Nikt nigdy nie dominował jak LeBron James

62
Allen Eyestone / Newspix.pl
Allen Eyestone / Newspix.pl

To idiotyczna dyskusja. No, ale lubimy idiotyczne dyskusje. To z powodu idiotycznych dyskusji ktoś kiedyś wymyślił piwo. Do tego, finały NBA dopiero za miliard lat i potrzebujemy jakiejś idiotycznej dyskusji.

Spróbujmy ją jednak zrobić nieco mniej idiotyczną. Może zamiast zadawać pytanie, kto był najlepszym koszykarzem w historii, zapytać, kto był najbardziej dominującym w swojej epoce?

Dyskusja o tym, kto był najlepszy rozbija się przecież zawsze o porównywanie czasów, w których grali dani zawodnicy. Lance Stephenson przestawiłby w post George’a Mikana, mówią w takich momentach najbardziej elokwentni z rozmówców. Nie dajmy takiej szansy tym bardziej elokwentnym. Przede wszystkim zaś, na wszystkich bogów, nie dajmy dojść do głosu psychofanom Kobego Bryanta.  Odejmijmy też z równania regularne statystyki. Pozostawmy jedynie to, co pokazuje danego gracza na tle czasów, w których grał. To, jak postrzegały go “jego czasy” i co udało mu się w nich osiągnąć i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

No więc, kto był najbardziej dominującym zawodnikiem wszech czasów?

Powiecie – no tak, ale dominować nie można przecież przez całą karierę, trzeba by tu wybrać jakiś okres, najlepiej tak zwane prime danego gracza. Ja powiem – jestem jak Gregg Popovich tej dyskusji i jestem krok przed wami. Wymyśliłem sobie takie prime. Wybrane bardzo arbitralnie, bo ze względu na najlepsze lata LeBrona Jamesa – tych zaś było sześć. Nie oszukujmy się bowiem, jeśli podejmujemy tę dyskusję, to ze względu na niego właśnie, bo gdzieś tam kołacze już myśl, że może to jednak on powinien otwierać tego typu zestawienia…

Postanowiłem zabawić się trochę – nie mogąc stukać za głośno w klawiaturę, w czasie gdy mój siostrzeniec ucinał sobie drzemki w najróżniejszych godzinach – i znaleźć jakiś wyznacznik “dominacji”. Wymyśliłem jeden, który ma dla mnie trochę sensu i co ciekawe, całkiem nieźle wskazał graczy z popularnych list najlepszych zawodników wszech czasów. Mianowicie jest to procent zdobytych punktów w głosowaniach na MVP ligi. Wychodzę z założenia, że w ten sposób dowiemy się całkiem nieźle, jak oceniali danego gracza ludzie z “jego epoki” (najpierw sami zawodnicy, a od 1981 roku dziennikarze).

Zrobiłem więc zestawienie, z którego wynika, jaki zawodnik w ciągu kolejnych sześciu lat miał najwyższy procent zdobytych punktów. Oto wyniki:

top10

Zanim zacznie krzyczeć (pamiętajcie, jestem krok przed wami). Tak, wiem, że również w tym wypadku są zmienne, których nie możemy kontrolować: ilu było głosujących, ile przyznawano maksymalnie punktów i kto głosował. Mimo wszystko sami przyznacie, że to całkiem przyzwoite Top 10 w historii. Oczywiście wciąż mówimy to tylko o wybranych – najbardziej dominujących pod tym względem – latach kariery.

Dla zaostrzenia dyskusji dla tej dziesiątki sprawdziłem jeszcze kilka rzeczy, a więc przede wszystkim jakie miejsca zajmowali dani zawodnicy:

top10 1

Jak daleko zachodziły ich drużyny:

top10 2

Jaki procent swoich spotkań wygrywały ich drużyny w tym czasie, ich drużyny z nimi na parkiecie i ich drużyny bez nich:

top10 3

To oczywiście jedynie zabawa i jak zaznaczyłem na wstępie, budowanie list wszech czasów i porównywanie zawodników między sobą bez uwzględnienia epok w jakich grali, jest trochę idiotyczne. Każdy gracz na tego typu liście był dobry na jakimś tle. Tym tłem były jego czasy i ostatecznie, nawet jeśli nie pisze się o tym wprost, to wszelkie tego typu klasyfikacje biorą to i tak pod uwagę (“gracz x jest wśród najlepszych w historii, bo dominował w swojej epoce”). W gruncie rzeczy nikt chyba nie wierzy, że George Mikan “z tamtych czasów” byłby zdolny grać dzisiaj w koszykówkę w NBA?

Zabawiłem się w zrobienie tego zestawienia z jednego powodu (właściwie z dwóch, ale zostawmy już w spokoju mojego siostrzeńca). Może wam się to nie podobać, możecie odrzucać to, przeklinać i zaklinać rzeczywistość, ale LeBron James już teraz jest w absolutnej czołówce “najlepszych graczy w historii”. Niewielu osiągnęło tyle co on, nikt nigdy indywidualnie nie zdominował NBA (subiektywnie, w oczach mu współczesnych) w sposób, w jaki on zrobił to w czasie ostatnich 6 lat. Możecie skończyć gadki w stylu “no może top 10”. To już się stało. James jest tu gdzieś i dobija się do samego szczytu. No i nie ma jeszcze nawet 30 lat.

