LeBron i Wade zabrali Stephensonowi mecz nr 2

11
fot. AP Photo
fot. AP Photo

Jak można było się tego spodziewać, co przewidzieli bookmacherzy i chyba wszyscy wokół – Miami Heat 2010-2014 w playoffach jeszcze nigdy nie zaczęli serii od 0-2. Niewiele jednak zabrakło, a Indiana Pacers owinęliby sobie świat wokół palca.

W meczu nr 2 Heat trzymali swój kluczowy run aż do 43 minuty, zagrali agresywniej w obronie, skończyli mecz duetem Chrisów pod koszem, a Dwyane Wade i LeBron James po trzech kwartach dominacji Lance’a Stephensona w czwartej odebrali Indianie Pacers przewagę parkietu w finałach Konferencji Wschodniej.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułDziś takich Stocktonów już nie ma
Następny artykułTo niesprawiedliwe, Cavs znowu wygrali loterię. Drugi raz z rzędu będą wybierać z pierwszym numerem

11 KOMENTARZE

  1. Cavs pick nr1 2014 draft 3x w ciagu4lat, ciekawe czy go przehandluja i walcza tu i teraz czy moze handluja Irvingiem i buduja od nowa wokol Wigginsa??czy Parkera? czy jednak zostwiaja i probuja cos z tego co maja albo moze go zmarnuja na jakiegos benetta tego draftu(Embiid)bo mam wrazenie ze on bedzie bustem

    Lubię to: 0
  2. Chyba kolego nie trafiłeś z tematem. O ile byłem spokojny po pierwszym meczu z Indianą o Heat tak po drugim meczu mam już wątpliwości, co do tej serii. Bardzo słaba dyspozycja rzutowa George’a oraz problemy z faulami Westa, które w moim odczuciu nie pozwoliły mu złapać rytmu rzutowego trochę uratowała ten mecz dla obrońców tytułu. Szczególnie, że West rzucał z czystych pozycji ze swoich klepek.

    Zobaczymy, świetny mecz Stephensona, ale nie wiem dlaczego Adam pisze na twitterze, że Lance – Wade 2:0. W drugim meczu rzeczywiście guard Indiany zagrał wspaniale, ale D-Wade miał kluczowe rzuty w crunchtime, w pierwszym meczu było na remis. Miami zagrało lepszy defensywnie mecz, ale dopiero w końcówce wrzucili ten najwyższy bieg i odpowiednią intensywność np. przy pułapce na George’u.

    Z Miami bardzo podobał mi się Birdman oraz Norris „The Chuck” Cole, którzy dali świetnie wsparcie z ławki, szczególnie po bronionej stronie boiska. Co sądzicie o matchupie LeBrona na Watsonie po bronionej stronie boiska? Komentatorzy stawiali, że Heat grali tak, aby dać trochę odpocząć Jamesowi w obronie. Seriously?

    Lubię to: 0
  3. Hmmm, Indiana świetnie w obronie zatrzymała Heat na 87pkt, Heat lepsi w obronie zatrzymali Indianę na 83 pkt :-))))
    Teraz zaczną się prawdziwe emocje i walka na całego w tej serii ;-) Oby :P

    Lubię to: 0
  4. Heat przydał się taki zimny prysznic w g1. W dzisiejszym meczu grali już zupełnie inaczej. Wade cały czas pokazuje, kto z Wielkiej Trójki ma największe cojones w ważnych meczach. W pierwszej połowie miałem wrażenie, że drużyna wspierała Jamesa solidnie, pomimo, że szło mu bardzo marnie. Cole dzisiejszą egzekucją w ataku, ale przede wszystkim energia i obroną m.in. na tym Tasmańskim Diable zmazał wszystkie swoje grzechy z g1. By wygrywać ważne mecze w playoffs tak jak pisałem musi być ławka – Heat dziś mieli energię od Birdmana i właśnie Colea. Udało sie ograniczyć zdobycze wysokich Indy, do tego dobra robotę Heat wykonali na Georgeu. Nadal słaba była Pani Krystyna Boszzzz, a Chalmers dorzucił dziś jeszcze prawie połowę strat Heat, ale plan minimum wykonany i wracamy na Florydę z bilansem 1-1.

