Żegnamy kolejną byłą „przyszłą gwiazdę”

2
Hector Acevedo / Newspix.pl
Hector Acevedo / Newspix.pl

Mówi się, że nie powinno się żyć w przeszłości. W NBA groźniejsze nawet jest życie przyszłością. Przez ostatnich kilka lat od czasu do czasu zdarzało nam się żyć w świecie, w którym Anthony Randolph miał być gwiazdą. Wystarczyło jakieś niespodziewane 20/10, kilka bloków i przechwytów lub 42 punkty w lidze letniej. Wszyscy dokoła śpieszyli się, by przewidzieć jego przyszłe wyczyny, żeby potem po latach móc wspominać: „tak, wierzyłem w tego chłopaka od samego początku”. Robiliśmy to wszystko, bo było to łatwe. Prawie 7 stóp wzrostu, elitarny atletyzm, długie ręce niczym z kreskówki i twarz Monty Ellisa. Od Shaqa miał wojskowego ojca stacjonującego w Niemczech i krótką karierę na LSU. Od Kevina Garnetta 19 lat, sylwetkę, umiejętność bronienia wszystkich pięciu pozycji i arogancję – tę dobrą arogancję, jak lubili podkreślać dziennikarze. Od Lamara Odoma kozioł, lewą rzucającą rękę i – całkiem bezpośrednio – zapowiedź wielkości:

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułMiędzy Rondem a Palmą (133): Wziął 60 milionów dolarów, olał kadrę
Następny artykułDerrick Rose nie trenował w poniedziałek, ostatnie cięcia w Team USA już w czwartek?

2 KOMENTARZE