Ale…

Co uważniejsi z was zauważyli gwiazdkę. Jest haczyk – pomijając wszelkie niedoskonałości “statystyk”, których użyłem – jest jeszcze jeden haczyk. Tą gwiazdką jest Michael Jordan i pytanie, bo by było gdyby nie przerwał swojej kariery w 1993 roku. Tylko i wyłącznie z tego powodu jego “najbardziej dominujący” 6-letni fragment kariery miał miejsce wcześniej. Tego nie dowiemy się nigdy. Możemy jednak sprawdzić jak sprawował się MJ w swoich dwóch “3-latkach”, czyli w latach 1990-93 i 95-98.

Jordan zdobył wtedy 87% wszystkich możliwych punktów w głosowaniach na MVP (4 tytuły, drugi i trzeci). Jego Bulls zaś wygrywali 6 tytułów i… 79% wszystkich swoich spotkań w sezonach regularnych (byli 1-5 bez niego).  I to właśnie, moi drodzy, nazywamy prawdziwą dominacją.

Nie zachęcam was, żebyście do wszystkich powyższych liczb podchodzili całkiem poważnie, bo mają one swoje ograniczenia, ale myślę, że da się z nich wyciągnąć kilka pouczających ciekawostek (że Russell i Bird przez sześć lat nie wypadali w głosowaniu z top2, jakimi potęgami byli Celtics we wczesnych i Lakers w późnych latach 80., że nie da się znaleźć statystyk, które nie potwierdzają wielkości Jordana, że Spurs właściwie są lepsi… po prime Duncana), a najważniejsza z nich jest taka, że LeBron James jest już w gronie TYCH nazwisk. Te sześć lat w zupełności wystarczy. Czy tego chcecie, czy nie.


__________________________________

Chciałbyś mieć dostęp do większej ilości takich artykułów?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, przeczytaj więcej darmowych artykułów, a przekonasz się, że naprawdę warto.

__________________________________

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

3

KOMENTARZE

  1. Nie czytałem komentarzy bo szkoda czasu. Tak naprawdę taką dyskusję możemy rozpocząć dopiero po poznaniu wyników serii finałowej. Jeżeli Heat przegraja to po sprawie niema 3peat i nikt tego niezapomni Jamesowi i wtedy w dyskusji na temat kto jest królem królów MJ zawsze numerem jeden. Natomiast odwrotna sytuacja nic nie zmieni bo LBJ zrówna sie z jordanem i tyle. Cala historia będzie trwała aż do momentu w którym LBJ zdobędzie 7 pierścieni, jeden po drugim. Pozdro.

    Lubię to: 0
  2. Wszyscy znają Jordana, bo on był twarzą ligi gdy ta wkraczała do Europy, spytajcie w Chinach kto to LBJ a kto MJ, więcej ludzi rozpozna LBJ niz MJ

    Lubię to: 0
  3. Jeżeli ten tekst to podpucha – a na taką wygląda – to gratuluję, udało się, fajnie się czytało, itd.

    Natomiast jeśli to “tekst na poważnie”, to rzeczywiście gratuluję, można jeszcze przesunąć prime Jordana na lata 1999 – 2001, żeby LBJ miał większą przewagę ;-))) Manipulacja statystykami na poziomie mistrz.
    Z całym szacunkiem, ale fakt, że Bird i Magic “wpadli na siebie”, czyli nie zdominowali Ligi “pojedyńczo”, nie sprawia, że są słabsi. Zresztą, tekst nie jest o najlepszych koszykarzach, tylko o dominacji.

    Dominację to ja miałem wczoraj, grałem z trzema ośmiolatkami, mówię Wam, dominowałem więcej niż LBJ. Triple Double w 5 minut – punkty, zbiórki i bloki. Zdobyłem też 100% głosów na MVP. Nadaję się?

    Lubię to: 0
    • Powtórzę jeszcze raz: prime został zdefiniowany w tekście w bardzo ścisły sposób – sześć lat z rzędu, w czasie których dany zawodnik otrzymał największy procent punktów w głosowaniu na MVP. Jest to zdefiniowane bardzo konkretnie, żeby porównać LeBrona Jamesa z ostatnich sześciu lat do innych wielkich tej ligi. Tak więc:

      A) Prime’u Jordana nie da się przesunąć – ewentualnie dać gwiazdkę i potraktować 1990-93 i 95-98 jako całość.

      B) Tak zdefiniowany prime Magica i Larry’ego nie pokrywa się ze sobą.

      C) Nikt nie mówi o tym, czy ktoś jest “słabszy” czy też nie. Chodzi tylko o “zdominowanie swojej epoki w oczach współczesnych” – co daje oczywiście podstawy do oceny całej epoki.

      Lubię to: 0