    Lubię to: 0
    • A bo draft się wszystkim udzielił ;)

      Indianie dużo nie wpadało, ławka ssała, West nie widział na jedno oko a George w najważniejszych minutach meczu prawie nic nie widział a jednak Miami wygrało rzutem na taśmę. Chyba kibice Indiany nie muszą się wstydzić i specjalnie załamywać. Szansa, że Indiana wróci do siebie z wynikiem 2-2 wciąż jest.
      btw: to kolejny 13 z rzędu mecz tych drużyn bez dwóch wygranych pod rząd jednego zespołu. I zapewne kibice Indiany na to najbardziej liczą. Aż do końca serii ;)

      Lubię to: 0
      • Na takie argumenty, że „ktoś ma problem z czymś” to możemy sobie odbijać piłkę w koło i np pisać, że poza wiadomym meczem z Brooklynem, Lebron gra mało intensywnie i nisko, ergo nadal ma problemy z plecami, Wade nadal ma galaretę z kolana, co z resztą widać po jego ruchach, a Bosh i Chalmers na razie totalny piach w dwóch meczach. Czyli w zasadzie Heat grają wciąż trochę poniżej swoich możliwości, a mimo to wywożą 1-1 z wrogiego terytorium. Każdy kij ma dwa końce majki, a prawda jak zawsze gdzieś po środku. Gramy tym co jest, tak że suck it up i patrzeć co będzie dalej, na razie zapowiada się dobra seria. Najważniejsze, że sędziowie dają w miarę radę. Co do George’a, to z tym nie widzeniem jest tu jakiś bezsens. Albo widział i czaruje, bo chce być twardym bohaterem, albo rzeczywiście nie widział i został na parkiecie. W takim wypadku nie mógł nic zrobić, poza zaszkodzeniem swojej drużynie, a co najważniejsze, jeszcze bardziej sobie, czyli jest idiotą.

        Lubię to: 0
        • według Twojego rozumowania Jordan też był idiotą w meczu „flu game” bo narażał zespół na porażkę. Oczywiście Bulls wygrali więc bohater ale gdyby przegrali byłby idiotą bo zaszkodził drużynie…

          Lubię to: 0
          • Flu Game? Skoro zagrał Jordan jak zagrał, to widać dało się, poza tym kogo za niego Phil miał zostawić? Ciekawe, że biegał MJ cały mecz, a pod koniec widowiskowo znosił go z parkietu Pippen, bo nie mógł nagle kroku zrobić. Gwiazdodrama i tyle, choć z pewnością sił go to kosztowało, ale dało się. A wracając do tematu jak ty mi chcesz kolego przyrównywać 'Flu Game’ do tego? Na co na parkiecie ma się przydać gość z podejrzeniem wstrząsu mózgu, który podobno nie widzi? Co on, Rutger Hauer ze 'Ślepej furii’?

            Lubię to: 0
  5. W zasadzie nie ma o czym rozmawiać. Koszykówka Miami Heat, czyli wszystko sprowadza się do intensywności. Pacers stracili przewagę własnego parkietu; seria jedzie na Florydę; Hibbert wrócił do żywych; Birdman był fantastyczny; ławka Pacers posysa. Kolejny rok mam wrażenie, że grają dwie solidne drużyny, a na końcu i tak wygrywają Heat. Podtrzymuję swój typ sprzed tej serii: Heat w sześciu.

    Lubię to: 0
  6. Dzisiejszy mecz wygrał dla Heat Spoestra szokując wszystkich zmianą krycia graczy 1-3 (Wade-George, Lance-Cole, LBJ-Hill/Watson). Gdyby ktoś zaproponował takie krycie przed meczem uznano by go za niespełna rozumu. A jednak zadziałało cuda. Heat kolejny raz nie zagrali dobrego meczu, ale i Pacers nie wyszedł dzień konia. Wcześniej pomyliłem się i teraz mam wrażenie, że Heat nie zagrają z Pacers więcej niż 1 dobrego meczu, co nie znaczy że przegrają serię, ale jednak mogą. Pacers Basketball wrócił.
    Sercem i duszą Pacers jest Dawid West, problemy Pacers zaczynają się gdy go nie ma na parkiecie. Widać wtedy, że brakuje Pacers na parkiecie lidera, albo raczej inaczej, są trzy opcje, które uważają się za najlepsze w swoim mniemaniu : Roy – bo jest drugi wysoki i najwyższy, George bo jest najlepszym graczem, Lance bo wg niego jest najlepszy i najwyższy ;-)

    Lubię to: 0