Kryminalne zagadki Portland: Jail Blazers

4
fot. YouTube

Co roku w okresie wakacyjnym sporo słyszymy o różnych mniej lub bardziej poważnych problemach z prawem zawodników NBA, ale też i trenerów czy managerów. To już stały punkt offseason i teraz nie jest inaczej – Michael Beasley po raz kolejny przyłapany na paleniu marihuany, trener Mike Budenholzer aresztowany za jazdę po pijaku, asystent trenera Bobcats bijący się w barze i przede wszystkim smutna historia Lamara Odoma. A teraz wyobraźmy sobie, że podobne sprawy mają miejsce w trakcie sezonu i w dodatku w jednej drużynie… Nie, nie musimy sobie tego wyprażać, wystarczy, że przypomnimy zespół Jail Blazers.

Już w połowie lat 90-tych niektórzy dziennikarze zaczęli mówić o drużynie z Portland używając określenia „Jail Blazers”, ze względu na problemy z prawem ich zawodników. Ale ta nazwa naprawdę nabrała znaczenia w połowie lat 2000-nych, kiedy co chwilę pojawiały się doniesienia o pozaboiskowych kłopotach zawodników ze stanu Oregon.

Jeszcze w 2000 roku Blazers byli jednym z głównych kandydatów do tytułu i ostatecznie przegrali finał konferencji z Lakers dopiero po siedmiu meczach. Rok później chcieli się zrewanżować, ale starzejący się Scottie Pippen, Arvydas Sabonis, Steve Smith i Detlef Shrempf nie byli już w stanie zagrozić obrońcom tytułu. W 2001 w pierwszej rundzie zostali pokonani do zera przez Lakers i to był początek końca tamtych Blazers. W kolejnym sezonie trenera Mike’a Dunleavy’ego zastąpił Maurice Cheeks, pierwszoplanową rolę w zespole zaczęli odgrywać młodzi zawodnicy i zaczęły się też pojawiać problemy pozaboiskowe, które z każdym rokiem stawały się coraz bardziej uciążliwe.

W tamtym okresie wyjątkiem w Portland byli zawodnicy, którzy nie zostali przyłapani na posiadaniu lub paleniu marihuany. Z czasem doniesienia o tego typu wykroczeniach nie były już żadnym wydarzeniem. Największe problemy miał z tym rozgrywający Damon Stoudamire, którego za posiadanie marihuany aresztowano trzykrotnie. Między innymi w czasie sezonu 2003/04, kiedy po meczu z Seattle razem z Rasheedem Wallace’m byli pasażerami samochodu, który zatrzymano za przekroczenie prędkości, a później znaleziono w nim marihuanę. Później na lotniku w Arizonie, Damon próbował przejść przez bramki mając zapakowaną marihuanę w aluminiową folię. Nie udało się. Został zatrzymany i zawieszony przez Blazers, którzy nawet zaczęli szukać sposobu, aby na tej podstawie unieważnić jego wysoki kontrakt (zarabiał wówczas ponad $12mln rocznie). Ostatecznie do tego nie doszło, ale też Stoudamire wyciągnął wnioski i w końcu udał się na leczenie.

Również dobrze znany z naszych polskich parkietów Qyntel Woods został zatrzymany za przekroczenie prędkości, kiedy policjant wyczuł w jego samochodzie marihuanę. Później próbował wylegitymować zawodnika Blazers, ale nie miał on przy sobie żadnego dokumentu. W tej sytuacji Woods wpadł na genialny pomysł i jako dokument tożsamości pokazał kolekcjonerską kartę NBA ze swoim wizerunkiem.

Z trawką problem mieli też wspomniany już Sheed, Zach Randolph, Darius Miles czy Ruben Patterson i z pewnością nie jest to pełna lista. Tymczasem Shawn Kemp to dużo poważniejszy przypadek. Przybył do Portland w 2000 roku, będąc już tym grubym, 'polokautowym’ Kempem, natomiast sezon 2000/01 zakończył na odwyku, walcząc z uzależnieniem od kokainy.

Ale wróćmy jeszcze do Woodsa. W sezonie 2004/05 został uznany winnym okrucieństwa wobec zwierząt. W domu organizował walki psów z udziałem swojego pitbulla. Został skazany na 12 miesięcy dozoru sądowego i 80 godzin prac publicznych, skonfiskowano mu psy, a do tego zgodził się wpłacić $10 tysięcy na cele charytatywne. To jednak nie był jedyny efekt tej sprawy. Blazers zawiesili go jeszcze przed startem sezonu, kiedy postawiono mu zarzuty, a później zwolnili, gdy zapadł wyrok skazujący.

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułUdane barbecue GM-a Blazers
Następny artykułMichael Carter-Williams i Nerlens Noel jeszcze bez kontraktów

4 KOMENTARZE

  1. Może troszkę rasistowsko, ale chciałoby się napisać „głupie czarnuchy”. Ale akurat w tym przypadku czemu ubliżać głupim czarnuchom, nazywając tym określeniem tych idiotów? W NBA od zawsze zastanawia mnie jedna rzecz, która trudno zrozumieć z perspektywy kraju europejskiego, łatwiej z perspektywy USA, czemu kluby nie mają prawa zrywać umowy z takimi graczami. Czemu nie wpisują takich zastrzeżeń do kontraktów, umożliwiających im możliwość zerwania umowy z graczem mającym notoryczne problemy z prawem. Koszykarz NBA to nie tylko grajek latający po parkiecie, ale również wzór dla młodzieży, czy mu się to podoba czy nie. David Stern nakazał im się ubierać w garnitury (w których nomen omen Ruben wyglądał naprawdę OK), ale nie pozwolił klubom poprzez umowę zbiorową rozwiązywać tak oczywistych problemów. Wszystkie te sprawy były bardzo głośne w ówczesnych latach i powodowały, że takiemu kibicowi jak mi, odechciewało się NBA. Zresztą te lata Blazers to czas największego kryzysu ostatnich 30 lat w NBA, w jakiś sposób dokumentowane a być może i sprokurowane przez te wydarzenia.

    Lubię to: 0
  2. Wow, pamiętam te czasy z podśmichujek na „Fruwając pod koszem”. Ale, że taka patologia tam była?

    Wyobrażacie sobie, żeby w 2013 chłopcy od excela i zaawansowanych statystyk z front office pozwolili na taki bajzel?

    Lubię to: 0
  3. „wtedy rzucił piłką w oddalonego o jakieś 30 metrów”

    Dziennikarskie legendy.

    Taaa. Całe boisko do koszykówki ma 28,65 m. Trafić piłką z 30 metrów w człowieka to niezły wyczyn. A już trafić tak żeby 7 footer ważący 260 funtów się zwijał z bólu to trzeba mieć łapę lepszą niż Jan Żelezny na sterydach. Czego on użył?? Działa??

    Lubię to: 1