Nowojorskie impresje 756 – czyli… pałacowe przewrotki…

5

0-7 zgłoś się.

Zgłosił się. A. Drummond po swój mecz życia. Pobity rekord zbiórek w połowie i w ogóle. Ależ ten chłopak zachwyca. Dech zapiera. To co potrafi zrobić jego półtonowe ciało, to jest zaprzeczenie prawom motoryki i fizjologii. Zawstydził kaszalota. A do tego taka z niego sympatyczna poczciwina. Tak nieinwazyjny. Serdeczny. Misiaczek. W Ulicy Sezamkowej mógłby zastąpić Wielkiego Żółtego Ptaka bez szkody dla oglądalności. Mój Top5 graczy NBA. Jeśli jeszcze koszykarsko się będzie rozwijał i ucieknie z Pałacu to wow jaka to może być kariera (martwią mnie jego plecy). Od czasów przyjścia do NBA Shaqa nie było chyba zawodnika, który miałby tak ogromny potencjał by fizycznie zdominować grę przy użyciu brutalnej, prymitywnej, zwierzęcej siły.

O DET było już sporo. Zespół się holuje. Potrafią spektakularnie wygrać i paskudnie przegrać. System się nie broni. G. Monroe, A. Drummond, J. Smith i B. Jennings to trochę za dużo szczęścia i zbyt wiele frywolności. Od lat psioczę na Grega i zawsze dostaję za to po głowie, że jestem w stosunku do niego zbyt natarczywy w geście i czynie. Potem czytam na murach – zNYK Kibice DET Cię obserwują. Ale on naprawdę nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Miękki jak Filemon przytulaśny jak Furby. Kogo próbujemy oszukać?

Cieszy powrót do większej gry niedużego człowieka Willa Bynuma (wygrałeś mecz mały bracie). Wysłałem mały bukiecik goździków.

Niesamowite, że w tych czasach można nadal zobaczyć księcia Karola w uniformie gracza NBA. To już ostatnie takie momenty. Potem już tylko Pałac Buckingham.

Carmelo powiedział, że jego prompter już nie podaje linijek, więc chwilowo nie ma nic więcej do powiedzenia. Był świetny na początku spotkania a potem to już bardziej przypominał świeczkę Księżnej Diany.

NBA LPB - wyznanie prawdziwego mężczyzny
NBA LPB – wyznanie prawdziwego mężczyzny

Amare jest transferowalny. Na pewno na papierze. W obronie napisał kolejną powieść w wydaniu dźwiękowym. Proste plecy.

NBA LBP - obrona inaczej
NBA LBP – obrona inaczej

T. Chandler już zaczyna powoli wymazywać się z obrazka. „Muszę się zastanowić czy NYK to najlepsze miejsce dla mojej uciekającej w lata kariery”. Mówi o dumie i uprzedzeniach. Konieczności stania do końca wbrew wszystkim racjonalnym przesłankom. Widać, że to się jednak na głowę rzuca.  

Raymond „Pistolecik” Felton nie może cały czas oderwać się myślami od wizyty w areszcie. Flash backi nie dają mu spać. Myśleć. Jest 7-35 z gry od czasu kiedy wyszedł. Co oni mu tam zrobili? Myślicie, że to były tortury z wyjadaniem mu racuchów z talerza?

JR Smith był boski do prawie samiusieńkiego końca, kiedy przy jego nazwisku było statystyczne 0-10. Potem przypomniał sobie, ze ma dodatkową komorę serca przyszytą z jutowego worka i zafiniszował na 5-7. Rzucając 14 pkt. w 2.30 min. Odleciał. Amare podobno possał mu palucha.

Obaj Smithowie mieli… taką samą skuteczność… Przypadek? Nie zdaniem hatamoto… Genetycznie to jest to samo ciało.

By Hatamoto - drzewo ewolucyjne S(m)ithów
By Hatamoto – drzewo ewolucyjne S(m)ithów

K. Martin przyznał się do przejścia platelet-rich plasma therapy. Gdyby dodać obok tego cenę można by to wziąć za danie w restauracji. Podobno ma wrócić. Podobno to Kopernik umarł.

Back court był 9-41. JR trochę to popsuł. Zły niedobry.

Koszmar trwa. Ja się jeszcze nie wybudziłem.

MWP nadal na orbicie.

Once a Knick, always a Knick.

NBA LPB - wyznania po ziole...
NBA LPB – wyznania po ziole…

Łobuzersko pozdrawiam Dr Nocnego Motyla. Doceniam celność komentarza.

Na MRaP było dziś naprawdę głośno i mocno. I prawie w ogóle o NYK.

1
Poprzedni artykułMiędzy Rondem a Palmą (38): Spotkajmy się at D’Antoni’s
Następny artykułTankować, żeby zachować swój pick

5 KOMENTARZE

  1. Dzięki, dzięki. Również pozdrawiam serdecznie. Wieczorem w trakcie joggingu nie omieszkam odsłuchać MRaP i nie ukrywam, że ostrzę sobie zęby na ten odcinek z racji wzmianki o kłótni na temat Coacha Pringlesa. Czuję, że Maciek zacietrzewił się do tego stopnia, że mógł przegapić Zjadacza Kotów z Filipin porywającego jego pupila, choć mam nadzieję, że kot jest cały i zdrowy.

    Lubię to: 0
  2. Kiedy wracam z pracy, całą drogę myślę – co jest bardziej absurdalne: Monty Python, mój szef w korporacji (dodam, japońskiej korporacji….), czy zNYKający?
    Kto przekracza wszelkie granice i zakrzywia rzeczywistość?

    Więc:
    1. Mój szef
    2. zNYKający
    3. Monty Python.

    Doprawdy, sorry, ale Gołota też był wicemistrzem. Chyba z siedem razy…

    Lubię to: 0