Nowojorskie impresje 705… czyli wywiad Sk-rzeka…

11

fot. własne

2013 rok będzie miał swoje tagi.

To rok, w którym (i) Michał Wiśniewski zmienił swój image, z nikim się nie ożenił a także nie obdarzył świata dzieckiem o dziwacznym imieniu, (ii) Tomasz Jacykow przyznał się do sutenerstwa w dawnym hotelu Forum a (iii) Djimrangar Dadnadji został zaprzysiężony na stanowisku premiera Czadu.

Dla niektórych z nas będzie to jednak rok, w którym przemówił James Dolan. Siedem długich lat milczenia. Wyczekiwania. Przygotowywania przemowy. Prób i błędów przed lustrem, I wreszcie pierwszy siadany wywiad z Właścicielem (może chodziło przez te wszystkie lata o zaproponowanie krzesła?). Lubię Mike’a Vaccaro z New York Post. Czytanie jego tekstów (na ogół krytycznych) zawsze zmusza człowieka do sięgnięcia do słownika i intelektualnego zamyślenia o pięknie języka. Niestety ceną za możliwość spicia z ust korali słów Właściciela był serwilistyczny klimat wywiadu. Nie było, żadnych trudnych, niewygodnych pytań – np. o dręczeniu zwierząt, niemyciu zębów przed snem i popijaniu ukradkiem jak nikt nie patrzy. Tak jakby Mike bał się, że zbyt odważnym słowem zrani Pana Dolana i ten zamilknie nam znowu na długie lata. Zastanawiam się nawet, czy nie zadawał tych pytań na kolanach. Myślę, zresztą, że pytania dostał na kartce. Rozmowa nie jest może przesadnie ciekawa i dotyka wielu spraw, które z perspektywy NYK mają znaczenie raczej marginalne (wiedzieliście, że MSG kupiło LA Forum (Ingelwood)– miejsce w którym NYK zdobyli mistrzostwo NBA w 1973 r. i w ten sposób Właściciel spiął historię spinaczem), ale oddaje pewien klimat osoby, tak, że Jan Parandowski musiałby go wprowadzić do panteonu bogów greckich, bo narosło o nim już tyle mitów. Pomijając, zatem wątki dotyczące NY Rangers (bardzo ciekawe), fascynacji muzycznych Właściciela i jego związku z zespołem Eagles (tu ulubiony kawałek Dolana popularnych Orłów) popatrzmy, co nasz ukochany dobrodziej ma do powiedzenia o należącej do niego organizacji koszykarskiej.

Wywiad zaczyna się pytaniem dotyczącym przeniesienia MSG. Decyzja Rady Miasta zapadła pod koniec lipca tego roku. MSG ma dziesięć lat na znalezienie nowej lokalizacji ze względu na to, że znajdująca się pod halą Penn Station wymaga przebudowy a transportowe serce miasta które nigdy zasypia, wymaga by – passów. Jeżeli MSG nie znajdzie nowej siedziby w tym czasie będzie, mogła ubiegać się o kolejna przedłużkę na korzystanie. Za dziesięć lat po obecnych radnych nie będzie już śladu, chyba, że w rejestrze karnym. Głosowanie w radzie może dać inny wynik. Zaczyna się podjazdowa wojna, polityczna przepychanka, prawna kampania. To wszystko ma gigantyczny wymiar finansowy w szczególności, że tzw. revamp MSG w ciągu ostatnich trzech lat pochłonął jakiś miliard dolarów (czyli jakieś dwa kilometry autostrady w Polsce). Nie podpadając w jakiś sentymentalizm, opowieści o Mekkach i Medynach, MSG jest znakiem rozpoznawczym NYC, świata sportu i kultury. Zmiana lokalizacji jest więcej niż symboliczna. Ale Amerykanie są praktyczni i święty to jest tylko Super Bowl. Uchwała rady miasta może zostać wykonana bez marszu z krzyżem i przywiązywaniem się sznurkiem od snopowiązałki do policyjnej barierki. Trzeba też pamiętać, że podchody pod przeniesienie MSG robi się już od dwudziestu lat. I na koniec dnia wszystko rozbija się o fundusze. Przygotowanie projektu renowacji Penn Station jest tak kosztowne i wymaga zaangażowania tylu podmiotów, że istnieje duża szansa, że projekt zostanie przesunięty na święty nigdy. Możliwe nowe lokalizacje MSG – West Side Manhattan, Long Island, miejsce zwane Rail Yards. Dolan przyrównał próbę relokacji MSG do przeniesienia Empire State Building do Świebodzina. Tam się to jednak udało.

Rzepka zdążymy?

