3-na-3: Przed meczem nr 2 Finałów

3
fot. Michael Laughlin / Newspix.pl
fot. Michael Laughlin / Newspix.pl

1. Mecz nr 1 Finałów był:

Przemek Kujawiński: Rozczarowujący. Po bardzo dobrej pierwszej połowie, druga stała pod znakiem zepsutej klimatyzacji. Część zawodników twierdziła później, że temperatura wcale im nie przeszkadzała, ale widząc przebieg drugiej odsłony trudno im wierzyć. Mnóstwo strat i brzydkiej koszykówki i – niestety – problemy LeBrona Jamesa zepsuły nam ten pojedynek. Wciąż, trzeba oddać Spurs, że w odpowiednim momencie potrafili zebrać się do kupy i w fenomenalnym stylu zamknęli mecz.

Maciej Kwiatkowski: (przepraszam) Antyklimatyczny. Heat prowadzili +4 po trzech kwartach i byli na O gdy LeBron James grał w czwartej kwarcie, -19 kiedy nie grał. To oczywiście nie tak, że James zatrzymałby kawalkadę San Antonio, ale może to on kryłby Danny’ego Greena w ostatnich minutach i może nie byłoby punktów Greena i Borisa Diawa w kontrataku, gdyby James był na parkiecie i Heat lepiej egzekwowali atak pozycyjny. Dwyane Wade i Chris Bosh trochę uciekli spod topora krytyki. Jak zwykle tematem nr 1 był LeBron i powinien być.

Adam Szczepański: Meczem, który zapisze się w historii. Może w latach 80-tych gra w gorącej Boston Garden bez klimatyzacji nie była niczym nadzwyczajnym, ale czasy się zmieniły i teraz mecz w saunie coś, co jeszcze długo będziemy wspominać. Obojętnie jak te Finały się zakończą, ten początek będzie dużą częścią historii. Albo Spurs wygrają, ponieważ 'pomogli sobie’ w Game 1 i pewnie pojawią się jakieś nowe teorie spiskowe. Albo LeBron przezwycięży swoje fizyczne słabości, podniesie się po tym upadku i poprowadzi Heat do threepeat, a jego legenda będzie rosła.

2. Jedno usprawnienie, które wprowadziłbyś na mecz nr 2 gdybyś był Popovichem/Spoelstrą to:

Kujawiński: Nie wydaje mi się, żeby Pop w tym momencie musiał już próbować coś usprawniać. Spurs – jeśli tylko nie tracili piłek – realizowali swój plan bez zarzutów. Spoelstra będzie miał jednak trochę do zrobienia i myślę, że powinien zdecydować się wreszcie na to, w jaki sposób bronić pick-and-rolle San Antonio. W meczu numer 1 Heat byli bardzo niekonsekwentni w tym co robili i wyglądało to tak, jakby nie potrafili się zdecydować na to, czy wychodzić wysoko z podwojeniami, a kiedy już to robili, to byli mało agresywni i łatwo dawali Spurs wychodzić z pułapek.

Kwiatkowski: Krył Jamesa w pierwszej kwarcie jak w Finałach 2013. Gregg Popovich oczywiście znów zagrał inaczej niż przeważająca opinia. Po meczu nr 4 WCF „miał” wstawić do piątki Borisa Diawa – wyszedł z Mattem Bonnerem. Przed meczem nr 1 Finałów „miał” powrócić do dawania Jamesowi przestrzeni, tymczasem Kawhi Leonard i Diaw kryli go ciasno, a Spurs przechodzili powyżej – nie poniżej – picków z jego udziałem. Popovich albo jest geniuszem, albo jest po prostu przekorny. Prawdopodobnie jedno i drugie. Teraz – gdybym był Popem… – wróciłbym się do Finałów 2013 i obrócił nadciągającą agresję Jamesa przeciwko niemu. Dał mu miejsce. Jeśli jego kilka pierwszych rzutów nie wpadnie – Spurs mogą zdobyć mentalną przewagę nad graczem bez którego Miami w tych Finałach nie istnieje. Jeśli zaczną wpadać – bunkier.

