Summer League w Orlando, dzień 1: Nerlens Noel, hello!

10
fot. nba.com
fot. nba.com

Cezary Szwarc

Koszykówka zza wielkiej wody wróciła. Jeszcze przez parę miesięcy nie zobaczymy jej w tym najlepszym wydaniu, ale możemy cieszyć się Ligą Letnią – najpierw w Orlando (5-11 lipca), następnie w Las Vegas (11-21 lipca). Ta pierwsza już wystartowała i choć jest brzydszą siostrą „Nevady” to również ma swoje smaczki.

Będę analizował najciekawsze występy w tegorocznej Summer League, oceniał raczej pod kątem indywidualnym, bo jakie znaczenie mają tutaj wyniki drużynowe? Skupimy się na pierwszoroczniakach, graczach pominiętych w naborze. W końcu to parkiet najlepiej weryfikuje talent.

Orlando Magic – Philadelphia 76ers 83:77

Pamiętacie jeszcze takiego zawodnika, jak Nerlens Noel? Tak, tak, ten sam, do którego Philadelphia 76ers wybrała w tegorocznym drafcie (do kompletu – a co tam!) kolejnego centra – Joela Embiida. Miasto braterskiej miłości ma jak widać słabość do ludzi kontuzjowanych (…Bynum?) i nikomu swej pomocy nie odmówi.

Noel po zdrowotnych przygodach czekał rok, aby zadebiutować w NBA. W sobotę pokazał się na boisku w starciu z gospodarzami ligi – Orlando Magic.

Kto miał okazję zobaczyć Noela w akcji nie powinien być zawiedziony.

Oczywiście nie można było liczyć z jego strony na popis ofensywny, ale center i tak zaliczył 19 punktów, trafiając 6/11 rzutów z gry i dorzucając świetne 7/7 z linii. Noel nie podjął się na szczęście rzutu za trzy – i dobrze, bo widząc jego rzut z 5-6 metrów można było przeżegnać się lewą ręką. Rzut po koźle z półdystansu Noel ma ułożony jak nierozpakowane puzzle… Na szczęście nieco lepiej było pod koszem, gdzie nowy center Sixers przypominał taktyką na grę Andre Drummonda z Summer League – i tak wyskoczę wyżej niż wy! (dunk w pierwszej akcji).

Noel nadrabiał atletyzmem i dobrym wyczuciem na piłce przy floaterach. Praca nóg w grze tyłem do kosza ssała, ale tylko tam. Kiedy przechodził do gry przodem do obręczy okazywało się, że ma niesamowicie szybki pierwszy krok, którym mijał w akcjach face-up. Również dzięki niemu rozpoczynał wiele kontrataków, które notabene inicjowała jego defensywa i bardzo aktywne dłonie – 4 przechwyty.

Po drugiej stronie parkietu Noel pokazywał mądrą obronę, która polegała na wykorzystaniu szybkiej pracy stóp, przewidywania ruchu atakujących oraz wyskoku, wyczucia i zasięgu rąk. Potrafił ustać grającego na koźle point guarda i odpowiednio przemieszczać się pod koszem, aby zastawiać drogę wysokim rywalom. Niestety defensywne atuty nie pozwoliły mu zebrać wielu piłek. Z dwoma zbiórkami wyglądał śmiesznie, ale nadrobił za niego kolega z drużyny – najlepiej zbierający w meczu  Hollis Thompson, który do 14 zbiórek dołożył jeszcze 5 asyst i 5 oczek.

Prywatną wojnę z Victorem Oladipo prowadził z kolei Casper Ware, który myślał, że trafieniem trzech trójek zapewnił sobie status gwiazdy małej ligi. Lider Magic grał jednak niczym generał, poważnie i bez przesadnych emocji – hej, przecież to Summer League. Tak więc generał Oladipo zdobył 18 oczek, wyrwał 6 piłek pod tablicami i rozdał 3 asysty. Nie grał jednak na 100%, utykał na kostce. Dawał pole do popisu dla kolegów, samemu jedynie zabawiając się czasami w nękanie rywali swoją żelazną perimeter defense.