Dalej Mike Vaccaro zadaje pytania o Trenera Woodsona – czy zdaniem Dolana, Trener Woo nie powinien pracować nad mimiką twarzy i czy irytuje go nieskażona myśleniem twarz coacha Knicks. Właściciel z cała mocą podkreślił, że on dostrzega w tym spojrzeniu przebłyski geniuszu, które są zakamuflowane za maską skończonego debila, dlatego pozycja Trenera Woodsona jest pewna jak śnieg na Gwiazdkę. Ma do niego pełne zaufanie i nadal wyprowadza go na spacer na długiej smyczy. Zawodnicy łapią z nim właściwy kontakt w kantynie. Maja dla niego szacunek za wprowadzenie zasad Nawałki– nie zaczynają jeść do momentu kiedy trener nie powie „Smacznego” i nie wstają do chwili kiedy coach nie powie „Dziękuję”. A. Bargnani’emu od samego tego poprawił się jump shot. Pan Dolan wskazał jednak na marginesie, że gdyby poczuł, że drużyna zostawiła Trenera Mike’a (np. na stacji benzynowej jadąc autokarem na mecz) i dryfuje gdzieś obok, to losy szkoleniowca są policzone.

Potem następuje w wywiadzie lekkie rozliczenie z przeszłością. Właściciel uważa, że start 18-5 w zeszłym sezonie to nie był przypadek (niech to się już nie powtórzy – znyk) i gdyby zawodnicy nie wypadali w końcówce jak zęby mleczne pierwszoklasiście to Indianie poszli by pod topór. Tworzenie historii alternatywnych jest takie łatwe i tak nieweryfikowane. Ta część wywiadu kończy się pokazaniem na Słońce i wyszeptanym – „we can get there”. Bo Melo jest z nami, bo potencjał jest z nami i Chris Smith też tam jest…

Pytanie o zwolnienie Glena Grunwalda wywołało we Właściwemu naprawdę szczere zdziwienie. Podał wreszcie jakieś uzasadnienie. Otóż MSG zatrudniła tych magików z McKinsey’a, którzy po przedstawieniu prezentacji w power pointcie w bulletach i na kolorowych grafach posługując się równoważnikami zdań uznali, że kadra zarządzająca wymaga „reprocesowania”. Czyli to nie ja wymieniłem GM-a tylko wykonałem to, co wynikało z zaleceń renowowanej firmy consultingowej. McKinsey nie myli się wcale. A kiedy się myli upadają państwa. To przypomina trochę retorykę Darka Wdowczyka – „ja się do niczego nie przyznałem, ja tylko potwierdziłem fakty znane prokuraturze”. Potem idą już zdania, które w konsystencji przypominają farmazony wypowiadane przez faceta, który włożył w ustać dwanaście leniwych i próbuje cytować Wergiliusza. Zdania są okrągłe jak kule do bilardu. „Glen był dobrym menadżerem miał wielkie oko na talent i grę, ale opis stanowiska się zmienił”. Dlatego Pan Mills jest lepszy. Konia z rzędem, kto rozumie tę papkę frazeologiczną. Mike Vaccaro chyba właśnie się położył.

Potem była chwila szczerości, że co do zasady James Dolan nie czyta gazet, ale ma prenumeratę Świerszczyka i co do zasady rzuca okiem na tekst jak mu się palcem pokaże i stickerkiem zaznaczy.

Następnie służalczość Vaccaro przeszła najśmielsze oczekiwania jego czytelników. Zadał dwa pytania po których James Dolan prawie zaczął łkać, że jest taki biedny, że wszyscy obwiniają go o brak sukcesu, o złe decyzje, że to przecież nie jego wina, że gracz nie gra, że transfer nie wypala. Miałem lzy w oczach. Jaki on biedny, jaki nieszczęśliwy. Za co go ten los spotyka. Za co to medialne kamienowanie. Chciał biec, lecieć, gdzieś, coś mu pomóc nieść to jarzmo jak Szymon z Cyreny. Na tak rozmiękczonym wzruszeniem podłożu, Pan Dolan potwierdził, że jest świętym Właścicielem i Bossem bo troszczy się o swoje drużyny, fanów, i aprowizację domowej lodówki.

Mike zadaje kolejne pytanie z kartki tym razem o I. Thomasa. Właściciel faluje oczami i twierdzi, że nie są już tak blisko z Isiahem. Już tyle nie rozmawiają, nie czatują. Isiah poszedł w fakultety, wychowanie młodzieży i nie ma dla niego tyle czasu. Potem były zdawkowe komplementy, że Thomas ma wielkie oko na poszukiwanie koszykarskiego prospektu i zasługuje na drugą szansę jako trener ale, ta szansa nigdy nie będzie miała w NYK bo on by przyjacielowi nie zgotował takiego piekła jakie zrządziłaby mu tu prasa i telewizja w Nowym Jorku. Tym samym Właściciel chyba ostatecznie zamknął usta tym, którzy uważają, że Mały Cień krąży po korytarzach MSG i nadal molestuje.

