasola były KROKI. I to nie jakies delikatne tylko bezczelne oderwanie nogi piwotowej i dodatkowy krok w stronę kosza.

    Lubię to: 0
  5. No były kroki, ale niestety są one nagminnie odpuszczane, zwłaszcza gwiazdom, nie ma co płakać.
    Przestudiujcie signature move Dirka: wchodzi plecami do post, chwyta piłkę, obraca się na jednaj nodze, staje na drugiej, odrywa stopę piwotową i podnosi zgiętą w kolanie. Z reguły robi wtedy kroki, bo chwyta piłkę przed rozpoczęciem obrotu, ale tak już zostało od lat. Większość graczy NBA robi ten numer z resztą :)

    Lubię to: 0
    • Nie no zdaję sobie z tego sprawę, ze ciężko oczekiwać by w NBA gwizdali takie rzeczy, zwłaszcza w crunchtime. Nie nazwałbym mojego postu płakaniem tylko zwyczajnie zwróceniem uwagi na fakty, taki kronikarski obowiązek.
      Co więcej podczas pisania poprzedniego posta myślałem właśnie o Dirku i jego signature move. W sumie obserwacje mam podobne do ciebie.
      Tylko że warto odnotować też że w przypadku Dirka często punktem wyjścia do jego fade away jump shotu jest łapanie piłki gdy dwie nogi są na ziemi i wtedy odejście do tyłu co jest jak najbardziej w porządku. Czasem jednak, a nawet często zdarza się że tempo i balans tego zagrania są zachwiane i wtedy jest to na pograniczu kroków. Tyle, ze moim zdaniem nie jest to aż tak perfidne.
      O tutaj macie to o czym pisze Wolver i to w akcji nr 1 – kroki jak malowane http://youtu.be/1wvJm485yQY?t=3m18s
      A tutaj jak to wygląda porządny fadeaway Dirka (na Aldrige’u :D ) – http://youtu.be/HfewOvwxMR0?t=1m1s

      Dobra sory za ten gruby offtop- super mecz a ja sie tu bawię w personal coacha od fadeawayów… :)

      Lubię to: 0
    • No tak bo przecież gość, który w całej karierze trafił wcześniej 7 trójek na skuteczności ok. 14% to zagrożenie porównywalne z Rayem Allenem.Po drugie Gasol niemal od razu po otrzymaniu piłki złożył się do rzutu a wówczas tylko krok od tego żeby podyktować wolne za faul podczas rzutu, które kto jak kto ale Gasol wykonuje bardzo dobrze.Po trzecie Grizzlies nie byli wówczas jeszcze na bonusie a to oznacza, że otrzymaliby drugą szansę na lepsze rozegranie akcji.Skoro Lee potrafił rzucić game winnera w mniej niż sekundę to i jakiś Carter czy Conley mogliby trafić trójkę z prawie 2 sekundami na zegarze.

      Lubię to: 0
      • Po pierwsze zdążył zrobić kozioł, obrócić się, ominąć obrońcę i rzucić.
        Po drugie obie ekipy były na bonusie.
        Wystarczyło sfaulować Gasola, kiedy był tyłem do kosza, oddać 2 wolne i pojechać do domu z +1…

        Lubię to: 0
        • Powodzenia w powstrzymaniu gościa wyższego o kilka cali przed wykonaniem jakiegokolwiek ruchu.Następnym razem może powinien zatrzymać go w post?To było najlepsze co Ginobili mógł zrobić nie ryzykując przypadkowego faulu.Nawet komentatorzy mówili że nie ma potrzeby faulowania.Oddanie piłki w ręce Gasola to było najlepsze co mogło im się trafić bo nawet Z-bo stanowi większe zagrożenie zza linii 3 punktów.Wpadło?Trudno ale nikt nie powie, że to był zły plan albo że defensywa zawiodła.Sfaulowanie od razu po wyprowadzeniu mogłoby Memphis dać szansę na ponowne i lepsze rozegranie akcji albo sprokurować rzut który zostałby nagrodzony 3 rzutami wolnymi.W zeszłym tygodniu Hinrich z takim właśnie faulem nie zdążył i Ellis doprowadził do dogrywki z linii.Chyba dużo bardziej prawdopodobnym scenariuszem przed tą akcją było to, że Gasol może trafić wszystkie wolne niż że trafi w wykroku za 3 punkty?

