Chris Bosh szykuje się do powrotu do roli pierwszej opcji w ataku i do gry w post-up

6
fot. Hector Gabino / Newspix.pl
fot. Hector Gabino / Newspix.pl

$118 milionów za pięć lat – nowy kontrakt Chrisa Bosha z Miami Heat, drugi najwyższy w całej lidze z podpisanych w czasie tegorocznych wakacji. Ale zaskakująco mało było dyskusji o tym, czy jest on w ogóle wart tak dużych pieniędzy. Pamiętam jak jeszcze przed startem offseason wszyscy zastanawialiśmy się ile mniej on i Dwyane Wade powinni wziąć, żeby LeBron James dostał maxa i żeby starczyło jeszcze na wzmocnienia. Wtedy wycenialiśmy Bosha zupełnie inaczej i pojawiały się głosy, że nawet bez kompromisów na rzecz drużyny, nie zasługuje on na więcej niż $12-14 milionów rocznie. Później jednak odszedł LeBron, a zdesperowani Heat szybko rzucili Chrisowi wszystko co mieli, przekonując go do pozostania na Florydzie. Dostał aż $118 milionów. Wcześniej taka suma w jego kontekście wywołałaby śmiech i niedowierzanie, ale kiedy to stało się faktem, trudno było usłyszeć jakieś poważne głosy krytyki. A przecież mówimy o zawodniku, który z Wielkiej Trójki najczęściej był krytykowany. Przez cztery lata był tylko tym trzecim w drużynie i zaskakująco dobrze kibice Heat przyjęli informację, że teraz będzie ich numerem jeden. Pewnie byli jeszcze w głębokim szoku po przeczytaniu listu swojego byłego już gwiazdora w SportsIllustrated, dlatego wysokość kontraktu Bosha zeszła na dalszy plan. Liczyło się przede wszystkim to, że on zostaje i zespół nie rozsypuje się zupełnie.

Teraz jednak nie będzie już taryfy ulgowej dla Bosha. Jest najlepiej opłacanym zawodnikiem drużyny i bardzo często będzie mu to wypominane, ponieważ wraz z zarobkami wzrosną też oczekiwania wobec niego. Jego kolana są w znacznie lepszym stanie niż u Wade’a i to on ma stać się pierwszoplanową postacią zespołu. Ma wrócić do roli jaką pełnił w Toronto i podobno jest na to gotowy. Nie będzie już tylko uzupełnieniem dla swoich dwóch kolegów, dlatego też zamierza ponownie grać w stylu, jaki prezentował będąc gwiazdą Raptors.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułSzósty Gracz #rank6G 2014: #60-51
Następny artykułMiędzy Rondem a Palmą (156): Zapowiedź sezonu New York Knicks

6 KOMENTARZE

  1. A ja tam wierze w Bosha. Na atakujące desce prezentował zawsze szeroki wachlarz zagrań, do tego ma dobry rzut z poldystansu, co przy jego wzroście jest mocnym atutem. W Heat jego rola zmalała, co nie dziwi jeśli obok biega Wade z LeBronem. Rozwinął się jednak jako obrońca i gracz bez piłki, nigdy nie rozumiałem tej fali krytyki w jego kierunku (pomijając oczywiście całą błazenadę z „not three, not four…). Jako pierwsza opcja pewnie da rade, ciekaw jestem tylko czy reszta drużyny zaakceptuje go jako lidera.

    Lubię to: 0