Szczepański: Wróciłbym się do taktyki sprzed roku przeciwko LeBronowi. W meczu nr 1 Spurs nie zostawiali mu tyle miejsca co wtedy, nie przechodzi pod zasłonami, a kiedy był wolny na dystansie, starali się szybko do niego dobiec. Zdobył 25 punktów. Teraz można sprawdzić, czy zachęcanie do jumperów nadal działa, bo jak pamiętamy rok temu poziom 20 przekroczył dopiero w Game 4. Poza tym, myślę, że warto go nieco zaskoczyć, żeby w dalszej części serii przed każdym meczem nie miał pewności jak będą go kryć.

3. Kto wygra mecz nr 2?

Kujawiński: Miami. James będzie miał dużo motywacji. Mario Chalmers, który może być tu kluczowy po bronionej stronie parkietu, nie powinien mieć drugi raz z rzędu problemów z faulami. Wydaje mi się, że czeka nas podobny scenariusz jak w zeszłym roku i obie drużyny podzielą się zwycięstwami po pierwszych dwóch spotkaniach.

Kwiatkowski: San Antonio. Popełnili 23 straty i blisko połowa z nich nie miała praktycznie nic wspólnego z tym jak bronili Heat. Oddali też Miami za dużo czystych trójek w transition, których na ich szczęście Heat nie trafiali. Podejrzewam, że Popovich wytłumaczył dobitnie swojej Reszcie Świata, że drugi raz już nie wygrają meczu grając równie beztrosko. Spurs nie powinni tego powtórzyć, co razem z grą w AT&T Center – gdzie wygrali osiem kolejnych meczów w tych playoffach minimum +15 punktami i bóg wie jakie atrakcje jeszcze przygotowali – da im 2-0 w tej serii.

Szczepański: Miami. Już wiele razy udowodniali, że potrafią odpowiedzieć po porażce i teraz spodziewam się, że znowu to zrobią. Zwłaszcza James będzie zmotywowany, żeby po tym fatalnym końcu poprzedniego meczu, teraz poprowadzić Heat do zwycięstwa. Warto jeszcze przypomnieć, że Heat nie przegrali dwóch kolejnych meczów w playoffach od serii z Celtics w 2012 roku.

0
Poprzedni artykułLeBron jeszcze nie krzyczy na Chalmersa, ale Spoelstra już wyraził swoje niezadowolenie z jego gry
Następny artykułKurcze, skurcze – Manu i Boris!

3 KOMENTARZE

  1. B. dobra odpowiedź Przemka na 2 pytanie. Spurs zagrali dobrze, prowadzą i grają u siebie. To na pewno nie jest jeszcze czas, żeby od razu zmian szukać. Czy zmuszenie nabuzowanego po g1 Jamesa do jumperków w g2 może się opłacić? Niekoniecznie. Po pierwsze to broń obusieczna i LBJ może akurat trafiać i doprowadzić do 1-1. Po drugie SAS mogą wygrać g2 grając jak g1 a to usprawnienie sobie na dalszą część serii zostawić. Plus są inne rzeczy do rozwiązania przez oba teamy, które wydają się istotniejsze (obrona p’n’r, zamykanie strzelców za 3).

    Co ciekawe g2 to NIE JEST must-win dla Heat. Nawet jeśli przegrają to grają następne dwa mecze u siebie i mogą wyrównać. Mogą, bo są MIA i mogą bo chociażby OKC udowodnili, że wygranie g3 i g4 u siebie z SAS jest do zrobienia. A jeśli dodamy do tego, że Heat mają też jakiś długi streak serii PO z przynajmniej jednym zwycięstwem na wyjeździe, więc dodatkowo pewnie też g2+/-g5 wyrwą…

    Heat wyglądali zaskakująco dobrze już w g1 i już wtedy sądziłem, że mogą to wyciągnąć. Tym bardziej stawiam na ich w g2 :)

    Lubię to: 0