W Magic debiutowali również tegoroczni „draftowicze” – Aaron Gordon i Elfrid Payton. 24 minuty na parkiecie spędził też Seth Curry, który wciąż myśli, że trafianie za trzy leży w genach, a nie ciężkiej pracy.

Wracając jednak do Gordona i Paytona. Pierwszy od razu zwrócił na siebie moją uwagę grą za linią trzech punktów. Wciąż aktualne są pytania, czy Aaron to SF, czy PF? Po wczorajszym spotkaniu widzę w nim zdecydowanie więcej „trójki”, niż sam się spodziewałem. Nie razi rzutem za trzy, ale dobrze wychodzi po zasłonach na górę, a następnie mądrze szuka ścieżki ścięcia pod kosz. Skończył mecz z 7 punktami i trafił tylko 3 z 11 rzutów, ale mimo to pozostawił po sobie dobre wrażenie.

Na przykład takie:

Co innego Payton – 18 minut, 3 zbiórki, 2 asysty i 2 oczka (1/4 z gry) – podobno. Tak mówi box score, bo uwagę bardziej zwracał na siebie Marcin Gortat siedzący w jaskrawo żółtej koszulce za jednym z koszy.

Z aktorów drugoplanowych spodobał mi się Romero Osby – typowy za niski (203cm) POWER forward, grający na pohybel. Rzeźnik. Znacie takich – Jak nie wsadzę, to nie trafię. Ale jak nie trafię, to chociaż kogoś zaboli.

W meczu dla 76ers zagrał też gwiazdor D-League – Pierre Jackson. Autor 56-punktowego meczu na zapleczu NBA, zaczął z wysokiego C. W 7 minut zdobył 7 punktów, jednak szybko odniósł kontuzję ścięgna Achillesa  – być może nawet jego zerwania. Jackson – pozyskany w noc draftu z New Orleans Pelicans – został zniesiony z parkietu i na pewno nie zobaczymy go już podczas ligi letniej. Jeśli kontuzja naprawdę okaże się zerwaniem Achillesa, to możemy zobaczyć go dopiero za rok… ponownie w lidze letnej.

Miami Heat – Boston Celtics 77:85

Marcus Smart miał być smart, a Shabazz Napier to najlepszy rozgrywający tego draftu. Tę drugą część dopowiedział LeBron James, który wymusił na Miami Heat pozyskanie odpowiedniego picku w naborze, aby mieć Napiera w swoim (?) składzie.

To miał być świetny pojedynek między dwoma utalentowanymi point guardami z tego naboru, jednak w pierwszej połowie mógł przyprawić o mdłości. Obaj nie trafiali swoich rzutów i ofensywnie wyglądali tragicznie. Po pierwszej połowie mięli łącznie 4 punkty, w tym żadnego z gry, gdzie byli 0/12.

 – Rozkręcili się, chłopcy… – w drugiej połowie, ale i tak dużo lepiej wypadł Smart, którego grę ESPN określiło jako brutalną. Napisano też o nim  – Granie przeciwko Smartowi nie jest fajne – bo naprawdę nie jest. Smart ma 193 cm wzrostu i waży jakieś 105 kilogramów – mniej więcej tyle samo, co mierzący 211 cm wzrostu Nerlens Noel. Smart wymusił 5 przechwytów, samemu tracąc spaldinga tylko raz i skończył mecz z 10 oczkami.

Gorzej wypadł Napier, który w drugiej połowie nadal forsował rzuty, przez co skończył na skuteczności 3/15 z gry, w tym 2/9 za trzy. Nie zachwycił liczbą asyst (2), a zdumiewał umiejętnością, z której szeroko znani są nasi kadrowi rozgrywający  – podań w poprzek boiska. Doprowadziło to do 8 strat.

