zNYKajacy: Polityczny panteon NBA

7
fot. The Associated Press

Największy koszykarz wśród Prezydentów USA właśnie zrobił in your face’a Mittowi Romney’owi i przedłużył swój polityczny mecz o dodatkowe czteroletnie OT. Tym samym na światowym boisku constans. Zagrywa Afroamerykanin, czyli piłka jest pokojowych rękach.

Pozostając w oparach politycznej konwencji przemijającego tygodnia dokonałem egzegezy żywotów koszykarzy NBA, którzy zamienili klimat rywalizacji sportowej na polityczne zapasy w błocie.

Lista może nie jest wybitnie długa, ale transition z koszykarskiego uniformu NBA na polityczne garnitury miało w historii miejsce kilkukrotnie. Te przejścia miały różne koleje, prędkości i dramaturgie. Nie zawsze były tak smooth jak asysty np. ś. p. Yinki Dare… (to porównanie z naprawdę Górnej półki).

Chyba największą karierę polityczną wśród byłych zawodników NBA zrobił niejaki William Warren Bradley znany w szatni NYK „Dollar Billem” (kariera NBA w latach 1967-1977). Już samo to nazwisko jakby z definicji predestynowało go do pełnienia zaszczytnej funkcji przedstawiciela narodu. Piękne. Dostojne. Melodyjne. Plan Bradley’a był prosty jak pick and roll. „Na informacji o swoim przejściu w stan spoczynku buduję publicity i wchodzę od razu mocno do polityki”. Idea zadziałała wprost doskonale. W latach 1979-1997 Bradley piastował zaszczytną funkcję senatora stanu New Jersey. Ale jego ambicje sięgały znacznie, znacznie wyżej. Kosmos to było za mało. Pan senator postanowił zawalczyć o najwyższy urząd w państwie. Było to nieuchronne, skoro od maleńkości wszyscy przepowiadali mu wielką karierę polityczną. Stało się to dla wszystkich jasne od momentu, kiedy wygłosił dwugodzinną płomienną mowę do kioskarza, żeby ten wydał mu gazetę jego ojca.

Jako Demokrata w 2000 r. Bill stanął w nominacyjne szranki prezydenckie w swojej partii z człowiekiem w całości wyheblowanym z drewna – nijakim Alem „Oscarem” Gorem.  W tym przedbiegu do biegu, Bradley uzyskał poparcie samego Michaela Jordana i Phila Jacksona, z którym od czasów gry w Knicks byli wielkimi przyjaciółmi (nie ma jak koledzy z boiska, wspólne prysznice, jazdy autokarem etc.). Jax był tak bardzo za Billem, że nosił z dumą w klapie jego kampanijny znaczek. Zupełnie przypadkowo, Phil złożył swoje oświadczenie o przyjęciu posady trenera Lakers właśnie w chwili, w której Bradley przebywał w Kalifornii w czasie swojej kampanii. Zen Master wielokrotnie też pojawiał się jako świnka skarbonka zbierająca fundusze dla… Dollar Billa. W ramach odpłaty, to właśnie Bradley w 2007 r. miał mowę wprowadzająca Jacksona do Hall of Fame. Ładne. Niestety człowiek z IKEI był jednak mocniejszy i Bradley nie wystartował w wyścigu głównym o fotel prezydenta USA. Potem zasadniczo odmawiał politycznych zaszczytów (nie chciał zostać szefem amerykańskiego PKOLu), poszedł bardziej w biznes (był m. in. jednym z dyrektorów w Starbucksie).

Od zawsze się zastanawiałem na ile te polityczne koneksje pomogły mu wylądować w Galerii Sław NBA. Wszak wynik 9.217 punktów (średnio 12,9), 2.354 zbiórek (średnio 3.2) i asyst 2.533 (średnio 3.4) nie powala na kolana nawet Misia Uszatka. Przypominam, że Bernard King ciągle czeka… 19.655 pkt. (średnio 22,5), 5.060 zbiórek (średnio 5.8) i asyst 2.863 (średnio 3.3). Ktoś mógłby powiedzieć, że to niebywały wręcz skandal!

________________________

To tylko fragment tekstu. Aby uzyskać dostęp do całości, należy wykupić abonament. Kliknij w przycisk Kup teraz, jeśli chcesz kupić dostęp do SzóstyGracz.pl na miesiąc (cena: 15 zł).

Możesz też kupić 3-miesięczny abonament w promocyjnej cenie 27 zł, albo abonament roczny (4 miesiące gratis) za 120 zł.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni15 zł

0

KOMENTARZE