Vaccaro pytan czy gdyby Dr Emmett Brown pożyczyłby mu swoją bryczkę i pozwolił cofnąć się w czasie do lata Decyzji to czy nadal zaoferowałby Amare trzy cyfry. Oczywiście tak. Nie bylibyśmy tu gdzie jesteśmy (czyli nigdzie – przypisek zNYK) gdyby nie Amare, który jest dla nas jak czarna dziura która przyciąga gwiazdy. Nie byłoby tu dziś z nami T. Chandlera, nie byłoby Melo gdybyśmy nie zakotwiczyli STAT-a. Amare Ty magnetyczny diamencie o grawitacji pulsara. Tak, Właściciel każdego wieczoru łka w poduszkę, widząc rozpadającego się na części Stoudemire’a. Ale wierzy. Nadal wierzy, że te on się jednak zaleczy, że powstanie z kolan (sic!) i będzie dawał drużynie to, o czym tak marzy i śni (tu Mike Vaccaro podał mu sole trzeźwiące).

Potem było pytanie sąsiedzkie, jak tam znajduje swojego Michaila Kargula. Znowu zdania o konsystencji warty cukrowej. Byliśmy na lunchu. Ale ja nie jadłem. Więc prawie jakbym nie był. Więc prawie jakbym go nie znał. Wiem, że on chce wygrywać, jest po to by wygrywać, bo przecież ja wiem, że on chce wygrywać i on w tym wygrywaniu chce wygrać więcej ode mnie. I co najważniejsze płaci większy salary cap niż ja. I mnie jeszcze nigdy nikt nie uciekł.

To pozwoliło na dokonanie czytelnego przekazu. Tak idziemy na mistrza. Tak mamy wszystkie klocki na miejscach, bile w łuzach i torpedy w ładowniach. Wierzę, k… wierzę, (szczękościsk), że będzie miś. Polarny (zNYK). Mamy w rękach skill, ale czy zawodnicy będą go potrafili wykorzystać? Bo koszykówka Mike (zmrużone oczy) to taka wredna gra, gdzie decydują małe rzeczy, przypadkami zwane. Teraz jesteśmy słabi, więc w kwietniu będziemy mocni bo w zeszłym roku było zupełnie odwrotnie. Taki fortel erystyczny. Taka przewrotka. Oczywiście widać w obecnej grze drużyny brodawki (poważnie użył słowa „wart”) i potrzeba jest wizyta u kosmetyczki, która palnikiem popracuje nad wizażem. Czy oni MOGĄ wygrać mistrzostwo? Pyta retorycznie Właściciel i sam odpowiada. MOGĄ. Ale nie można zauważyć przytomności umysłu i przenikliwości Pana Dolana, który szeptem dodał – były drużyny mniej utalentowane niż NYKi wygrały. A przecież nie miały Melo… (No właśnie – zNYK). Ale (tu znowu ścisza głos) – te drużyny miały w sobie coś, co ta drużyna musi w sobie dopiero rozwinąć. Co? Nie wiadomo. Bo Mike Vaccaro ma tak spotniałe od emocji ręce, że posklejały mu się płaty mózgowe.

Ostatnie pytanie dotyczyło Knicks City Dancers. Właściciel jak ojciec wytłumaczył powoli i spokojnie jaki jest status trupy. Tancerki przestały działać. Publika przestała reagować na ich występy. Wychodziły i nie było nawet oklasków erotomanów gawędziarzy. W związku z tym zafundowaliśmy im profesjonalnych Tancerzy (podobno Piróg i Egurrola), żeby przygotowali profesjonalny program artystyczny w stylu Broadwayowskim. Zobaczymy je niedługo, bo już pracują na choreografią i szyją kostiumy.

Po tym ostatnim zdaniu Mike Vaccrro poprosił, żeby Właściciel zagrał dla niego serenadę. A potem go pocałował.

0
Poprzedni artykułDerrick Rose kontuzjował prawe kolano, Marc Gasol lewe, a Iguodala ścięgno udowe
Następny artykułDniówka: Krajobraz po „czarnym piątku”

11 KOMENTARZE

  1. Mistrzostwo!!!

    Antoni już do Ciebie pędzi, raport stanie się przyswajalny dla największych niejadków :) Peace ;)

    To może by tak o transferach słów kilka, takie NY sci-fun.

    Pozdro.

    GO NY!!!

    Lubię to: 0
  2. Z innej beczki – zdaje się że McKinsey to ta sama firma, która doradzała kilku polskim spółkom kolejowym, jak postawić transport szynowy na nogi. Efekty tych „radzeń” jak widać podobne…

    Lubię to: 0
    • akurat doradzała PKP Cargo nie jak postawić transport ale jak wejść na giełdę. debiut był świetny (a właściwie za dobry) przez co poleciał prezes ale to opowieść na inna bajkę

      Lubię to: 0