Najlepszym zawodnikiem meczu był Kelly Olynyk, który przybrał ostatnio na masie mięśniowej prawie 7 kilogramów! Zawodnik Celtics już rok temu dominował w Lidze Letniej, więc nie było niespodzianką, kiedy zdobył 20 oczek trafiając 8/17 rzutów z gry we wczorajszym spotkaniu. Niestety, przez zwiększenie masy, Olynyk widocznie stracił na szybkości, której i tak nie miał zbyt dużo. Czasami zostawiał za dużo miejsca w ataku dla Justina Hamiltona z Heat i prawie w ogóle nie zastawiał obręczy.

Po boisku biegał center nazwiskiem Iverson. Zdobył 10 punktów i o dziwo był biały.

Indiana Pacers – Brooklyn Nets 81:101

Bez zaskoczenia. Zawodnicy z doświadczeniem w lidze zdominowali ten mecz i w taki oto sposób Mason Plumlee zanotował 23 punkty i 7 zbiórek, trafiając 8/11 rzutów z gry. Szybko przypomniał swojemu trenerowi, że potrafi już grać na poziomie NBA i po 24 minutach zakończył mecz. 14 punktów dorzucił też Marquis Teague. W drużynie przeciwnej 6/15 z gry, w tym żadnego trafienia za trzy, zanotował Donald Sloan – 21 punktów (9/11 z linii).

Houston Rockets – Detroit Pistons 89:95

Już sama obecność na trybunach braci Van Gundy dobrze wpływa na morale drużyny. To był mecz, w którym dwóch mało znanych guardów Rockets zrobiło ałła defensywie Tłoków, a mimo to ekipa z Motown wygrała.

Nick Johnson wybrany w drugiej rundzie tegorocznego draftu zdobył 18 punktów i skrzywdził Pistons tym:

Chris Crawford pominięty w naborze trafił 8 z 13 oddanych rzutów z gry (+1FT) na 20 oczek z ławki rezerwowych. Na wołanie o pomoc ze strony Pistons odpowiedział Kentavious Caldwell-Pope – wjazdy pod kosz, rzuty nie spod tablicy, a nad rękami obrońców, niezłe wyczucie przy floaterach i twarda obrona. 26 punktów, 6 przechwytów.

Oklahoma City Thunder – Memphis Grizzlies 63:84.

Perry Jones, Jeremy Lamb i Steven Adams poznali już nieco ligę i gdyby się bardziej postarali, mogliby wygrać ten mecz. Ale to Liga Letnia i tutaj mecz przejmują rozgrywający, którzy z rozgrywaniem piłki nie mają wiele wspólnego. Dziś padło na Jordana Adamsa – pokaźnych rozmiarów (196cm) two-guarda z UCLA. Nowy nabytek Grizzlies zdobył 22 punkty – był on fire na dystansie – 4/6 za trzy w tym jedno trafienie z faulem i +/- na poziomie +27.

Lamb – jeden z najlepszych zawodników zeszłorocznej SL zdobył 14 oczek, Jones 15 punktów, a Steven „Kamienna twarz” Adams nabawił się lekkiej kontuzji łydki i zaliczył tylko 7 punktów.

P.S. Wspominałem o Gortacie, prawda? Nie mógłbym więc zostawić was bez tego wywiadu:


__________________________________

Chciałbyś mieć dostęp do większej ilości takich artykułów?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, przeczytaj więcej darmowych artykułów, a przekonasz się, że naprawdę warto.

__________________________________

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni39 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni120 zł

0

KOMENTARZE

  1. fajnie, że mamy relacje z SL
    nawet znalazł się tam MG
    Noel, J. Adams i K C-P na plus, raczej też Smart
    Noel zaskoczył mnie trafianiem wolnych, szybkością, pierwszym krokiem oraz asystami
    szkoda Jaksona

    Lubię to: 0