          Lubię to: 0
          • Jeżeli tracisz punkty, to tak defensywa zawiodła. Zachował się tak nie inaczej i dał się minąć. Reszta to już dywagacja, co by było gdyby…

            A co byłoby gdyby Pop w finale 2013 w meczu nr 6 nie zdjął Duncana(?) w końcówce? Zdjął, ponieważ chciał bronić trójek, w efekcie dostał niecelną 3, stracił zbiórkę i Allen trafił. Mogło być po finałach, a tak był 7 mecz i smuteczek na koniec.

            Ważne, że statystycznie się taka decyzja broniła na całej długości?

            Lubię to: 0
          • Widzisz Lucek szkopuł w tym, że po fakcie łatwo analizować i się wymądrzać. A gdyby Duncan został na boisku i dzięki temu Miami trafiło za 3 od razu, bo rozrzuciliby obronę, to byś powiedział, że głupi Pop Duncana na boisku zostawił, nieprawdaż? Tak źle i tak niedobrze :) Poza tym zostawienie go na parkiecie nie gwarantuje zbiórki w obronie z automatu, tylko przy niej pomaga. A co do faulu na Gasolu i ewentualnych dwóch osobistych, to jest ten problem, że Marc mógł jeszcze pierwszy trafić, a drugi spudłować i był czas na dobitkę gdyby zebrali i statystyczna szansa na to jest większa niż to, że center Miśków trafi za 3 z ok. 8m i odchylonej pozycji. Spurs mieli najlepszą sytuację tym momencie, w jakiej mogli się znaleźć, ale niestety ślepej kurze trafiło się ziarno :)

            Lubię to: 0
          • Ja dziękuje chłopie, zrozum że defensywa polega na wybieraniu najbardziej optymalnych rozwiązań.Ludzie trafiają game winnery zza połowy ale czy to znaczy, że są to dobre rzuty i defensywa w takim momencie zawodzi?To tak jakby mieć pretensje do Gasola gdyby to Spurs wygrali mecz, ze dał rzucić Duncanowi pokracznego buzzera w 2 dogrywce.Bronił dobrze ale wpadło, trener Grizzlies na pewno wolał takie rozwiązanie niż na przykład dopuścić Dannyego Greena do rzutu.Teoretyzować sobie można po fakcie a prawda jest taka, że od czasu do czasu będą się zdarzać tak szalone rzuty bo to najlepsza liga świata.

            Lubię to: 0
  6. Naprodukowałem się już odnośnie kroków Dr Marca :) teraz trochę o meczu.
    W zasadzie jest to słówko do tych którzy już chcieliby w tym meczu widzieć prognostyk niechybnej detronizacji SAS.
    Wiecie jak to jest wyciągać daleko idące wnioski na podstawie zwycięstwa MEM po 3 dogrywkach w meczu, w którym nie grał Parker i Leonard. MEM roztrwonili grubą przewagę, musieli ratować się dwiema trójkami na finiszu 4 kwarty (w tym jedną szaloną 3 Gasola) i wygrali po 3 dogrywkach gdzie dopiero w 2giej to SAS musiało uciekac się do zimnej krwi Timmiego rzucającego sprzed nosa doktorowi :)

    Jak dla mnie na 7 takich spotkań 5 wygrają SAS, zwłaszcza jak będą mieli Parkera i Leonarda.
    SO relax, take it easy. Ja osobiście na razie podchodzę do tematu tak, że Spurs są takim niedobudzonym po zimie niedźwiedziem (trochę to kiepskie porównanie w kontekście meczu z Grizzlies :) ). Zdarzają im się wpadki, nie wyglądają jakoś zabójczo. Niby zwierzątka w lesie sobie harcują póki mogą, ale za jakiś czas może się okazać, że król jest tylko jeden i właśnie powrócił.
    Dla mnie mistrz nadal jest jeden i nie zwątpię w Spurs zbyt wcześnie, tak jak zdarzało mi się kilka razy w przeszłości. Zwłaszcza po tym co widziałem w finałach. :)

    Lubię to: 0
    • Hehehe…. zawsze byłem kiepski w dobieraniu porównań (albo dobry w wymyślaniu kiepskich porównań :D ) i jestem tego świadom, ale dzisiaj biję chyba jakiś osobisty rekord :D

      Lubię to: 0
  7. Spurs mogli ten mecz wygrać dwukrotnie a przegrali przez fatalną skuteczność Duncana na linii rzutów wolnych i prawdopodobnie dwa z najgłupszych zagrań w historii „Spurs basketball”.To co zrobił pod koniec 4 kwarty Diaw a potem w dogrywce Ginobili było żenujące i mogło się przydarzyć komuś pokroju Josepha czy Andersona a nie tak doświadczonym zawodnikom.

    Lubię to: 0